Strona główna

Słowo wstępne


Pobieranie 288.68 Kb.
Strona5/6
Data18.06.2016
Rozmiar288.68 Kb.
1   2   3   4   5   6
"Główne chodniki sztolniowe"
Wychodzące od szybu Adolfa oba głębokie kierunkowe chodniki, nazywane głównemi sztolniowemi, prowadzono aż do ostatnich czasów daleko w pole. Tu przekonano się, że złoża kruszcowe vvyklinowu ją wgłąb, co potwierdziły już naogół dawniejsze spostrzeżenia. Północny chodnik skrzydłowy wziął prawie ten sam bieg co chodnik Redena w równym zachodnim odstępie jakich 150 - 300 m i w r. 1862 osiągnął pierwszy zaprojektowany szyb świetlny "Merkur" przy szosie gliwickiej. Z drugiej strony tej szosy zwrócono się północno - zachodnim łukiem w kierunku na starszy szyb "Paulinę", stojący na poziomie chodnika "Reden", do którego w celu obsługi jako szybu świetlnego - podjechano przebitką poprzeczną i odpowiednio pogłębiono. Na północ od tego szybu chodnikiem tym dotarto do jedynych kruszców, które dały sposobność do małej i krótkotrwalej odbudowy. Zupełny wyrąb tych kruszców był wprawdzie niemożliwy, ponieważ za upadem idąc zamieniły się w bardzo twardy kruszczak.
Dalej prowadzono chodnik ten poza szyby świetlne "Nehler" i "Kapuściński", częściowo w kamieniu podstawowym i dolomicie, który nie rzadko delikatnemi częściami kruszców był przerośnięty, częściowo rudą żelaza, częścią iłami zawierającymi żelazo.
Chodnikiem tym ujechano w całości, licząc od szybu "Adolfa", 2372 m.

Doprowadzono go aż w pobliże szosy tarnowickiej, przed którą w odległości I40 m zaprzestano dalszych robót z chwilą, gdy zjawiła się woda, wielka szczelina pełna wody w r. 1880.


Jakkolwiek chodnik ten nie przyniósł prawie nic kopalni, to jednak ogólnej jego korzyści nie należy niedoceniać. Osuszył on rozlegle złożyska rudy żelaznej na północny - zachód od miasta i w ten sposób umożliwił ich korzystne wyzyskanie.
Te potężne i czyste masy kruszcowe, które wydobywano przez dziesiątki lat, miały ogromne znaczenie dla rozwoju górnośląskiego hutnictwa. Można także śmiało przypuszczać, że przy wielkiem rozdrobnieniu i małej wartości rud właściciele pól kruszcowych nie byliby zdołali samodzielnie rozwiązać kwestji wodnej.
Gdyby chodnik był dalej na pólnoc prowadzony, jak to pierwotnie planowano, to byłoby można dostrzeć do częściowo nienaruszonych i częściowo jeszcze niedostatecznie wyeksploatowanych pól kruszcowych na stokach północnych góry Redena i pod Sowicami, wreszcie otworzyć złoża ołowianki na północnej linii granicznej kopalni Fryderyka i skonsolidowanej kopalni . sowickiej, graniczącej ze Sowicami, a wreszcie nieznane jeszcze pole z drugiej strony rzeki Sztoli, a z pewnością także byłoby przedsięwzięcie to przyniosło jeszcze inne wielkie korzyści. Nie można jednak było wtedy uzyskać pomocy od zainteresowanych, t. j. państwa i musiano planu zaniechać, ponieważ kopalnia "Fryderyka" nie mogła sama ponieść tych ofiar. W dalszym następstwie czasu zawalił się ten chodnik w części górnej poza szybem "Paulina", czemu było winne górnictwo rud żelaznych.
Południowo - wschodni chodnik skrzydłowy sztolni Fryderyka bito w pole najpierw z szybu "Adolf" na zupełnie wyniesionym złożu kruszcowem jakie 544 m kierunkowo poza szybem "Kometa", później jednak ze względów oszczędnościowych skręcono do kamienia spągowego w zupełnie prostym, południowo-wschodnim kierunku i jechano w tymże w prostych, dostosowanych do ogólnego kierunku skrzydła kotlinowego linjach, aż poza szyb "Bohr" obok szybu "Nettelbeck", stojącego na poziomie Heinitza, z którym przeprowadzono połączenie wstępujące, a dalej poniżej przez szyby stojące na tym samym poziomie, jak "Pokój", "Spes" i "Hamster". Po osiągnięciu 167 m długości za szybem "Hamster" wszedł chodnik sztolniowy znowu w złoża kruszcowe, osiągnął potem po objechaniu południowego specjalnego zagłębia przy szybach "Wilk" i "Strzybnica" zwolna przeciwległe zachodnie skrzydło zagłębia suchogórskiego i prowadzono go dalej w jego głównych rozciągłościach w kierunku północno - zachodnim poza szyb "Orzeł" i "Urban". Celem szybszego otwarcia, położonego z drugiej strony szybu "Urban" w szerokim na zachód skierowanym łuku, ciągnącego się skrzydła przeciwnego, rozpoczęto w r. 1875 bić przecznicę w kierunku południowym od szybu świetlnego "Pomoc Szczęścia", długą na 470 m, z którą się znowu zwrócono w kierunku poludniowo - wschodnim, gdy w ostatnich 37 m kamień podstawowy aż pod strop sięgnął, i prowadzono ją dalej jako chodnik główny naprzeciw bitego od szybu "Urban" chodnika głównego. Przebicie przecznicy pomiędzy obu szybami nastąpiło 17 grudnia r. 1880.
W ten sposób przeprowadzony został od szybu Adolfa główny chodnik sztolniowy, całkowity, zamknięty w sobie, którego długość wyniosła 7585 m, t. j. milę, wliczając w to górną część sztolni Fryderyka aż do szybu Adolfa. Po odliczeniu długości odcinka sztolni "Pomoc Szczęścia" - Adolf (840 m) i poludniowej przecznicy (470 m) pozostaje jeszcze dla całej sieci chodników głównych rozmiar długości, wynoszący ogółem 6275 m, nad czem 50 lat pracowano.
W latach osiemdziesiątych próbowano prowadzić z drugiej strony przecznicy "Pomoc Szczęścia" tę sieć chodników głównych na skrzydle zagłębia dalej na zachód, odstąpiono jednak od tego po ujechaniu 74 m, ponieważ górotwór był za chaotyczny i nie dawał żadnych nadziei.
Ta rozgałęziana praca odkrywcza nie dala wyniku. Wszędzie, także i tutaj, wyklinowały warstwy kruszcowe aż do poziomu Redena i nigdzie już za upadem nie ułożyły się szlachetnie. Ale także tutaj w obrębie rewiru bobrownickiego wyzyskano bogate złoża rudy żelaznej na wychodnem dolomitu. Skorzystali na tym właściciele gruntów. To samo działo się później odnośnie do potężnego zagłębia rudy żelaznej przy Lazarówce i w północno - wschodniem zagłębiu suchogórskiem. Dopiero po osiągnięciu szybu "Spes" przyniósl główny chodnik sztolniowy spodziewaną korzyść. Tutaj zaczęły warstwy kruszcowe dochodzić obficie aż do nowego poziomu, a nawet niektórych, głębiej zapadających bardzo poważnych części złoża, nie zdołano wydobyć. Miało to miejsce zwłaszcza na szybie "Wilk", gdzie odbudowywano warstwy kruszcowe i gdzie wody wyclągano pompaml ręcznemi na główny chodnik.
Zakręt zagłębia okazał się znów pusty, podczas gdy na przeciwnem skrzydle pod wyrobiskami starożytnych, otwarto złoża kruszcowe o jakości godnej odbudowy o rozciągłości około 1400 m długiej a 100 - 250 m szerokiej - ciąg kruszcowy, który się kończył około 450 m poza szybem "Urban", a w latach osiemdziesiątych stanowił główne pole odbudowy. Dalsza rozbudowa chodników głównych nie przyniosła już nic.
Próby przedsięwzięte celem przekonania się, czy jeszcze pod poziomem sztolni znajdują się kruszce, nie dały żadnego rezultatu. Pogłębiono w tym celu stary, z r. 1817 pochodzący szyb "Bóg pomoże napewno", który stoi naprzeciwko szybu "Spes". Od ostatniego szybu w kierunku na szyb "Orzeł" wybito przecznicę aż pod szyb "Bóg pomoże napewno" (296 m), a ostatni równocześnie pogłębiono i najpierw aż do poziomu sztolni, jak również z pomocą ustawionej pompy parowej pogłębiono dalej aż do kamienia podstawowego. Dział górotworu natrafiono w tym miejscu w głębokości 76,6 m a 18,1 m pod głównym chodnikiem sztolniowym. W tejże głębokości przeprowadzono w pole w kierunku północno - zachodnim i południowym dwa kierunkowe pochyłe chodniki główne o długości 150 do 180 m pod linią rozciągłościową zagłębia w poziomie sztolni, z których pierwszy północnozachodni po osiągnięciu 517 m długości został jako niemający żadnych widoków powodzenia, zastanowiony i zamknięty tamą murowaną. Południowy chodnik zato prowadzono na południowy zachód w kierunku na przeciwne skrzydło, ale i tu nie natrafiono na kruszce.
Przebita przecznica do szybu "Bóg pomoże napewno" w horyzoncie sztolniowym została przedłużona o 665 m i stanowiła konieczne i korzystne połączenie i daleko od siebie oddzielone części odbudowy w rewirze suchogórskim na wschodnim i zachodnim skrzydle zagłębia.
Oba chodniki skrzydłowe i obie przecznice głębokiej sztolni Fryderyka osiągnęły 10078 m długości, a więc więcej niż podwójną długość sztolni Fryderyka.
Użytek podziemnych wód tarnogórskich
Ostatni szyb wietrzny sztolni Fryderyka, szyb "Adolfa" (dziś "Staszyca") nabrał w nowszym czasie znaczenia przez to, że powstał tutaj zakład wodociągowy, który zaopatruje kopalnie fiskalne, Królewską Hutę i okoliczne wsie w dobrą wodę do picia. Że zakład ten powstał, jest to zasługą dwóch posłów górnośląskiIch, Letochy i Szmuli, którzy staraniami swemi w Berlinie sprawili to, że obwód przemysłowy G. Śląska zaopatrzony został w dobrą wodę do picia, podczas gdy przedtem grasowały w okolicach przemysłowych straszliwe choroby; epidemje prawdziwe, a liczne wypadki śmierci, to skutki używania przez ludność niezdrowej wody do picia.
Pod wspomnianym wyżej szybem wypływa z głębokich chodników skrzydłowych woda najlepszej jakości, w minucie 7 - 8 m3, do sztolni Fryderyka, a stąd do rzeki Dramy. Wodą tą karmiono dawniej dźwignie, i spotrzebowano jej w minucie 2 - 3 m kubicznych. Później wykonano w podłodze szybowej dwa otwory wiertnicze, tuż obok szybu w warstwie wapienia muszlowego, z których wypływa najlepszej jakości woda w ilości 7 m kubicznych na minutę. Tę właśnie wodę rozprowadzano aż do ostatnich czasów rurami do obwodu przemysłowego.
Wyżyna tarnogórska, szczególnie najbliższa okolica miasta, jest nadzwyczaj uboga w wodę, okoliczność, której przyczyny należy szukać w charakterystycznej właściwości, w górnictwie. Dotyczy to jednak tylko wyższych poziomów, zwłaszcza zwyczajne studnie nie wystarczają tutaj.
Dopiero w stosunkowo wielkiej głębokości znajdują się ogromne ilości wody, które mogą być użyte do zaopatrzenia centralnego całych okolic, a z któremi górnictwo kruszcowe miało przez wieki całe do walczenia. Wody te sposobem naturalnym pochodzą z opadów atmosferycznych, które przefiltrowane gromadzą się w urobiskach, czeluściach dawnych kopalń tarnogórskich, które już w średniowieczu wzięły swój początek, a następnie z przerwami dotrwały do wojny światowej. Liczne podziemne w dolomicie i wapieniu przeprowadzone sztolnie, ganki łączą się wzajemnie i prowadzą wystarczające masy wód ku szybowi Kohlera, ku wodociągowi miejskiemu.

Dopływ wody jest stały i wynosi według ogólnego oszacowania 3 metry kubiczne na minutę. Nadmiar wody uchodzi do t. zw. ganku Redena, znajdującego się w głębokości przeszło 40 m. Stąd płynie część wody ku zachodowi, do sztolni "Pomaga Bóg" podczas gdy reszta masy wodnej w ganku Redena najpierw na wschód, a dalej na południe przez szyb Pauliny do sztolni Fryderyka odchodzi, na której wschodnim wylocie znajduje się sławny fiskalny wodociąg, szyb "Staszyca", dawniej "Adolfa", który zaopatruje w wodę okręg królewsko - hucki. Tak więc przez całe stulecia z wytrwałością prowadzona budowa wielkiego i rozgałęzionego systemu sztolniowego, stworzyła wreszcie bazę nietylko do uregulowanego wydobywania kruszców, leżących powyżej poziomu sztolni, ale zarazem przyczyniła się do zaopatrzenia całych miast i wiosek w dobrą wodę do picia.


Aż do r. 1835 był fiskus obowiązany do zaopatrzenia miasta w wodę. Obowiązek ten spoczywał na fiskusie i opierano go na fakcie, że państwowa kopalnia Fryderyka odebrała studniom miejskim wodę. Umową z r. 1835 rozwiązało państwo sprawę w ten sposób, że zastanowiwszy ruch kopalniany w zachodnio - północnej części obszarów miejskich, pod górą Redena, oddało miastu oprócz 8000 talarów odstępnego na własność 56 metrów głęboki szyb wymurowany "Kohlera", przez co miasto wzięło zaopatrzenie wody w własne ręce. Tutaj pokazało się, że układ zawarty z fiskusem nie był korzystny, gdyż wkrótce po objęciu szybu pokazało się, że całe urządzenie maszynowe dostarczające tylko 68 metrów kubicznych wody było niewystarczające i musiano znowu wyciągać wodę w mieście na kilku miejscach ze studzien na 20 m głębokich, których było 6 w mieście, z których ostatnią unieruchomiono w r. 1810. Wodociąg już w r. 1838 powiększono, ustawiając 14-calową maszynę parową z kondensacją. Ponieważ zapotrzebowanie wody zwiększało się z przyrostem ludności - 1835 liczyło miasto 3150, a 1861 r. 5580 mieszkańców; musiał zakład wodny sprostać zwiększonym wymaganiom. Tak w r. 1863 wbudowano rezerwowy kocioł o ciśnieniu 4 atmosfer, 1872 2 kotły walcowe każdy na 20 metrów przestrzeni opałowej i na 4 atmosfery ciśnienia, a w tymże samym roku jedną pompę z działaniem 21 metrów kubicznych na godzinę. Po blisko 50-letniej działalności musiano odmontować starą 14-calową maszynę balansową, ponieważ już bardzo była żużyta i stara.
W r. 1887 zastąpiono ją zdolniejszą więcej postępową maszyną, a mianowicie potrzebowanem urządzeniem pompowem z ciężkim drewnianym drążkiem. Zapotrzebowanie pary przez tę maszynę było jednak tak wielkie, że w r. 1890 musiano rozszerzyć także kotłownię ustawiając kocioł parowy o przestrzeni 30 metrów kwadratowych i 5 atmosferach ciśnienia.
Doprowadzenie wody do miasta nastąpiło przy końcu zeszłego stulecia w ten sposób, że w starych zrobach górniczych gromadzącą się wodę wciągano szybem Kohlera rurami z żelaza lanego na wysokość 55 metrów na powierzchnię do dwu, według systemu Moniera nakrytych zbiorników, a stąd rurami na długość około 1250 metrów, według naturalnego spadku do miasta. Od lat już należały Tarnowskie Góry do uprzywilejowanych miast Górnego Śląska, które nie potrzebowały się skarżyć na brak wody albo na jej jakość, gdyż z wodociągu na górze Redena miało miasto dobrą i wystarczającą ilość wody i odpowiadającą ówczesnym stosunkom miejskim.
Z biegiem czasu zmieniły się rzeczy istotne, gdy przydział, który niektóre domy otrzymywały, zaczął się zmniejszać, ponieważ ilość pozostawała ta sama jak przed laty, jakkolwiek miasto się powiększyło na obszarze i ludności. Tak roku 1892 przekroczyła liczba mieszkańców 10000. Na miejscu małych domków stanęły wysokie domy piętrowe, które z konieczności musiały otrzymać połączenie wodociągowe. Połączono całe nowe dzielnice z wodociągiem w stronę dworca, rzeźni i Karłuszowca. Jednak doprowadzenie wody do wszystkich starych i nowych odgałęzień pozostało to samo. Od wodociągu na górze Redena prowadziła główna rura niezbyt wielka, do miasta, a do tej jednej jedynej rury przyłączono wszystkie odgałęzienia. Przez te ciągłe przyłączania nastąpił w r. 1892 ponowny wielki brak wody i to tak w centrum miasta jak i na peryferjach. Szyb Kohlera mógł był zaopatrzyć miasto Tarnowskie Góry w wodę dostatecznie, brakowało tylko silniejszej sieci rur, któraby wychodziła od samego wodociągu. Trzeba było koniecznie założyć drugą rurę, któraby wychodzila od wodociągu równolegle z istniejącą rurą do miasta, i aby odgałęzienia do obu rur były odpowiednio rozdzielone. Ale także sam wodociąg zawiódł w r. 1893, kiedy skargi na niedostateczne doprowadzenie wody, szczególnie w wyższych piętrach domów stały się głośne, aż nagle w środę 22 marca 1893 r. wodociąg zupełnie przestał działać i nie mógł tak potrzebnego środka życiowego dostarczyć ani gospodarstwu domowemu ani zakładom przemysłowym. W kwestji zaopatrzenia we wodę przez miejski wodociąg na górze Redena i nagłego braku wody dał nauczyciel szkoły górniczej Wabner z Tarnowskich Gór godne uwagi i rzeczoznawcze oświadczenia, które w teraźniejszym czasie znalazły ponowne zainteresowanie publiczne.
Doskonały znawca miejscowych stosunków wskazał nasamprzód na poruszenie mieszkańców miasta, kiedy wystraszeni spostrzegli jak nagle miejscowy wodociąg odmówił posluszeństwa w dniu 22 marca 1893 r. i zaprzestał tak koniecznie potrzebnej wody do picia i do gospodarstwa dostarczać. Przedstawiwszy pokrótce skutki takiego nieszczęścia, szczególnie w czasie pożaru, co przedewszystkiem spowodu drewnianych jeszcze wtedy domów i rozległości mialoby nieobliczone następstwa, przeszedł do przyczyn zniknięcia wody. Wyjaśnil on to popularnie następującemi słowy: "Gdy wywiercimy w dnie miednicy, napełnionej wodą otwór, to woda musi z niej wyciec". W ten tak prosty sposób należy sobie wytłumaczyć owo nagle zniknięcie wody. Ta naturalnie wielka i na powierzchni nie widoczna miednica w ziemi, z której wodociąg miejski ciągnie wodę na powierzchnię, już dawno ma w sobie otwór poważny. Jest to owa sztolnia Redena, o której górnicy obeznani ze stosunkami kopalni Fryderyka wiedzą, a która niedaleko szybu "Adolfa" obecnie "Staszyca", państwowego wodociągu, łączy się z głęboką sztolnią Fryderyka i do niej wlewa wielkie ilości wody".
Ganek Redena leży 5 metrów wyżej ponad poziomem sztolni Fryderyka i ma ujście swoje nie wprost do sztolni, tylko jest połączony z poziomem sztolni 250 metrów na północ od szybu "Staszyca" gankiem pochylniowym, który uchodzi do głównego ganku, a który znów ma ujście w sztolni Fryderyka. Oba ganki, tak północny glówny jak i 5 metrów wyżej leżący Redena są równolegle do siebie przeprowadzone, dotykają prawie dokladnie w północnym kierunku miasta i należy je uważać jako dwóch wrogów miejskiego wodociągu, ponieważ stale odciągają wodociągowi miejskiemu ogromne ilości wody, a dostarczają zato głębokiej sztolni Fryderyka, która ma swoje ujście już na terenie Śląska Opolskiego, tuż za granicą polsko - niemiecką.
Wody tej sztolni tworzą rzekę "Dramę" nad którą znajdują się liczne młyny.

Najniebezpieczniejszy jest jednak ganek Redena, po stronie zachodniej miasta, aż do góry Redena jest on przeprowadzony i kończy się w szybie Kohlera, w którym pompy miejskich maszyn wyciągają wodę na powierzchnię, a stąd rurami do miasta. Drugi wróg, to główny ganek kończący się jakie 140 metrów przed szosą, prowadzącą z miasta do Starych Tarnowic, i to na południe do niej w kurzawce, nie należy go się jednak tak bardzo obawiać, gdyż jego dalsze ówczesne prowadzenie pochłonęłoby było ogromne koszta. Ganek ten, gdyby go przeprowadzono dalej w kierunku północnym, zgotowałby miejskiemu wodociągowi na górze Redena koniec na zawsze, ponieważ leży o 5 metrów niżej od ganku Redena.


Szczególne zasługi około rozbudowy miejskiego wodociągu, przez który zaopatrzenie miasta Tarnowskich Gór w wodę zostało zapewnione, położył mianowany w r. 1908 radnym miejskim, wolnego miasta Tarnowskich Gór, inspektor górniczy i radca, Teodor Frank, który piastowal urząd członka magistratu i komisji wodociągowej przez lat 10. Czynność jego, którą należy w pełni uznać, polegała głównie na tem, że zbadał i rozwiązał sprawę wodną wtedy, jak to wyżej wspomniano, kiedy pokazał się w r. 1893 spadek poziomu wody w szybie Kohlera. Jego dokładna znajomość fachowa i lokalne wiadomości o biegu poszczególnych sztolni kopalni Fryderyka i znajomość polożenia tak bardzo ważnych dla kwestji wodnej szybów, pozwoliły mu na wyjaśnienie i udzielenie rad ojcom miasta i wywołanie uspokojenia pomiędzy ludnością, podkreślił on zarazem i to szczególnie, że miasto większą część swej wody otrzymuje z północy od strony Sowic, dlatego także zupełny brak wody nie może nigdy nastąpić. Dzięki jego staraniom podczas klęski wodnej w r. 1893, okazała się także władza państwowa górnicza bardzo przychylna, zastanowiwszy szlamowanie ganku Redena, rozpoczęte w r. 1893 i oświadczyła, że tama, którą zbudowano, aby powstrzymać wody w tym ganku, już dwa razy została przerwana, trzecia jeszcze jednak dotąd trzyma. Ażeby usunąć szlam nagromadzony w szybie Kohlera, postanowił magistrat wyszlamować szyb gruntownie a rurę ssącą położyć niżej, w przeciwnym razie, gdyby roboty te okazały się daremne, miano żądać od fiskusa, aby ganek Redena przyprowadził do takiego stanu, iżby przezeń nie mogła być woda żadnym sposobem odprowadzona. Na cele usunięcia braku wody i ulepszenia wodociągu i rozszerzenia sieci rur, wydano wtedy 23000 marek. Przez to jednak wystarczylo wody dla podwójnej ilości ludzi i zabezpieczono się na cale lata.
W r. 1903 musiano przebudować zupełnie urządzenie do wyciągania przy wodociągu, ponieważ obie znajdujące się tamże maszyny, pompa Rittingera i urządzenie parowe bardzo niekorzystnie pracowaly. Sprowadzono z Hannoweru i ustawiono na powierzchni dynamo gazowe, które poruszało pompę centryfugalną wysokiego ciśnienia wbudowaną w szybie o działalności 70 m kub., polączoną z elektromotorem. Pompę taką wybrano, ponieważ ta okazała się najbardziej na okolicznych kopalniach praktyczną. Szyb "Kohlera", nazwany według imienia nadsztygara Kohlera, który od r. 1811 - 1839 na kopalni Fryderyka pracował, jest to wąski, kształtu elipsy szyb, o średnicy 2,50 x 1,50. Stosunki ciśnienia nie były nigdy korzystne, gdyż różnica poziomu między basenem wodnym a średnią drogową była bardzo mała i wynosiła tylko 16 metrów. Oba baseny wodne, które około 650 m kubicznych wody pomieściły, były murowane i sklepione, później jednak usunięte, były połączone z rurą około 10 km długą przez przewodnik jeden o 125, a drugi o 200 mm szerokości. Ze względu na wielkie koszta zbudowano dopiero po wojnie wysoki zbiornik i to z betonu.
Ponieważ przy wzmożonym zapotrzebowaniu wody, które się w latach 1901 do 1906, z 186200 na 227 800 m kubicznych podniosło, nie wystarczyło już rezerwowe urządzenie parowe, aby mogło zastąpić w razie potrzeby motor gazowy, który się okazał bardzo dobry, postanowiła rada miejska urządzić podobne urządzenie rezerwowe, na co przeznaczono 20 000 marek. W r. 1906 otrzymał wodociąg potrzebną rezerwę. Sprowadzono dynamo gazowe z tej samej firmy co poprzednio t. j. od Kortinga z Hannoweru, które można było także w biedzie benzolem albo benzyną pędzić. W podziemnej ubikacji pompowej ustawiono zakapslowany motor elektryczny, który jest połączony wprost z pompą o wysokiem ciśnieniu centryfugalnem.
Oba urządzenia mogły naprzemian być w ruch puszczone. W ubikacji pompowej zaprowadzono światło elektryczne. W celach amortyzacji zaciągniętą pożyczkę z Spółki Brackiej, starano się pokryć przez podwyższenie cen na wodę z 10 fenigów na 12 za m kub. Dalsze podwyższenie do 15 fenigów nastąpiło w r. 1909, aby zebrać fundusz corocznie na budowę nowej wieży wodociągowej. W latach 1907 i 1908 zdemontowano całe stare urządzenie maszynowe, a cały budynek maszynowy zupełnie odrestaurowano. W czasie budowy nowego urządzenia usunięte oparcia zbudowano ponownie, dalej ustawiono drabiny w szybie skośno, tak że mogło nastąpić łatwiejsze i bezpieczniejsze zjeżdżanie do szybu. Po śmierci maszynisty Moszeńskiego, który 25 lat był w służbie, zaangażowano instalatora Gorola jako maszynistę do służby w r. 1908.
Wodociąg oddawał do użytku prywatnego 180000 m kub. wody, co vvypadało na głowę ludności 45 litrów w 24 godzinach, licząc sposobem rocznym. Całkowita długość głównego przewodu osiągnęła w tym samym roku 13375 m, ilość połączeń 500, zegarów wodnych 300. W całości wyciągnięto wody w r. 1910 226350 metrów kubicznych. Całkowite wydobycie wody za pomocą maszyn pędzonych siłą gazową podniosło się po wojnie do 330000 m kub. rocznie i osiąga obecnie 350000 m kub. Spowodu ciągłego wzrostu miasta i powstałych stąd potrzeb musiano wodociąg znacznie rozszerzyć. I tak w r. 1911 okazała się gwałtowna potrzeba ulepszenia stosunków ciśnieniowych w miejskim wodociągu i w tym celu zbudowano urządzenie pompowe Delphina, którego koszta wynosiły 10000 marek. Ówczesna myśl zbudowania wieży wodociągowej ze zbiornikiem wysokim celem ulepszenia ciśnienia w przewodzie rurowym, urzeczywistniona została dopiero w r. 1927. Wieżę zbudowano z żelazobetonu. Według budżetu z r. 1928 pochłonął wodociąg 127000 zł wydatków. Miasto przeprowadziło kanalizację w mieście, co znowu powiększy zapotrzebowanie wody, dlatego też sprawa ta budzi nowe zainteresowanie. W r. 1930 połączyło się miasto z wodociągiem szybu "Staszyca", przez co kwestja wodna została zabezpieczona - gdyż można czerpać wodę z dwóch równocześnie źródeł.

Niektóre głosy i zdania

wybitnych osobistości o wznowionem górnictwie tarnogórskiem, pierwszej maszynie parowej i podziemiach kopalnianych
Po ponownem otwarciu tarnogórskiego górnictwa i założeniu kopalni Fryderyka pod Tarnowskiemi Górami i ustawieniu tamże pierwszej maszyny parowej na kontynencie europejskim, stały się odwieczne podziemia, znajdujące się pod miastem i w okolicy Tarnowskich Gór, miejscem licznych zzedzań, prawdziwą Mekką ówczesnego świata górniczego i przemysłowego. Zdążały tu całe rzesze ludzi uczonych ze wszystkich sfer, nietylko najbliższych krajów sąsiedzkich jak Polski i Niemiec, ale nawet z Turcji, Skandynawji, Włoch i Anglji, którzy począwszy od r. 1789 aż do połowy 19. stulecia podziwiali i studjowali górnictwo tarnogórskie i tu pod wpływem cudów techniki i przyrody, zwyciężonej przez górnika górnośląskiego, pełni entuzjazmu, natchnienia twórczego i uniesienia, zapisywali słowa i uczucia [Należy sobie uprzytomnić wielkie znaczenie wynalazku, jakim była na owe czasy maszyna parowa. Przeniósłszy się w owe czasy, możemy zrozumieć, jaki wpływ musiała wywierać na ówczesne umysły wprowadzona nowość. Wśród podpisów figurują liczne nazwiska Polaków, którzy z wielkiem zainteresowaniem śledzili rozwój górnictwa i przemysłu górnośląskiego.] , odniesione podczas pobytu i zwiedzania podziemi tarnogórskich, do złotej księgi pamiątkowej, wyłożonej na kopalni Fryderyka. Niektóre bardziej charakterystyczne zdania z tej księgi brzmią:

1   2   3   4   5   6


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość