Strona główna

Wielki przekręT, czyli jak sprzedano alaskę Tomasz Bohun


Pobieranie 29.46 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar29.46 Kb.
WIELKI PRZEKRĘT, CZYLI JAK SPRZEDANO ALASKĘ
Tomasz Bohun

Wieść o sprzedaniu Alaski Stanom Zjednoczonym spadła na Rosjan jak grom z jasnego nieba w marcu (według starego stylu) 1867 roku. Zrazu uznano ją za kaczkę dziennikarską lub przedwczesny żart primaaprilisowy. Kiedy się potwierdziła, rosyjska prasa, mimo carskiego samodzierżawia i cenzury, wyrażała rozczarowanie: jak można było sprzedać prawie 15 proc. terytorium imperium carów, i to za marne 11 mln rubli. Co gorsza, sprawdziło się to, czego Rosjanie mogli się tylko domyślać – większość tej sumy trafiła do prywatnych kieszeni.

W 1741 roku do wybrzeży leżącej na północno-zachodnim krańcu Ameryki Północnej Alaski dotarła tzw. druga ekspedycja kamczacka pod dowództwem Vitusa Beringa, Duńczyka w służbie rosyjskiej, sławnego żeglarza i odkrywcy. Rosjanie zaczęli na dobre eksplorować i wykorzystywać gospodarczo tę krainę dopiero w latach siedemdziesiątych XVIII wieku. Największą aktywnością wykazali się kupcy Grigorij Szelichow i Iwan Golikow, którzy w 1786 roku dotarli na wyspę Kodiak w pobliżu Alaski, gdzie założyli osadę handlową. Kupiecki duet próbował zdyskontować sukces na dworze Katarzyny II, lecz caryca nie dała się namówić na finansowe wsparcie ich przedsięwzięć i nadanie monopolu na eksploatację Alaski.

Dopiero jej następca Paweł I, który w czasie swych krótkich, acz burzliwych rządów robił wszystko na przekór nieżyjącej matce, zezwolił Natalii Szelichowej, wdowie po Grigoriju, i jej najbliższym krewnym utworzyć Kompanię Rosyjsko-Amerykańską (Rossijsko-Amerikanskaja Kompanija – RAK). Dał jej wyłączność na gospodarczą eksploatację Alaski oraz prawo do przyłączania do Rosyjskiej Ameryki – tak nazwano posiadłości rosyjskie w Ameryce Północnej – terytoriów, na których nie położyły jeszcze ręki inne państwa.


KURA ZNOSZĄCA ZŁOTE JAJA
Kompania była firmą prywatną – większość udziałów miał klan Szelichowów. W związku ze swego rodzaju modą na wspieranie prywatnych przedsięwzięć gospodarczych, które przynosiły nie tylko korzyść finansową państwu, ale także wzmacniały jego autorytet za granicą, pokaźny pakiet akcji RAK zakupili car Aleksander I, członkowie rodziny panującej i carscy dostojnicy. Udziałowcami były też klasztory prawosławne.

Kompania dźwigała na swoich barkach ciężar skolonizowania i chrystianizacji Rosyjskiej Ameryki. Państwo wspierało ją subsydiami (ok. 200 tys. rubli rocznie) za administrowanie prowincją oraz gwarantowało kredyty. W latach dwudziestych w zarządzie RAK nastąpiły duże zmiany personalne: na miejsce kupców przyszli urzędnicy i oficerowie. Ci nie poruszali się tak biegle w świecie biznesu, toteż aktywność kompanii osłabła. Nastały czasy na poły czynowniczego administrowania koloniami na Alasce. Brak inicjatywy najlepiej ilustruje to, że o ile wcześniejsi dyrektorzy: Aleksander Baranow, Michaił Bułdakow, bracia Mylnikowowie, Iwan Szelichow, kierowali firmą samodzielnie, nie ruszając się ze swej siedziby w Nowo-Archangielsku na wyspie Sitka, stolicy Rosyjskiej Ameryki, o tyle ich następcy stale odwoływali się do petersburskiej biurokracji. Tymczasem w XIX wieku z odległości kilkunastu tysięcy kilometrów nie dało się sprawnie kierować tak dużym przedsięwzięciem. Chlubnym wyjątkiem na tym tle był adm. Ferdynand Wrangel (dyrektor w latach 1840 – 1849), który nadał nowy rozmach działalności kompanii, nawiązując współpracę z firmami amerykańskimi i brytyjskimi oraz stosunki handlowe z Chinami i Japonią.

Mimo tych kłopotów kompanię zaliczano do największych i najbardziej dochodowych firm rosyjskich. RAK była też jednym z najlepiej rozpoznawanych znaków handlowych cesarstwa za granicą, bez trudu uzyskując pożyczki w bankach europejskich. Handlowała skórami i futrami, które sprzedawała nie tylko na rynek rosyjski, ale również do Chin i USA, pozyskiwała tłuszcz wielorybi wykorzystywany do oświetlania lamp, wyrobu lekarstw i kosmetyków, świadczyła usługi transportowe na Pacyfiku. Ba, zrobiła nawet świetny interes na lodzie, który z mroźnej Alaski płynął wprost do gorącej Kalifornii i Meksyku, aby chronić żywność przed zepsuciem. Do szklaneczki whisky także nie zawadziło dorzucić lodowej kostki.

Od 1812 roku w okolicach San Francisco działała kolonia handlowa kompanii Fort Ross. Przetrwała do 1841 roku, gdy z powodu rosnących kosztów utrzymania władze RAK sprzedały ją meksykańskiemu spekulantowi Johnowi Augustusowi Sutterowi za 30 tys. dolarów z czteroletnim terminem płatności.


Kłopoty zaczęły się, kiedy kompania ewakuowała mieszkańców i inwentarz ruchomy do Nowo-Archangielska. Sutter przepadł, a jego zobowiązania musiał przejąć rząd meksykański. Rosjanie i tak nie zobaczyli pieniędzy, bo w 1846 roku Kalifornię zajęli Amerykanie, a dwa lata później odkryto tam złoto. W atmosferze złotej gorączki nikt nie zaprzątał sobie głowy rosyjskimi roszczeniami. Niewielką rekompensatą było pozyskanie skromnej koncesji na wydobycie złota, dzięki czemu nieco cennego kruszcu trafiło do Petersburga.

Jednak największym hitem w asortymencie RAK okazała się herbata. W latach trzydziestych kompania, dzięki wprowadzonym przez rząd carski cłom zaporowym, które wykluczyły zagraniczną konkurencję, stała się monopolistą w jej imporcie na rynek rosyjski. Towar szedł prosto z Chin, gdzie RAK miała swoich przedstawicieli, którzy na pniu zawierali korzystne kontrakty. Szybko też zyski ze sprzedaży herbaty zaczęły dorównywać tym z handlu skórami i futrami. Herbaciana prosperity RAK dobiegła końca w latach pięćdziesiątych, gdy złagodzono bariery importowe i wpuszczono na rynek rosyjski firmy angielskie. Nikt nie przeczuwał, że to początek końca potężnej spółki i rosyjskiego panowania nad Alaską.


SPRYTNY PLAN KONSTANTEGO MIKOŁAJEWICZA
W 1857 roku wielki książę Konstanty Mikołajewicz, brat cara Aleksandra II, spot­kał się w Paryżu z władzami dopiero co utworzonego Głównego Towarzystwa Rosyjskich Dróg Żelaznych. Był to czas, kiedy w Rosji zabrano się do opracowywania koncepcji pokrycia jej europejskiej części siecią kolejową. Poza linią Petersburg – Moskwa, pociągniętą jeszcze za czasów Mikołaja I, zwaną popularnie mikołajówką, cesarstwo rosyjskie było pod tym względem pustynią. Sęk w tym, że towarzystwo skupiające inwestorów z Francji i Wielkiej Brytanii – mimo zapewnień, iż wyłoży na ten cel astronomiczną sumę 275 mln rubli – ani myślało finansować budowę kolei. Żadna z planowanych czterech linii nie powstała, natomiast jak grzyby po deszczu wyrastały na francuskiej Riwierze wille i posiadłości członków towarzystwa.

To uzmysłowiło ekipie Aleksandra II, chcącej zreformować Rosję, że państwo powinno wspierać finansowo przedsiębiorców kolejowych. Wielki książę Konstanty Mikołajewicz, najwyraźniej licząc na osobiste profity, przeforsował, by skarb cesarski finansował rozwój infrastruktury kolejowej za pomocą bezzwrotnych subwencji dla inwestorów. Oczywiście procesowi koncesyjno-inwestycyjnemu towarzyszyła typowa dla ówczesnej Rosji korupcja i malwersacje – sowite prowizje dla urzędników i dostawców, horrendalne zawyżanie kosztów oraz fatalna jakość prac budowlanych. Wiedząc o tym, łatwo zrozumieć fenomen błyskawicznych fortun potentatów dróg żelaznych, do których przylgnęło ironiczne określenie królów kolejowych, oraz nadspodziewaną aktywność najwyższych urzędników państwowych. Rząd carski po kompromitacji ze wspomnianym Towarzystwem Rosyjskich Dróg Żelaznych postawił na rodzimych inwestorów. Decyzja miała też podłoże polityczne, gdyż trudno było rosyjskiej opinii publicznej wytłumaczyć, dlaczego kolej mają budować kapitaliści z Zachodu, który tak upokorzył Rosję w czasie wojny krymskiej.

Zapyta ktoś, co miały wspólnego rosyjskie koleje z Alaską. Bardzo wiele. Do realizacji inwestycji kolejowych potrzebne były wielkie pieniądze, a tych po wojnie było jak na lekarstwo. Konstanty Mikołajewicz wykombinował więc, że fundusze na położenie torów łączących Moskwę z południem Rosji uzyska się ze sprzedaży... Alaski. Potencjalny kupiec już był. W 1857 roku możliwość nabycia Alaski zaczęli poufnie sondować Amerykanie. Wtedy car odrzucił ofertę. Niewątpliwie jej przyjęcie wpłynęłoby fatalnie na mocno już nadszarpnięty prestiż Rosji: nie dość, że przegrała wojnę krymską, to jeszcze – niczym bankrut desperacko poszukujący pieniędzy – pozbywa się zasobnej kolonii.

Stany Zjednoczone i imperium rosyjskie tradycyjnie łączyły bardzo dobre stosunki. Już w 1775 roku caryca Katarzyna odmówiła władcy Anglii Jerzemu III i nie wysłała mu w sukurs do walki z amerykańskimi buntownikami dwudziestotysięcznej armii. Stosunki dyplomatyczne oba państwa nawiązały w 1807 roku, ale już wcześniej kwitły między nimi kontakty handlowe i kulturalno-naukowe. Dla Rosjan rosnące w siłę Stany Zjednoczone stały się przeciwwagą dla potęgi Wielkiej Brytanii. Zwłaszcza na Alasce, która na północy graniczyła z terytorium brytyjskiej Kompanii Zatoki Hudsona.


WYKOŃCZYĆ KOMPANIĘ, SPRZEDAĆ ALASKĘ
Pozostawała jeszcze kwestia pozbycia się Rosyjsko-Amerykańskiej Kompanii. Pośpiech nie był wskazany. Tym bardziej że jej kondycja i notowania na giełdzie petersburskiej były bez zarzutu, a pozycja wielkiego księcia i jego współpracowników nie taka silna. Konstanty Mikołajewicz nie zrezygnował – wspólnie z Michaiłem Reiternem, który od 1858 roku kierował w Radzie Państwa Komitetem Dróg Żelaznych, oraz Mikołajem Krabbe, ministrem marynarki, zaczął kopać dołki pod kompanią.

W 1860 roku na Alaskę wysłano państwowych rewizorów Kostliwcewa i Gołowina, którzy zarzucili RAK wiele niedociągnięć (m.in. niewłaściwe traktowanie pracowników i służby) oraz niezadowalające wyniki finansowe. Zastanawiające, że nie krytykowali słabych postępów w kolonizacji Alaski – z raportu wynikało, że zamieszkuje ją ok. 40 tys. Indian i tylko 12 tys. chrześcijan (w tym 784 Rosjan, 1676 Kreolów, 5786 Aleutów). Problem braku kolonistów, którzy mogliby zasiedlić tę niezbyt przyjazną ludziom krainę, wynikał przede wszystkim ze skostniałej struktury społecznej Rosji, w której wciąż obowiązywało prawo pańszczyźniane, a chłop przywiązany był do ziemi.

Oprócz kontroli sięgnięto po wypróbowaną metodę plotki, która w biznesie może narobić sporo szkód. W 1861 roku rewizor Gołowin, urzędnik Ministerstwa Marynarki, nad którym pieczę prócz Krabbego sprawował wielki książę, rozpowiadał w Hamburgu, że rząd carski zamierza cofnąć RAK przywileje podatkowe. Informacja szybko dotarła do Petersburga i akcje kompanii zaczęły spadać. Władze i akcjonariusze RAK, domyślając się, że za wszystkim stoi brat cara, stanowczo zaprotestowały.

Wkrótce szum ucichł, ponieważ wielki książę pochłonięty sprawami polskimi (w 1862 roku został namiestnikiem Królestwa Polskiego) nie miał czasu na nowe intrygi. Gdy jednak w sierpniu 1863 roku złożył dymisję, nie radząc sobie z tłumieniem powstania styczniowego, i powrócił do stolicy cesarstwa, energicznie zabrał się do sprawy Alaski, zwłaszcza że niebawem miała wygasnąć koncesja RAK na eksploatację jej zasobów. Wkrótce poczuł się o wiele pewniej, gdyż Aleksander II mianował go przewodniczącym Rady Państwa. Konstanty Mikołajewicz nadzorował wyznaczający kierunki polityki finansowej, inwestycyjnej i bankowości cesarstwa Komitet Finansów, m.in. udzielał koncesji kolejowych. Newralgiczne stanowiska w aparacie państwowym zajmowali jego ludzie: wspomniani Michaił Reitern, który był już ministrem finansów, i Mikołaj Krabbe, a także Aleksander Gorczakow, minister spraw zagranicznych, i baron Edouard Stoeckl, poseł rosyjski w USA. Prócz próżnego i łasego na splendory Gorczakowa, któremu za współpracę w doprowadzeniu do sprzedaży Alaski obiecano tytuł kanclerza cesarstwa (najwyższy w tabeli rang, odpowiadający stopniowi generała-feldmarszałka), pozostali mieli być sowicie wynagrodzeni.


Wspólnicy postanowili na razie trzymać plan wielkiej transakcji w tajemnicy i oczyścić sobie przedpole, doprowadzając kompanię do upadku. Aby uniknąć skandalu, działali zakulisowo, dezinformując dwór i opinię publiczną. W kwietniu 1866 roku pojawił się projekt reorganizacji RAK, w którym zaproponowano przekazanie nadzoru nad nią z Ministerstwa Finansów do resortu marynarki. Kompania miała mieć przedłużoną koncesję o 20 lat, otrzymać ulgi podatkowe i 200 tys. rubli rocznie wsparcia na działalność administracyjną. Oficjalnie wyglądało więc na to, że rząd carski nadal będzie ją wspierał.

Uspokoiwszy obawy władz i akcjonariuszy, wielki książę i jego grupa mogli uczynić następny krok, tym bardziej że popierał ich sam car. 16 grudnia 1866 roku w Petersburgu odbyła się narada, w której uczestniczyli car, wielki książę, Gorczakow, Reitern, Krabbe i Stoeckl. Konspiracja była tak duża, że nie sporządzono nawet stenogramu obrad. Wiemy tyle, że podjęto decyzję o sprzedaży Alaski Stanom Zjednoczonym za 5 mln dolarów. Z takimi warunkami Stoeckl niezwłocznie wyruszył do Waszyngtonu.

Prawdopodobnie na naradzie uzgodniono, jak odwrócić uwagę opinii publicznej od prawdziwego powodu sprzedaży Alaski. Głównym argumentem miała być niemożność obrony interesów RAK, zagrożonej ekspansją amerykańskich firm, oraz chęć uniknięcia konfliktu z USA, które dzięki penetracji ekonomicznej i tak prędzej czy później sięgnęłyby po Rosyjską Amerykę. Alternatywą dla Rosji miało być zagospodarowanie Syberii i nowe podboje w Europie i Azji. Oczywiście było to mydlenie oczu, bo Alaskę oddzielały od Stanów Zjednoczonych posiadłości brytyjskie, a umocnienie tam swoich wpływów zajęłoby Amerykanom wiele dziesięcioleci.

Oficjalnie owe 5 mln dolarów (ok. 7,64 mln rubli) za sprzedaż kolonii miało zasilić budżet państwa, z którego zrównoważeniem nieborak Reitern nie mógł sobie dać rady. Wystarczy jednak spojrzeć na dochody i deficyt państwa rosyjskiego za 1866 rok – odpowiednio 380 mln i 51,6 mln rubli – a okaże się, że wielki książę i spółka podejrzanie nisko wycenili Alaskę. Kilka lat wcześniej adm. Wrangel, zdając sobie sprawę, że ich działania zmierzają do zniszczenia RAK, a w konsekwencji sprzedania Alaski, w autorskim memorandum do Rady Państwa podliczył wartość kompanii: jej mienie wycenił na przynajmniej 20 mln rubli plus 7,5 mln rubli, które powinni otrzymać akcjonariusze i państwo w razie zaprzestania działalności. Jak na dłoni widać, że zwolennicy transakcji nie kierowali się interesem państwa.


TARG DOBITY
Negocjacje z Amerykanami trwały bardzo krótko. Traktat cesyjny podpisali w nocy z 29 na 30 marca 1867 roku w Waszyngtonie amerykański sekretarz stanu William Seward i baron Stoeckl. Jednak cena za Alaskę wynosiła już 7,2 mln dolarów (ok. 11 mln rubli). Żadna w tym zasługa rosyjskiego dyplomaty, który na dowód swojej obrotności bezczelnie próbował się tym chełpić w Petersburgu. Raczej Sewarda, który zdawał sobie sprawę, że ratyfikacja układu i wyasygnowanie funduszy napotka trudności w Kongresie, zdominowanym przez radykalnych republikanów występujących przeciw prezydentowi Andrew Johnsonowi i jego programowi tzw. rekonstrukcji – ugodowego potraktowania Południa. Przekonywanie kongresmanów trwało długo. Nie obeszło się bez pokaźnych łapówek, które wyniosły ok. 133 tys. dolarów. Sfinansowano je z pieniędzy, które Rosja otrzymała za Alaskę. Wreszcie pod koniec lipca 1868 roku Kongres zatwierdził układ i wyasygnował pieniądze. Oficjalne przekazanie Alaski Stanom Zjednoczonym nastąpiło dużo wcześniej, bo 18 października 1867 roku. Kompania Rosyjsko-Amerykańska została rozwiązana. Jej majątek i interesy przejęła amerykańska firma Hutchinson, Kohl & Company of San Francisco, która wkrótce zmieniła nazwę na Alaska Commercial Company.

Nie mniej podejrzanie wyglądała operacja przekazania pieniędzy Rosji. Po odjęciu łapówek i prowizji dla Stoeckla, który za wynegocjowanie traktatu otrzymał ok. 22 tys. dolarów, 1 sierpnia 1868 roku na konto w nowojorskiej filii angielskiego banku Barrings Bros. wpłynęło 7,035 mln dolarów. Interesujące, że w jego londyńskiej centrali zdeponowane były pieniądze Romanowów (aktywa skarbu cesarstwa chronił Bank of England). Nie mniej interesujące, że Amerykanie, wbrew prośbie ministra spraw zagranicznych Gorczakowa, nie przekazali ich bezpośrednio do Londynu. Prawdopodobnie Seward nie zamierzał uczestniczyć w szytym grubymi nićmi szwindlu i nie zgodził się na transfer za ocean pieniędzy federalnych. Tak czy owak, poza dochodzeniem specjalnej komisji Kongresu, której udało się ustalić nazwiska amerykańskich polityków, którzy wzięli łapówki, nikt w USA nie zainteresował się losem pieniędzy wypłaconych Rosjanom. Podobnie w Rosji, tym bardziej że sprawa – zapewne wskutek interwencji dworu – szybko znikła z łamów gazet. Pojawiły się za to plotki, jakoby waluta nie dotarła do Petersburga: mówiono, że angielski bark „Orca”, którzy przewoził pieniądze, zatonął na Bałtyku, a przedtem niezidentyfikowana łódź z dużym ładunkiem odbiła od jego burty. Według innej wersji korsarze próbowali przejąć ładunek, ale im się nie udało i utonęli wraz ze statkiem.

Sprawa wyjaśniła się dopiero w 2006 roku, kiedy w Rosyjskim Państwowym Archiwum Historycznym natrafiono na notatkę urzędnika Departamentu Skarbowego z drugiej połowy 1868 roku. Za odstąpienie Stanom Północno-Amerykańskim ziem rosyjskich w Północnej Ameryce wpłynęło od wspomnianych Stanów11 362 481 rubli 94 kopiejki. Z tej sumy wydatkowano za granicą (podkreśl. – TB) na zakup materiałów dla dróg żelaznych: Kursko-Kijowskiej, Riazańsko-Kozłowskiej, Moskiewsko-Riazańskiej i in., 10 972 238 rubli 4 kopiejki. Pozostałe 390 243 rubli 90 kopiejek wpłynęło gotówką.

Beneficjentami transakcji stali się właściciele koncesji na budowę linii kolejowych: Karl von Meck, książę Dołgoruki, bliski krewny kochanki cara, i Piotr von Dervitz, kolega Reiterna z czasów licealnych. Zezwolenie na pierwszą z wymienionych w dokumencie dróg żelaznych przyznała specjalna komisja rządowa pod przewodnictwem ministra Reiterna 24 grudnia 1866 roku, czyli tydzień po podjęciu decyzji o sprzedaży Alaski. Koncesje na dwie pozostałe przydzielono trzy lata wcześniej, ale ich budowa najwyraźniej jeszcze nie ruszyła. Możemy się domyślać, że niemała część pieniędzy przeznaczonych na rozbudowę kolei trafiła do kieszeni wielkiego księcia Konstantego Mikołajewicza i jego popleczników.



21 lat po sprzedaży Alaski świat ponownie o niej usłyszał, gdy w okolicach Nome znaleziono złoto. Wkrótce pojawiły się dziesiątki tysięcy poszukiwaczy kruszcu i osadników, wyrosły miasta, doprowadzono kolej. Rosjanie mogli pluć sobie w brodę, że za bezcen oddali tę mroźną, ale zasobną krainę Amerykanom.


tekst za: http://www.mowiawieki.pl/artykul.html?id_artykul=2513


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość