Strona główna

Zderzenie cywilizacji czy sprawdzanie wartości? Jeszcze raz o Ukrainie jako o „europejskim pograniczu”


Pobieranie 40.87 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar40.87 Kb.
Mykoła Riabczuk (Ukraiński Centrum Badań Kulturologicznych, Kijów)

Zderzenie cywilizacji czy sprawdzanie wartości?

Jeszcze raz o Ukrainie jako o „europejskim pograniczu”

Wdrukowawszy do wyszukiwarki Google słowa «Україна між» («Україна/українці поміж»), otrzymałem około pięciu milionów odpowiedzi. Większość z nich dotyczyła położenia geograficznego kraju, bezpośrednio lub pośrednio wskazując na jego rozdwojenie cywilizacyjne: „Ukraina między Wschodem a Zachodem”, „Ukraina między Moskwą a Brukselą”, „Ukraina między Rosją a Ameryką”, „Ukraina między NATO a Rosją”, itd., itp. Niektóre formuły wskazywały na rozdwojenie ideologiczne pochodzące dość często od tej że dwoistości cywilizacyjnej: „Ukraina między dwoma reżimami totalitarnymi”, „Ukraina między demokracją a autorytaryzmem”, „Ukraina między przeszłością a przyszłością” czy nawet coś w rodzaju „Ukraina między martwym lwem a żywym psem”.

Dla porównania zaznaczę, że ten sam Google tylko 1 370 000 wymienia frazę «Россия между», 1 010 000 razy – «Polska między», 1 920 000 разів – «Cesi mezi», 1 680 000 разів – «Slovaci medzi». Różnica (5 milionów wzmianek przeciw jednemu-dwóm) wydaje się dość istotną, by stwierdzić, że Ukraina o wielu częściej niż jej sąsiady jest rozpatrzywana jako swoista granica czy pogranicze, miejsce zderzenia dwóch różnych światów i, odpowiednio, podmiót trudnego wyboru cywilizacyjnego. Istota tych cywilzacji, między którymi Ukraińcy dokonują wyboru i które z kolei, w pewnym sensie, walczą o Ukrainę, określa się metaforycznie jako „Zachód” i „Wschód”, „Europa” i „Azja”, świat euroatłantycki i euroazjatycki, łacińsko-katolicki i bizantyńsko-prawosławny. Samuel Huntington, jak pamiętamy, nie mędrkując zadużo, przeprowadził linię podziału między tymi dwoma cywilizacjami w prost przez zachodnią część Ukrainy, oddzielająć w ten sposób katolików od prawosławnych i wrzucając natomiast do tego samego kosza unitów galicyjskich i zakarpackich po jednej stronie i, nie mniej dziwacznie, prawosławnych patriarchatu kijowskiego i moskiewskiego—po drugiej.

O różnych błędach i uproszczeniach tego autora pisano już sporo, a więc można by było na nich się nie skupiać, gdyby nie trafiały oni w wypadku Ukrainy na szczególnie dobry grunt, potwierdzając niby widoczne rzeczy i wyjaśniając poważne problemy w sposób prosty i lekkostrawny. Przeciwstawienie cywilizacji wschodniego chrześcijaństwa i zachodniego nakłada się w Ukrainie na rzeczywiste podziały krajowe, dodająć pewnego waloru intelektualnego powierzchownym relacjom dziennikarskim o rzekomo „prorosyjskim Wschodzie” i „nacjonalistycznym Zachodzie”. Z jednej strony, to wzmacnia istniejące stereotypy i ułatwia konsumpcję informacji medialnej, z drugiej zaś strony sugeruje apokaliptyczną, a więc dobrą na sprzedaż w środkach przekazu, wizje dużego kraju z widmem wojny domowej, czystek etnicznych i zderzena militarnego z sąsiednią Rosją.

Ukraina naprawdę znajduje się między Zachodem a Wschodem i jest, w pewnym sensie, podzielona na „prorosyjski Wschód” i „nacjonalistyczny Zachód”, ­-- a jednak każde słowo w tych szablonowych formułkach potrzebuje wyjaśnienia i problematyzacji. Tylko pod takim warunkiem ich można używać – jak to robili już zresztą w swoich klasycznych pracach Ihor Szewczenko, Iwan Łysiak-Rudnycki a inni intelektualiści. Co jest „wschód” tutaj i co jest „zachód”? Gdzie przebiega granica między nimi na terytorium Ukrainy? Jest ona giętka czy twarda, ruchoma czy sztywna? I czy istnieje ona w ogóle – jako wyraźna linia, a nie mglisty i płynny obszar, gdzie „zachód”i „wschód” przenikają do siebie?

A tym bardziej – co znaczy „prorosyjski” w tej mantrze i co znaczy „nacjonalistyczny”? Dlaczego opozycja binarna wytwarza sie z dwóch przymiotników, które nie są antynomiczne i w ogóle stosują się do siebie jak okrągłe i kwadratowe? Czy z tego twierdzenia między innym wynika, że „nacjonalistyczny” Zachód jest bardziej ksenofobiczny, niż nie-nacjonalistyczny (to znaczy internacjonalistyczny? kosmopolityczny? tolerancyjny?) Wschód? I czy musimy to interpretować w ten sposób, że „prorosyjskość” Wschodu (cokolwiek to znaczy) robi go mniej „nacjonalistycznym”, a więc lepszym, dojrzalszym od wszystkich „nie prorosyjskich” (czy nie dość „prorosyjskich”) terenów? A co jeśli wprowadzimy prawdziwe antonimy w tę quasi-binarną formułę? Czy nie byłoby to poprawniej (i intelektualnie uczciwiej) przeciwstawiać „prorosyjskiemu” Wschodu – „pro-europejski” Zachód? Albo, jeśli już chce się nagłosić „nacjonalizm” Zachodu, to dlaczego nie przeciwstawić mu prawdziwy antonim – rosyjski/sowiecki czy, powiedzmy, „kreolski” nacjonalizm Wschodu?

I nareszcie – co oznaczają „podziały” w tej mantrze? Są oni podobne do podziału Stanów na połudzień i północ? Czy do podziału Włoch? Czy Niemiec – na wschód i zachód? Jakie są ich przyczyny i wiarygodne skutki? Czy można i warto ich jakoś instytucjalizować?

Oczywiście nie odpowiedzę na wszystkie pytania w tym krótkim eseju, ale sprobuję przynajmniej niektóre stereotypy dotyczące ukraińskich granic i pogranicza sproblematyzować. Szczególnie, nie zaprzeczając ważności rozmaitych podziałów przebiegających przez terytorium Ukrainy (świat katolicki/prawosławny, europejski/euroazjatycki, ukraiński/rosyjski), chciałbym zwrócić uwagę na symbiozę niektórych zjawisk i powstającą z tego hybrydowość.

Rozmowy o fatalnym podziale Ukrainy na „Wschód” i „Zachód” i jej raczej nieuniknionym rozłamie na dwie części toczą się prawie od pierwszych lat niepodległości tego kraju – wystarczy bodajże przypomnieć alarmistyczne tytuły z najpoważniejszych zachodnich czasopism sprzed 15 lat: “U.S. Intelligence Sees Economic Flight Leading to Breakup of Ukraine” (Washington Post , 25 January 1994) czy “The Birth and Possible Death of a Country” (Economist, 7 May 1994). Propaganda rosyjska, jak też permanentne kryzysy w samej Ukrainie niewątpliwie wpłynęły na te prognozy, chociaż zdaniem niektórych badaczy najwidoczniejszym – przynajmniej na dłuższą metę – okazał się tutaj wpływ huntingtonowskiego „Zderzenia cywilizacji” opublikowanego w roku 1993: “Huntington’s thesis on civilizational affiliation to a significant degree both informs and reflects western politics regarding Ukraine and Russia”.i

Mimo że Ukraina, wbrew przewidywaniom, nie rozpadła się ani w 1994 roku po zwycięstwu „prorosyjskiego” (czyli wrogiego „nacjonalistycznemu” Zachodowi) Leonida Kuczmy, ani w roku 2004, po zwycięstwu „nacjonalistycznego” (czyli wrogiego „prorosyjskiemu” Wschodowi) Wiktora Juszczenki, sztywny huntingtonowski schemat widocznie oddziaływuje do dziś na umysły zachodnich obserwatorzy, w tym polityków unijnych najwyższej rangi. Jeden z nich, były prezydent Francji i obecny przewodniczący Konwentu Europejskiego, Valerie Giscard d'Estaing wyjaśnił dokładnie, dlaczego Ukraina musi być zdecydowanie wykluczona z projektu Unii:

A part of Ukraine has, indeed, a European character – these are the lands that had belonged to Poland and, earlier, to the Polish-Lithuanian Commonwealth. But the territories behind the Dniper river and those to the south have a Russian character. Those lands cannot belong to the European Union as long as Russia is not admitted to the EU.ii

Aczkolwiek dziwnie wygląda tutaj ta logika francuzka, ona jest w zasadzie głęboko zakorzeniona w stereotypach imperialnych większości państw zachodnioeuropejskich, które do dziś patrzą na Ukrainę przez imperialne soczewki historiografii rosyjskiej – jako na legitymną sferę interesów Kremla. Kilkanaście lat po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości i kilka lat po spektakularnej Revolucji Pomarańczowej oni gotowi już uznać, że przynajmniej «a part of Ukraine has a European character», ale resztę kraju uważają nadal za pół rosyjski, czy jak to ujął eufemistycznie Giscard d'Estaing, «Russian in character».

„Charakter rosyjski” w tej formule, oczywiście, określa coś więcej, niż prosto etniczne, kulturalne lub językowe osobliwości regionu. Widocznie to nie jest to samo, co „charakter francuzki” zachodniej Szwajcarii czy południowej Belgii. Jest to raczej coś obce, złe, zasadniczo niezgodne z ideą Europy. Josef Langer użył podobnego argumentu wyjaśniając dlaczego EU wrzuciła Ukrainę, Mołdowę i Białoruś do jednego wórka z krajami Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej w ramach tak zwanej „Europejskiej [NB! – nie Unijnej!] polityki sąsiadstwa”. Mimo istotnych różnic między tymi krajami, napisał on, wszystkie oni “are involved in a more or less open civil war which seems to be fed by a disagreement on the adoption of Western values”.iii Wspólnym między Maroko a Bałorusią, Lebanem a Ukrainą jest to, że w każdym z tych krajów “the EU is challenged by another spiritual power” – isłam ortodoksalny w jednym wypadku, lub rosyjski mesjanizm imperialny w drugim.

Jednym z założeń koncepcji Huntingtonowskiej jest przekonanie, ze religie światowe nie tylko determinują podziały cywilizacyjne, ale też mają poważne skutki polityczne: “Religion orients the individual or community towards political authority and shapes the larger part of a country’s system of political beliefs and structures”.iv Ukraina na pozór potwierdza te wnioski, szczególnie jeśli spójrzymy na rezultaty politycznych wyborów od pierwszych lat niepodległościi do dzisiaj.

W ciągu całego pierwszego dziesięciolecia demokratyczne, reformatorskie, pro-zachodnie partii i kandydaci wygrywali wybory prawie wylącznie w zachodniej części kraju, którą Huntington zalicza do strefy chrześcijaństwa zachodniego (mimo żę na Wołyniu cerkiew grecko-katolicka została zlikwidowana jeszcze w połowie 19-go wieku, na Bukowinie ona właśnie nawet nie zaistniała, a na Zakarpaciu nie odegrała i blisko tej roli, co w Galicji). Można więc spekulować tutaj o spuściźnie politycznej na tych terenach – po imperium Habsburgów oraz po Drugiej Rzeczy Pospolitej – jako czynniku bardziej istotnym od spuściźny konfesjonalnej, a jednak nie da się zaprzeczyć, że w obu wypadkach mamy sprawę z systemami politycznymi (i odpowiednią kulturą polityczną) wytworzonymi w ramach cywilizacji zachodnio-chrześcijańskiej.

Zaczynając jednak od lat 2000-nych baza elektoralna sił pro-zachodnich, liberalno-demokratycznych istotnie się poszerzyłą na całą Ukrainę centralną, tak prawobrzeżną, jak ewentualnie i lewobrzeżną, czyli na cały obszar historyczny Pierwszej Rzeczy Pospolitej oraz 17-18-wiecznej Hetmanszczyzny Kozackiej. Poza granicami tego obszaru „pomarańczowego” pozostało 9 obwodów południa i wschodu, wykazujące ostrze nastroje sowietofilskie, antyzachodnie, paternalistycznie-autorytarne. Są to tereny historycznego „dzikiego pola”, swoista „ziemia niczyja”, skolonizowana dopiero w 19 wieku, po podbiciu Chaństwa Krymskiego, które luźnie tę tereny kontrolowało. Kolonizacja i industrializacja tych ziem szła na parę z rusyfikacją i, ewentialnie, sowietyzacją. Główny problem tych ziem – nie „rosyjskość”, jak sądzi Giscard D’Estaing i jego koledzy, lecz „sowieckość”; żądnej innej tradycji, innej pamięci, która by sprzeciwiała się postępowi sowietyzacji i tworzeniu homo sovieticusa na „dzikim polu” poprostu nie istniało.

Stąd właśnie poważny rozłam cywilizacyjny, który przebiega przez Ukrainę w zupełnie nieoczekiwanym czy raczej nieprzewidywanym przez Huntingtona miejscu – wzdłuż najdalszych południowo-wschodnich granic Pierwszej Rzeczy Pospolitej, granic między otwartym stepem a terenamy laso-stepowymi, między – ujmując to w kategoriach cywilazacyjnych—terenami historycznych koczowników a rolników. Główny błąd Huntingtona w tym wypadku – nie odróżnienie Ukrainy od Rosji, nie dostrzeganie ogromnej różnicy między charakterem chrześćijaństwa wschodniego w tych krajach i nie rozumienie roli, jaką cerkiew prawosławna odegrywała w Moskwie i w Ukrainie przynajmniej do połowy 17-go wieku.

Huntington [pisze o tym badacz kanadyjski] confuses the question of who is, respectively, catholic, protestant, or orthodox in formal confessional affiliation and catholic, protestant, or orthodox in cultural-political orientation. This confusion occurs because it is the Russian capital and heartland that traditionally constituted the centre of ecclesiastical and political catholicism within the Russian empire. That is, Moscow is both the home of the ostensibly universal church and the promoter of political centralism in this region. The adherents of the Russian orthodox church (ROC) are essentially catholics; they are centrists or “insiders,” defenders of the status quo, and their traditional cultural and political orientation is one of empire, obedience to hierarchical and central authority, and rejection of other religious or intellectual currents. Conversely, adherents of the re-established Ukrainian autocephalous orthodox church and the Ukrainian orthodox church-Kyiv patriarchate (UOC-KP), uniates, Roman Catholics, protestants, Jews, and Muslims belong, perforce, to the “reformation” in Ukraine. These people are peripheralists or “outsiders.” All of these denominations have made the intellectual and institutional break with Russian orthodoxy (or never belonged to it in the first place), the more so that all of them were for long periods the targets of the Russian orthodox tsarist and Bolshevik Russian states’ persecutions. In Ellul’s terms these are “free people,” with intellects functioning independently of the constituted regime’s preferences. The institutional structures of these groups were never coopted like the ROC into the Russian state apparatus, but instead belonged to civic society.v

Innymi słowami, prawosławno-katolicki podział między centralną a zachodnią Ukrainą nie jest dycydujący, ponieważ nie tylko tradycja grecko-katolicka, ale też ukraińska prawosławna zasadniczo się różnią od tradycji prawosławnej rosyjskiej – z jej caesaro-papizmem, etatyzmem, servilizmem państwowym i wreszcie politycznym mesjanizmem i pan-sławistycznym imperializmem. Pierwsza Rzeczpospolita nie dążyła ku upaństwowieniu i uprywilejowaniu cerkwi prawosławnej, raczej przeciwnie – upośledzała jej, tym samym robiąc jej wbrew intencjom wpływową instytucją społeczeństwa ukraińskiego. To samo zrobiła ewentualnie Druga Rzeczpospolita (a jeszcze wcześniej – dominujące elity polskie w Galicji Habsburgskiej) wobec ukraińskiej cerkwi grecko-katolickiej.

Wbrew Huntingtonowskim schematom, różnica między Ukrainą centralną („prawosławną”) a zachodnią (“katolicką”) nie jest aż tak duża, jak między centralną (z tradycją prawosławia rdzennego, nieupaństwowionego) a wschodnią (z prawosławiem wyłacznie rosyjskim, państwowo-imperialnym). Pierwsza Recz Pospolita, mimo że zniknęła ponad dwieści lat temu, zdążyła założyć i w ukraińskim centrum, i na zachodzie początki ogromnie ważnych rzeczy, takich jak rządy prawa, samorządy lokalne, europejski system edukacyjny, sądownictwo, prawo magdeburgzkie, stosunki kontraktowe między władcami a poddanymi, elementy republikanizmu. Żadna z tych rzeczy była raczej nie do pomyślenia w despotycznym, zasadniczo orientalnym carstwie moskiewskim, które to właśnie ukształciło w istotnym stopniu późniejszą polityczną tradycję imperium Rosyjskiego, przyniesioną ewentualnie na Ukrainę.

Recepcja tej tradycji jednak okazała się w różnych regionach Ukrainy dość różną. Na południu i wschodzie ona została przyjęta raczej bezproblemowo – po prostu jako poszerzenie imperialnych tradycji i instytucji na nowo kolonizowane „ziemi niczyje”. W Ukrainie centralnej ona zderzyła się jednak z inną tradycją i innymi instytucjami – pozostałością zupełnie innej cywilizacji. Potrzebne więc było nie tylko półtora wieku rusyfikacji, ale też całe dziesięciolecie teroru bolszewickiego i wreszcie wymordowanie kilku milionów chłopów sztucznie zorganizowanym głodem, by tę cywilzacyjną „inność” kompletnie wyeliminować. Zaś na zachodzie kraju, który przez dłuższy czas pozostawał poza zasięgiem eliminatorów, alternatywna tradycja przetrwała, chociaż i poddła się pewnym deformacjomi osłabieniu.

To właśnie ta zachodnia, nie koniecznie „katolicka” w wąsko konfesjonalnym sensie tego słowa, ale niewątpliwie humanistyczna tradycja, odziedziczona po Pierwszej Rzeczy Pospolitej, przyłożyła się w 19 wieku do kształcenia nowoczesnej ukraińskiej tożsamości narodowej i zaopatrzyła ówczesnych kształcicieli tej tożsamości – intelektualistów ukraińskich w Charkowie, Kijowie i wreszcie we Lwowie – o najważniesze resursy symboliczne, potrzebne dla zapewnienia ukraińskiej unikalności kulturalnej i odrębności politycznej wobec Rosji. „Przynależność do Zachodu” okazała się ważną częścią „tradycji wynalezionej”, niezbędnej w każdym procesie narodotwórczym. Intelektualiści narodu bezpaństwowego i upośledzonego musieli utożsamić siebie i cały swój kraj z wyobrażoną „Europą” jako z symbolicznym „centrum” – bardziej „centralnym” w ich wyobraźni i publicznym dyskursie, niż polityczne centrum wrogiego i represywnego imperium. Wymoślona przez Oświecenie opozycja rzekomo „cywilizowanej” Europy i „barbarzyńskiej” Azji została wykorzystana ewentualnie przez inteligencje ukraińską dla podkreślania swojej „inności” oraz wyższości wszystkiego co ukraińskie (bo „europejskie”) od ponoć „azjatyckiego” rosyjskiego.vi

“Powrót do Europy” w tym narodotwórczym (i narodowo-wyzwoleńczym) dyskursie oznaczał powrót do normalności, usunięcie czegoś co nesprawiedliwe i nieprawidłowe, naprawienie pewnej patologii rozwoju. Te romantyczne podejście wymuszało ukraińskich działaczy nie tylko gloryfikować ukraińską rzekomą „europejskość” (na przeciwwagę zdemonizowanej rosyjskiej „azjatyckości”), ale też volens-nolens akceptować zachodnie liberalno-demokratyczne wartości jako ponoć „naturalne” i „organiczne” dla Ukraińców (natomiast kompletnie „obce” Rosjanom).

W bardzo ciekawym, ugruntowanym na bogatym materiale socjologicznym, badaniu korelacji między silną tożsamością narodową a przychylnością do demokracji, reform rynkowych i westernizacji, Stephen Shulman doszedł wniosku, że najważniejszym determinującym czynnikiem tutaj okazuje się ukraiński self-image, czyli dostosowywanie się do swego wyobrażonego wizerunku idealnego. Naprzykład, ponieważ ukraiński nacjonalizm zakłada, że Ukraińcy, w odróżnieniu od Rosjan, są szczególnie indywidualistyczni i miłujące wolność, konsekwętny narodowiec musi odpowiednio do tegoobrazu się zachowywać i oczekiwać/wymagać tegood innych.

Elite proponents of this identity typically contrast ethnic Ukrainians and Ukraine historically and culturally with Russians in Russia, a people and a country that are perceived to have strong collectivistic and authoritarian roots. At the same time, elite proponents of this identity argue that Ukrainians have much in common culturally and historically with Europe (…) [Therefore] democracy and capitalism symbolically raise the status of ethnic Ukrainians, spread the values alleged to be associated with ethnic Ukrainian culture throughout the country, and are more likely to function effectively in a country based on perceived ethnic Ukrainian values. Further, since the main “Other” of this identity, Russia, is seen as having a history and culture estranged from individualistic and freedom-based development models, rejection of non-democratic and non-capitalistic models symbolically and actually maintains the perceived cultural distance between Ukraine and Russia and thereby reinforces the Ethnic Ukrainian national identity. Finally, precisely because European and ethnic Ukrainian culture are seen as close, and Europeans are associated with democracy and capitalism, these models are likely to be favored because they symbolically and actually reinforce the cultural similarity between these two peoples and elevate the status of ethnic Ukrainians in Ukraine as a core group.vii

Inna rzecz, żę tego rodzaju tożsamość nigdy nie była – przynajmniej do Rewolucji Pomarańczowej, ale może i do dziś – tożsamością dominującą. Nacjonalizm ukraiński w pewnym sensie był zawsze „wiarą mniejszości”viii – jak ze względu na carskie, tak i komunistyczne represje, oraz promowanie przez dominujące reżimy imperialnej rosyjskiej/sowieckiej/wschodniosłowiańskiej tożsamości. Taka ponadnarodowa (i/albo lokalna przednarodowa) tożsamość zadomowiła się jako dominująca na południu i wschodzie kraju i istotnie rozpowszechniła się w centrum, interenalizowana przez dużą część społeczeństwa.

Uwzględniając silne korelacje między narodową tożsamością, językiem a postawą społeczną i polityczną, wskazane przez Shulmana, możemy interpretować przemiany polityczne w Ukrainie ostatniego dziesięciolecia jako skutek swoistego odrodzenia „zachodniej” tradycji w nie do końca zsowietyzowanym/zrusyfikowanym centrum kraju i stopniowego wzmocnienia tam tożsamości narodowej. (Na zachodzie Ukrainy, gdzie presja imperialna była o wielu krótsza, te odrodzenie dokonało się szybciej i wcześniej – jeszcze w okresie Gorbaczowskiej odwilży). Na południu i wschodzie jednak nie zdarzyło się, jak dotychczas, żadnych kardynalnych źmian politycznych, które by wynikały z podobnie istotnych źmian w kulturze politycznej. Paternalistycznie-autorytarne wartości pozostają tutaj głeboko zakorzenione ze względu nie tylko na totalitarną, ale też kolonialną/imperialną spuściznę; krypto-sowiecka polityczna „inność” jest w wielkim stopniu wspierana i podsycana tutaj „innością” etniczną, regionalną, kulturalną i językową.

Jedne podziały pogłębiają drugie i naodwrót, robiąc polityczną a inną polaryzację Ukrainy poważnym problemem. Osiągnąć kompromis między tymi „dwoma Ukrainami” nie wydaje się łatwą sprawą, ponieważ chodzi tutaj nie tylko o zwykłe sprzeczności etniczne, regionalne czy kulturalno-językowe, -- jak to liczni komentatorzy probują przedstawić. Kontrowersja ma głębszy charakter, bo dotyczy wartości oraz tożsamośći narodowej jakougruntowanej na pewnych wartościach postawy wobec przeszłości i przyszłości, „nas”i „ich”, wobec całego sposobu życia i myślenia,symbolicznych reprezentacji i zachowania codziennego. Trudno naprwadę znaleźć kompromis między projektem demokratycznym a autorytarnym, anty-sowieckim i sowieckim, -- dokładnie tak samo jak pojednać amerykańskie 19-wieczne południe i północ, podzielonę kwestią niewolnictwa. Co raz widoczniej jednak, że bez konsekwentnej de-sowietyzacji Ukraina nie wybije się z „eurazjatyckiej”, autorytarnej drogi rozwoju, promowanej przez Rosje, i nie dokona skutecznej modernizacji/westernizacji.



i Dennis Soltys, “Shifting civilizational borders in orange Ukraine”, International Journal [Toronto], (Winter 2005–2006), p. 162.

ii Rzeczpospolita, 26–27 November 2005, p. 7.

iii Josef Langer, “Wider Europe and the Neighbourhood Strategy of the European Union – A Quest of Identity?” Europe 2020, 19 April 2004; http://www.europe2020.org/fr/section_voisin/190404.htm

iv Soltys, p. 163.

v Ibid., p. 163–164.

vi See Mykola Riabchuk, “The Nativist/Westernizer Controversy in Ukraine: The End or the Beginning?” Journal of Ukrainian Studies [Toronto], vol.21, nos.1-2 (Summer–Winter 1996), pp. 27-­54.

vii Stephen Shulman, “National Identity and Public Support fro Political and Economic Reform in Ukraine,” Slavic Review, vol. 64, no. 1 (Spring 2005), p. 67.

viii Andrew Wilson, Ukrainian Nationalism in the 1990s: A Minority Faith (Cambridge: Cambridge University Press, 1997).





©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość