Strona główna

Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie I Stowarzyszenie Nowe Horyzonty zapraszają wszystkich miłośników dobrego kina na przegląd filmów nowohoryzontowych


Pobieranie 58.06 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar58.06 Kb.
Wojewódzki Dom Kultury w Rzeszowie i Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
zapraszają wszystkich miłośników dobrego kina
na PRZEGLĄD FILMÓW NOWOHORYZONTOWYCH

Projekcje w każdą środę kwietnia i maja 2011 r. o godz. 19:00.

W programie znajdą się:


6.04 - Plaże Agnes - reż. Agnès Varda (Francja) - 110 min.

Nagrody:

César 2009 - najlepszy film dokumentalny

Étoile d'Or 2009 - najlepszy film dokumentalny


13.04 - Dubel - reż. Johan Grimonprez (Belgia) - 80 min.

Nagrody:

9. MFF ERA NOWE HORYZONTY - wyróżnienie specjalne jury Międzynarodowego Konkursu FILMY

O SZTUCE


20.04 - Le quattro volte - reż. Michelangelo Frammartino (Szwajcaria) - 88 min.
Nagrody:

10. MFF Era Nowe Horyzonty - Nagroda Publiczności

Filmfest Munich 2010 - CineVision Award

Reykjavík International Film Festival 2010 - Golden Puffin Award oraz nagroda FIPRESCI

Quinzaine des Realizateurs, IFF Cannes 2010 - Europa Cinemas Label dla najlepszego europejskiego filmu oraz Palm Dog Special Jury Award

Motovun Film Festival 2010 - specjalne wyróżnienie Jury oraz nagroda FIPRESCI

Nastro d'argento speciale - nagroda włoskich krytyków

MFF w Bratysławie 2010 - Grand Prix dla najlepszego filmu

Copenhagen International Documentary Film Festival 2010 - główna nagroda DOX Award
27.04 - I tak nie zależy nam na muzyce (Francja) - 80 min.

Nagrody: 10. MFF Era Nowe Horyzonty - najlepszy film Międzynarodowego Konkursu FILMY

O SZTUCE
04.05 - Zwyczajna historia - reż. Anocha Suwichakornpong (Tajlandia) - 82 min.

Nagrody:

10. MFF Era Nowe Horyzonty - Grand Prix dla najlepszego filmu

MFF Rotterdam 2010 - Tiger Award dla najlepszego filmu

Mumbai Film Festival 2010 - najlepszy reżyser

Transilvania International Film Festival 2010 - Lifetime Achievement Award dla najlepszego filmu

Taipei Golden Horse Festival 2010 - NETPAC Award
11.05 - tytuł zostanie podany pod koniec kwietnia
18.05 - tytuł zostanie podany pod koniec kwietnia
25.05 - Łagodny potwór - projekt Frankenstein (Węgry, Niemcy, Austria) - 105 min.

Nagrody:

Sarajevo Film Festival 2010 - specjalne wyróżnienie Jury

Filmfest Munich 2010 - specjalne wyróżnienie Jury Arri-Zeiss Award

Wszystkie pokazy odbędą się w sali widowiskowo kinowej WDK, ul. Okrzei 7 -

bilet wstępu na film - 10 zł
O FILMACH:
PLAŻE AGNÈS

Les plages d'Agnès, Francja 2008 / 110 minut

reżyseria: Agnès Varda

scenariusz: Agnès Varda

zdjęcia: Julia Fabry, Hélène Louvart, Arlene Nelson, Alain Sakot, Agnès Varda

muzyka: Joanna Bruzdowicz, Stéphane Vilar

występują: Agnès Varda, André Lubrano, Blaise Fournier, Vincent Fournier, Andrée Vilar
Agnès Varda - Urodzona w 1929 r. w Brukseli, ikona francuskiej Nowej Fali. Jej wczesne filmy - La Pointe Courte, Cleo od 5 do 7 i Szczęście stanowią filar nowofalowej estetyki. W 1985 r. zrealizowała „fałszywy dokument” Bez dachu i praw nagrodzony Złotym Lwem w Wenecji. Po śmierci męża, Jacquesa Demy'ego, nakręciła o nim trzy wspomnieniowe obrazy, a w 2000 r. - skromny, zrealizowany cyfrową kamerą dokument Zbieracze i zbieraczka. Przez cały czas dzieli swoje zainteresowanie pomiędzy film i fotografię.
W ostatnich latach Agnès Varda, współtwórczyni Nowej Fali, coraz rzadziej (by nie powiedzieć - wcale) realizuje filmy fabularne. Nie znaczy to jednak, że nie sięga po kamerę. Od kilku lat tworzy niemal wyłącznie dokumenty i zadziwiające instalacje, balansujące na granicy kina dokumentalnego właśnie i stricte plastycznego konceptu. Pokazywane podczas festiwalu w Wenecji w 2008 roku Plaże Agnès wyrastają z fascynacji nestorki kina zapisywaniem rzeczywistości. Reżyserka opowiada o samej sobie, o swoim dzieciństwie, rodzinie, inspiracjach. Inscenizowane, oniryczne sceny przeplatają się z fragmentami dawnych projektów i współczesnych obrazów opisywanych przez nią miejsc, a pretekstem do snucia opowieści stają się dla niej - prawdziwie i wyimaginowane - obrazy odwiedzanych przez nią nadmorskich plaż. Komentując spoza kadru kolejne sceny Varda zabiera widzów w przedziwną podróż w głąb siebie: od czasu spędzonego w Belgii dzieciństwa po feministyczne odrodzenie i związek z reżyserem Jaques'em Demy'm. Trudno uwierzyć, że ta dowcipna i urocza kobieta ma już osiemdziesiąt lat.
Agnès Varda tak o swoim filmie mówiła podczas 9. edycji festiwalu ERA NOWE HORYZONTY:

- Reżyserowanie siebie samej nie było trudne. W tym filmie na początku biorę lustro. Jest to narzędzie do sporządzenia autoportretu, ale odwracam je do innych - do ludzi, którzy je niosą, do osób, z którymi pracowałam, a wreszcie do widzów. To oni definiują siebie jako świadków mojego życia.


DUBEL

Double Take, Belgia 2009 / 80 minut

reżyseria: Johan Grimonprez

scenariusz: Johan Grimonprez

muzyka: Christian Halten
Johan Grimonprez - Urodził się w 1962 r. Artysta i reżyser, pracuje w Brukseli, jest profesorem w School of Visual Arts w Nowym Jorku. W 1999 r. zrealizował kolaż Dial H-I-S-T-O-R-Y dla Dokumenta X w Kassel i słynnego Centre Pompidou. Przyniósł mu on nagrody na festiwalach filmowych w San Francisco i Toronto. Następna praca Grimonpreza to wideo instalacja Looking for Alfred, będąca rodzajem szkicu do Dubla i nawiązująca do Margrittowskiej gry rzeczywistości i iluzji.
Johan Grimonprez - plastyk, artysta współpracujący z tak znaczącymi galeriami jak Tate Modern w Londynie. W 2005 roku przygotowywał projekt Looking for Alfred. Zafascynowany postacią Alfreda Hitchcocka poszukiwał jego sobowtóra, który miał zagrać reżysera w nowej instalacji artysty. Odkrył, że najbardziej interesuje go sam proces multiplikacji, podwojenia rozumianego jako metafora współczesności. Po ukończeniu swojego projektu rozpoczął pracę nad Dublem. W jego najnowszym fi lmie ważne jest złożenie w jedną całość wielu rozmaitych wątków, które łączy przewrotna zasada lustrzanego odbicia (Hitchcock i jego sobowtór, USA i ZSSR…) oraz lata 60., szczytowy moment trwania zimnej wojny i Złotego Wieku amerykańskiej telewizji. Reżyser w zadziwiający sposób miesza ze sobą różne elementy (pop) kultury - reklamy, fragmenty dokumentów, reportaży i informacji telewizyjnych, ale także Ptaków Hitchcocka i scen nakręconych współcześnie. Stwarza w ten sposób zupełnie nową jakość stosując zasadę found footage, a więc kolażu, zlepiania, zszywania ze sobą fragmentów rozmaitych narracji. Stawia w ten sposób dość gorzką diagnozę dotyczącą kondycji świata opartego na zasadzie „kopiuj - wklej”.
O swoim filmie Johan Grimonprez:

- Podczas tych przesłuchań do Looking for Alfred pojawił się pomysł na projekt Dubla. Doświadczenie fenomenu „podwójności”, które przeżyłem na tych castingach, było doprawdy fascynujące. W wypadku Hitchcocka za kluczową kwestię uważam dwuznaczność jego osoby, pewną niejasność z nim związaną. (…) Kolejnym aspektem, który do tego nawiązuje, jest fakt zdublowania osoby Hitchcocka przez różne środowiska: inaczej podchodzą do niego osoby zajmujące się krytyką filmoznawczą, inaczej masowa widownia. Każdy czerpie z niego, z jego filmowego dorobku, to, co chce. Ta wielopoziomowa multiplikacja stanowi istotną część warstwy narracyjnej mojego filmu.



LE QUATTRO VOLTE

Włochy, Niemcy, Szwajcaria 2010 / 88 min.

reżyseria i scenariusz: Michelangelo Frammartino

zdjęcia: Andrea Locatelli

montaż: Benni Atria, Maurizio Grillo

występują: Giuseppe Fuda, Bruno Timpano, Nazareno Timpano

producent: Giovanni Davide Maderna, Gabriella Manfrè, Gregorio Paonessa

produkcja: Invisibile Film, Vivo Film, Essential Filmproduktion, Ventura Film


Michelangelo Frammartino

Urodził się w 1968 roku w Mediolanie, ale jego rodzina pochodzi z Kalabrii, górzystego regionu południowych Włoch, tam reżyser umieszcza akcję swoich filmów. Frammartino studiował architekturę na mediolańskiej Politechnice. W 1992 roku zaczął realizować filmy krótkometrażowe, tworzył też eksperymentalne instalacje wideo inspirowane m.in. twórczością Kawabaty Yasunariego i Samuela Becketta (m.in. Presenze S-Connesse, Ora, La casa delle belle addormentante). Pięć lat później ukończył Milan Civic Film School filmem L'occhio e lo Spirito. W 1998 na mediolańskim Triennale pokazana została jego interaktywna instalacja FILM, będąca hołdem dla filmowej twórczości Becketta. W 2002 roku jego nakręcony telefonem komórkowym krótki metraż Io non posso entrare zdobył nagrodę na festiwalu filmowym w Bellarii. Jego pełnometrażowy debiut Prezent (Il dono) został nagrodzony na kilku międzynarodowych festiwalach, m.in. w Salonikach, Annecy, Belfort i w Warszawie, gdzie otrzymał wyróżnienie specjalne na Warszawskim Festiwalu Filmowym w 2004 roku. Recenzenci Prezentu zwracali uwagę na minimalistyczny styl Frammartino, który korespondował z surowym kalabryjskim pejzażem, obecnym w filmie i z oderwaną od współczesności obyczajowością regionu, czerpiącą z ludowej mitologii. Film nazwano świadectwem katastrofy w zwolnionym tempie. W niemal pozbawionym dialogów Prezencie zagrali naturszczycy, w głównej roli wystąpił dziewięćdziesięcioletni dziadek reżysera - Angelo Frammartino. W Le quatro volte Frammartino po raz kolejny powraca do Kalabrii i stosuje podobny, paradokumentalny styl.


Filmografia:

1995 Tracce (kr.m.)

1997 L'ochio e lo spirito (kr.m.)

1999 Bibim (śr.m.)

2000 Scappa Valentina (śr.m.)

2002 Io non posso entrare (kr.m.)

2003 Prezent / Il dono / The Gift

2010 Le quattro volte / The Four Times


O filmie:

Michelangelo Frammartino opowiada o wiosce Caulonia w górzystej Kalabrii, skąd pochodzi cała jego rodzina. By pokazać jej surowe piękno wykorzystuje minimalistyczny styl bliski Robertowi Bressonowi, czy Raymondowi Depardonowi, jak również Argentyńczykom, przedstawicielom poetyckiego naturalizmu. Wydaje się, że głównym bohaterem Le quattro volte jest stary, schorowany pasterz, który leczy się kurzem zebranym z kościelnej podłogi, wypijając go z codzienną porcją wody. Ale pozbawiony dialogu film Frammartino, chcąc odejść od antropocentrycznej wizji kina, bohaterem czyni raczej duszę, która w symbolicznym procesie reinkarnacji przemieszcza się w czasie, zatrzymuje w różnych istotach, roślinach czy przedmiotach. Frammartino w wywiadach podkreśla też „polityczny” charakter swojego filmu. Jego zdaniem widz powinien posiadać wybór w procesie konstruowania znaczenia: reżyser daje widzowi wybór na przekór przyzwyczajeniu, które umacnia władzę wytwórcy obrazów nad ich odbiorcą.


Akcja filmu rozwija się zgodnie z naturalnym kalendarzem, wciąga w krąg zmian, obrzędów, regulowanych odwiecznym cyklem. Film balansuje pomiędzy etnograficznym dokumentem, a filozoficznym esejem o relacji człowieka z naturą. Pitagorejskie cztery życia zostają spełnione w postaciach czterech bohaterów: pasterza, młodej kozy, drzewa ściętego przez mieszkańców wioski, wykorzystanego podczas ludowego święta i kawałka węgla drzewnego, wytwarzanego tradycyjną metodą. Frammartino lokuje swój film pomiędzy światami, pomiędzy konwencjami, skupia się na przekraczaniu granic. Dlatego jednym z bohaterów uczynił pasterza, który również tkwi na granicy, z jednej strony otoczony zwierzętami, zdawałoby się odsunięty od społeczności, z drugiej - zachowujący żywą relację z otoczeniem. Przemiana życia w śmierć, drewna w węgiel, rosnącego na zboczu drzewa w rytualne drzewo życia, dorastanie kozy ma wymiar symboliczny. Frammartino powołuje się na inspirujące go, tradycyjne traktowanie wzajemnie przenikających się przestrzeni prywatnej i publicznej, wewnętrznej i zewnętrznej, codziennej i mitycznej. „W Kalabrii drzwi domów nie są zamykane na klucz, gdy chcesz wejść do środka, otwierasz je i dopiero wtedy pytasz o pozwolenie” - opowiada reżyser. Często powołuje się też na fascynujące go, charakterystyczne dla kina Andrieja Tarkowskiego budowanie przestrzeni, pochodzących z różnych porządków.
Michelangelo Frammartino: Śledzimy losy czterech postaci: pasterza, młodej kozy, drzewa oraz kawałka węgla, ale tak naprawdę bohaterem filmu jest dusza. Filmowaliśmy „ciała” tak, by wydobyć tę wewnętrzną obecność. To film o powierzchni, jednak zrobiony z determinacją i przekonaniem, że kamera jest w stanie uchwycić kryjącą się pod nią istotę. (…) Film złożony jest z prostych, niemal prymitywnych obrazów. Widz musi zdobyć się na wysiłek, by odnaleźć wszystkie elementy przedstawienia. Musi stać się w pewnym sensie operatorem, zaprojektować swój krajobraz, albo montażystą, składającym film w całość. Jego zadaniem jest dokończenie filmu, wzięcie za niego odpowiedzialności. (cineuropa.org)
Krytycy o filmie:

„Tę z pozoru etnograficzną przypowieść napędzają kapitalne ślady banalnej codzienności (psy i kozy odgrywają przed kamerą niemal własny spektakl), która bez cienia pretensjonalności odsyła do czegoś więcej. Może właśnie do czystej duchowości (...)”.

Paweł T. Felis, Gazeta Wyborcza, 27.07.2010
„Michelangelo Frammartino pokazuje nieubłagany cykl przyrody. Ale wznosi się ponad płaszczyznę banału. Umie tak operować niedopowiedzeniem, aby zamiast tchnąć w widza pewność co do porządku metafizycznego, zasiać w nim wątpliwości. Na ekranie nieustannie mieszają się różne porządki - rytuały religijne mieszkańców wioski, siła przypadku, prawo natury. Czy w tym wszystkim jest sens? Jakie jest miejsce człowieka w przyrodzie? Nie jest łatwo wypowiedzieć się na podobne tematy w sposób piękny i nieoczywisty. Frammartino się udało”.

Krzysztof Kwiatkowski, KINO nr 9/2010


„Spełnieniem kina czystego, które ani samo siebie nie unieważnia, ani nie podsuwa gotowych wytrychów, było włoskie Le quattro volte Michelangelo Frammartino, gdzie obserwując krzątaninę starego kalabryjskiego pasterza, nieoczekiwanie odrywamy się od ziemi. W oglądanej na ekranie wiosce czas jakby się zatrzymał, zapętlił w powtarzalnych cyklach natury - i tylko życie ludzkie, pozornie tak doskonale wpisane w ten rytm, skazane jest na cykl jak najbardziej pojedynczy i bezlitośnie skończony”.

Anita Piotrowska, Tygodnik Powszechny, 8.08.2010



I TAK NIE ZALEŻY NAM NA MUZYCE

Francja 2009 / 80 min.

reżyseria: Cédric Dupire, Gaspard Kuentz

scenariusz: Cédric Dupire, Noa Garcia-Kinasuki, Gaspard Kuentz

zdjęcia: Cédric Dupire

montaż: Charlotte Tourrès

muzyka: Sakamoto Hiromichi, Otomo Yoshihide, Yamakawa Fuyuki, L?K?O, Numb, Saidrum, Umi No Yeah, Kirihito

występują: Sakamoto Hiromichi, Otomo Yoshihide, Yamakawa Fuyuki, L?K?O, Numb, Saidrum, Umi No Yeah, Kirihito


Cédric Dupire od lat łączy swoje zainteresowania muzyczne i filmowe. Reżyser urodził się w 1979 roku w Paryżu. Podczas studiów na Sorbonie uczył się realizacji projektów kulturalnych. W wieku dwudziestu czterech lat odbył inicjacyjną podróż muzyczną do hinduskiego Rajastanu, której efektem był jego pierwszy pełnometrażowy dokument Musafir, nagrodzony Fatumbi Award na Bilan du Film Ethnographique w Paryżu oraz nagrodą dla najlepszego filmu w kategorii artystycznej na festiwalu dokumentów Sole e Luna w Palermo. By móc realizować w pełni autorskie filmy w 2005 roku wspólnie z Pierre-Yvesem Perezem założył firmę producencką Shai Productions, która do dziś jako Studio Shaiprod, do którego dołączył Jérôme Aglibert, odkrywa i promuje alternatywne multimedialne projekty, głównie związane z muzyką. Dwa lata później z Matthieu Imbert-Bouchardem nakręcił portret gwinejskiego perkusisty Fadouba Oularé z miasta Faranah - The Right Man In The Right Place.Potem zajął się alternatywną sceną japońską.

Filmografia:

2005 Musafir

2008 The Right Man In The Right Place

2009 I tak nie zależy nam na muzyce / We Don't Care About Music Anyway
Gaspard Kuentz urodził się w 1981 roku we Francji. W 2003 roku przeprowadził się do Tokio, by studiować film w szkole Eiga Bigakko. Jego pierwsze próby reżyserskie to krótkometrażowe fabuły, m.in. Chinpira is Beatiful należąca do serii Yakuza 23 Ku, dystrybuowane w Japonii (Bandai Editions). Wspólny film z Dupirem jest w karierze reżysera pierwszą pełnometrażową produkcją dokumentalną.

Filmografia:

2003 Jinsei ha nagaku, heya ga semai (kr.m.)

2005 Chinpira is Beatiful (kr.m.)

2009 I tak nie zależy nam na muzyce / We Don't Care About Music Anyway
O filmie:

Jeden z najoryginalniejszych muzycznych dokumentów ostatnich lat. Panorama niezależnej sceny japońskiej, od noise'u, przez industrial, laptopy, minimal, po avant-pop. Siła filmu pochodzi m.in. ze zderzeń fragmentów koncertów z ujęciami z życia codziennego. Reżyserzy umieszczają twórczość ośmiu tokijskich muzyków na szerszym społecznym tle. Przez muzyczny pryzmat przepuszczają konfrontację idei niezależności z konsumpcyjnym charakterem życia we współczesnej metropolii. Traktują swoją muzykę jako niepokojącą i prawdziwą rzeczywistość, ukrytą pod fikcyjną powierzchnią konsumpcji. Proces wychodzenia z iluzji bogactwa i dobrobytu, nieograniczonego dostępu do dóbr i informacji odbywa się na marginesach, poza systemem. Rozczarowani outsiderzy właśnie tam szukają autentyczności.


To film o dźwiękach, ich percepcji i zakorzenieniu w konkretnym, unikalnym krajobrazie. Skreczowanie na gramofonie współgra z obrazem wielkiego złomowiska, rozszerzone techniki instrumentalne na wiolonczeli - ze sklepem z zabawkami, cielesne i alikwotowe medytacje - z ruchem ulicznym. Rytm całości nadają dyskusje muzyków przy stole. Padają przy nim ważne słowa: o dźwięku jako nośniku i impulsie pamięci, o przekraczaniu norm i nonkonformizmie, o mikroskopowym powiększaniu znanych odgłosów. Reżyserzy błyskotliwie wybrnęli z konwencji „gadających głów”, umiejscawiając bohaterów w najbardziej nietypowych miejscach. Umi No Yeah!! grają koncert na plaży, a Fuyuki w ciemnościach podziemi steruje oddechem i biciem serc widzów, poprzez kontrolowanie częstotliwości i natężenia błysków świateł oraz brzmienia dźwięków. Można tu też dostrzec wiele fascynujących zależności: miksowanie płyty zaburza tempo taśmy, a ucięcie kabla powoduje zniknięcie obrazu.
Nagradzając film I tak nie zależy nam na muzyce, jury międzynarodowego konkursu Filmy o Sztuce 10. MFF ENH podkreślało wagę wyzwania, które stanęło przed twórcami, by opowiedzieć o jednej formie sztuki przy jednoczesnym tworzeniu osobnego dzieła. „Otrzymaliśmy organiczny, skończony, umiejętnie zmontowany film, który wykracza poza tradycyjne pojmowanie dokumentu muzycznego. Wrażenie zrobił na nas styl, w jakim filmowcy weszli w zażyłość z przedstawioną grupą artystów muzycznych. Magia filmu polega na połączeniu występów, osobowości oraz intensywności miejskiego krajobrazu Tokio, co sprzyja przeniesieniu widzów w precyzyjnie zestrojony świat dźwięków” - komentowali jurorzy.
Cédric Dupire:

Jedną z głównych idei, które towarzyszyły nam podczas realizacji filmu, było wyobrażenie sobie, że mamy do czynienia z historią science-fiction, w której po katastrofie z jakiegoś powodu na Ziemi ocaleli tylko muzycy. Oni grają w pustych, wyludnionych miejscach, wieszcząc ostateczny koniec. Poprzez swoją muzykę, przy użyciu tego, co pozostało z przeszłości, przywołują współczesny świat. (Rooftop Films)


Już wcześniej interesowaliśmy się specyfiką tamtejszej sceny muzycznej, działającej poza komercyjnym mainstreamem. Muzykami improwizującymi, łamiącymi schematy i schodzącymi z utartych ścieżek. To szczególnie wyraźnie widać na tle tak bardzo zdominowanego przez konsumpcję społeczeństwa, jak japońskie. Chcieliśmy pokazać idee, którymi się kierują i odnieść to do zasad, które wyznaje większość Japończyków. (...) Zależało nam na znalezieniu wykonawców, którzy oddają się muzyce w pełni, jest dla nich sposobem na życie. Ci, których pokazaliśmy, podchodzą do muzyki w sposób bardzo radykalny. Wykonawcy prawie wcale nie nagrywają albumów, nie pracują nad melodią, ale raczej badają dźwięki i to, jak mogą ich użyć w swoich muzycznych performance'ach. Dlatego tak ważne było dla nas pytanie, kiedy dźwięk staje się muzyką. Dzieje się tak w momencie, kiedy po prostu zdecydujemy, że nią jest. (Gazeta Wyborcza Wrocław, 2.08.2010)
Krytycy o filmie:
„Dupire i Kuentz opowiadają obrazem. Muzyka bohaterów filmu jest genialną dźwiękową pocztówką Tokio. Wystarczy skonfrontować ujęcia pędzącego miasta - tłum ludzi w metrze, natężenie ruchu ulicznego, obrazy gigantycznego placu budowy - z fragmentami występów bohaterów filmu, by uchwycić współzależność miejskiej przestrzeni i tworzonej w tym miejscu muzyki lepiej, niż po socjologicznym wykładzie”.

Tomasz Bielenia, interia.pl


„(...) dokument jest bardzo inwazyjny, wnika do umysłu widza, zagłuszając większość myśli, ale warto go doświadczyć. Tym bardziej, iż nie jest to jedynie film o muzyce. Zebrani na ekranie twórcy, których Dupire i Kuentz posadzili w kilku scenach przy stole i poprosili o rozmowę na temat muzyki, dosyć szybko przenoszą treść swoich wypowiedzi na ubezwłasnowolnioną współczesnością kulturę japońską”.

Dariusz Kuźma, stopklatka.pl



ZWYCZAJNA HISTORIA

Tajlandia 2009 / 82 min.

reżyseria: Anocha Suwichakornpong

scenariusz: Anocha Suwichakornpong

zdjęcia: Ming Kai Leung

montaż: Lee Chatametikool

muzyka: The Photo Sticker Machine, Furniture

występują: Arkaney Cherkam, Paramej Noiam, Anchana Ponpitakthepkij, Phakpoom Surapongsanuruk, Karuna Looktumthong


Anocha Suwichakornpong

To jedna z najbardziej obiecujących postaci młodej tajlandzkiej kinematografii, reżyserka i producentka związana z Electric Eel Films, firmą założoną przez grupę niezależnych filmowców w 2006 roku w Bangkoku. Urodziła się w Tajlandii w 1976 roku, studiowała sztukę i kulturoznawstwo w Wielkiej Brytanii. W 2006 roku ukończyła studia filmowe na Uniwersytecie Columbia (USA), gdzie była stypendystką Hollywood Foreign Press Association. W tym samym roku brała udział w Berlinale Talent Campus. Jej dyplomowy film Graceland był pierwszym tajlandzkim krótkim metrażem zakwalifikowanym do konkursu festiwalu filmowego w Cannes (Cinefondation). Znakiem rozpoznawczym kina Anochy Suwichakornpong stał się brak dosłowności w opowiadaniu o ludzkich emocjach. W Graceland z tajemnicy czyni miłosny fetysz, z delikatnością i wirtuozerią pobudza zmysły widzów, niczego nie wypowiadając na pewno i do końca. Pokazuje pełną niedopowiedzeń sytuację, w której dochodzi do zbliżenia między samotną kobietą a młodym, przypadkowo spotkanym chłopakiem w stroju Elvisa.


Tematem ważnej w jej twórczości, metafilmowej mini-trylogii Like. Real. Love jest również próba uchwycenia istoty miłości. W pierwszej części dorosła córka spaceruje po parku z duchem swojej matki. Ich niespodziewane spotkanie, przepełnione spokojem i akceptacją, wydaje się dowodem na potwierdzenie chwiejnej tezy, iż istotą miłości jest umiejętność dawania wolności. Druga część, historia spotkania dwojga młodych ludzi w kinie, pokazuje, jak bardzo nasze miłosne uniesienia osadzone są w kulturze filmowej. Akcja trzeciej części toczy się na planie filmowym, w wielkiej odzieżowej fabryce. Reżyserka skupia się na milczących, pełnych szacunku relacjach pomiędzy ekipą filmową a załogą fabryki.
Zwyczajna historia, jej pełnometrażowy debiut, powstała przy wsparciu programów rotterdamskiej Fundacji Huberta Balsa - Script Project Development 2006 i Post-Production 2009 oraz istniejącej przy międzynarodowym festiwalu w Pusan Asian Cinema Fund (Post-Production 2009). W Tajlandii film miał kłopoty z cenzurą, otrzymał najwyższą cenzorską notę w historii tej kinematografii - „20+”.
Po sukcesie Zwyczajnej historii na międzynarodowych festiwalach, Anocha Suwichakornpong wzięła udział w realizacji kobiecego nowelowego filmu Breakfast. Lunch. Dinner, oprócz niej film reżyserowały Wang Jing z Chin i Kaz Cai z Singapuru. Trzy filmowe impresje za pretekst do opowiedzenia kameralnych miłosnych historii biorą śniadanie w Nanjing, lunch w Bangkoku i obiad w Singapurze.
Obecnie reżyserka zajmuje się promocją swojego drugiego pełnometrażowego projektu The White Room, za który otrzymała już nagrodę Pan Star Cruise Award podczas Pusan Promotion Plan (10 - 13.10.2010). PPP to impreza odbywająca się pod egidą Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Pusan, przestrzeń wspierania nowych, jeszcze niezrealizowanych azjatyckich filmów, w której spotykają się reżyserzy i producenci. W konkursie oceniano 27 projektów. Scenariusz The White Room powstał w 2004 roku, film będzie koprodukcją tajlandzko-japońsko-brytyjską.
Anocha Suwichakornpong znalazła się w gronie jurorów konkursu krótkich metraży jubileuszowego 40. MFF w Rotterdamie (26.01 - 6.02.2011).
Filmografia:

2006 Graceland (kr.m.)

2007 JAI (kr.m.)

2008 Like. Real. Love (kr.m.)

2009 Zwyczajna historia / Jao nok krajok / Mundane History

2010 Lunch (w nowelowym filmie - Breakfast, Lunch, Dinner)

o filmie:

Nieszczęśliwy wypadek zrujnował wszystkie plany Ake, jest przykuty do łóżka, przerażony, nie znajduje oparcia w zdystansowanym ojcu. Jego status - pochodzi z zamożnej rodziny, rozpoczął studia filmowe - w jednej chwili traci znaczenie. Z podobnym rozczarowaniem zmagał się wynajęty do opieki nad nim pielęgniarz Pun. Chciał zostać pisarzem, dziennikarzem, podróżnikiem, ale brak talentu i okoliczności sprawiły, że jego marzenia okazały się nierealne. Pełen rozpaczy bunt Ake spotyka się z pogodnym spokojem Puna, który utratę złudzeń ma już za sobą. Jego współczująca postawa, oparta na wspólnocie doświadczeń, okaże się ratunkiem i furtką dla refleksji o istocie życia, miłości i wolności.


Już krótkometrażówki Anochy Suwichakornpong - nie tyle warsztatowe próby, ile świadome, skończone, choć niewielkie dzieła sztuki - zapowiadały, że jej pełnometrażowy debiut nie będzie zwyczajny. Film stawia przed widzem zadanie tworzenia własnej historii z wizualnych znaków, jakie podsuwa mu reżyserka. Posługuje się swoistym kodem, daleko wykracza poza klasyczne przedstawienia. Anocha Suwichakornpong wraz z montażystą Lee Chatametikoolem (stałym współpracownikiem Apichatponga Weerasethakula) przedkładają wizualny rytm nad linearność narracji, tworzą achronologiczną, intrygującą opowieść o życiowych cyklach, o metafizyce i biologiczności. Relację między dwoma młodymi mężczyznami wpisują w szerszy kontekst. Prosta, wypełniona ciszą historia, podszyta społecznymi i politycznymi aluzjami, komentuje tajlandzką rzeczywistość, opartą na klasowych podziałach i patriarchalnej strukturze.
Anocha Suwichakornpong: Nikt z cenzorów nie powiedział mi wprost, co jest w moim filmie niewłaściwego. Mam wrażenie, że chodziło zarówno o obyczajową, jak i polityczną wymowę filmu. Oficjalnym powodem wprowadzenia ograniczeń była obecna w filmie nagość, ale wydaje mi się, że chodziło o coś więcej. (...) Chciałam tym filmem wyrazić swoje zdanie w sporze o granice wolności. (...) Nie jestem politykiem, ale filmowcem. Robiąc film uniwersalny, chciałam wyrazić to, o czym w Tajlandii nie można mówić głośno - wewnętrzną emigrację, zagubienie, wyobcowanie. Ja opowiadam jakąś historię, a wnioski wyciągają widzowie. (Gazeta Wyborcza Wrocław, 2.08.2010)
krytycy o filmie:
„Mój film pokazuje Tajlandię w pigułce - mówiła we Wrocławiu Anocha Suwichakornpong, przyjaciółka Apichatponga Weerasethakula, który w tym roku zdobył w Cannes Złotą Palmę. Ale jednocześnie to przypowieść o cykliczności świata i natury, zgodna z rytmem, w który wierzą buddyści. W filmie powracają więc widziane już wcześniej ujęcia, fantazje i wspomnienia z przeszłości, migawki zdrowego jeszcze, zbiegającego po schodach Ake, a wreszcie obrazy wybuchającej gwiazdy i rozmowy o supernowej. Ale powraca też polityka - dyskretnie przemycona, jak w finale, w którym widać demonstracje i transparent z napisem The Last War - polityka. Czy to nie ona stoi za wypadkiem Ake? Tak przecież rozumieć można jego opowieść z offu, w której metaforyczny lot w stronę nieba przeszywa pojedynczy strzał, ostry ból i zapach krwi.”

Paweł T. Felis, Gazeta Wyborcza, 2.08.2010


„Wybitny debiut Tajki Anochy Suwichakornpong (...) zaskakuje wnikliwą obserwacją psychologiczną wykraczającą znacznie poza schematyczną doraźność. (...) Utrzymany w poetyce małego realizmu, film niepostrzeżenie zamienia się w symboliczną przypowieść nie tyle o współczesnej Tajlandii, co o ludzkiej egzystencji w ogóle, widzianej z perspektywy Wielkiego Wybuchu, ewolucji kosmosu i wygasania gwiazd. Niezwykle subtelne kino zapowiadające wielką indywidualność reżyserską na miarę Apichatponga Weerasethakula”.

Janusz Wróblewski, Polityka, 15.05.2010


„W Zwyczajnej historii opowieść o intrygującej, erotycznie nieobojętnej relacji pomiędzy sparaliżowanym chłopakiem a jego opiekunem, zostaje wpleciona nie tylko w buddyjską przypowieść o nieustającym odradzaniu się życia w wymiarze indywidualnym i kosmicznym, staje się także metaforą politycznej sytuacji dzisiejszej Tajlandii, rozdartej napięciami społecznymi”.

Anita Piotrowska, Tygodnik Powszechny, 8.08.2010


„Zwyczajna historia była wydarzeniem konkursu. Na pierwszy rzut oka to banalna opowieść o codzienności sparaliżowanego chłopca, który ma lepszy kontakt z pielęgniarzem, niż z oschłym, zamkniętym w sobie ojcem. Tyle że Anocha - łącząc paradokumentalne zdjęcia, olśniewające wizualnie sekwencje jak z teledysku i postpunkową muzykę - zbudowała wielowymiarową metaforę. Niewykluczone, że we Wrocławiu obejrzeliśmy narodziny nowej gwiazdy azjatyckiej kinematografii. Jej film jest metafizyczną refleksją nad światem, a także dyskretnym studium sytuacji politycznej i społecznej Tajlandii”.

Rafał Świątek, Rzeczpospolita, 2.08.2010



ŁAGODNY POTWÓR - PROJEKT FRANKENSTEIN

Węgry, Niemcy, Austria 2010 / 105 min.

reżyseria: Kornél Mundruczó

scenariusz: Kornél Mundruczó, Yvette Biró

zdjęcia: Matyas Erdely

montaż: David Jancsó

muzyka: Philipp E. Kumpel, Andreas Moisa, Gyorgy Kurtag, Peter Zombola

występują: Rudolf Frecska, Kornél Mundruczó, Lili Monori, Kitty Csikos


Kornél Mundruczó

Urodził się w w 1975 roku w Gödöllõ na Węgrzech, ukończył Węgierski Instytut Filmowy, a krótko potem zyskał rozgłos za sprawą jednego ze swoich pierwszych filmów krótkometrażowych - Afta. Po sukcesach na festiwalach w Locarno, Cottbus czy w Krakowie, Mundruczó szybko stał się ulubieńcem selekcjonerów festiwalu w Cannes, gdzie jest zapraszany regularnie od roku 2004. Dziś to jeden z najważniejszych i najbardziej rozpoznawalnych filmowców węgierskich, znany także widzom w Polsce - jego filmy Joanna (2005) i Delta (2008) były pokazywane podczas MFF Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu, Delta w 2009 roku weszła na polskie ekrany. Łagodny potwór - projekt Frankenstein jest jego piątym pełnometrażowym filmem.


Filmografia:

1998 Minöségét megörzi (kr. m.)

2000 Nincsen nekem vagyam semmi / This Is I Wish and Nothing More

2002 Kilka pogodnych dni / Szep napok / Pleasant Days

2005 Joanna / Johanna

2008 Delta

2010 Łagodny potwór - projekt Frankenstein / Szelíd teremtés - A Frankenstein-terv / Tender Son -

The Frankenstein Project


O filmie:

Jeden z ulubieńców nowohoryzontowej publiczności, Kornel Mundruczó powraca z uwspółcześnioną i przewartościowaną wersją Frankensteina Mary Shelley. Wcielając się w postać filmowca, zostaje skonfrontowany z synem, o którego istnieniu nie wiedział. Mundruczó bije się w pierś, przyjmuje odpowiedzialność za swoje dzieło. Jest nim nie tylko nieszczęsny syn, ale też - dość przewrotnie - sztuka sama w sobie. Do symbolicznych narodzin potwora dochodzi bowiem w trakcie zainscenizowanego przez bohatera-reżysera castingu. Jego syn, kruchy i niepewny, zmuszony do manifestacji własnych uczuć, popełnia morderstwo. A za nim idą kolejne, podobnie bezsensowne i wynikające z kompulsywnych odruchów jednostki nieprzystosowanej do podejmowania właściwych relacji ze światem. Rozgrywający się w nieprzyjaźnie śnieżnej scenerii, Łagodny potwór... to zabarwione autobiograficznie wyznanie, śmiała próba odpowiedzi na pytanie: czym lub kim jest potwór, którego imieniem odgradzamy się dziś od tego, co nieludzkie, wynaturzone, prymitywne.


Kornél Mundruczó: Moje filmy są metaforyczne. Zależy mi na tworzeniu możliwie najprostszych, wręcz naiwnych historii. To mój głos przeciwko wszechobecnej manipulacji: przede wszystkim w polityce, ale też w codziennym życiu. Manipulują nami oczywiście media, ale także system edukacji. Dlatego chcę - przy użyciu najprostszych środków - opowiedzieć o tym, jak żyjemy, jak działa nasz system społeczny, co z niego czerpiemy. Nie zależy mi jednak na byciu rozumianym przez wszystkich.

(Gazeta na Horyzoncie)


krytycy o filmie:
„W nowym filmie Mundruczó wraca do swojego obsesyjnego tematu; już w Joannie i Delcie symboliczne historie opowiadane były z perspektywy demiurga, którego nie interesuje realizm, ale kino kreowane na gorąco, na oczach widza. „Zawód reżysera bywa niebezpieczny: pracujesz na żywym materiale, wykorzystujesz pokręcone idee, a potem to żyje własnym życiem” - mówił Mundruczó w Gazeta Café. „Czy jako twórca jestem niewinny? Czy ze szlachetnych intencji może powstać potwór? Zrobiłem ten film, żeby sam sobie te pytania zadać”.

Paweł T. Felis, Gazeta Wyborcza


„Czym/kim jest potwór? Autor filmu wychodzi z założenia, że produktem naszej próżności (głupoty? nieodpowiedzialności?). Powracając do silnie zaakcentowanego w powieści Shelley motywu stwórcy i jego ofiary, Mundruczo przypomina, że „monstrum” to wygodna etykietka, którą odgradzamy się od własnych zaniedbań. Z telewizyjnych i prasowych doniesień co rusz dowiadujemy się o niewyobrażalnych, nieludzkich zbrodniach. Popełnianych przez ludzi złych, występnych. Przez „nieludzkie potwory”. Ale czy wina nie leży gdzieś dalej, pośród narzuconej przez społeczne normy definicji funkcjonalności, przynależności? Normalności? Czy owych zbrodni nie motywujemy my sami, chełpiący się normalnością i ludzkimi odruchami?”

Piotr Pluciński, stopklatka.pl



Informacje pochodzą ze strony internetowej Festiwalu ENH - http://www.enh.pl/


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość