Strona główna

Uwarunkowania oporu psychologicznego w terapii osób uzależnionych */ 2 Stulecie narkotyków 36 Kokaina w Holandii 39 Heroina silniejsza od rozumu 54 Rzuć palenie


Pobieranie 0.49 Mb.
Strona11/11
Data18.06.2016
Rozmiar0.49 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   11

Rozmowa

Zadzwonić czy nie? Chociaż po co się oszukiwać i tak zadzwonię. Ale może jeszcze trochę złudzeń, że mam jakąś kontrolę nad swoim życiem, życiem, które kręci się już tylko wokół narkotyków. A to wszystko miało być zupełnie inaczej.

Urodziłem się w całkiem normalnej rodzinie, nie żeby jakaś patologia czy coś z tych rzeczy. Miałem swój pokój, swoje zabawki. Uczyłem się nieźle, chociaż niespecjalnie to lubiłem. Rodzice? – chyba dobrzy, ale jak to rodzice ich sprawy były zawsze najważniejsze, we wszystkim chcieli mieć rację. Kurcze jak ja często słyszałem to ich sakramentalne „ja w twoim wieku to...”, „za młody jesteś żeby to zrozumieć” albo „dzieci i ryby głosu nie mają”. Może i nie mają ale jaki głos ma ojciec, gdy wraca nawalony alkoholem i bredzi coś o tym, że mnie wychowa na porządnego człowieka. To właśnie przy okazji jednej z takich awantur powiedziałem sobie, że nie chcę być podobny do swojego ojca, ani też nie chcę mieć takiej rodziny. Rodziny, w której bardziej liczy się gra na pokaz niż to co miejsce naprawdę. Przecież to maksymalna sciema iść razem pod rączkę w niedzielę na spacer po tym jak w sobotę nawymyślali sobie od...... Nie, nie chcę się wcale usprawiedliwiać, że to przez niuch, ale sam już nie wiem.

Tak naprawdę dobrze czułem się wśród moich przyjaciół. Oni mieli te podobne problemy, co ja. Przy nich nie musiałem udawać, że mój ojciec nie pije, że w domu nie ma awantur, że jest mi tam dobrze. Nie musiałem nic udawać, akceptowali mnie takiego, jakim byłem. Narkotyki? Nie wtedy, jeszcze nie było ostrego ćpania. Najwyżej dwa, trzy razy na tydzień przypalaliśmy marihuanę. Ale wiesz, przecież zioło nie uzależnia, a przynajmniej wtedy tak mi się wydawało. Zdobyć marihuanę było bardzo łatwo. Ot ktoś sobie posadził na działce, albo u babci w szklarni i już był towar. Jeszcze rodzice byli zadowoleni, że ich dziecko wykazuje zainteresowania botaniczne. Rodzice niczego się nie domyślali, jeżeli mieli jakieś podejrzenia to kazali chuchnąć i już wszystko było w porządku. Ich wiedza na temat narkotyków pochodziła z bardzo zamierzchłych czasów. Wydawało im się, że narkotyki są przypisane tylko wielkim metropoliom i w takim mieście jak Ostrów ich dziecko nigdy się z nimi nie spotka. Mnie bardzo odpowiadało, nie musiałem specjalnie się kryć. Później było trochę gorzej, ale wystarczyło powiedzieć, że to, co znaleźli to własność kolegi, który zostawił mi to na przechowanie, a mój stan wynika z przemęczenia nauką. Wierzyli mi, a przynajmniej bardzo chcieli mi wierzyć. Dlaczego brałem? Chyba po to by zapomnieć, odlecieć, poczuć się kimś wyjątkowym, akceptowanym przez innych.

Marihuana coraz mniej mnie już kręciła i chociaż obiecywałem sobie, że nigdy nie wezmę nic twardego to jednak w końcu skusiłem się na amfetaminę. Tłumaczyłem sobie, że to tylko jeden raz, zobaczę jak to jest po proszku i nigdy więcej go już nie wezmę. Towar kupić można było bardzo łatwo. W każdej szkole jest parę osób, które mają dojścia i zawsze coś mogą załatwić. Ceny też nie są wygórowane. To śmieszne, że dorośli sobie wyobrażają, że narkotyki to coś strasznie drogiego, na co mogą sobie pozwolić tylko dzieci z bogatych rodzin. Tymczasem na samym początku brania niektóre narkotyki są tańsze od alkoholu. Wszystko sprowadza się do ilości, jakich zażywasz.za działkę amfetaminy płacimy 6 zł, a to przecież mniej niż dwa piwa. Forsę zawsze można było wykręcić. To zrobiłem zakupy i zostało trochę drobnych, to znów składka w szkole i jakoś zawsze się udawało. Właściwie po amfetaminie nie czułem się specjalnie dobrze, no, bo wiesz lata się po mieście w strasznym napędzie przez 12 godzin i sam właściwie nie wiesz, po co. Najgorsze jednak były noce. Wiele razy obiecywałem sobie, że wezmę na noc i jakoś tak wychodziło, że mimo obietnic brałem. Po amfetaminie nie ma szans żeby zasnąć, ale co robić w nocy w mieszkaniu. Dochodziło do takiej paranoi, że przez pięć bitych godzin wyciskałem sobie przed lustrem pryszcze. Takie, które były i takie, które zdawały mi się, że były. Teraz wiem, że były to początki psychozy amfetaminowej. Dlaczego brałem skoro to nie było przyjemne? Dlatego, że bez amfetaminy czułem się tragicznie. Nie byłem w stanie zrobić czegokolwiek, tak jakby ktoś lub coś zabrało mi całą energię. Energia ta wracała dopiero wtedy, gdy wziąłem. Rodzice zaczęli trochę niepokoić się tym, że schudłem. Rzeczywiście nie wyglądałem najlepiej, ale dali się jakoś nabrać na moje mętne wyjaśnienia. W szkole też nie wyglądałem najlepiej, ale na szczęście jak zwykle nie poszli na wywiadówkę. Coraz bardziej dokuczały mi nieprzyjemne doznania związane z brakiem amfetaminy, potrzebowałem jej też coraz więcej, ponieważ mój organizm do niej się przyzwyczaił. Żeby mieć do niej stały dostęp zacząłem ją rozprowadzać po szkole. To proste, brałem od swojego dostawcy, dosypywałem trochę jakiegoś białego proszku, żeby więcej dla siebie wykręcić i sprzedawałem dalej. Ze zbytem nie było najmniejszego problemu. Wyrzuty sumienia? Coś ty. Człowiek uzależniony sprzeda narkotyki swojej matce byle tylko coś z tego mieć dla siebie. Uzależniony, no właśnie to jakoś samo tak wyszło, nigdy tego nie planowałem, jasne widziałem swoich kolegów, którzy się w tym wszystkim gubili, ale ja myślałem, że jakoś sobie z tym poradzę. Powiem sobie któregoś dnia, że już nie biorę i będzie po sprawie. Właściwie to za każdym razem mówiłem sobie to już ostatni raz i od jutra już nie biorę, ale do jutra było tak daleko.

W tym czasie zacząłem też pić naprawdę dużo alkoholu. Wcześniej też piłem, ale były to dwa, trzy piwka do skręta z marihuaną, żeby trochę wzmocnić doznania. Przy amfetaminie wypiłem do pół litra wódki robionej z ruskiego spirytusu i co dziwniejsze wcale nie czułem się pijany. Piłem też jak nie było narkotyku, żeby jakoś przeżyć dzień, albo wtedy, gdy postanowiłem zerwać z narkotykami. A postanawiałem wiele razy, tylko wtedy praktycznie nie trzeźwiałem, zaczynałem dzień od picia na rozruch, a kończyłem na jakiejś melinie kompletnie pijany. Ale jaki byłem z siebie dumny, przecież nie brałem, a alkohol to zupełnie inna bajka. Byłem narkomanem, narkoman jak chce zerwać z narkotykami nie może ich brać, a alkohol... Wydawało mi się, że pomoże mi się wyrwać z narkomanii. Ten okres to był prawdziwy koszmar, amfetamina, wódka, potem kac, piwko, amfetamina, wódka, nieprzespane noce, pobudki o drugiej nad ranem, obietnice i przysięgi, że nigdy więcej.........

Żeby trochę lepiej się poczuć i móc przespać noc zacząłem brać heroinę. Przynajmniej tak mi obiecywał mój dostawca narkotyków. Jasne, że trochę się tego bałem, bo heroina to jak wiadomo... ale tej heroiny nie musiałem wstrzykiwać, a ja zawsze się zastrzyków bałem, co stanowiło też moją linię obrony przed rodzicami. – Mamo, co ty, ja nigdy nie będę brał narkotyków, przecież boję się nawet pobrania krwi. Tę heroinę się paliło, co wg mnie było bezpieczniejsze. Pierwszy raz nie był szczególnie miły, ale następne już zdecydowanie tak. Nawet w domu sytuacja się trochę poprawiła, nie byłem już taki napięty i agresywny, jak byłem naćpany to przychodziłem do rodziców pogadać, czasem pomagałem coś w pracach domowych i wszystko było w porządku. Czasami zdarzało się, że w trakcie oglądania telewizji zasnąłem, ale tłumaczyłem to przemęczeniem związanym z nauką w szkole. Przecież wiecie jak dużo od nas wymagają nauczyciele mówiłem, a oni znaczy rodzice się jeszcze nade mną litowali. Tak naprawdę to w szkole nie byłem już od dwóch miesięcy, a właściwie to byłem w szkole, ponieważ musiałem sprzedać towar, ale na lekcje już nie wchodziłem. Dużą trudność sprawiało mi ukrywanie swoich oczu. Jak wiesz po amfetaminie źrenice są rozszerzone, a po heroinie są zwężone jak szpilki, dlatego najtrudniejszym zadaniem było unikanie wzroku, szczególnie mojej matki. Myślę, że ona już wiedziała, bardzo często widziałem ją zapłakaną, ale chyba też oszukiwała siebie samą, wierząc w moje pokrętne zapewnienie o tym, że narkotyków to ja nigdy w życiu nie wezmę.

Zacząłem brać coraz więcej i zacząłem mieć kłopoty z forsą na heroinę. Najprostszym sposobem zdobycia jej były kradzieże. Nigdy w życiu nie myślałem, że będę zdolny do tego, żeby coś ukraść, ale głód związany z brakiem narkotyku jest silniejszy niż wszystkie normy, jakie się kiedyś miało. Poza tym zacząłem kraść najpierw rzeczy z domu, to było trochę łatwiejsze, te rzeczy były też moją własnością, a dopiero później nauczyłem się kraść rzeczy obcych ludzi. Najłatwiej było kraść radia z samochodów i najłatwiej zamieniać je na narkotyki. To nie tak, że stałem się zły, to tylko heroina, a właściwie jej brak, że mógłbym dla zdobycia towaru, zrobić wszystko, naprawdę wszystko. Kiedy naprawdę nie mogłem już zdobyć heroiny piłem, wtedy już na umór, żeby kompletnie się wyłączyć i nic nie czuć.

Teraz już biorę bardzo dużo, żeby było taniej biorę dożylnie. Śmieszne, co? Ja, który tak bardzo bałem się zastrzyków. Odwyk? Po co? Przecież ostatnio mi się nie udało i wróciłem po pięciu dniach. Może kiedyś. Ale już wystarczy muszę zadzwonić. No jak, po co? Po heroinę. Widzisz na początku rozmowy jeszcze się wahałem, zadzwonić czy nie, ale to tylko taka gra, nie, nie przed tobą, przed samym sobą. Zaczynam się już źle czuć, mam dreszcze, bolą mnie stawy, źrenice robią się niepokojąco duże. To głód. Ale za pół godziny odbiorę towar i wszystko będzie w porządku. No może nie wszystko, ale przynajmniej nie będę cierpiał. I jeszcze jedno, bardzo boję się młodszego brata, zawsze byłem dla niego kimś bardzo ważnym i teraz nawet nie chcę o tym myśleć.

Ta rozmowa nie odbyła się naprawdę, ale takie rozmowy odbywają się codziennie w wielu poradniach i punktach konsultacyjnych w całej Polsce. Dzieje się to obok nas, na tej samej ulicy, klatce schodowej, czasem pokoju tuż obok. Historia życia jest prawie zawsze taka sama. Czyjś syn, czyjaś córka, zabiegani rodzice, czasem alkohol w domu, czasem chłód emocjonalny, nadkontrola, lub opuszczenie. Poczucie pustki, osamotnienia, brak akceptacji, brak zrozumienia, brak perspektyw. Lekarstwem na to stają się substancje zmieniające świadomość. I nie ma specjalnego znaczenia co to jest ta substancja, ważne jest to, że pozwala zmienić świadomość.

Pozytywna

Ciernista droga

Jak każdy ssak pragnę, potrzebuję miłości, czułości, bliskości. Jedni potrzebują tego bardziej, drudzy mniej. Tyle ile kolorów, tyle ludzi i ich potrzeb.

Jako siedemnastolatka poznałam chłopaka, który był dla mnie wszystkim. Mówią wszystko – znaczy NIC i teraz się to sprawdziło.

Lata mijały... tańce hulanki i pierwsze kontakty z szatanem! Los podarował mi najpiękniejszy prezent w wieku 21 lat... Tak XXI wiek, oczko w pełni tego słowa znaczenia. Zostałam matką. Moja połówka była mi teraz potrzebna jak nigdy wcześniej, ale wystraszył się i odszedł.

Poczułam strach, lęk, smutek, gorycz, nienawiść, złość, zazdrość. Poczułam się oszukana, zraniona i zaczęłam błądzić, znalazłam ukojenie w środkach psychoaktywnych, gdzie wcześniej miałam z tym do czynienia, ale było to na zasadzie degustacji. Patologia zawsze była mi obca i przerażała mnie najbardziej.

Myśl, świadomość, że zostałam samotną matką pogrążyła mnie i skrzywiła moją psychikę. Zostałam z wielkim defektem.

Mam teraz 27 lat, z wyglądu dają mi dwadzieścia trzy, a z rozumu siedemnaście. Mój rozwój emocjonalny i psychiczny stanął w miejscu. Spustoszenie w mózgu, trociny w głowie, dziecinada. Brak odpowiedzialności, dojrzałości. Jest to spowodowane paroletnim życiem w innej bajce, życiem na haju. 10 lat wyrwane z życiorysu! Białe worki i zielone liście! Wzięły mnie! Teraz płaczę, ryczę ..., żałuję ...

Byłam słaba i pisząc to nadal jestem miękka. Miałam zawsze wszystko to co chciałam, ale to było złudne bo miałam chorą duszę!

Pisząc to 10 lat KRZYCZĘ! Jak również proszę o pomoc – SOS!

Książkowo brałam, zażywałam środki psychoaktywne. Nazwijmy to po imieniu Ja Ćpałam! Jestem NARKOMANKĄ! Przy tym zabijałam siebie i wszystkich najbliższych. Jestem przykładem żywego trupa. Obecna ciałem, które i tak pomimo dbania o siebie zaczęło wyglądać jak zepsuta lalka! W zdrowym ciele zdrowy duch, a ja nie byłam obecna duchem, bo żyłam w mroku. Oszukiwałam wszystkich, ale tak naprawdę siebie.

Strach przed życiem? Ucieczka przed samym sobą trwałą 10 lat i mówię DOŚĆ! BASTA! Jestem osobą myślącą i o de mnie zależy jak będzie wyglądało moje życie. Miałam tyle możliwości ..., tyle szans, żeby odbić się od tego dna, od tego bagna, które mnie wciąga tak, że teraz potrzebuję pomocy innych osób, bo sama nie mogę z niego wyjść!

Obecnie znajduję się w szpitalu, jestem na detoxie. Dziękuję ludziom, którzy trzymają za mnie kciuki, którzy wierzą we mnie, którzy mnie pocieszają, którzy są ze mną, którzy mnie leczą.

Chcieć to znaczy móc, a ja mogę bo jestem istotą myślącą i wierzącą. Boże wybacz mi, że ja nie potrafiłam docenić tego co mi dałeś. Jestem zdrową fizycznie osobą, a sama się okaleczałam na własne życzenie. Bawiąc się w cudzysłowiu 10 lat o mały włos nie straciłam córki, którą kocham ponad życie.

Kochajmy ludzi, tak szybko odchodzą. Chwytajmy dzień (carpe diem), ale z głową, bo drugi raz już możemy nie dostać szansy!

POWRACAM

„Pozytywna.....”



1   2   3   4   5   6   7   8   9   10   11


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość