Strona główna

Zbrodnia katyńska


Pobieranie 16.61 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar16.61 Kb.




Marcin Koziński

Muzeum Wojska w Białymstoku



Zbrodnia katyńska
17 września 1939 roku, zgodnie z postanowieniami paktu Ribbentrop – Mołotow w granice Rzeczypospolitej wkroczyła Armia Czerwona. Już wówczas do radzieckiej niewoli trafiło blisko 250 tysięcy jeńców, w tym tysiące oficerów. Wkrótce na obszarach włączonych do ZSRR przeprowadzono obowiązkowa rejestrację polskich oficerów, zarówno służby czynnej, rezerwy, jak i w stanie spoczynku. Rejestracji podlegały osoby posiadające polski stopień oficerski, bez względu na aktualny stan zdrowia i wiek. Kolejnym krokiem było ich aresztowania i osadzenie – jako jeńców wojennych – w obozach:

a) w Kozielsku, niedaleko Smoleńska, gdzie więziono 4594 osoby, w tym m.in. admirała, czterech generałów, około stu pułkowników i podpułkowników, około trzystu majorów, około tysiąca kapitanów i rotmistrzów. Blisko połowę jeńców stanowili oficerowie rezerwy, wśród których było 21 profesorów, docentów i wykładowców szkół wyższych, ponad trzystu lekarzy, kilkuset nauczycieli, kilkuset prawników, kilkuset inżynierów, wielu literatów, dziennikarzy, publicystów;

b) w Starobielsku – 3894 osoby, w tym m.in. ośmiu generałów;

c) w Ostaszkowie – 6361 osób, wśród których przeważali funkcjonariusze Policji Państwowej, żandarmi i żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza [stan liczbowy na dzień 16 marca 1940 roku].

Ogółem w obozach znalazło się około 15 tysięcy osób.

Początkowo, jakkolwiek napotykano trudności, z internowanymi można było korespondować. Więź ta urwała się bezpowrotnie wiosną 1940 roku. Wówczas też zaginął ślad po ogromnej większości uwięzionych. Po kilku dalszych miesiącach rodzinom udało się nawiązać ponowny kontakt jedynie z grupą około 450 oficerów, których przeniesiono ze wszystkich trzech obozów do nowego, w Griazowcu. Poprzez kolejne miejsce – Pawliszczew Bór oficerowie ci, a następnie licząca około tysiąca osób grupa, przewieziona do opuszczonego już obozu w Kozielsku (stąd nazwa Kozielsk II) stała się kadrą powstającej latem 1941 Armii Polskiej. Jak pisał w kwietniu 1948 roku gen. Władysław Anders: W roku 1941 (…) po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej zostałem zwolniony z więzienia moskiewskiego i mianowany dowódcą Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR (…)Od pierwszych rozmów z sowieckimi przedstawicielami, aż do ostatnich chwil pobytu na obszarze ZSRR, czyli przez cały rok, sprawa odnalezienia kilkunastu tysięcy jeńców, zaginionych w rękach sowieckich, była nieustannym przedmiotem moich zabiegów i największych wysiłków, niestety daremnych (…) Natrafiłem na wiele przeszkód, ale najważniejszą z nich był brak przeszło 8000 oficerów i kilku tysięcy podoficerów, których odnalezienia w rękach sowieckich miałem prawo oczekiwać (…) Zmuszony – w następstwie wytworzonej sytuacji – do opuszczenia granic ZSRR, kiedy na czele siedemdziesięciotysięcznej armii i wraz z czterdziestoma czterema tysiącami rodzin żołnierzy, w roku 1942 przeszedłem na Środkowy Wschód, zdawałem już sobie sprawę, że los zaginionych był tragiczny.(…)

Decyzję w sprawie polskich jeńców podjęły najwyższe władze ZSRR. Na początku marca 1940 r. Ławrentij Beria, szef NKWD, skierował do Stalina pismo z projektem decyzji o - jak to eufemistycznie nazwał - rozładowaniu obozów. Proponował likwidację 14,7 tys. jeńców przetrzymywanych w obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz 11 tys. cywilów więzionych na terenach zachodniej Białorusi i Ukrainy. Beria pisał o Polakach: Wszyscy oni są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy radzieckiej i nawet w obozach próbują kontynuować działalność k[ontr]-r[ewolucyjną]. Prowadzą agitację antyradziecką. Każdy z nich oczekuje oswobodzenia, by uzyskać możliwość aktywnego włączenia się w walkę przeciwko władzy radzieckiej. Szef NKWD chciał, by sprawy Polaków rozpatrywały specjalne trzyosobowe sądy NKWD, bez obecności aresztowanych i bez przedstawiania im aktu oskarżenia, decyzji o zakończeniu dochodzenia i wniosków oskarżycielskich. Z góry orzekł także wyrok: rozstrzelanie. Na piśmie Berii jako pierwszy napisał za Stalin. Potem podpisali się jego współpracownicy: Woroszyłow, Mołotow i Mikojan. Na marginesie sekretarz dodał: Kalinin - za, Kaganowicz – za. Likwidację obozów rozpoczęto na początku kwietnia 1940, podejmując wszakże działania mające na celu przekonanie ofiar, że ich los ma ulec zmianie na lepsze. Jeńcy zostali zaszczepieni, wyjeżdżając w nieznane otrzymywali racje chleba, nieco cukru i po trzy śledzie zapakowane w papier. Z notatnika mjr Kazimierza Szczekowskiego, więzionego w Kozielsku: Dziś wyjechało znowu paruset jeńców, jakoby do obozów rozdzielczych na zachód. A na dworze pochłodniało jak na złość (…) Dalszy ciąg wyjazdów. Ja też jestem gotów – bielizna wyprana, buty naprawione[!]

Przez lata przyjęto osąd, że jeńców mordowano bezpośrednio nad grobami w pozycji klęczącej. Odkrycie w latach 90 grobów polskich jeńców z Ostaszkowa i Starobielska wskazuje, że było inaczej. Więźniów z tych dwóch obozów przetransportowano do wewnętrznych więzień NKWD - z Ostaszkowa do Tweru (wówczas Kalinina), a ze Starobielska do Charkowa. Pod pozorem czynności administracyjnych wprowadzano ich pojedynczo do piwnic, gdzie - zwykle w chwili, gdy jeniec odpowiadał na pytanie o nazwisko - strzelano im z pistoletu w tył głowy. Ściany piwnic były wyciszone, a podłogi wyłożone trocinami, które wchłaniały krew. Czekający na swoją kolej na zewnątrz niczego się nie domyślali. Następnie zwłoki wywożono do oddalonych miejsc pochówku (Miednoje i Piatichatki) i wrzucano warstwami do wykopanych dołów. W Miednoje pomordowani policjanci często mieli głowy owinięte w płaszcze, aby w czasie transportu nie sączyła się z nich krew. W Katyniu również natrafiono na takie zwłoki. Ponadto w ustach i tchawicy jednego z polskich oficerów znaleziono trociny. W podobny sposób NKWD od lat rozstrzeliwało wrogów rewolucji i dziwne byłoby, gdyby akurat w Katyniu robiono to inaczej.

13 kwietnia 1943 roku Niemcy ogłosili: Ze Smoleńska donoszą, że miejscowa ludność wskazała władzom niemieckim miejsce tajnych egzekucji masowych, wykonywanych przez bolszewików, gdzie wymordowano 10.000 polskich oficerów. Władze niemieckie udały się do miejscowości Kosogorg [zniekształcona fonetycznie przez Niemców nazwa uroczyska Kozie Góry, położonego w lesie katyńskim], będącej sowieckim uzdrowiskiem położonym o 16 km na zachód od Smoleńska, gdzie dokonały strasznego odkrycia. Znalazły dół mający 28 metrów długości i 16 metrów szerokości, w którym znajdowały się ułożone w 12 warstwach trupy oficerów polskich w liczbie 3000. Byli oni w pełnych mundurach wojskowych, częściowo powiązani i wszyscy mieli rany od strzałów rewolwerowych w tył głowy. Następnego dnia informacja o tym odkryciu opublikowana została w Warszawie – w Nowym Kurierze, oraz innych gazetach wydawanych w jęz. polskim przez niemieckie władze okupacyjne. W kolejnych dniach zaczęto systematycznie publikować listę nazwisk zamordowanych i uzupełniające dane o zidentyfikowanych zwłokach. Swoją wersję wydarzeń niemal natychmiast podało również radio Moskwa: Niemiecko – faszystowskie doniesienia w tej sprawie nie pozostawiają żadnej wątpliwości co do tragicznego losu byłych polskich jeńców wojennych, którzy byli zatrudnieni na robotach budowlanych w 1941 roku w okolicach Smoleńska i którzy wraz z wieloma poddanymi sowieckimi (…) wpadli w ręce oprawców niemiecko-faszystowskich w lecie 1941 roku, po wycofaniu się wojsk sowieckich(…)

Rząd RP w Londynie zwrócił się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie z prośbą o zbadanie sprawy. Związek Radziecki zdecydowanie się sprzeciwił, a ponieważ podobna prośba wpłynęła ze strony Niemiec, Stalin zarzucił władzom londyńskim współpracę z hitlerowcami i zerwał stosunki dyplomatyczne. Ostatecznie śmiercią polskich oficerów zajęły się trzy komisje: międzynarodowa (złożona ze specjalistów medycyny sądowej 12 państw), niemiecka (sądowo-lekarska, kierowana przez prof. dr Gerarda Buhtza) oraz polska (Polskiego Czerwonego Krzyża, wysłana na żądanie Niemców, ale działająca w tajnym porozumieniu z Armią Krajową). Działające osobno komisje opracowały własne raporty, które jednoznacznie wskazywały Sowietów jako odpowiedzialnych za zbrodnię. W odpowiedzi Rosjanie powołali własną komisję, której przewodniczył N. Burdenko, główny chirurg, konsultant Armii Czerwonej. W jej skład weszli specjaliści z zakresu medycyny sądowej, ale również znane osobistości jak pisarz Aleksy Tołstoj czy metropolita Mikołaj. Z cała pewnością ustalono, że mordu dokonał niemiecki 537 pułk łączności pod dowództwem płk Ahrensa, a wszelkie dowody znalezione przy ciałach wskazujące na Rosjan to prowokacja.



Sytuacja polityczna sprawiła, że aż do roku 1989 teza sformułowana przez komisję Burdenki obowiązywała w oficjalnym obiegu. Po 50 latach kamuflowania i zakłamań, 13 kwietnia 1990, po raz pierwszy Sowieci wyznali winę swego narodu za dokonanie masakry w lesie katyńskim. Ogłoszone zostało oświadczenie TASS, w którym oficjalnie przyznano, że mordu na więźniach Kozielska, Ostaszkowa i Starobielska dokonało NKWD. Zarazem Prezydent ZSRR Michał Gorbaczow przekazał Prezydentowi RP Wojciechowi Jaruzelskiemu dwie teczki dokumentów, zawierające listę więźniów trzech obozów, których stracono w kwietniu i maju 1940 roku.
Bibliografia:

  1. Gazety wojenne, 44: 1998

  2. http://laskatynski.webpark.pl

  3. Katyń. Lista ofiar i zaginionych jeńców obozów Kozielsk, Ostaszków, Starobielsk, pod red. A.L.Szcześniaka, Warszawa 1989.

  4. Lista katyńska. Jeńcy obozów Kozielsk, Ostaszków, Starobielsk zaginieni w Rosji Sowieckiej, pod red. A.Moszyńskiego,Warszawa 1989.

  5. Malajczyk Cz., Dramat katyński, Warszawa 1989.

  6. Paul A., Katyń. Stalinowska masakra i tryumf prawdy, Warszawa 2007.

  7. Rozstrzelany życia los… Kozielsk, Ostaszków, Starobielsk, pod red. H.Siemieńskiego, Łódź 1997.

  8. Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów, Londyn 1982.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość