Strona główna

Żyjemy, jak to mówią politycy, w „jednej, wspólnej Europie, ale czy na pewno? Istnieje cała masa podziałów. Muru berlińskiego wprawdzie już nie ma, upadł też komunizm, ale niewidzialna granica jest nadal


Pobieranie 12.03 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar12.03 Kb.
Żyjemy, jak to mówią politycy, w „jednej, wspólnej Europie”, ale czy na pewno? Istnieje cała masa podziałów. Muru berlińskiego wprawdzie już nie ma, upadł też komunizm, ale niewidzialna granica jest nadal. Ludzie nie znając innych kultur tworzą całe mnóstwo niedorzecznych domysłów.

Pisząc pracę na konkurs „Pomysłowa szkoła” ogłoszony przez fundację Europejski Dom Spotkań nikt z nas nie spodziewał się, że uda nam się wygrać, a tym samym dzięki programowi „Młodzież w działaniu” napisać projekt wymiany międzynarodowej. Nawiązaliśmy współpracę z partnerami zagranicznymi z Łotwy i Włoch. Gdy już okazało się, że „kasa jest nasza” na dobre rozpoczęliśmy współpracę z naszymi kolegami z zagranicy. Wysyłaliśmy e-maile i planowaliśmy. Wszyscy uczestnicy projektu, zarówno my, jak i koledzy z zagranicy dokładaliśmy starań, aby wszystko udało się jak najlepiej. Bez pomocy naszych partnerów i ich zaangażowania nic by się nie udało. I to jest jedną z rzeczy, które nauczyła wszystkich uczestników projektu organizacja wymiany. Bardzo ważna jest współpraca oraz otwartość na pomysły. Każdy musi mieć swój udział w tym co powstaje, inaczej część grupy tego nie doceni. Na szczęście ludzie, których poznaliśmy okazali się bardzo dobrymi współpracownikami. Nasza wymiana odbyła się w dniach 3-11 sierpnia 2008 r. w ośrodku w Nasutowie.

Podczas projektu chcieliśmy poznać siebie nawzajem poprzez nasze wspólne zainteresowania. Dlatego podzieliliśmy się na cztery grupy: taneczną, pantominy, multimedialną i muzyczną. W ten sposób każdy był sobą oraz mógł robić co lubi. Workshopy pokazały nam jak ważne jest by każdy robił to, w czym jest dobry i co sprawia mu radość. Wspólne zainteresowania to coś, co łączy pomimo bariery językowej.

Nasza wymiana miała charakter sportowy, nawiązywała do Olimpiady w Pekinie, która odbywała się w tym samym czasie. Pierwszego dnia przed ośrodkiem odbyło się uroczyste rozpoczęcie projektu. Wywiesiliśmy flagi naszych państw, zaśpiewaliśmy hymny, zaprezentowaliśmy część artystyczną i wreszcie zapaliliśmy ogień olimpijski. Codziennie graliśmy w siatkówkę i piłkę nożną, oglądaliśmy prezentacje na temat sportu w każdym z krajów oraz rozmawialiśmy o zasadach fair play. A co jest chyba najbardziej zaskakujące wspólnie oglądaliśmy rozgrywki sportowe na Olimpiadzie w Pekinie i wszyscy kibicowaliśmy sportowcom z Łotwy, Włoch i Polski. Przed telewizorem machaliśmy trzema szalikami w barwach narodowych oraz flagami. Na zakończenie naszej olimpiady obdarowaliśmy się zrobionymi przez nas medalami. I kto powie, że sport nie jest piękny? Chyba nikt z nas nie oczekiwał, że uda nam się polubić nawzajem tego stopnia, by kibicować naszym sportowym rywalom.

Nasz projekt miał też „drugą stronę”. Chcieliśmy spędzać wspólnie czas także poprzez sztukę. Mieliśmy wszelkiego rodzaju zajęcia: plastyczne, muzyczne, taneczne, a także uczyliśmy się podstawowych figur pantomimy. Zajęcia plastyczne miały bardzo nietypową formę, która wszystkim przypadła do gustu, robiliśmy na nich nieznane nam, lecz bardzo popularne na Łotwie wycinanki. Na zajęciach pantomimy mieliśmy okazję nauczyć się trochę figur oraz zobaczyć różnicę w temperamencie naszych kolegów. Włosi zawsze „zarażali nas pozytywną energią”, natomiast Łotysze okazali się dobrymi kompanami. Każde z warsztatów i zajęć przygotowała inna grupa. Wszyscy staraliśmy się, aby wyszły one jak najlepiej. Nasz wysiłek został doceniony, dla nas nagrodą za całe przygotowania był uśmiech na twarzach naszych gości.

Chcąc poznać nasze kraje oraz obalić towarzyszące nam stereotypy wymyśliliśmy wspólnie cały szereg ciekawych dla nas zajęć, dzięki którym mogliśmy się poznać. Pierwszego dnia na mapie Europy w konturach naszych krajów zawiesiliśmy zdjęcia każdego z uczestników projektu. Wypisywaliśmy także z czym kojarzą się nam Włochy, Łotwa i Polska. Efekty były bardzo niespodziewane. Wszyscy poznawaliśmy kraje naszych kolegów na wieczorkach narodowych. Pierwszy odbył się włoski wieczorek, na nim poznaliśmy bardzo popularną w tym kraju modę, tańce oraz pyszną kuchnię. Na łotewskim wieczorku z kolei oglądaliśmy film o stolicy kraju - Rydze oraz pięknej tamtejszej przyrodzie. Mieliśmy okazję także spróbować pysznych serów – tradycyjnych dla ich kuchni. Natomiast nasz wieczorek zaczął się prezentacją o Polsce, pokazaliśmy w niej najpiękniejsze miasta i wszystko co charakterystyczne dla naszego kraju. Potem wszyscy łamali sobie język próbując wymówić wiersz Jana Brzechwy „Chrząszcz” i kolejnym punktem programu była nauka tańców oraz poczęstunek. Wszystkich nas bardzo zaciekawiło poznanie tego, co znane i lubiane w krajach naszych zagranicznych kolegów. Wymagało to często od nas dużego otwarcia się na świat i nowe nieznane nam do tej pory zwyczaje oraz kultury.

Najwięcej przygotowań zajęła nam organizacja wycieczki. Naszych gości bardzo dziwiła nazwa naszej miejscowości. Pokazaliśmy im nasze miasto z dwóch stron: turystycznej i z naszego punktu widzenia. Przedstawiliśmy wielokulturowość tego miejsca odwiedzając: synagogę, cerkiew oraz kościoły katolickie, a także inne zabytki. Oprowadziliśmy naszych gości po naszych ulubionych miejscach w mieście. Wszyscy mieli okazję spróbować tradycyjnych szczebrzeskich cebularzy. Późnym wieczorem wróciliśmy do swoich pokoi i wszyscy zasnęliśmy. Następnego dnia dyskutowaliśmy na temat wycieczki i porównywaliśmy Szczebrzeszyn, Turyn i małe miasteczko pod Rygą. Wiele doświadczenia wynieśliśmy z tego właśnie dnia projektu. Bardzo trudno było wypracować nam kompromis, gdyż każdy chciał pokazać co innego. W końcu po burzliwych dyskusjach udało nam się stworzyć plan. Ten jeden, jakże pracowity dla wszystkich dzień kosztował nas całe mnóstwo pracy.

Wszyscy uczestnicy wymiany mieli okazję podszkolić swój angielski, podczas quizów i zabaw językowych. Takie właśnie spotkania bardzo podnoszą poziom nauki języka. Mieszkając z kimś, kto nie mówi w twoim ojczystym języku jesteś zmuszony do porozumiewania się po angielsku lub ostatecznie „na migi”.



W ciągu tych kilkunastu dni udało nam się poznać otwartość i spontaniczność Włochów, jak i dosyć oryginalne podejście do życia Łotyszy. A tak naprawdę najlepiej zintegrowaliśmy się sami, grając w butelkę, twistera albo rozmawiając o modzie i innych rzeczach. Nie zabawy integracyjne, lecz wspólne zainteresowania, sport, i całkiem normalne sytuacje podczas wspólnego dzielenia pokoi oraz posiłki zbliżają do siebie ludzi najbardziej. Nie ważne czy będzie sto tysięcy wymyślonych przez dorosłych planów, czy jeszcze więcej. Taka integracja nigdy nic nie da, ważne byśmy, my sami poznawali się robiąc to, co chcemy i lubimy. Jest jeszcze tylko jeden warunek. Więc wszyscy uczestnicy wymian musimy otworzyć się na świat, nowych ludzi, nieznane nam kultury, religie oraz często dziwne dla nas rzeczy. Przecież by Europa stała się „naszym, wspólnym domem’’ musimy poznać naszych sąsiadów, zniszczyć wszelakie granice i bariery. Miejmy nadzieję, że wspólna integracja kiedyś na to pozwoli…

.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość