Strona główna

W sferze politycznej piotr dragon


Pobieranie 58.49 Kb.
Data17.06.2016
Rozmiar58.49 Kb.



WŁADZA MEDIÓW

W SFERZE POLITYCZNEJ
PIOTR DRAGON

POLITYKA = TELEWIZJA = POLSKA DEMOKRACJA?

SŁOWA KLUCZE

kapitał społeczny, mediatyzacja polityki, komunikowanie polityczne, kultura nieufności



ABSTRAKT

W swoim wystąpieniu, chciałbym poruszyć kwestię roli, jaką odgrywa telewizja, w komunikowaniu politycznym i jaki ma to wpływ na kształt polskiej demokracji.

W swoim referacie odniósłbym się do kilku kwestii, ale ramą dla całości rozważań stanowiłoby zjawisko określane jako „mediatyzacja polityki”, a dokładniej - znaczenie jakie w mediatyzacji polityki odgrywa telewizja.

Chciałbym zaprezentować zmiany jakie zaszły pod wpływem mediów (telewizji) w sposobie uprawiania polityki – wytworzenie się specyficznego „modelu komunikowania telewizyjnego”- oraz zastanowić się nad wynikłymi z faktu jej mediatyzacji konsekwencjami dla całego społeczeństwa, jak i jakości polskiej demokracji.

Rozważania te dotyczyłyby poziomu „kapitału społecznego” oraz zjawisk takich jak „kultura narzekania” i „kultura nieufności”.

Oprócz tego postarałbym się zaprezentować kilka istotnych z punktu widzenia dyskusji nad tym tematem efektów związanych z oddziaływaniem telewizji takich jak : mechanizm kultywacji, mechanizm nadawania ram, asymetria pozytywno – negatywna, efekt czystej ekspozycji.

Ostatnią częścią wystąpienia, byłaby prezentacja autorskiego modelu, poprzez pryzmat „nowego komunikowania politycznego”, tak zwanej świętej trójcy, czyli telewizji, sondaży opinii publicznej i reklamy. Na podstawie tego modelu, postarałbym się dowieść tezy iż:

Telewizja (jako medium), poprzez kluczową rolę jaką odgrywa w procesie komunikowania politycznego, negatywnie wpływa na kształt polskiej demokracji, ponieważ w istotnym stopniu przyczynia się do niszczenia kapitału społecznego.


Uważam, że ta teza – jej prawdziwość, fałszywość (w kontekście przedstawionego referatu), byłaby dobrym wyjściem do dalszej dyskusji nad tematem.
„Jaką rolę odgrywają media we współczesnym społeczeństwie?” Ta kwestia wydaje się być zasadniczym pytaniem nurtującym socjologów zajmujących się masowym komunikowaniem. Jednak na tak szeroko zakreślony problem, nie da się znaleźć odpowiedzi, a raczej można ich znaleźć tysiące. Była to moja pierwsza myśl, kiedy starałem się ustalić problem, którym zajmę się w niniejszej pracy. Postarałem się więc go zawęzić do analizy konkretnego medium (przynajmniej z grubsza) – telewizji, w konkretnym aspekcie – polityki, w określonym kontekście – polskiej demokracji. Zawężony problem, mógłby więc wyglądać następująco – „Jaką rolę odgrywa telewizja, w komunikowaniu politycznym i jaki ma to wpływ na kształt polskiej demokracji?”. Postaram się teraz wstępnie omówić aspekty postawionego problemu.


Wstęp – co i dlaczego chcę udowodnić

Według J.G. Blumera i M. Gurevitcha system komunikowania politycznego stanowią: polityczne instytucje, instytucje medialne, publiczność środków masowego przekazu oraz samo komunikowanie, przy czym „cała istota komunikowania politycznego sprowadza się do środków masowego przekazu, które pełnią funkcję pośrednika między nadawcami politycznymi a obywatelami, czyli odbiorcami w systemie komunikowania politycznego” (Dobek-Ostrowska 2001: 117).

Powyższy cytat mówi o znaczeniu jakie mają media dla komunikowania politycznego; siłę tego oddziaływania natomiast, najlepiej ilustruje termin, jakim badacze opisują zjawiska mające miejsce na tym polu – „mediatyzacja polityki”.

Postawiony problem dotyczy jednak konkretnego medium – telewizji, należałoby się więc zastanowić - jakie znaczenie w mediatyzacji polityki odgrywa to właśnie medium.

R. Debray, na przykład, mówi o „rewolucji masowych środków audiowizualnych”, jaka dokonała się w dwóch ostatnich dekadach XX wieku – do jej podstawowych cech zaliczył między innymi hegemonię telewizji w systemie medialnym. P. Lacomtei mówi o „uderzeniu rewolucji mediatycznej na politykę”. G. Thoveron z kolei za efekt ewolucji politycznych stosunków komunikacyjnych, uważa wytworzenie się nowego typu relacji, którą określa jako „model komunikowania telewizyjnego”, charakteryzujący się między innymi zmediatyzowanymi formami komunikowania czy zmianą technik przekazu wraz z rozwojem technik telewizyjnych (Dobek Ostrowska 2001: 126).

Głosy badaczy tego tematu, przynajmniej wstępnie, zdają się trafnie ilustrować znaczenie, jakie dla komunikowania politycznego odgrywa telewizja.

Jeśli chodzi o ostatni element problemu rozważanego w tej pracy – znaczenie wyżej wymienionych zagadnień dla charakteru polskiej demokracji – ciężko jest go nie tylko rozstrzygnąć, ale i przedstawić w skrótowej formie, jakiej wymaga wstęp. Możliwe jest jednak przedstawienie sytuacji idealnej; tego w jaki sposób powinny one wpływać na kształt polskiej demokracji. Według Bogusławy Dubek-Ostrowskiej „Media masowe są jednym z kluczowych elementów procesów politycznych we wszystkich systemach politycznych współczesnego świata. Ich rola w demokracji jest jednak szczególna. Media mają tam do spełnienia określone zadania, funkcje i misję. Powinny służyć kształtowaniu społeczeństwa obywatelskiego i wzbogaceniu sfery publicznej”(Dobek-Ostrowska 2004: 34).

W pytaniu jakie sobie postawiłem oraz w informacjach zawartych we wstępie tej pracy, starałem się unikać elementu wartościowania. Element ten będzie jednak silnie obecny w tezie jaką stawiam i której będę się starał w niniejszej pracy dowieść: telewizja (jako medium), poprzez kluczową rolę, jaką odgrywa w procesie komunikowania politycznego, negatywnie wpływa na kształt polskiej demokracji, ponieważ w istotnym stopniu przyczynia się do niszczenia kapitału społecznego. Oczywiście teza ta będzie dyskutowana w kontekście polskiej rzeczywistości.



Kapitał społeczny

Ogromne znaczenie, jakie dla funkcjonowania demokratycznego państwa, sprawności i skoordynowanego działania społeczeństwa odgrywa kapitał społeczny, jest powszechnie znane.

Według Putnama, kapitał społeczny, rozumiany jako sieć spontanicznych więzi i wzajemnego zaufania, jest siłą napędową dynamicznej gospodarki i sprawnych rządów oraz obywatelskiego zaangażowania (Sztompka/ Putnam 2006: 392). W przypadku braku takiego kapitału, mamy do czynienia ze zjawiskiem, które Richard Stivers nazywa „kulturą cynizmu”, czyli syndromem braku zaufania (Sztompka 2006: 222).

Francis Fukuyama stwierdza, że „dobrobyt społeczeństw, jak również ich możliwości konkurowania z innymi są wzmacniane przez jedną, powszechną cechę kulturową: poziom zaufania istniejący w danym społeczeństwie” (Sztompka 2006: 397).

Wagę zaufania, podkreślał również Piotr Sztompka w swoim wystąpieniu na II Ogólnopolskim Kongresie Obywatelskim, który odbył się w marcu 2007 roku, w swoim wystąpieniu „Zaufanie i współpraca: fundament rozwoju Polski”.

Kultura nieufności

Wiedząc już jak być powinno, zastanówmy się nad tym jak jest.

W porównawczym światowym rankingu demokracji, przedstawionym w czasopiśmie „The Economist” z grudnia 2006 roku, Polska sytuuje się na 46 miejscu, w kategorii „demokracji ułomnych”. Z kolei w rankingach nepotyzmu i klientelizmu, Polska lokuje się na bardzo wysokich pozycjach, blisko krajów trzeciego świata. Piotr Sztompka, przyczyn tego stanu rzeczy dopatruje się głównie w kryzysie zaufania, jaki jest obecny w Polsce, ale i w kształcie polskiej kultury politycznej i stylu władzy (Sztompka 2007).

Polską scenę polityczną charakteryzują następujące fenomeny: odcinanie się od przeszłości, podział na „swoich” i politycznie „obcych”, czystki na stanowiskach po każdych wyborach, obarczanie winą za niepowodzenia poprzednie ekipy czy stosunkowo niedawne kuriozum – obsesyjne, wręcz paranoiczne, tropienie spisków „układu”, z czym wiąże się nacisk kładziony na lojalność i posłuszeństwo, zamiast kompetencje, o czym mówi zasada BMW (bierny, mierny, ale wierny) oraz klimat bezkompromisowej walki z wciąż obecnym i czujnym uogólnionym wrogiem (chociaż pozornie przyjmującym konkretne, coraz to nowe postacie), niemożność porozumienia się, przyjęcie stanowiska „zgodności ponad podziałami” w sprawach istotnych dla Polski.

Wszystkie wymienione zjawiska, jak i wiele innych - nie sposób wymienić wszystkich, a nawet nie jest to wskazane w tej pracy, która nie ma być krytyką polskiej, politycznej rzeczywistości – przyczyniają się do budowania w Polsce kultury nieufności.

Kultura narzekania

Oprócz kultury nieufności, Polskę charakteryzuje jeszcze jeden, równie mało chlubny typ kultury – „kultura narzekania”. W tej kulturze, w odróżnieniu od kultury afirmacji (USA) – gdzie należy być szczęśliwym i zadowolonym, lub kultury typu „keep smiling” (UK), gdzie bycie szczęśliwym nie jest obowiązkiem, ale nie wolno być nieszczęśliwym, normą jest być nieszczęśliwym lub przynajmniej na takiego wyglądać (Wojciszke 2005: 38). Kultura narzekania przejawia się w tak zwanej „polskiej normie negatywności” w myśleniu o świecie społecznym. Norma ta nakazuje „doświadczać świat społeczny jako zły, a więc nie ufać ludziom i widzieć w nich liczne przywary, porządek społeczny postrzegać jako niesprawiedliwy i krzywdzący, samego siebie zaś – jako ofiarę owych złych instytucji społecznych.. Takiemu postrzeganiu świata towarzyszą też negatywne emocje: smutku, lęku, gniewu, poczucie bezradności i krzywdy.” (Wojciszke 2005: 39). Polacy narzekają, bo w kulturze narzekania może to być droga do zawierania relacji społecznych i uzyskania wsparcia społecznego, zaś głośne mówienie o swoim szczęściu może prowadzić do społecznego odrzucenia. Taki stan rzeczy musi owocować biernością i niechęcią uczestniczenia w jakichkolwiek inicjatywach, co w sposób oczywisty przyczynia się do osłabienia kapitału społecznego.

W tym miejscu, może się pojawić uzasadnione pytanie: no dobrze, ale jaki to wszystko ma związek z telewizją? Już wyjaśniam:


Telewizja

Teza o zgubnym wpływie telewizji na kształt demokracji jest przeciwieństwem sposobu opisywania mediów z użyciem metafor takich jak: „pies na łańcuchu” (co wyraża przekonanie o istotnej funkcji mediów jako strażnika zasad demokratycznych poprzez ukazywanie patologii i niepożądanych zjawisk w życiu politycznym), czy „pies na czatach” (media jako strażnik interesów społecznych czy politycznych różnych grup społecznych) (Dobek-Ostrowska 2001: 120).

W jaki więc sposób media (telewizja), mogą wpływać negatywnie na demokrację, skoro stoją one na straży jej zasad? Otóż w ten sam sposób, w jaki chronią one przestrzeganie tychże zasad. Kolejne ujawniane skandale, afery, w których ciężko zwykłemu obywatelowi dokładnie się - już nie tylko orientować - ale i zapamiętać o co właściwie chodzi, co prawda poprzez ujawnienie, pojawienie się w mediach i trafienie pod osąd opinii publicznej, rzeczywiście mogą budować poczucie (szczególnie, jeśli porównać ten stan do sytuacji sprzed 1989 roku), że winy zostaną odkryte. Jednak czy budują poczucie, że winni zostaną ukarani?

Tematy afer i skandali, będące pożywką mediów i rozgrzewające nastroje społeczeństwa przez pewien czas, dopóki się nie oklepią, nie znudzą, nie przestaną wzbudzać emocji lub nie zostaną zastąpione przez ciekawszy news (selektywność nadawania) (Skarżyńska 2005: 309) – jednym słowem dopóki będą „chwytliwe” i będą przekładać się bezpośrednio na statystyki oglądalności, istnieją w mediach, a tym samym w świadomości społeczeństwa.

Pasjonujący jest sam moment ujawnienia skandalu, szum wokół niego i cała towarzysząca temu otoczka, jednak nie jego zakończenie, wyciągnięcie konsekwencji, a szczególnie wniosków, który to etap jest już rozwlekły w czasie, żmudny i nieciekawy i nie tworzy atmosfery show. Gdyby zapytać ludzi, w jaki sposób zakończyły się poszczególne afery i skandale, pewnie nie byliby tego w stanie stwierdzić. Ujawnianie coraz to nowych skandali, może prowadzić do „znieczulenia” na nie społeczeństwa, myślenia typu: to tylko kolejny skandal, jak zwykle, lub do przeświadczenia, że skoro ujawnia się ich aż tyle to pewnie jeszcze wiele jest nie odkrytych. W ujawnianych skandalach nie chodzi więc o to, żeby pokazać, że każda wina zostanie odkryta, a winny ukarany. Chodzi o dostarczenie rozrywki, wzbudzenie emocji – ze strony mediów, wypłynięcie lub pogrążenie medialne (przynajmniej na pewien czas, dopóki ludzie zasypani kolejnymi skandalami nie zapomną o sprawie) – ze strony pewnych polityków.

Jednak sam fakt, że media, dokładnie telewizja, wyświetla, a tym samym ujawnia istnienie skandali i afer, niczego jeszcze nie przeświadcza, dopóki nie uświadomimy sobie siły oddziaływania telewizji, której teraz postaram się dowieść.



Mechanizm kultywacji

Świat prezentowany w telewizji wykracza poza nasze bezpośrednie doświadczenia, ale odbiorca odczytuje ogólny jego obraz, który ma dla niego sens. Telewizja, prezentuje jedynie wycinek świata; jednak robi to w sposób na tyle realistyczny, że u widzów występuje upodobnienie obrazu świata rzeczywistego do obrazu świata wykreowanego przez media. Prowadzi to do zniekształceń ilościowych, dotyczących proporcji czy częstości występowania jakiegoś zjawiska społecznego (walk kibiców na stadionach) lub jakościowych (opinia o powszechności korupcji i oszustw) (Skarżyńska 2005: 312). Mając na uwadze fakt selektywności prezentowanych widzom informacji – skupiania się na informacjach związanych z konfliktem, skandalem, dramatem, oczywistym wydaje się, że efekt kultywacji nie prowadzi do pozytywnych zniekształceń obrazu świata, ale do wizji świata jako ponurego i niebezpiecznego, ludzi jako samolubnych, niegodnych zaufania, co musi przekładać się na obniżenie kapitału społecznego.



Framing

Sytuacje społeczne (polityczne), ze swojej natury są złożone, i aby móc się do nich ustosunkować, konieczne jest nadanie im znaczenia, utworzenie definicji danego wydarzenia.. Badacze mediów, nurtu konstruktywizmu medialnego właśnie tworzenie definicji i znaczeń społecznych uznają za najważniejszy skutek mediów (Wagner 2006). Media nadając znaczenie, tworzą tym samym ramy dla interpretacji polityki, nadają sens złożonym zjawiskom, które można różnie interpretować. Ramy tworzone są poprzez prezentowanie określonej perspektywy organizującej lub reorganizującej posiadaną przez odbiorców wiedzę za pomocą określonych chwytów retorycznych, stosowanych przez polityków i komentatorów, analogie, metafory, określone reguły selekcji informacji, nacisk na niektóre aspekty zdarzeń. Dostarczają w ten sposób ogólnych wskazówek co należy myśleć o polityce, jak rozumieć konkretne zdarzenie, czy jest ono ważne, czy też nie. Ramy nie są neutralne – sugerują jaki powinien być dalszy ciąg zdarzeń i co w ich konsekwencji należy zrobić (Skarżyńska 2005: 313).

Mają one bardzo dużą skuteczność perswazyjną – „sugerowanie określonych ram dla polityki wiąże się ze społecznym oczekiwaniem konkretnych zachowań polityków, a gdy oczekiwania wzbudzone przez znaczenie nadane wydarzeniom przez masowe media nie są realizowane przez aktualnie rządzących, tracą oni poparcie społeczne.” (Skarżyńska 2005: 316). Jest to zgodne ze stwierdzeniem J. Lichtenberga, że „Dzisiejsze media są jednym z podstawowych aktorów na scenie politycznej, zdolnych do kreowania lub niszczenia politycznych karier oraz stawiania politycznych kwestii” (Dobek-Ostrowska 2001: 121).

Wniosek z tego, że nie warto narażać się mediom, o czym przekonała się poprzednia ekipa rządząca PIS-u, a przekonałaby się z pewnością jeszcze bardziej dotkliwie, gdyby nie kontrolowała telewizji publicznej.



Asymetria negatywno-pozytywna

Asymetria negatywno-pozytywna jest to tendencja do większej koncentracji na negatywnych niż pozytywnych aspektach świata i realnego i medialnego (telewizyjnego). Treści wzbudzające silne, negatywne emocje przykuwają uwagę widza i są dobrze zapamiętywane, nic więc dziwnego, że operuje się nimi w medialnych kampaniach politycznych (Skarżyńska 2005: 322). Kandydaci wzajemnie się dyskredytują, obciążają, obrażają a rzadziej prezentują własne programy – jest to dobrze znany obraz z rzeczywistości przedwyborczej (w Polsce również powyborczej). Korzyści z takich „wrogich i brzydkich” kampanii są jednak krótkoterminowe i realizują jedynie partykularne interesy poszczególnych kandydatów czy partii, ponieważ w ogólnym rozrachunku powodują wzrost niechęci do polityki, demobilizację elektoratu i zmniejszanie się frekwencji wyborczej (Skarżyńska 2005: 323).



Efekt czystej ekspozycji

W kontekście powyższych rozważań oczywistym wydaje się być twierdzenie, że telewizja wpływa na sympatię lub niechęć do określonych polityków oraz na poparcie czy odrzucenie pewnych politycznych decyzji i działań, poprzez tworzenie pełnych pozytywnych lub negatywnych emocji obrazów. Najprostszym sposobem budowania sympatii do danej postaci jest częstość pokazywania jej w mediach. Powtarzanie ekspozycji osoby wywołuje u odbiorców poczucie znajomości (łatwiejsze rozpoznawanie, lepsza dostępność w pamięci), ale też zwiększa atrakcyjność osoby. Efekt ten występuje, nawet gdy ekspozycja jest tak krótka, że ludzie nie zdają sobie sprawy, że cokolwiek oglądali (Skarżyńska 2005: 325).




Niekończący się serial a święta trójca

Nic więc dziwnego, że aktorzy polityczni, a zwłaszcza kandydaci, przywiązują tak wielką wagę do strategii telewizyjnej. Polityka stała się masowym spektaklem, w którym rzesza specjalistów, profesjonalnie przygotowanych do zarządzania widocznością aktorów politycznych, kreuje ich wygląd i sposób zachowania (sylwetka, fryzura, styl ubierania, głos, sposób wypowiadania się, gestykulacja, mimika) (Dobek-Ostrowska 2001: 128). Posłuchajmy rady, jaką udzielił zwycięzca kampanii z 1968 roku (określonej jako kampania, podporządkowana zasadzie „styl ważniejszy niż argumenty”, która została nazwana sprzedawaniem prezydenta) – Nixon, politykom ubiegającym się o stanowisko prezydenta: „Zaufaj bez reszty swojemu producentowi telewizyjnemu. Niech on decyduje o makijażu, nawet gdyby ci od tego zbierało się na mdłości. Niech ci powie, gdzie masz siedzieć, niech ci powie, jakie jest najlepsze ustawienie kamer, niech ci powie, jak masz się uczesać” (Dobek-Ostrowska 2001: 328).

Do opisu wyżej wymienionych zjawisk, został ukuty nawet specjalny termin – legitymizacja katodyczna, którą aktor polityczny uzyskuje od wyborców dzięki telegeniczności, dobrej prezencji przede wszystkim w telewizji (Dobek-Ostrowska 2001: 124).

Poza budowaniem wizerunku należy jeszcze zadbać o jego sprzedanie, polegające na możliwe jak najczęstszym pojawianiu się we wszelkiego rodzaju mediach, szczególnie w telewizji, o czym świadczą coraz to większe kwoty, przeznaczane na kampanie medialne.

Mając już strategie budowania określonego wizerunku oraz realizując ją w mediach, politycy (a raczej sztab specjalistów) potrzebują jeszcze informacji zwrotnej na temat trafności ich rozwiązań, aby mogli ewentualnie zmodyfikować strategie, wprowadzić nowe rozwiązania w odpowiedzi na przykład na przyjętą taktykę przeciwników. Taką informacją są sondaże opinii publicznej.

Jak więc widać, nie bez podstaw R. Cayrol zaproponował, aby mówić o „nowym komunikowaniu politycznym”, w którego skład zaliczył tak zwaną świętą trójcę, czyli telewizję, sondaże opinii publicznej i reklamę (Dobek-Ostrowska 2001: 126). G. Thoveron stwierdził z kolei, że dzięki telewizji kampanie wyborcze i życie polityczne są „niekończącym się serialem telewizyjnym, w którym politycy odgrywają role głównych bohaterów. Powszechne przekonanie o omnipotencji telewizji powoduje, że nic bez niej nie może się odbyć”(Dobek-Ostrowska 2001: 126).




Skutki mediatyzacji polityki

Wszystkie wyżej opisane procesy związane z mediatyzacją polityki wprowadziły głębokie zmiany w zachowaniach aktorów politycznych. Widoczność medialna, według D. Woltona doprowadziła do ciągłej weryfikacji legitymizacji polityków i kandydatów, na których ciągle spoczywa czujne oko opinii publicznej, co uzależnia ich od kaprysów wyborców, ich sympatii lub antypatii, na podstawie których udzielą oni poparcia w wyborach, bądź nie. Oprócz tego widownia uzyskała nową możliwość wywierania wpływu na aktorów politycznych poprzez sondaże i badania opinii publicznej, do których obecnie wielu polityków na wszystkich szczeblach przywiązuje ogromną wagę ” (Dobek-Ostrowska 2001: 124).

Niektórzy badacze, jak H. Cazenave uznają te procesy – możliwości ciągłej legitymizacji bądź delegitymizacji politycznej, za zasadniczą konsekwencję transformacji sfery publicznej pod wpływem mediów elektronicznych” (Dobek-Ostrowska 2001: 125). Ten sam badacz konstatuje, że niełatwo jest jeszcze dzisiaj przesądzić, czy wkroczenie mediów w świat polityki - tak głębokie i na wszystkich praktycznie jego płaszczyznach – wzbogaciło czy też doprowadziło do zubożenia dyskursu politycznego. Z jednej strony, niewątpliwie szerokie kręgi społeczeństwa uzyskały dostęp do debaty politycznej, z drugiej jednak obecna retoryka polityczna, nazywana przez J. M. Cottereta „retoryką audiowizualną” , zubożyła dyskurs polityczny, ponieważ bazuje ona głównie na obrazie, metaforze, odwołuje się głównie do emocji zamiast do racjonalnej argumentacji (”(Dobek-Ostrowska 2001: 131).

W tym miejscu sam chciałbym zająć stanowisko w dyskusji nad zmianami, jakie zaszły pod wpływem mediów w sposobie uprawiania polityki oraz zastanowić się nad wynikłymi z faktu jej mediatyzacji konsekwencjami dla całego społeczeństwa, jak i jakości polskiej demokracji. W tym celu, postaram się dowieść prawdziwości przedstawionej już wcześniej tezy, którą jeszcze raz dla przypomnienia postawię. Twierdzę, że telewizja (jako medium), poprzez kluczową rolę jaką odgrywa w procesie komunikowania politycznego, negatywnie wpływa na kształt polskiej demokracji, ponieważ w istotnym stopniu przyczynia się do niszczenia kapitału społecznego.



Podsumowanie, dowodzenie tezy, zakończenie

W ustroju uznawanym przez zdecydowaną większość państw na świecie za najlepszy z możliwych - w ustroju demokratycznym, w którym to obywatele są najwyższą władzą i sami wybierają swoich reprezentantów, którzy w ich imieniu sprawują rządy, w tym właśnie ustroju, będąc wpisana w jego strukturę i leżąc u jego podstaw, paradoksalnie główną rolę odgrywa nieufność. Dlaczego? - ponieważ reprezentanci społeczeństwa, dostają mandat zaufania jedynie na cztery lata (pięć w przypadku głowy państwa). W pewnym sensie jest to z pewnością dobre rozwiązanie, ponieważ reprezentanci muszą się starać (przynajmniej teoretycznie), jeśli chcą uzyskać mandat również w następnej kadencji, jednak niesie to również ze sobą, szczególnie w erze mediatyzacji polityki określone zagrożenia.

Najprostszą i zarazem najskuteczniejszą drogą do uzyskania sympatii wśród jak największego grona obywateli jest dobre zaprezentowanie się w telewizji. Jest to również najlepsza droga do zniszczenia czyjegoś wizerunku. Mając to na względzie i będąc jednocześnie świadomym praw, jakimi rządzi się telewizja (poszukiwanie nowości, konfliktu, dramatu, oddziaływanie na emocje - konwencja show, prostota przekazu dopasowana do jak najszerszego grona odbiorców) nietrudno przewidzieć, w jaki sposób przebiegać będzie komunikowanie polityczne. Politycy, chcąc zaistnieć w mediach, siłą rzeczy muszą wpisywać się w tę telewizyjną konwencję, a więc informacje jakie prezentują i sposób w jaki je komunikują muszą przybierać konwencję show, muszą być zaprezentowane prosto, acz dobitnie; najlepiej aby były nowe, niespodziewane, dramatyczne. Informacje niekoniecznie muszą być rzetelne, a sposób ich przedstawienia racjonalny, ważne aby wzbudzały emocje, ponieważ tego wymagają prawa rządzące masowym, telewizyjnym komunikowaniem. Wszystkie te warunki spełniają wybuchające i tak chętnie prezentowane w mediach skandale i afery oraz wszystkie wypowiedzi polityków z nimi związane – potępiające, pełne deklaracji zajęcia się sprawą; przy czym same deklaracje, o czym pisałem wcześniej są w zupełności wystarczające. Ale dostosowywanie się do telewizyjnej konwencji wypowiedzi jest również widoczne w codziennym dyskursie politycznym. W programach publicystycznych, rozmawiający politycy bardzo rzadko opierają się na racjonalnej argumentacji, czy też podnoszą istotnie społecznie i politycznie kwestie, ponieważ nie trafią one do odbiorców, którym często nie chce się poświęcać uwagi na analizę argumentów i śledzenie dyskusji. Dlatego łatwiej, jak i skuteczniej jest operować symbolami, metaforami, udzielać wymijających acz dowcipnych odpowiedzi, podnosić kwestie niekoniecznie istotne, ale wzbudzające emocje; zamiast rozmawiać – rzucać hasła i slogany, a nawet kłócić się. Debata nad zubożeniem dyskursu politycznego, toczona przez komentatorów dzisiejszej sceny politycznej, może wynikać niekoniecznie z „niskiej jakości” polskich elit, ale z ich dostosowania się do praw rządzących mediami, a szczególnie telewizją. Wszystko to wynika z mechanizmów o których pisałem wcześniej:

- Framingu – politycy starają się nadać ramy interpretacyjne faktom, przy czym każdy z nich z korzyścią dla siebie, lub własnej opcji politycznej, prezenterzy z kolei – zgodnie z kierunkiem przyjętym przez stację w której pracują.

- Asymetrii pozytywno-negatywnej – która również nadaje charakter obrazom prezentowanym w mediach – lepiej wzbudzić negatywne emocje, nakierowane na politycznych oponentów, ponieważ zostanie to dobrze zapamiętane, niż nawet pozytywne emocje dotyczące samego siebie i własnej opcji politycznej (szczególnie dobrze widoczne w okresie kampanii wyborczych).

- Efektu czystej ekspozycji – każdy powód jest dobry, byleby tylko pojawić się przed kamerami. A jak wiadomo, aby to zrobić trzeba wpisać się w konwencję przekazu, więc najłatwiej mieć do przekazania coś, co wzbudzi emocje, czytaj – każdy skandal, jakąkolwiek, nawet nieprawdziwą informację (w myśl zasady - wytłumaczy się to później, ale co powiedziane to powiedziane), która jednak będzie nieoczekiwana, poruszy widzów.

Jednak społeczeństwo, obserwując zachowania polityków, dowiadując się o wciąż nowych skandalach, aferach, pomyłkach i wpadkach rządu, niefortunnych posunięciach skrzętnie wyłowionych i skrytykowanych przez nieprzychylne rządzącej partii media, sposób wypowiadania się polityków różnych opcji, mający znamiona ciągłej walki, wzajemnego obarczania się winami i szkalowania siebie nawzajem, siłą rzeczy musi wyrobić sobie negatywny obraz polskiej polityki, który – w myśl zasad mechanizmu kultywacji – jest uogólniany i zniekształcany. Być może politycy nie zachowują się cały czas, jak gdyby byli na wojnie, a ich największym wrogiem była inna partia i jej przedstawiciele; być może podejmują konstruktywne decyzje, ale to nie ma znaczenia, ponieważ społeczeństwo widzi tylko to, co prezentują media.

Społeczeństwo, ma jednak możliwość wyrażenia swego niezadowolenia w badaniach opinii publicznej, dogłębnie analizowanych przez polityków (przecież jest to wskaźnik nastrojów społeczeństwa, a więc i racja politycznego bytu w przyszłych wyborach), którzy w związku z nimi podejmują określone działania – najczęściej jeszcze bardziej zaostrzają walkę. Rządzący obarczają winą kogo się da, starając się znaleźć kozła ofiarnego dokonują dymisji, szukają zastępczego tematu poruszającego opinię publiczną (opinię publiczną, czyli media, bo skąd obywatele uzyskują informacje?), aby odwrócić jej uwagę od drażliwych kwestii; opozycja z kolei zaostrza krytykę.

Opisane przeze mnie sytuacje i kwestie, tak dobrze znane z polskiej rzeczywistości politycznej, muszą prowadzić w konsekwencji w oczywisty sposób do budowania kultury nieufności i dawać podstawy do występowania kultury narzekania.

W ostatecznym rozrachunku mamy więc według mnie do czynienia z istnym błędnym kołem, niszczącym kapitał społeczny, którego uproszczony schemat pozwolę sobie poniżej przedstawić.


Kultura nieufności i narzekania, charakteryzująca społeczeństwo, tak samo obywateli

jak i polityków czy ludzi ze świata mediów, przejawia się w ich zachowaniu i działaniach, co po części jest wymuszone przez prawa jakimi rządzi się telewizja (jeśli politykom zależy na przyszłej kadencji, czy utrzymaniu władzy lub jej zdobyciu), co z kolei utrwala panowanie obu nieszczęsnych dla kapitału społecznego kultur, co w konsekwencji przekłada się na złą kondycję polskiego społeczeństwa obywatelskiego, a więc na kształt polskiej demokracji w ogóle.

Chciałbym jeszcze tylko na koniec zaznaczyć, że moją intencją, jako autora tej pracy, nie było dojście do konkluzji, iż z przedstawionej tutaj analizy wynika, że media są złe, czy też, że należy ograniczyć ich swobodę. Być może zabrzmi to nadmiernie patetycznie, ale według mnie, jedynym sposobem, miejscem, gdzie można przerwać to błędne koło są sami politycy, którzy musieliby w tym celu przestać się troszczyć o to, jak wypadają w sondażach i o to, czy będą u sterów władzy w przyszłej kadencji, czy też nie, a zamiast tego, zacząć działać we wspólnym interesie - odkładając na bok swoje małe wojenki - w porozumieniu ponad podziałami, nawet gdy wypadałoby to mniej widowiskowo w mediach. Myślę, że taka chwila wytchnienia zostałaby przyjęta przez nas wszystkich z wdzięcznością.

BIBLIOGRAFIA

Dobek-Ostrowska B. (2004), Media masowe w demokratyzujących się systemach politycznych. W drodze do wolności słowa i mediów, Wrocław, Wydawnictwo DSWE TWP.

Dobek-Ostrowska B. (2001), Teoria komunikowania publicznego i politycznego, Wrocław, Wydawnictwo Astrum.

Wojciszke B., Baryła W. (2005) Kultura narzekania, czyli o psychicznych pułapkach ekspresji niezadowolenia”, w: red. M. Drogosz (2005), Jak Polacy przegrywają, jak Polacy wygrywają”, Gdańsk, Wydawnictwo GWP.

Skarżyńska K. (2005), Człowiek, a polityka: zarys psychologii politycznej, Warszawa.

Sztompka P. (2006), Socjologia, Kraków, wydawnictwo Znak.

Wagner A. (2006) Plotka jako narzędzie kształtowania rzeczywistości społecznej. Afera Rywina w dyskursie prasowym, w: „Przegląd Socjologiczny” 4(183).

Putnam R. (2006) Społeczny kapitał, a sukces instytucji, w: Socjologia. Lektury, red. Sztompka P., Kucia M., Kraków, Wydawnictwo Znak.

Sztompka P., Zaufanie i współpraca: fundament rozwoju Polski, Wystąpienie na II Ogólnopolskim Kongresie Obywatelskim – Warszawa, 10 marca 2007.

www.palimpsest.socjologia.uj.edu.pl nr 1, październik 2010




©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość