Strona główna

Wybucha gniew klasowy


Pobieranie 161.18 Kb.
Strona1/5
Data20.06.2016
Rozmiar161.18 Kb.
  1   2   3   4   5
Wybucha gniew klasowy.
Nie będziemy już dłużej dąsać się, pozostają w naszych rejonach, gettach, szkołach, fabrykach i kolejkach po zasiłek, poza widokiem i bez zwracania na siebie uwagi...

Jesteśmy na Wojennej Ścieżce.

Podczas regat Henley hordy bogatych pasożytów odczują naszą nienawiść, zobaczą pierwsze Czarne Chmury na swoim horyzoncie. Spierdolimy im ten dzień, tak jak oni pierdolą nasze życie od kołyski po grób. Lecz Henley, tak jak wszystkie ich cukierkowe publiczne wydarzenia jest po prostu karnawałem ich pozerskiego stylu życia - Bastardy wciąż pozostają bezpieczne za drzwiami swoich posiadłości. Nadszedł czas by to zmienić i odeprzeć atak. Podejmiemy Klasową Wojnę przy ich pierdolonych progach. Hampstead jest największym celem dla ofensywy „Bash the rich” (Wal bogaczy). Hamstead, najwytworniejsza dzielnica Londynu... gdzie elita milionerów żyje ponad stan podczas gdy my walczymy by związać koniec z końcem: wygrzewają się w swoich wielkich majątkach i krytych basenach; obrastają w tłuszcz dzięki forsie wyciśniętej z klasy pracującej i śmieją się póki nie udławią się swoimi kryształowymi kieliszkami, zaleją się szampanem do końca, gdy natkną się na nas.

Tam gdzie radykałowie ze średniej klasy i modni lewacy miło spędzają swoje dni jedząc francuskie dania, sącząc wodę „Perrier” i paplając o „wstrętnej bombie atomowej” i „okropnym głodzie Trzeciego Świata”, podczas gdy pod ich nosem ludzie żyją w nędzy, a emeryci zamarzają na śmierć w swoich brudnych dziurawych wyrach. Tam gdzie wstawia się łagodnych gliniarzy - pracownicy socjalni, nauczyciele, sędziowie i cała ta kupa mętów mieszka wyizolowana od ludzi, których interesy albo „leżą im na sercu” albo zamykają tych ludzi w więzieniu.

Dobra Wora Gówna, wasze dni są policzone.

Przeżyliśmy nasze życie po szyję w waszym gównie i teraz to samo obróci się przeciw wam, byście cierpieli, poczuli cios naszego klasowego gniewu i nienawiści. Nie chcemy być ogłupiani przez obrzydliwe zasłony dymne Labour Party, lewicy i związków. Politycy, którzy dla nas coś znaczą, są jedynie na ulicach i nie spoczniemy póki nie odegramy się na tamtych bastardach.

Zabarykadujemy wejście tym mętom.
Zamęt jest nasza siłą.
Ta książka udokumentowuje 10 lat oporu klasy pracującej w Brytanii - dekadę, gdy nieposkromiona klasa w życiu codziennym i rozstrzygających bitwach ulicznych, ustawicznie zadawała kłam wypośrodkowanej polityce Torysów i Labourystów. (...)

W 1981 roku zamieszki błyskawicznie rozprzestrzeniły się na cały kraj, czyniąc centra miast rejonem niedostępnym dla policji i sięgnęły do stolic hrabstw. Od Toxteth do Tunbridge Welles Głogie, upalne lato 1981 dało iskrę i rozpaliło powstanie całej społeczności.

W 1990 roku bunty przeciw „poll-tax” wybuchały przed każdą Izbą Rady i ratuszem, osiągając kulminację w tym słynnym karnawale powstańczym na Trafalgor Squore, gdy 10 tysięcy zbuntowanych bohaterów klasy pracującej zostało nagrodzonych wiwatami przez jakieś 200 tysiecy, gdy podpalali budynki, walczyli z gliniarzami rurami z rusztowań i przywiedli prawdziwą wojnę klasową rozpieszczonym bogaczom z West Endu. Downing Street (mieści się tam siedziba premiera, wtedy M. Thatcher) uciekała w pośpiechu, gdy świeża pamięć o upadku Caucescu zainspirowała tysiące ludzi by uwierzyć, że Thatcher może spotkać ten sam los. Miliony nie płacących poll taxu sprzeciwiło się zarządzeniom i szeryfom, czyniąc podatek ten niemożliwym do odebrania i wrzuciło tym samym i jego i Thatcher do kosza na śmieci.

Torysi mieli kupę kłopotu gdy dostali się do władzy, by utrzymać w zamierzeniu silny rząd z przytłumioną i uległą klasą pracującą. Pokonanie poll texu przez ogólny sprzeciw doprowadził do upadku m.in. projektu rejestrowania kibiców piłkarskich. (...)

W 1985 zamieszki w Handsworth, Brixton i innych miastach pokazały jak cała społeczność tłukąc gliniarzy pokonała ich. Strajk górników ukazał bezprecedensową, dziką wojnę klasową, która rozlała się na cały kraj - bitwy odbyte w Orgreave i Mansfield, samoorganizowanie oddziałów uderzeniowych, które spustoszyły własność N.C.B. w całym zagłębiu węglowym, nieugiętość górniczych wsi Południowego Yorksshire, gdzie jedyną władzą była surowa potęga samych górników. (...)

Nocne bitwy rozegrały się obok Wapping, podczas gdy w sąsiednich londyńskich dokach, nawalanie yuppies stało się popularnym spędzaniem czasu i nowobogaccy musieli bronić się z pomocą ochroniarzy i drutów kolczastych przed miejscową młodzieżą domagającą się „podatku od yuppie” (...)

Narodowa armia złodziei sklepowych zrobiła wiele by zrekompensować ekonomiczną nierówność - zakupy bez pieniędzy, odkryto też ostateczną ekspresję wyrażoną w radosnym rozwalaniu luksusowych samochodów. (...) Domki letniskowe płonęły wesoło w Północnej Walii, gdzie policja była sfrustrowana przez 10 - letnie bezowocne śledztwo, gdyż ludzie zachowali kompletne milczenie. Hinduska i azjatycka młodzież powiedziała swoim szacownym społecznym liderom by spierdalali ze swoim jęczeniem o pomoc policji w zwalczaniu rasistowskich ataków. Oni zorganizowali sobie własne społeczne kompanie obrony i uznali za najważniejsze wzięcie odwetu. W 1986 i 1990, więzienia wybuchły gniewem, osiągając kulminacyjny moment w buncie w Strangeways. Dla wielu wywłaszczonych ludzi stracona własna społeczność lub solidarność w pracy została odtworzona w tych chwilach, gdy adrenalina płynęła strumieniem, gdy w trakcie konfrontacji czy zamieszek walczyli ramię w ramię z osobami kompletnie nieznajomymi, dzielili się amunicją, budowali barykady, ściskali się, śmiali i przeklinali gdy walka słabła i wzrastała. Razem z wpajanym strachem przed zamętem media troskliwie skonstruowały mity, że klasa robotnicza nigdy nie postępowała bezprawnie - kłopoty były zawsze powodowane przez garstkę „outsiderów”. Daily Express twierdził, że zamieszki w 1981 spowodowało trzech ludzi na motorowerach jeżdżących po całym kraju. Daily Mail wyjawił wyłącznie, że ludzie z cudzoziemskim akcentem przeważali w kolejce do autobusu w Północnym Londynie popierającej zamieszki w Broadwater Farm. „Nie - górnicy” spowodowali problem trwając w górniczym strajku, futbolowi chuligani nie byli prawdziwymi kibicami, acid-party są organizowane przez baronów narkotykowych, a agitatorzy objeżdżają puby oferując biedakom 20 funtów za przyłączenie się do buntów przeciw poll-tax. W tym samym czasie nasza „własna” klasa pracująca siedzi w domu jedząc ryby i czipsy, pijąc licencjonowane trunki, oglądając TV satelitarną i nigdy nie gromadzi się w groźnej ilości na ulicy, jeśli tylko tak niewłaściwie nie zostanie pokierowana przez „outsiderów”. (...) Jedyną gazetą, która odzwierciedlała nowe pole bitwy była „CLASS WAR”. Nieposkromienie naszej klasy było świętowane na jej stronach, gdziekolwiek i kiedykolwiek ona się ujawniła.

CLASS WAR” nie przeprasza za klasową walkę, nie usprawiedliwia klasowych niepokojów, nie wyjaśnia czegokolwiek bazując na lewackim beczeniu o domach, pracy i o tym jaka brzydka jest policja. Znamy już to wszystko. Nie potrzebujemy jakiś trockistowskich kutasów ze średniej klasy by prowadzili nas na „sceny historii” lub gadali nam o „przejściowych żądaniach” których możemy nigdy nie uzyskać. Nie potrzebujemy tego, bo jesteśmy klasą pracującą - nasza polityka żyje jako część codziennego życia, nie traktujemy jej jak hobby, jak np. uprawianie sportu. Klasa pracująca nie potrzebuje zapełniać sobie głów propagandą by stać się rewolucjonistami - by pójść za wiecznym ogniem linii zmiany - instynktownie wie, czego potrzebuje. Wszystko czego nam brak to zaufanie w kolektywnej walce, autonomia i umiejętność zwyciężania po latach defetystycznego bełkotu i przeprosin. By rozprzestrzeniać to zaufanie i pewność siebie, „CLASS WAR” musi czynić tak dobrze jak gada. „Akcja jest krwią życia - bez akcji po prostu udajecie” jak powiedział jeden klasowy wojownik. Nie zapewniamy po prostu o naszej solidarności ze społecznością, bierzemy udział także w walce. Nie ma „outsiderów” w klasie pracującej i wlewamy się w każdy wybuch klasowej wojny. Zamieszki, strajki, opór społeczny, potańcówki - jesteśmy tam z butelką z benzyną w jednej dłoni, gazetą w drugiej, i szerokim uśmiechem na ustach. Przedstawiamy wielkie sprawy lecz gazeta jest pełna kawałków o codziennej walce. (...)



Wystartowaliśmy jako pierwszy numer z nakładem 500 sztuk wyprodukowanym przez trzech ludzi w deszczowy dzień w budynku zebrań w Mayhill, Swansea by zjebać zdechłe obciążenie pacyfizmem i brak polityki klasowej w ruchu anarchistycznym wyszła gazeta, trafiając w czuły nerw. Nie uciekaliśmy od okrucieństwa naszej polityki poprzez zaprzeczanie lub usprawiedliwianie się przed kimś gdy się z nami skonfrontował. Walczymy w klasowej wojnie z tego względu że w żadnym wypadku nie chcemy mieć rąk związanych. Jeżeli przestraszone media wytkną nas jako brutalnych, złośliwych, pełnych przemocy, my powiemy... mówcie tak, o wiele więcej tego nadejdzie! Dekada zakończyła się tak jak i zaczęła zamieszkami na ulicach Oxfordu, Cardiff, Hondsworth i Tyneside. Poprzez lata 80 i teraz 90, brytyjska klasa pracująca odrzuciła zastraszenie i uległość - miniona dekada była jednym zamętem, który nie został pokonany. Teraz opozycja i rząd zmieszały się w jeden rozwodniony umiarkowany grunt centralny. Nadszedł czas byśmy wyszli z marginesu, by nasza klasa potwierdziła swoją rolę jako przewodnia siła naszego przeznaczenia. To przeznaczenie jest siłą klasy pracującej. Teraz nasz bałagan i zamęt stanie się naszą siłą. Nasz czas nadszedł!
Strzeżcie się bogate bękarty
Podczas gdy zapierdalamy w każdą minutę naszego życia, bogate bękarty, które są tego przyczyną są wokół nas. Ich styl życia tak różni się od naszego, że oni mogliby być równie dobrze z jakiejś innej pierdolonej planety. Spójrzmy na Tatlera czy Horpersa i Królową i zobaczmy jak oni sobie planują towarzyski rok...

Wszystko to pod naszymi pierdolonymi nosami, w tym samym świecie, w którym żyjemy. I jeszcze te skurwiele uchodzą bezkarnie. To tak jakby niewidzialna mentalna bariera zatrzymywała nas idących do ataku i ograniczała nas do czysto defensywnych akcji, poddawała się ich atakom. Oczywiście te złe dni mają się ku końcowi. Trzeba wziąć się za tych bękartów. Nigdy więcej pierdolenia na głupich lewackich marszach. To nie dla nas. Nigdy więcej „Maggie, Maggie, Maggie... won, won, won”. Nigdy więcej. „Robimy to co chcemy... co robimy tego chcemy”. Nigdy więcej „Żądamy tego, żądamy tamtego”. Bez takich jaj. Nigdy więcej takiego syfu. „Solidarność z Nikaraguą, zatrzymać pociski”. Nigdy więcej „bla, bla, bla, ble, ble, ble”.

Ten rodzaj polityki jest dla tych, których opozycja wobec systemy jest jedynie hobby. Nie potrzebujemy specjalnych okoliczności by wypracować entuzjazm na wesołą, dobrą demonstracje. Nasz wróg jest wokół nas w każdym dniu naszego życia - wszystko co mamy zrobić to zacząć gnoić skurwieli. Wszystkie wydarzenia w towarzyskim kalendarzu bogaczy polegają na tym, że oni uważają by spokojnie się bawić. Przypuśćmy, że będziemy cierpieć po cichu, znając swoje miejsce i trzymając się oczywiście z dala od nich. Potem oni dadzą nam za to piwo, bingo i „THE SUN”. Lecz są jakieś nowe wiadomości dla was wory gówna... Od teraz na tych przyjęciach i imprezach nie będą jedynie zaproszeni... My przyjdziemy także!

  1   2   3   4   5


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość