Strona główna

Wyrównywanie szans edukacyjnych – główne strategie


Pobieranie 17.13 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar17.13 Kb.

Zbigniew Kwieciński




Wyrównywanie szans edukacyjnych – główne strategie

(konferencja ISP „Zmiany w oświacie a integracja z Unią Europejską”, 5.11.2002)




Założenia wstępne:

Zróżnicowanie poziomu i jakości wykształcenia jest wysokie i trwałe. Jest ono uwarunkowane poprzez kumulowanie się przymiotów osobistych jednostek (talent, motywacje, pracowitość, odwaga, wdzięk) z „kapitałem kulturowym” i „kapitałem społecznym” rodziny, a wzmacniane przez funkcjonowanie szkoły (ocenianie, naznaczanie, selekcja, sortowanie, reprodukcja). W warunkach ustroju liberalnej demokracji (wolny rynek, wolności jednostek) zasada prawa do pozyskiwania i pomnażania korzyści i zasada równej dostępności do dóbr i wartości rodzą sprzeczności, a w efekcie różne podejścia do ich rozwiązywanie, także odnośnie wykształcenia, które jest jedną z powszechnie uprawnionych wartości, jest dobrem (korzyścią) do pozyskania, jest instrumentem alokacji w strukturze społeczno zawodowej (a zatem warunkiem koniecznym przejścia do elit) oraz składnikiem trwałego „kapitału” kulturowego i społecznego, przekazywalnemu następnemu pokoleniu. W tych różnych podejściach do oświaty w warunkach demokracji wielopartyjnej i liberalizmu gospodarczego hasło „wyrównywaniu szans edukacyjnych” jawi się już nie oczywiste, bądź zasadniczo odmiennie rozumiane.




  1. Prawo do dążenia, zdobywania i pomnażania należnych i legalnych korzyści w drodze wolnej konkurencji – nie zakłócanej przez interwencje państwa – usprawiedliwia nie podejmowanie jakichkolwiek działań na rzecz istniejących i powiększających się różnic w osiągnięciach edukacyjnych. Działania państwa, samorządów i podmiotów edukacyjnych polegają na podnoszeniu ogólnego poziomu oświaty powszechnej. Dopuszczalna i mile widziana jest dobrowolna działalność charytatywna osób, wspólnot i organizacji na rzecz słabszych, zmarginalizowanych i wykluczonych. Jednocześnie jednak ostrzega się przed nieskutecznością, fragmentarycznością i doraźnością takich działań (Chcesz to dziel się i pomagaj, ale nie bądź frajerem, inni się nie podzielą, a tamci i tak to zmarnuj) oraz przestrzega się, że ostatecznie szkoła jest utrzymywana przez podatników i powinna skutecznie służyć interesom osobistym i społecznym tych, którzy podatki płacą ( szkoła nie jest walcem drogowym, by wyrównywać to, co jest zasługą jednostki i jej domu. Nie da się zresztą zrównać warunków genetycznych i warunków rodzinnych).




  1. Prawo do swobodnego kształtowania się elit nakazuje staranne nagradzanie, sortowanie i oddzielanie tych, którzy dzięki przymiotom osobistym, warunkom domowym, pracowitości i możliwości bardziej efektywnego korzystania z ofert systemu edukacyjnego mają najwyższe osiągnięcia intelektualne, od tych, których osiągnięcia są przeciętne, mierne i bardzo niskie. Państwo i jego system szkolny mają obowiązek strzec – z jednej strony otwartego dostępu do elit każdemu, kro na to zasłużył, a z drugiej strony – uruchamiać procedury poprawnego, uczciwego, bezstronnego, obiektywnego i kontrolowanego oceniania, sortowania, kierowania na dalsze ścieżki kształcenia i awansu społeczno-zawodowego. Każdy dowiaduje się w porę, jakie są jego wyniki i poziom osiągnięć i że ma to, na co zasłużył. „Równe szanse edukacyjne” są tu rozumiane jako otwarty dostęp każdego do najwyższych osiągnięć i pozycji, czyli jako równe prawo dostępu do najwyższych szczebli edukacyjnych i najwyższych jakości edukacyjnych. Tak rozumianych równości szans chronią poprawne procedury, a wyrównywanie szans edukacyjnych polega na stałym doskonaleniu tych procedur oceniania i selekcji.




  1. Obowiązkiem państwa, samorządów, elit politycznych i wszystkich podmiotów edukacyjnych jest organizowanie oświaty powszechnie i równo dostępnej dla wszystkich, niezależnie od położenia wyjściowego rodziny, niezależnie więc od poziomu wykształcenia, pozycji społeczno-zawodowej rodziców, ich zamożności i miejsca zamieszkania. Bowiem zróżnicowanie „startu” edukacyjnego, jego przebiegu i rezultatu w wielkiej mierze nie jest zawinione przez jednostkę lecz przez okoliczności przez nią zastane (geny, rodzina, typ środowiska socjalizacji i inkulturacji). Państwo i samorządy powinny zapewniać strukturalne, programowe, kadrowe i finansowe warunki takiej gwarantowanej prawem równej dostępności. Równość szans jest tu rozumiane jako podobna dostępność szkolnictwa powszechnego i tak, na przykład, rozumiał to niedawny reformator szkolnictwa, mówiąc o wyrównawczej roli powszechnego gimnazjum, czyli nowego typu szkoły średniej. Wyrównywanie szans polega tu na sprawiedliwej i wystarczającej dystrybucji środków niezbędnych dla uruchomienia i poprawnego działania tych struktur i korygowania błędów w ich alokacji i funkcjonowaniu.

4. Demokratyczne praw każdej jednostki do jej pełnego rozwoju i prawo dostępu każdego do kultury narodowej i globalnej oraz obywatelskie prawo do aktywnego współstanowienia politycznego i społecznego nakazują tak organizować instytucje i działania oświatowe, aby każdemu – niezależnie w jakiej rodzinie i w jakim miejscu się urodził – zapewnić możliwości osiągnięcia poprzez szkołę należytego poziomu kompetencji kulturowych, społecznych, cywilizacyjnych i zawodowych. Jeżeli zatem na dowolnym szczeblu systemu oświaty obserwowane są niezawinione przez jednostki, a znaczące liczebnie grupy i obszary marginalizacji i wykluczenia, to należy uruchamiać działania na rzecz wyrównania szans i zmniejszenia niekorzystnych warunków, procesów i skutków rozwojów dzieci, młodzieży ze sfery ryzyka. Dokonywać tego można i należy poprzez redystrybucję środków pobieranych od tych, którzy są uprzywilejowani, w tym także w dochodach. Na obszary ryzyka, do rodzin, osób i instytucji edukacji i pomocy socjalnej należy kierować dodatkowe środki i służby pomocy profilaktycznej, terapeutycznej i ratowniczej, przy czym oferty uzupełnienia i dopełnienia edukacji powinny być wielokrotne w ciągu życia jednostek dotkniętych niepowodzeniami, powszechnie dostępne i tanie. Likwidacja najcięższych form ubóstwa edukacyjnego (odpady ze szkoły powszechnej, analfabetyzm i półanalfabetyzm kulturowy, funkcjonalny i cywilizacyjny) zmniejszenie poziomu nierówności w osiągnięciach szkolnych powinno być stałym elementem polityki oświatowej państwa, samorządów i administracji oświatowej oraz miernikiem rozwoju społecznego i probierzem demokracji.



Powstaje tu jednak pytanie, do jakiego stopnia należy, trzeba i można wyrównywać zaniedbania rozwojowe uwidocznione w niepowodzeniach edukacyjnych. J. Rawis – teoretyk sprawiedliwego państwa i rzecznik koncepcji sprawiedliwości redystrybucyjnej – podpowiada, że wyrównywanie stopnia udziału jednostek ( bez ich winy źle usytuowanych) w korzystaniu z dóbr powinno sięgnąć poziomu szacunku dla siebie samego. Czy jednak kryterium szacunku dla siebie samego może być w jakimś stopniu obiektywnie sytuowane poza samą jednostką i bez pytania jej o zdanie? Może analfabeci nie są mniej szczęśliwi, niż ludzie bardzo wykształceni? Narzucona im „pomoc” edukacyjna może zbudzić ich uśpione aspiracje i roszczenia. Jest to dylemat, który L. Kohlberg ujął w dosadne pytanie: Czy lepiej być szczęśliwą świnią, czy nieszczęśliwym Sokratesem? Wątpliwości w odpowiedzi na to pytanie nie maja tylko radykalni demokraci i zwolennicy pedagogiki wyzwolenia, którzy uważają, że powszechne dobre wykształcenie i kompetencje krytyczne mogą i powinny służyć emancypacji ludzi dotychczas uśpionych i wykluczonych. Natomiast można próbować odczytać postulat J. Rawlsa jako poszukiwanie takiego minimum kompetencji, które jest osiągalne przez każdą osobę w obrębie normy rozwoju umysłowego i które jest warunkiem koniecznym współdziałania w kulturze i życiu obywatelskim. Takim minimum jest na przykład elementarna alfabetyzacja, czyli podstawowa kompetencja do rozumienia tekstów kultury symbolicznej, do komunikacji społecznej, uczestnictwa obywatelskiego i samodzielnego utrzymania się z własnej pracy.
5. Jest też piąta możliwość w podejściu do równych szans edukacyjnych i ich wyrównywania. Jest to oczekiwanie i żądanie równych wyników na wyjściu z systemu szkolnego dla wszystkich, niezależnie od warunków „startu” rodzinnego. Jest taki postulat wyjęty z socjalistycznych utopii i dziecięcego poczucia, że sprawiedliwie – to znaczy po równo dla każdego. Takiej sprawiedliwości Janosika czy Robin Hooda nikt rozumny nie traktuje dziś serio. Ale to nie zwalnia z wrażliwości na nieuzasadnione zróżnicowania edukacyjne, na nie wypełnianie przez szkołe elementarnych jej obowiązków alfabetyzacyjnych, na potrzebę minimalizacji różnic i wsparcia ludzi już edukacyjnie skrzywdzonych.

Podsumowanie


W obrębie porządku liberalnej demokracji mamy do czynienia z czworakim rozumieniem „równych szans edukacyjnych” i wyrównywania szans: 1) jako równego prawa do konkurencji i pomnażania już posiadanych korzyści, traktującego różnice jako naturalne, ale możliwe do złagodzenia poprzez ochotniczą pomoc ( to argumentacja neoliberałów politycznych); 2) jako równego prawa do ubiegania się o wejście do elit, strzeżonego przez poprawne procedury ocenienia i sortowania ( to argumentacja neokonserwatystów); 3) jako równej i powszechnej dostępności, strzeżonej przez sprawiedliwą i wciąż doskonaloną dystrybucję środków (to argumentacja zwolenników demokracji uczestniczącej i etycznej). 4) jako wyrównywanie startu przebiegu i efektów edukacji tym, którzy nie z własnej winy są pokrzywdzeni – poprzez sprawiedliwą redystrybucję środków (argumentacja zwolenników demokracji uczestniczącej. Jest wreszcie piąte rozumienie równości edukacyjnej jako jednakowych rezultatów. Można by ją traktować jako folklorystyczny atawizm, gdyby nie to, iż takie rozumienie równości i wyrównywania jest obecne w języku populistów politycznych.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość