Strona główna

Wielkie puzle


Pobieranie 173.88 Kb.
Strona1/5
Data20.06.2016
Rozmiar173.88 Kb.
  1   2   3   4   5
WIELKIE PUZLE

autor: Zee Jop „Cyberius”



"Ni na na na ni na o kłesto bam bi no a kilo do, selo do..."
I tak Kabalistyczne Drzewo Świata rozpadło się, niby Kosmiczne drzewo na niebiańskiej równinie Weli. Rozpadło się pod ciężarem Korony, ale czy mogło być inaczej?
Przecież drzewo jako nawet najbardziej subtelna struktura, nie jest czymś absolutnym i ostatecznym, a złożone jak i cały wszechŚwiat z Świętowitowego "lepidła" substancji budującej go niby drobinki światła, albo cegiełki tworzywa Arystotelowskiego "hyle" Tak zresztą jak i słowa opisujące go, bo lepimy za ich pomocą niby z plasteliny świat znaczeń, a potem na powrót plastelinę łączymy w bezkształtną kulę, lub w inne nowe próby opisu, tworząc w ten sposób "Wielkie Puzle" w swoim bardziej subtelnym świetlistym wydaniu, jak i tym drugim widzianym przez znakomitą większość odrobinę kanciastym i topornym....
Rozpadł się też domek z kart iluzji i wyobrażeń w którym przyszło mi przez lata mieszkać...
Siedziałem na niewygodnej ławce już prawie dwie godziny a samolot spóżniał się z powodu mgły. I zabawiałem się rozważaniami, tak aby zająć czymś sobie czas oczekiwania, po to choćby żeby sę nie nudzić. I przypominałem sobie rytualne czynności powtarzane przed prawie każdą bramką kontrolną, a zaczynające się od zdejmowania moich ciężkich butów "harleyów" z metalowymi okuciami, potem paska z grubą metalową skówką, i wszystkiego żelaznego, czego miałem na sobie sporo.Do tego należało jeszcze wyjąć z bagażu podręcznego laptop i położć go w do prześwietlenia w plastikowym koszyku, następnie wypiąć wszystkie kolczyki, czego jednak nie robiłem. W każdym razie bałagan robił się nie miłosierny. To jeszcze nic ponieważ w ostatim czasie kontroli na loniskach jakby przybywało,bo doszedł do tego jescze skaner ciała. Gdy mi się to po chwili znudziło wymyślałem różne historyjki. Na przykład: przechodzę przez bramkę i kiedy tak przechodziłem sobię przez tą bramkę, to ona dzwoniła, a to ze względu na kulę której odłamek nieszczęśliwie, albo szczęśliwie utkwił mi niedaleko serca. Szczęśliwie bo pocisk mógł polecieć kilka milimetrów wyżej. Nieszczęśliwie bo bo się jednak w moim ciele znalazł. Woląc przyznam nie prowokować losu, nie wyciągałem go, niech tam sobie leży myślałem, jeśli od tylu lat nic poważnego z moim zdrowiem się nie dzieje. Znowu zadzwoniło, pomyślałem wtedy. Przeszedłem jednak śmiało. Powiedziałem im co jest przyczyną, oni zrozumieli, wystarczyło. Nawet rewizji mi nie zrobili , choć bagaż przeszukali mi solidnie i przegrzebali mocno. Nie napiszę przetrzepali, bo nie lubię tego powiedzenia, nie lubię też w ogóle używać wobec ludzi formy bezosobowej, tu natomiast dla większej przejrzystości pozwalam sobie skracać zdania i używać myślowych skrótów. Śmieszne, trochę, myślę do siebie. Jadę na wyspy w poszukiwaniu zagubionego rękopisu, który rzekomo spłonął w Powstaniu warszawskim, razem z Kaledarzem WIślickim, a tu podejrzewają mnie o jakieś próby wywiezienia starych druków, kiedy ja chce je właśnie przywieżć. Nie te, inne, ale chodzi w ogóle o fakt przywiezienia.
Beebi skomplikował mimo woli sytuację, ale nic się takiego strasznego strasznego nie stało. Dlaczego Bee mimowolnie skomplikował sytuację? Otóż, w czasie gdy został wyrzucony za notoryczne śpóżnialstwo, a może także i pijaństwo, bo choć do pracy nie przychodził pijany nigdy, to jeszcze jakby było mało, znalazł się w kręgu podejrzanych o kradzież Izydora z Sewilli i "Kosmographji" Ptolemeusza, a ja i cała grupa znależliśmy się na LIŚCIE potencjalnych przemytników dzieł sztuki! Tak już u nas jest, często nie ściga się tych którzy mogą mieć coś wspólnego z popełnionym przestępstwem, ale tych których można ścigać.
Bee stał się jednym z podejrzewanych, bowiem zamiast grzecznie wracać do domu po pracy, - kręcił się - jak twierdzili niektórzy pracownicy biblioteki - do póżnego wieczora, - aby wtedy gdy po południu zamykano magazyn mógł bezkarnie buszować wśród inkunabułów - dodawali inni z wielka pewnością w głosie. Inkubałów czyli starych ksiąg -zabierając co najlepsze -
Dowodem według nich miał być fakt że widziano go jak - siedział w czytelni razem z Galileuszem - a nawet - jak chodził razem z nim trzymając go pod pachą - Jedna ze sprzątających bibliotekę pań, opowiadała nawet jak - widziała Beebi wchodzącego wieczorem po zamknięciu czytelni do Jagiellonki razem z jakimś podejrzanie wygladającym, ubranym na czarno mężczyzną. I to mógł być właśnie - jak ona twierdziła -Galileusz - Na zadane przez policantów pytanie - co robiła o tak póżnej w bibliotece - nie potrafiła jednak nic sensownego odpowiedzieć. A Babcia, mógł swoją drogą chodzić z Galileuszem, a nawet siedzieć nad nim w czytelni. W czytelni siedział bo bardzo lubił książki. co ja mówię, on je kochał! Dwa, siedział w czytelni bo nie chciał wracać wcześnie do domu. Lubił też Galileusza i Giordano Bruno, to byli jego idole z czasów dzieciństwa, zresztą mógł czytać jakieś xero, reprinty, albonawet nowsze wydania. Przy okazji, zamki do Komnaty ze starymi księgami, a jak to mówił Beebi do "Świątyni" ze starymi księgami mogło bez trudu otworzyć każde dziecko, praktycznie w sposób nie zauważalny.Co autor może potwierdzić. Ja też jestem swoją drogą poza wszelkimi podejrzeniami, do Jagiellonki prawie wcale nie chodziłem, i nawet nie miałem odwagi przestąpienia tej świątyni, mając w pamięci pewną niezbyt miłą sytuację kiedy to zostałem wypędzony z katedry wawelskiej. Chcąc się chwilę pomodlić przy grobach naszych króli usiadłem koło nagrobka Jagiełły, co widząc jakiś pilnujący katedry pan powiedział - tu się nie śpi, my tu zarabiamy pieniądze - i dalej jakby na pożegnanie: - to nie dla takich miejsce jak pan - No dobra czekałem na kogoś i nie miałem się za bardzo gdzie podziać przez chwilę postanowiłem więcpoczekać w katedrze, ale dalej co napisałem, to prawda. Nie chciałbym być też wyrzucany z biblioteki jagiellońskiej, dlatego tam na wszelki wypadek po prostu nie chodzę. Na wawel tez staram się od tego czasu jakby chodzić jak najrzadziej
Nie znaleziono przy mnie tego Izydora z Sewilli, ani Ptolemeusza, chociaż szkoda bo przydali by mi się na pewno.
Siedzę i czekam na samolot który się spóżnia. Niedaleko widzę ładną dziewczynę o ciemnej karnacji skóry. Na pewno Latynoska myślę, albo może portugalka. Dziewczyna siedząc na plastikowym krześle śpiewa piosenkę
-Hej to ja
to twoje serce otwórz mi, ja pukam do ciebie hej to ja, Mi łość proszę otwórz mi nie uciekaj przede mną
Hej człowieku nie wstydż się mnie
Zasypiam. Wkrótce jednak budzi mnie głos -samolot linii...numer - wstaję, zabieram powoli mój ogromny niebieski plecak i kieruję się na odprawę
O dziewczynie zapominam, a ona gdzieś niknie. Czy w ogóle była?
Powieść w odcinkach
Nie wiedziałem wstając rano z łóżka jak potoczy się dzisiejszy dzień, i ile niespodzianek ze sobą przyniesie. Ale że to w nowy rok? Który, według naszej starej tradycji i obyczaju świętowany był zresztą od pradawna wśród wszystkich Słowian. Bo ta noc przesilenia jest ostatnią nocą starego roku.Gody uświetnił koncert zespołu "Chińskie Staniki", robiącej podobno furorę formacji krakowsko-katowickiej. Nic specjalnego, miła wpadająca w ucho muzyka, i proste teksty, do tego całkiem fajny pulsujący rytm. Po nich wystąpiła gwiazdka lokalnej sceny muzycznej "Rewelacja", a na koniec "Mistyczny teatrzyk ludzi nikomu niepotrzebnych Jazobel". Ta całkiem ciekawa grupa teatralna łączyła elementy tańca i śpiewu, z mitami Drzewian, i Łużyczan, a wszystko to podane było w dość przystępny i łatwo przyswajalny sposób. I nie był to odgrzany po raz kolejny siermiężny nieświeży folklor.Podczas spektaklu na przedzie sceny tańczyła Ewa Ku a cja, jak zwykle cała ubrana na czarno. Z pomalowanymi na rudo długimi rozwianymi włosami wyglądała trochę jak wodna nimfa. Rozmawialiśmy potem przez chwile, Ewa Ku a cja miała kiedyś razem ze mną i kilkoma innymi znajomymi osobami stworzyć teatrzyk poetycki, ponieważ wystawić chcieliśmy mój "Poemat pogański Światło" na kopcu Kraka w maskach i w ogóle stylizowany na prapolskie "trzyzny", a nad Wisłą , niedaleko wawelu spektakl poetycki "Kocham Kraków' W wieczornej scenerii z pochodniami i palącym się wielkim ogniskiem- będący zbiorem moich wierszy o Krakowie. Nic z tego niestety nie wyszło, a to już są dawne historię. Ewa znalazła się w stanie jak to ona nazywała - beznadziejnej egzystencjalnej rozpaczy - Co jej się czasami niestety zdarzało, i trwało dłużej albo krócej, a zazwyczaj dłużej. Było też także sporo alkoholu, dobrego czerwonego wina, likierów koniaku i miodów.Impreza skończyła się nad ranem Aha, spektakl zespołu totalnego Jezobal, rozpoczęła poetycka introdukcja, przy całkiem zgaszonych światłach ubrana na czarno Ewa w masce na twarzy i z gałązki "wplecuinymi" w ramiona recytowała przy rytmicznym dżwięku werbla:
"bje bębąn, i wje wioter, swieca lioska
cały wogrod swiecia launa i sliwajna, i joblunia, wrech i wulsa,
wąsenaica A na nebe lietaju patinac,
kitnie brotka i paproca kjot, Otwórz wioknu moja nenka, w nocu w miogle
w świetle tańczy cały świat...'
otwórz serdce, zaiwotak, moja nenka moja sestro, maia nenka..."
Lub coś w tym rodzaju, w każdym razie bardzo romantyczne. Przejdżmy jednak do rzeczy. Zmęczony i niewyspany wstałem rano, nie sam, bo obudzony przez uporczywy dzwonek telefonu. Zadzwonił Maurycy, i wiem że od dziś będę pisał książkę.
Stanisław.
Poznałem go gdzieś na tym zagubionym końcu świata. Jak dwóch polaków może się spotkać gdzieś na antypodach, gdzieś na dachu świata, gdzie nawet nie wiadomo w jakim języku ludzie mówią, jakiej rasy są, i nie wiadomo nawet czy jest bliżej do Boliwii albo Peru, w każdym razie cienie rzucane przez Andy zakrywają świat , niemy i milczący. Bo nie zrozumiały dla nas. A czas płynie wolno, i wolniej, powoli. Jeśli w ogóle płynie. Ludzie spędzają większość swoich dni w barach, lub w ich okolicy. Żują liście koki, i nieruchomo stoją w stanie jakiegoś zatrzymania, także nie wiadomo nawet czy jest to stan pogłębionej percepcji, czy marazm i półsen. Stasio chciał by wrócić za wielką wodę, jeśli nie do Nowego Yorku to przynajmniej gdzieś na dach świata, który przypominał mu, podobnie zresztą jak i mnie Tybet. Kiedyś pijaczyna i nieudacznik, zakochany w metysce, i ja też trochę zakochany w pięknej kobiecie, bez wzajemności.Kobiety musicie wiedzieć, na południu mieszkają wyjątkowo piękne, i niezwykłe. I skoro zaspokoiłem choć trohę ciekawość moich szanownych czytelników, przystąpmy teraz do rzeczy. Ale książka jeszcze, podbno zdania nie zaczyna się od "ale"? . Aha, ale wcześniej napisze chociaż jeszcze parę słów, o moich bohaterach, i nie pytajcie który z nich jest postacią autentyczną, a który częściowo, mniej, bardziej, albo nawet całkowicie wymyśloną.
Beebii Mógłbym opis jego postaci rozpocząć od słów - Pozwólcie że się przedstawię, mam na imię Beebii- Ale tak nie napisze o nim. Beebii, anarchizujący młody człowiek, uczestnik "Czarnego Bloku", wszędzie tam gdzie można było trochę porozrabiać. Anarchizm łączył z fiozfią libertariańską i nieco tradycjonalistycznym widzeniem świata. Nie przeszkadzało mu to podczas demonstracji i zadym, gdzie dominowali jak podejrzewam anarchosyndykaliści oraz anarchokomuniści. Po prostu nie dyskutował z nimi o swoich poglądach. Obok tego łączył stary prapolski pognizm z buddyzmem, jeden jak i drugi bardziej traktując w sposób kulturowy.Babcia niewłaściwie zrozumiał sens buddyjskich nauk, jakich był w przeszłości szczerym i gorliwym wyznawcą. Nawet naprawdę to trudno powiedzieć czy aby przyczyna nie pojawiła się wcześniej. Beebii bowiem uważał, że musi być grzeczny i miły wobec wszystkich. Więc może przyczyna tkwiła gdzie indziej, w jego dzieciństwie, przepełnionym dziwną a niebezpieczną mieszaniną socjalizmu i chrześcijaństwa, która to jak twierdził pożniej była mieszanką wybuchową, niszczącą osobowość ludzką i charakter ludzki, a najbardziej zaś jego wolę życia .Eksplodującą co jakiś czas i niszczącą go. Rozrywając go na kawałki I tak czasami wyglądał, jak człowiek po eksplozji i cały rozerwany. Pozbawiony woli, i płynący na falach wody życia. Unoszący się na niej bezwolnie jak liść, to znów opadający, niby drewniany patyk, i tego drugiego było bez wątpienia więcej. Mawiał do nas często - socjalizm jest złem, a socjalizm chrześcijański jest złem absolutnym - Zazdrościł mi też zazwyczaj o dziewczyny z którą byłem akurat związany. To była jego gorsza cecha. I Tak też się stało kiedy przyszedł do mnie po raz pierwszy, kiedy po niezłej pijatyce wskoczyłem na stół. By potem z niego za kilka sekund skoczyć na podłogę, obok mojej Bośniaczki Kwiety. Kwieta twierdziła ze jest Serbką, choć nie wiedzieć czemu ja uważałem ją za Bośniaczką, co zresztą dla mnie oprócz precyzyjnego nazywania rzeczy po imieniu, nie miało większego znaczenia Od serbki-bośniaczki Kwiety dostałem w każdym razie w prezencie słynny bałkański przebój, o nieznanym mi tytule, [którego nie znam do dziś, a kilka miesięcy póżniej stał się przebojem radiowym]. W takt do jego muzyki tańczyliśmy z Kwietą a obok nas tańczył Zbyzos Kosmiczny, Maurycy, Yoper,Beebii, i piękna Anastazja, a Stanisław, wykrzykiwał co chwilę
- Dis ko dis ko par ti zany, ..Par ti zany...par tizany -
Zupełnie tak jak wtedy, w Górach Swiętokrzyskich podczas słynnej imprezy pod Skowronnem, [ opisałem ją w następnej "Inicjacjach"], kiedy to po pięćdziesieciu latach, zbrataliśmy ze sobą skłócone, wsie, i rodziny. Jak powiedział jeden z dawnych partyzantów - wyszliśmy na chwilę z lasów, opuszczając swoje posterunki, i stanęli na chwile na wiejskim placu, a na straży gór pozostał jedynie Emeryk - Po tylu latach razem tańczyli obok siebie byli partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych, Batalionów Chłopskich, AK i AL, a stare wojskowe kurtki i skórzane płaszcze fruwały w powietrzu jak na rockowym koncercie. W atmosferze braterstwa, zwolennicy Armii Krajowej obejmowali się z tymi z Armii i Gwardii Ludowej przepijając do siebie [nielegalnie do baru wniesiony] bimber. Było tak głośno, że aż przed barem zatrzymał sie miejscowy ksiądz pleban, i wysiadł z auta, aby zobaczyć co się takiego w barze dzieje. Gdy ksiądz wszedł tańczyliśmy wszyscy z butelkami win owocowych, albo kuflami piwa w rękach, a jeszcze inni nie kryjąc się już popijali z butelek pędzony w leśnych kryjówkach bimber. Patrzył, stał przy tym bardzo długo i milczał, ale w pewnym momencie, nie wytrzymał, zapytał oburzony drżącym ze zdenerwowania głosem - i co nie wstyd wam tak chłopy w post tańczyć? przecie to jest grzech - Na co Babcia grożym głosem odpowiedział mu -my tańczymy tylko w piątki, i mięso jemy tylko w piątki proszę pana, i pijemy też tylko w piątki - Ksiądz zdegustowany wyszedł W dowód przyjażni, dostałem od jednego z partyzantów kilka granatów. Powiedział - weż je, przydadzą ci się - Za granaty podziękowałem i schowałem je do kieszeni. Co mało zresztą nie doprowadziło do małej eksplozji, kiedy Kwieta prała moją kurtkę, nie sprawdziwszy wcześniej co jest w środku, dopiero gdy paląc w łazience papierosa, usłyszałem jakieś regularne trzaski w bębnie pralni, zaskoczyłem o co chodzi. Błyskawicznie wyłączyłem pralkę, a granaty schowałem do wielkiego pudełka po kawie albo cukierkach, obok którego teraz siedział niebezpiecznie znudzony Bee. Wtedy papierosy uratowały nam życie. Wracając jednak do mojego domu. Bee był zazdrosny o moje dziewczyny i o Kwiatke też. Uważając że lubię je często zmieniać, a mogę sobie na to pozwolić bo mam wśród nich powodzenie. Co nie było zresztą zgodne z prawdą. Nie było to wcale tak. Naprawdę było zupełnie inaczej, bo to one mnie lubiły często "zmieniać". Ja natomiast jak u Głodomora Kawki, nie znalazłem kobiety której szukałem, choć lata mijały i robiłem się coraz starszy, a kobiety które poznawałem dość szybko zauważały że nie jestem niestety mężczyzną którego szukają. Tańczylismy więc, a Bee patrząc na Kwiatka, przypomniał sobie o swojej ostatniej dziewczynie z którą niedawno się rozstał, i zrobiło mu się smutno.
Siedział teraz skulony, a właściwie zgarbiony na krześle i przeżywał. Bolało go , jak mówił - wszystko, serce, ciało, i dusza - Bo przypomniał sobie, swoje spotkanie z nią, kiedy to schorowany pojechał aby ją odwiedzić do miasta w którym mieszka. Nazwijmy to miasto Tarnowem, choć nie chodzi o Tarnów, bo równie dobrze moglibyśmy nazwać go w książce Katowicami, Gliwicami, Opolem albo Jaworzną. Czekał na nią, jak zwykle na dworcu, niecierpliwiąc i przestępując z nogi nogę w cudacznym garniturze od kuzyna, a ona spózniała się jak zwykle, a gdy w końcu po pół godzinnym spóżnieniu przyszła, i do niego podeszła, rzuciła w jego stronę - Jesteś za gruby i masz brzydką cerę, a poza tym... to się śpieszę - i,..po czym odeszła. Taka była ta miła, delikatna i z wyglądu urocza osóbka, jaką mi się przynajmniej wcześniej wydawała. I do tego z takim ostrym żądłem! A Beebii? No cóż, zrobił się jeszcze bardziej chory, jeszcze starszy i cięższy, i jeszcze wolniej niż zwykle chodził, a właściwie wlókł za sobą ciężkie jak z kamienia nogi i utykał. Jak opowiadał potem, w jednym momencie - zacisnęło mu się serce - Ścisnęło mu się jego ciało i ścisnęło serce, ścisnęła się też chyba jego dusza. Od tego czasu nie wychodził już prawie z domu. - Dwa razy - powiedział potem jak poczuł się trochę lepiej -czułem komórki własnego ciała. Pierwszy raz gdy znalazłem się w wojskowym szpitalu, i przez pomyłkę zażyłem, nie te co trzeba i na dodatek przeterminowane leki, czułem wtedy jak umiera moje ciało, komórka po komórce, i gaśnie w nich w jednej po drugiej światło życia, a dusza, lub esencja życia, opuszcza ją, i te coraz bardziej puste, czarne komórki przypominały ciemną kosmiczną przestrzeń pomiędzy gwiazdami. A drugi raz właśnie wtedy - Ona dzwoniła jeszcze do niego czasami, opowiadając z kim spędza święta, albo że z koleżankami wybiera się na Sylwestra do Zakopanego, a on tak leżąc sam w łóżku i w łóżku samotnie spędzając czas, czuł się jeszcze bardziej chory, po tym co usłyszał, a serce bolało go jeszcze mocniej, i jego stawy robiły się jeszcze bardziej chore. Stawał się coraz grubszy i grubszy, z każdym dniem coraz starszy i starszy, aż zostało mu tylko [na jakiś czas] Radio Maryja, i stare schorowane kobiety wydzwaniające do radia w nocy. Na przemian z bezrobotnymi i bezdomnymi. Modlił się wtedy za nie, i razem z nimi, tak że prawie na powrót został katolikiem. Jednym słowem ta dziwczyna waliła w niego jak w bęben, albo w worek treningowy [aż do czasów Glasgow, ale nie wyprzedzajmy faktów] Beebii miał zresztą często takie fatalistyczne podejście do życia, a w chwilach depresji i rezygnacji jednym z jego ulubionych powiedzonek, jakby mottem, było: - słuchaj Zee, nikt tu ci nie pomoże, tu ci nikt nie pomoże, jeżeli nie masz siły to znaczy że miałeś po prostu pecha - i wyglądało to w praktyce mniej więcej tak - Słuchaj Zee, jeśli nie dajesz już rady i nie masz siły żeby iść, to tu nikt ci nie pomoże. Bo jeżeli nie masz siły to znaczy że miałeś pecha, i odpadasz z gry- Tak to co mówił było prawdą, tu praktycznie wszycy są przeciw tobie, państwo, urzędy i instyucje, jak i częto niestety zwyczajni ludzie.
Dobrze jeśli w ogóle używał powiedzonek, bo chwili większej depresji albo gniewu, zamykał się szczelnie na świat, i nie był w stanie niczego powiedzieć. On się po prostu zaklejał. Chociaż twierdził, i może to było zgodne z prawdą, że między nim a światem nie ma żadnych granic, to jednak łączność ze światem za pomocą słów była niemożliwa -był cały zakorkowany jak butelka, i z zaklejonym na dodatek gardłem . Ja też zresztą też się tak czasami czułem jakby między mną a światem nie było żadnych granic, i jakbym niestety urodził się bez skóry. Tak przynajmniej odbierałem płynące do mnie impulsy z zewnętrznego świata. Ale podczas tej pijackiej imprezy z "Partizanami". myślał że Kwietka jest poważną i wyjątkową dziewczyną. A cóż Kwietka jak Kwietka była miła i tyle.Podobnie jak jej koleżanka Macedonka, z którą się przyjażniła, Lubica. Jak skończyła się moja znajomość z Cwietą? Bardzo prozaicznie, kiedyś w jej obecności tak dla żartu zajrzałem do jej torebki, i wyciągnełem paszport bo chciałem dowiedzieć się w końcu czy jest tą Bośniaczką czy Serbką. Ona wyszarpnęła mi go zdenerwowana, a muszę powiedzieć ze nie lubię nikogo szpiegować, ani podglądać, nie lubię też grzebać w niczyich dokumentach, szczególnie w damskich torebkach. Została mi po niej "bałkańska" płyta pirat, i trochę nie dopitej rakijki, oraz wspomnienia.
Naprawdę skończyło się już wcześniej gdy pewnego ranka będąc w świetnym humorze zaśpiewałem jej piosenkę:
"Powiedz mi Kawko Kto będzie panem młodym kto będzie panią młodą, Ty stary gawronie nie będziesz panem młodym o nie, dla mnie nie będziesz panem młodym"
z łazienki tymczasem Lubica i zaśpiewał mnie więcej to samo: i ja Dla Ciebie, czarny Kruku, oj ja nie będe panią młodą nie będe panią młodą..."
Zrozumiałem.
"Ni na na na ni na o kłe sto bam bino a kilo do..."
KLUB ZŁMANEJ DUSZY
W moi małym mieszkanku, mieścił się także klub złamanej duszy. Przychodziły do niego jak na pogotowie psychologiczne wszelkie złamane dusze, a czasami dziwiłem się ile złamanych dusz może się pomieścić w moim małym mieszkanku. W większości byli to dawni narodowcy i anarchiści wyznania chrześcijańskiego, buddyjskiego lub pogańskiego, oraz anostycy. Co zresztą się często zmieniało, i po wielogodzinnych dyskusjach, ciągnących się miesiącami jedni przekonywali drugich do swoich poglądów oraz racji, i niejako zamieniali się rolami i miejscami. Oprócz Beebii, Maurycego i Stasia, przychodził tez pajac Bepe, nazywający siebie Bezpartyjnym Buddystą, i tak na niego już wkrótce mówili prawie wszyscy znajomi. Przychodził do czasu gdy jeden z jego znajomych lub kuzynów załatwił mu ważną pracę w administracji rządowej Był też klub tajemny złamanego serca. Ale nie dla wszystkich, o jego istnieniu wiedzieli bowiem jedynie nieliczni Wracając jeszcze do Stanisława, który z tej grupy nieudaczników, i życiowych wykolejeńców i rozbitków, był najbardziej konkretny i zorganizowany. Przypomniałem sobie jak pewnego razu zaszedłem do Stanisława do domu, a on stał w łazience przed lustrem, i robił sobie lifting. O nie taki czysty i dbający o siebie nie był, możecie być spokojni. Dziewczyna z którą mieszkał zmuszała do tego. Stał więc na środku łazienki cały czerwony na twarzy i robił sobie lifting, paląc przy tym papierosa. Zaśmiałem się bo mnie także A. gdy byłem z nią, jak mi się przynajmniej wydawało, zmuszała do tego samego, i też grzecznie i posłusznie robiłem sobie czasami lifting twarzy. Paląc przy tym papierosa.
Mało tego kiedyś pomyliłem tuby, i zamiast użyć liftingu do twarzy, użyłem liftingu do stóp, a grube opiłki, kawałki pumeksu weszły mi do oka na które nie widziałem kilka dni... ----------------
* wolna interpretacja znanej drzewiańskiej piosenki, prawdopodobnie pozostałości z dawnych przedstawień teatralnych [ "trzebów" albo "strawy", lub może "Godów", genralnie jakiś igrzysk urządzanych na część przodków przez lechitóów], i często do będę do niej wracał, parafrazując ją
Denerwował mnie ten cymbał BePe, prawdziwy palant i tyle. Dzień póżniej po bałkańskiej imprezie, na której piliśmy sobie rakijkę przywieziojną przez Cwietkę, koledzy siedzieli skacowani i zmęczeni przy stole, a Beebii był wyjątkowo osowiały. I ten cymbał zaczął się znów wymądrzać, gdzie był i z kim za pieniądze podanika oczywście. Potem zaczął opowiadać o swoim nieudanym wyjeżdzie do Bangkoku, kiedy to człowiek pobierający pieniądze za hotel okazał się oszustem. - No i i co się stało - zapytałem grzecznie - A nic - odpowiedział bezmyślnie, wynajęliśmy hotel w innym miejscu i zapłacili jeszcze raz. Podatnicy i tak pokryją koszty, po to przecież są żeby na nas pracować - I nie wstydż ci - aż krzyknął prawie z oburzenia Beebii. - A to jeszcze nic żebyś widział jakie cyrki odchodzą. Znajomy nawet na pogrzeb papieża wziął delegacje, a za wszystkie zabawy, i kolacje, podróż samolotem do Rzymu i hotel zapłaciły biedne staruszki, to znaczy się podatnik. Podatnik zapłaci za wszystko - dodał - i tak by zresztą nie wiedział co ma zrobić ze swoimi pieniędzmi, jeśli oddaje je na przechowanie nam - Po czym odał po chwili
- Przecież wszyscy tak robią, co ty stary, nie denerwuj się - Moi koledzy trzęśli się ze złości, najbardziej zaś ze złości trząsł się Stanisław mający biedną i chorą matkę. Żartował też sobie z Beebiego - że przecież nie ma problemu, jak pójdzie siedzieć za książki których nie ukradł, wyjście z więzienia, przynajmniej w Krakowie kosztuje góra dwadzieścia tysięcy złotych, i on może się podjąć mediacji, a nawet pośredniczyć, jakby co -
  1   2   3   4   5


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość