Strona główna

Znikający Tabor Działo się to dawno temu. Rdzenna mieszkanka Rymanowa, pani


Pobieranie 24.79 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar24.79 Kb.
Znikający Tabor

Działo się to dawno temu. Rdzenna mieszkanka Rymanowa, pani


Henryka opowiadała swej wnuczce Franciszce historię o tajemniczym taborze
cygańskim, pojawiającym się co roku w noc Świętego Jana przy rzece.

  • Babciu, czy to prawdziwa historia, czy miała miejsce naprawdę? -
    zapytała dziewczynka.

  • Wnusiu, to tylko legenda. ale w każdej jest ziarnko prawdy - padła
    odpowiedź.
    Dziecko słuchało z zaparty tchem.

W nocy dziewczynka nie mogła zasnąć, gdyż właśnie dziś to tajemnicze
zdarzenie miało mieć miejsce. Postanowiła zobaczyć je na własne oczy. Po
cichu więc ubrała się i wyszła.

  • Noc była bardzo ciepła, więc płaszcz, który ze sobą wzięła, okazał się
    zbędny. Po półgodzinnej wędrówce, Frania doszła do celu - rzeki. Czekała, aż
    księżyc wyjdzie zza chmur.

Nagie zobaczyła to, o czym babcia opowiadała jej wieczorem... Dróżką
prowadzącą do wody szła grupa około stu Cyganów. Wszyscy byli tak jakby
przezroczyści. Dziewczynka poczuła, ze cała się trzęsie.

Nagie przedziwne postacie zatrzymały się, usiadły na trawie i zaczęły coś


opowiadać. Zbliżyła się i zaczęła słuchać. Wstał prawdopodobnie najstarszy
z Cyganów i półgłosem mówił:

  • Kiedyś, kiedy byliśmy jeszcze młodzi, mieszkaliśmy w najpiękniejszych
    domach. Przyszli jednak ci, którzy leżą teraz pod krzyżem i spalili naszą
    posiadłość razem z nami. Dlatego musimy wędrować po świecie, póki nie
    znajdziemy tego, co na górze pod dwunastą kaplicą leży. Nam nie jest pisane
    odnalezienie tego, tylko tej, która jest córką księżyca i słońca, i będzie matką
    gwiazd.

Dziewczynka niewiele z tego zrozumiała, ale wiedziała jedno - musi
odnaleźć dziecko słońca i księżyca, przyszłą matkę gwiazd. Pomyślała chwilę
i przypomniała sobie, ze jej przyjaciółka Helena bardzo dobrze zna się na
astrologii.

Wkrótce dziewczynka udała się do koleżanki i wszystko dokładnie jej


opowiedziała. Helena zaskoczyła ją stwierdzeniem, ze zna już tę przepowiednię.
Znała dokładny jej opis, wiedziała kim jest tajemnicza osoba z owej wróżby.
Okazało się, że chodzi o Franię. Dziewczynkę przeszedł dreszcz. Jak ona, mała
osóbka może być córką księżyca i słońca, a jednocześnie matką gwiazd?

Frania szczegółowo zapamiętała dalszą część zagadki. Nie wiedziała jednak,


co znajduje się pod krzyżem. Poszła więc na spacer.

Gdy doszła na cmentarz, podniosła wzrok. Nad sobą ujrzała duży krzyż,


a nad każdym z grobów podobny - mniejszy. Już znała odpowiedź na pierwszą
zagadkę - pod krzyżem spoczywali mordercy owych Cyganów. Poszła dalej.

Było bardzo ciepło, więc postanowiła, ze uda się jeszcze na samotna drogę


krzyżową. Liczyła kaplice. Doszła na szczyt wzniesienia i pomodliła się.
Nadszedł czas, by zejść na dół. Schodząc, Frania pośliznęła się na mokrej trawie
pokrytej rosą i spadając, wpadła na stację numer dwanaście. Przypomniała sobie
wędrujący tabor i zaczęła rozgrzebywać ziemię. Po chwili jej oczom ukazała się
mała szkatułka. Była ciemna, prosta, prawdopodobnie zrobiona z drzewa
hebanowego, zamknięta na małą miedzianą kłódeczkę. Frania zaniosła
znalezisko do domu i schowała pod łóżkiem.

Nazajutrz: rano obudziła się i zajrzała pod łóżko - szkatułka była na swoim


miejscu. Wzięła ją i wyszła z pokoju. Franciszka wzięła z babcinej skrzynki
mały metalowy drążek i zaczęta dłubać nim w miedzianej kłódce. Ku jej
zdziwieniu, szkatułka otworzyła się. W środku znajdował się średniej wielkości
amulet, przypominający w wyglądzie kropię wody.

Następnego dnia, a właściwie nocy poszła nad rzekę z tymże amuletem.


Zbliżała się już północ, a tymczasem nie było ani śladu Cyganów. Zdziwiła się
tym mocno.

Następnego dnia miejsce miała taka sama sytuacja. Frania co dzień


przychodziła w to miejsce.

Minął rok. Frania jak zawsze co noc czekała na zbłąkane dusze Cyganów.


Przyszli około godziny dwunastej. Jak zwykle wstał najstarszy i mówił. Lecz
powiedział coś innego niż ostatnio:

  • Drodzy towarzysze! Dobiega koniec naszej wędrówki po świecie.
    Nadszedł upragniony dzień, kiedy dusze nas wszystkich mogą spocząć
    w pokoju.

Nagle odwrócił się w stronę przestraszonej dziewczynki i rzekł:

  • Teraz oddaj nam amulet, abyśmy już nie błąkali się po świecie.
    Dziewczynka bała się podejść do ducha, ale mimo wszystko zrobiła to.

  • Proszę - powiedziała i odsunęła się.

Podała Cyganowi amulet, a on podniósł go tak, żeby był oświetlony przez
księżyc i wypowiedział słowa dziwnej modlitwy. Potem cały tabor wszedł do
rzeki. Franciszka stała nad brzegiem.

Nagle zaczęło dziać się z nią coś dziwnego, jakby jakieś tajemne moce


zawładnęły jej ciałem. Nie mogła się ruszyć z miejsca. Stała tam do rana.

Następnie poszła do domu ochłonąć i pomyśleć, jak to się siało, że to


właśnie ona jest córką księżyca i słońca, przyszłą matką gwiazd. Postanowiła
mimo wszystko opowiedzieć o całym zdarzeniu babci.

  • Babciu! widziałam cały tabor Cyganów nad rzeką. Znalazłam amulet
    w kształcie kropli, a wtedy oni powiedzieli, że jestem córką księżyca i słońca,
    matką gwiazd.

  • Czyli to jednak prawda. Niewiarygodne! Ale co w ma wspólnego z tobą?
    zapytała babcia.

  • Nie mam pojęcia. Myślałam, że mi to powiesz.

Pani Henryka zamyśliła się. Po chwili powiedziała:

  • Wiem! Twoja mama urodziła się podczas pełni Księżyca, ojciec w najcieplejszym dniu w roki!, a ty kiedy z nieba spadały gwiazdy.

  • Babciu! To cudownie.

  • A teraz Franiu opowiem Ci całą historię od nowa i zobaczymy czy się
    zgadza z tym, czego ty doświadczyłaś.

Babcia snuła opowieść...

Dawno temu, kiedy jeszcze mnie na świecie nie było, pewien skąpy i bogaty Cygan wraz z ogromna rodziną został zamordowany w swojej posiadłości przez wroga. Od tego czasu dusze Cyganów miały pokutować na ziemi za swoje haniebne czyny.

Istoty wychodziły z rzeki Tabor zawsze w noc św. Jana i szły w stronę rynku. Zatrzymywały się przed kościołem, który był w trakcie budowy i płakały, błagając
o wolność. Dusze wędrowały na cmentarz, szukały tego, co pod dwunastą kaplicą
w hebanie leży. Około trzeciej nad ranem wracały nad rzekę i opowiadały swoją historię, roniąc łzy. Różni ludzie mówili, że uratować ich może tylko córka księżyca i słońca, przyszła matka gwiazd.


  • To jesteś ty Franiu, zostałaś wybrana.

  • Babciu, czy oni dalej będą się błąkać? - zapytała dziewczynka.

  • Już nie, przecież im pomogłaś. Wnusiu, nie mogę tylko zrozumieć, co pod dwunastą kaplicą w hebanie leży.

  • Babuniu, chodzi o stację drogi krzyżowej, zbudowaną przez Annę i Stanisława Potockich, to numer dwanaście. Pod nią zakopana była skrzyneczka hebanowa,
    a w środku znajdował się amulet. Tej pamiętnej nocy stary Cygan wziął go ode mnie
    i podniósł wysoko, wypowiedział modlitwę i wszyscy weszli do wody. Ale babciu, wolałabym już o tym nie mówić, opowiedz mi lepiej coś o naszym, rymanowskim kościele, pod warunkiem, że nie ma to nic wspólnego z duchami.

  • Dobrze, Franiu - roześmiała się babcia i zaczęła swą opowieść.

Nadeszła noc... Dziewczynka nie mogła zasnąć, bo wciąż myślała o Cyganach. Poszła więc nad rzekę i... zamarła w przerażeniu. Całe koryto rzeki wypełniała nie woda, ale krew.

  • Co tu się mogło stać? - wykrzyknęła.
    Odpowiedział jej głuchy, przerażający glos:

  • Idź pod dwunastą, idź pod dwunastą!

Franciszka przypomniała sobie o stacji i o znalezisku. Szybko pobiegła na górę Kalwarię. Obok, na łąkach ziemia drżała. Wyszła wyżej i pod dwunastą stacją zobaczyła amulet, podobny do tego, który dała Cyganom.

Wróciła po babcię do domu i razem czym prędzej pobiegły z amuletem


nad rzekę. Kiedy były już na miejscu, babcia odezwała się:

  • Franiu! Co się stało?! - wydyszała starsza pani z przerażeniem.

  • Babuniu, głos kazał mi iść na Kalwarię, tam ziemia się trzęsła, a pod
    dwunastą kaplicą znalazłam to - wyjaśniła, wyjmując amulet.

Nagle zerwał się silny wiatr. Z rzeki wyszli Cyganie, ci sami co
poprzednio. To nie była noc świętego Jana, więc zarówno Frania, jak i jej
babcia były mocno zdziwione. Podszedł do nich najstarszy i krzyknął głosem,
w którym słychać był gniew, głosem, który nie znał sprzeciwu:

  • Oddajcie mi amulet, bo inaczej obie zginiecie!!

  • Powiedz, na co jest Ci on potrzebny? - zapytała babcia.

  • Chcemy wraz z naszymi żyjącymi, dzięki niemu zapanować nad światem!

  • Nie oddamy wam go!

  • Tak?! Więc nadszedł wasz koniec!

Szybkim ruchem zdjął z szyi amulet, dany mu przez Franie i rzucił nim
w dziewczynkę i jej babcię. Obie zginęły, ale nie oddały złemu Cyganowi
drugiego amuletu. Kiedy umarły stracił on swoją moc.

I tak płynącą przez Rymanów rzekę, od taboru złych, nieuczciwych


kłamców - Cyganów nazwano Tabor. Do dziś nazwa ta funkcjonuje, lecz tylko
nieliczni pamiętają skąd się wzięła. Tylko czasem ktoś wspomni bohaterski czyn
Frani i jej babci...

Anna Futera

ul. Osiedle 20

Rymanów


miejsce I


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość