Strona główna

BAŁtyk nasz wspaniały poznanie I wycena walorów Morza Bałtyckiego Morze Bałtyckie jest jednym z najmłodszych mórz w zlewni Oceanu Atlantyckiego. Powstało 12,5-13 tys lat temu, po ostatnim zlodowaceniu


Pobieranie 33.12 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar33.12 Kb.
Nadbałtycka społeczność dla Morza Bałtyckiego

Monika Romańska



BAŁTYK NASZ WSPANIAŁY

Poznanie i wycena walorów Morza Bałtyckiego
Morze Bałtyckie jest jednym z najmłodszych mórz w zlewni Oceanu Atlantyckiego. Powstało 12,5-13 tys. lat temu, po ostatnim zlodowaceniu. Dzisiejszy Bałtyk, taki jakim go widzimy, to wynik przemian z okresu mającego miejsce ok. 2,5 tys. lat temu. Jest bardzo specyficznym, wyjątkowym morzem w skali światowej.
Wyjątkowość Morza Bałtyckiego wynika z jego kształtu i położenia. Bałtyk nazywany jest morzem słonawym, ponieważ wody mają tu małe zasolenie. Średnie zasolenie w oceanach wynosi 35 p.s.u. (practical salinity unit), zasolenie Bałtyku w strefie polskiej wynosi 7-8 p.s.u. Niskie zasolenie wynika z faktu, że Bałtyk jest niemal morzem wewnętrznym, zamkniętym przez półwyspy i obszary lądowe Europy, a jedyna wymiana wody i dopływ wód słonych odbywa się przez płytkie Cieśniny Duńskie (Sund, Mały i Wielki Bełt) oraz Kattegat i Skagerrak. Wlewy z Morza Północnego właściwie decydują o tym, że w ogóle mamy wodę słoną w Bałtyku, powodują też mieszanie wód i ich natlenianie. Jeżeli przez długi okres nie ma wlewów (a w ostatnim stuleciu zdarzyło się, że przez 8 lat nie było żadnego), to w głębiach Morza Bałtyckiego powyżej 200 metrów brakuje tlenu. Niedobór tlenu powoduje zaś zamieranie życia na tych głębokościach. Niskie zasolenie Bałtyku spowodowane jest również względnie niskimi temperaturami i mniejszym parowaniem wody w obrębie akwenu.

Charakter wód słonawych decyduje o życiu biologicznym Bałtyku. – Taka woda jest za słona dla organizmów typowo słodkowodnych, ale jednocześnie za mało słona dla typowo morskich. To bardzo ogranicza różnorodność gatunków występujących w Bałtyku – mówi Aleksandra Świstulska, oceanograf, specjalizująca się w biologii morza, współpracująca z Akademicką Telewizją Edukacyjną i Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku. Nasze morze jest zatem bardzo skromne jeśli chodzi o różnorodność gatunkową (nie myląc z ilością organizmów). Organizmy morskie, ze względu na małe zasolenie, uległy tu w procesie ewolucji skarleniu. Bałtyk jest także stosunkowo płytki, średnia głębokość wynosi 52 metry, z drugiej strony posiada dużą różnorodność głębokości, na przykład w Cieśninach Duńskich w najpłytszych miejscach mamy rząd wielkości 20 metrów, natomiast Głębia Landsort to 459 metrów. – Ta duża różnica wysokości stwarza problemy z wymianą wody w najgłębszych partiach morza, a w związku z tym z natlenieniem wody. To bardzo rzutuje na życie biologiczne – wyjaśnia Aleksandra Świstulska.

Bałtyk ma charakterystyczny strefowy podział na wody mniej zasolone w warstwie powierzchniowej i bardziej zasolone w warstwie przydennej, co również jest uzależnione od wlewów. Dlatego dla naszego morza charakterystyczna jest tzw. stała haloklina, czyli warstwa przejściowa oddzielająca wody o różnym stopniu zasolenia. Haloklina ta znajduje się na 40-60 lub 60-80 metrach głębokości.

Morze Bałtyckie jest też silnie zeutrofizowane, przeżyźnione, stąd też jego zielonkawy kolor. I coraz bardziej się wysładza – Bałtyk ma dodatni bilans wodny, to znaczy, że więcej wody wpada do morza niż jest w stanie wyparować. Sprzyja to wysładzaniu wód. – Gdyby w cieśninach duńskich postawić tamę, a niektórzy naukowcy mają takie pomysły, to z czasem mielibyśmy wielkie jezioro słodkowodne. Dla wielu byłoby to dobre rozwiązanie dla problemów z wodą słodką do picia... – dodaje Aleksandra Świstulska. Inni naukowcy sugerują z kolei, by pogłębić cieśniny, poprawiając morski charakter Bałtyku.



Żywa plaża

Jednym z istotnych problemów związanych z ekologią Bałtyku, oprócz zmian klimatycznych, które będa skutkowały m.in. podwyższeniem poziomu morza i zagrożeniem powodziowym, jest coraz bardziej zmniejszająca się ilość naszych plaż. Obserwowane jest zjawisko stałego opadania linii brzegowej. Plaże stają się coraz węższe, a piasku na nich jest coraz mniej. W ostatnich latach duży nacisk stawia się na sztuczne zasilanie plaż – nawożenie piasku z lądu lub z pogłębiania stref ujściowych na morze. Szacuje się, że około 25 proc. polskiego wybrzeża jest wspomagane przez człowieka, w różnych formach, mniej lub bardziej naturalnych: zasilania plaż, budowania pirsów i ostróg, falochronów, naziemnych lub podwodnych konstrukcji, nasadzania wydm czy utrwalania brzegów roślinnością. Wszystko w celu maksymalnego zachowania naszych plaż. – W Polsce, wbrew pozorom, powierzchniowo mamy na prawdę niewiele plaż, bo pas polskiego klasycznego, piaskowego wybrzeża jest wąski – mówi Aleksandra Świstulska. – Kiedy przeliczono go na powierzchnię okazało się, że mamy ok. 20 tys. km kwadratowych plaż. To nie jest dużo, a jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że są one maksymalnie wykorzystywane turystycznie – każdego roku około 8 milionów turystów przewija się przez polskie plaże, a w sezonie metr kwadratowy plaży w Sopocie jest dziennie deptany 3 tysiące razy – to są tłumy ludzi ingerujących w ekosystem plaży. Za turystyką oczywiście podąża infrastruktura – od toalet, małej gastronomii, po przystanie, sklepy, hotele i restauracje, usytuowane rzecz jasna jak najbliżej plaży. W ten sposób zakłócane są naturalne procesy zachodzące na plażach i w większości przypadków plaże nie są w stanie same się odbudowywać.

Zaledwie 30 procent plaż na świecie to plaże piaszczyste, dlatego są one bardzo cenne. Na piaszczystej plaży zachodzi bowiem naturalny proces oczyszczania. Powiedziano kiedyś, że jest to taka naturalna „pralka automatyczna” funkcjonująca w przyrodzie. Piasek na plaży działa jak filtr mechaniczny – zatrzymuje największe szczątki i zanieczyszczenia. Między ziarnami piasku żyją mikroorganizmy tworzące całą pętlę mikrobiologiczną i przetwarzające to, co zalega na plaży. Jak mówią naukowcy, gdybyśmy tylko nie szkodzili temu ekosystemowi, to plaża byłaby samowystarczalną oczyszczalnią dla morskiej strefy przybrzeżnej i lądowej. Przebywanie ludzi na plaży do pewnego stopnia sprzyja procesom oczyszczania, bo wygniatanie stopami piasku przyspiesza procesy rozkładu. Chodząc i depcząc rozdrabniamy materię, wgniatamy ją w głębsze warstwy piasku i tym samym ułatwiamy jej rozkład. Problemem jest to, że zostawiamy też na plaży odpadki, które są nierozkładalne – plastik, szkło, aluminium itd. Konieczne jest usuwanie tych śmieci, w wielu przypadkach mechaniczne oczyszczanie odbywa się za pomocą ciężkich maszyn, które do metra w głąb przekopują i przesiewają piasek. Powoduje to obumieranie mikroorganizmów. Najczęściej oczyszczanie polega na zgrabianiu ciągnikami lub ręcznym zbieraniu odpadków przez zatrudnione do tego osoby. Zgrabianie bronami powoduje, że razem ze śmieciami wygrabiana jest też materia organiczna, zluźniana jest struktura piasku, co negatywnie wpływa na procesy w nim zachodzące. Wniosek: obecnie plaże często nie są w stanie się same odtwarzać.

Oprócz zasilania plaż odbywa się także odtwarzanie wydm. – Sztuczne odtwarzanie wydm nie jest tak bardzo korzystne jakby się mogło wydawać – mówi Aleksandra Świstulska. – Skraca to odcinek przesuwania piasku. Naturalnym procesem jest, że w czasie sztormów piasek jest podrzucany bliżej linii brzegowej i na sam brzeg. Kiedy piasek wysycha, wiatr go nawiewa na wydmy. Jeśli teraz obsadzamy wydmy, to skracamy wędrówkę tego piasku. W dłuższym okresie czasu powoduje to, że wydma spiętrza się i tworzy barierę, piasek nie jest wywiewany za nią, fale podmywają wydmę i tworzy się klasyczne strome wybrzeże, obsuwanie brzegu i jego spłaszczanie. Wbrew pozorom nie jest to więc zjawisko korzystne.



Przydawanie wartości przyrodzie

Nie zdajemy sobie sprawy jak cenne są ekosystemy morskie oraz powiązane z nimi ekosystemy nadmorskie i plaże. Planując inwestycje na obszarach morskich i przybrzeżnych trudno jest używać argumentów o walorach przyrodniczych. – W Europie panuje moda na przydawanie wartości przyrodzie – mówi prof. Jan Marcin Węsławski z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie. – Aby dyskutować z osobami zajmującymi się rozwojem przemysłu, zagospodarowaniem przestrzeni, potrzebna była wspólna płaszczyzna porozumienia, i stwierdzono, że najprościej z developerami porozumieć się za pomocą wartościowania. Polega ono na „naklejaniu etykiety z ceną” na przyrodzie, włącznie z takimi zjawiskami, jak zdolność fotosyntetyczna roślin czy zdolność zapylania drzewek owocowych przez owady.

Z drugiej strony ekologia różni się od innych nauk ścisłych tym, że przy określonych warunkach pewne reakcje i zjawiska zajdą w pewien sposób, ale w innym miejscu w tych samych warunkach mogą zajść zupełnie inaczej. Dlatego zazwyczaj bada się studium konkretnego przypadku. Jeśli chodzi o status ochronny polskie obszary morskie są interesującym przypadkiem. Prof. Węsławski przypomina jak to się stało, że objęte zostały ochroną naturową. Po przystąpieniu do UE okazało się, że w Polsce wyznaczono za mało obszarów do sieci Natura 2000. Ktoś wpadł na pomysł, że skoro to morze nikomu nie jest potrzebne i aby nie mieć problemów z wójtami, drogami, protestami, granicami itd. najlepiej będzie dodatkowe procenty do Natury 2000 dodać z obszarów morskich. Efektem tego jest, że mamy najlepiej chronione obszary morskie wśród wszystkich krajów europejskich. W Instytucie Oceanologii zakończono niedawno projekt, dzięki któremu udało się zrobić zestaw map – atlas przedstawiający siedliska dna Bałtyku polskich obszarów morskich.

W całej Europie obserwuje się zjawisko ekspansji na płytkie obszary morskie. Morze jest miejscem, przez które przeprowadza się kable, instalacje, rurociągi, na którym buduje się platformy i magazyny, fermy wiatrowe, prowadzi się połowy, wydobywa się złoża, a jednocześnie obszary nadmorskie pełnią ważną rolę rekreacyjną. Wszystkie te użytki morza są względem siebie konfliktowe, na przykład jeśli w jakimś miejscu jest cenne łowisko ryb, to nie można tam pozyskiwać kruszywa. – Mamy tu do czynienia z siecią skomplikowanych, konfliktowych interesów i trzeba znaleźć sposób by je racjonalnie rozwiązać – mówi prof. Węsławski.

Wśród dóbr pochodzących z morza – oprócz eksploatowanych bezpośrednio, jak żwir i piasek, gaz, bursztyn, mamy też nowe kategorie – na przykład przestrzeń. W cenie jest wolna przestrzeń, na której można na przykład postawić farmy wiatrowe. Mniej oczywiste dobra to usługi, czyli procesy, które także podlegają wycenie, np. regulacja klimatu poprzez pochłanianie dwutlenku węgla przez glony.

W waloryzacji socjoekonomicznej przyrody niestety są gatunki równe i równiejsze, ważne i ważniejsze, choć dla ekologa nie powinno być takiego rozróżnienia. Przykładem gatunków istotnych są filtratory – omułki, małże które przepompowują wodę morską, lub bioturbatory (jest ich w Bałtyku bardzo mało) – robakowate wieloszczety, które kopiąc norki i pobierając cząstki z dna mieszają osad denny, co ma ogromne znaczenie w kontekście magazynowania substancji trujących. Innym przykładem jest tzw. zdolność biokatalityczna piasku, czyli filtrowania biologicznego. Fala z prądem morskim przepływająca przez piasek ulega przefiltrowaniu. Metr kwadratowy kąpieliskowego piasku w Sopocie rocznie przerabia 70 kg materi organicznej na dwutlenek węgla i wodę.

Oprócz waloryzacji socjoekonomicznej mamy też waloryzację biologiczną, która uwzględnia naturalną wartość przyrody. Różnorodność biologiczna jest wartością samą w sobie, którą powinniśmy chronić. Waloryzacja bieże także pod uwagę fakt, że gatunki, które rosną powoli, są bardziej wrażliwe na różne czynniki i trudniej je odtworzyć, są bardziej wartościowe od tych, które łatwo się odtwarzają i są mniej wrażliwe. Pod tym względem Zatoka Pucka jest klejnotem. –Naszym interesem narodowym jest sporządzanie takich waloryzacji i map waloryzacyjnych – podkresla prof. Węsławski.
Zanieczyszczenia

Płyniemy łódką po wodach Wisły Martwej, Wisły Leniwki i Wisły Śmiałej. Naszą przewodniczką jest oceanograf Aleksandra Świstulska. Wyjaśnia nam jakie są źródła zanieczyszczeń przy ujściu Wisły w rejonie Gdańska. Pierwszym jest przemysł stoczniowy, gdzie buduje się i naprawia jednostki pływające. Etap budowy statków odbywa się przede wszystkim na nabrzeżu, wiele części jest tu traktowanych rozpuszczalnikami, farbami, lakierami, środkami konserwującymi itp. Substancje te wraz z wodami opadowym przedostają się następnie do gleby, a potem poprzez spływ powierzchniowy do wód rzeki. Wiele małych firm nie ma jeszcze kanalizacji, zamkniętego obiegu wody, oczyszczania wód odpadowych. Innym źródłem zanieczyszczeń są upadające zakłady, rozlokowane wzdłuż koryta rzeki. Tanie tereny nadrzeczne, nie zagospodarowane i zaniedbane, stanowią często miejsce niekontrolowanego wysypywania śmieci. W wielu krajach obszary nad rzeką i przy kanałach są bardzo cenne i atrakcyjne dla budowy jednorodzinnej oraz przydomowych, małych przystani jachtowych. W Polsce tak nie jest. Małe firmy zaczynające działalność kupują tu tani teren, po czym często upadają i porzucają pozostałości swojej działalności. Także ulokowane tu ogródki działkowe, w wyniku intensywnego stosowania nawozów, środków ochrony roślin i pozbawione kanalizacji, należą do czołówki zanieczyszczających. Rafineria Gdańska, największy zakład przemysłowy na Pomorzu, mimo polepszającej się jakości ścieków i nacisku na inwestycje prośrodowiskowe, w dalszym ciągu jest przodującym zakładem jeśli chodzi o zrzuty zanieczyszczeń. Szereg przystani żeglarskich, nie wyposażonych w odpowiednio zabezpieczone szamba i miejsca odbioru zanieczyszczonych wód z małych jednostek pływających, to dodatkowy problem.

Azotany i fosforany przedostające się do rzeki powodują przeżyźnienie wody, a to z kolei sprzyja nadmiernemu wzrostowi glonów. Duża ilość glonów tworzy kożuch, odcina dopływ światła do dolnych partii wód, powodując obumieranie organizmów przydennych. Rozkład powoduje zużycie tlenu, zamulenie i tworzenie tzw. przyduchy. Brzegi zarastają, ubożeje różnorodność biologiczna, bo niewiele gatunków jest w stanie żyć w takich warunkach. Także dla żeglugi takie warunki nie są korzystne. Płynąc statkiem po Wiśle na horyzoncie zobaczyć można także hałdę fosfogipsów w Wiślince, która jest odpadem poprodukcyjnym z Zakładów Fosforowych. Do ich składowania wykorzystano zagłębienie terenu – wyrobisko po wydobyciu gliny. Zagłębienie nie zostało uszczelnione, a obecnie hałda osiągnęła już 40 m wysokości. Jej wpływ na środowisko jest niewątpliwy – przesiąkanie substancji do wód gruntowych, brak zabezpieczenia i ciągłości fosy (stały wypływ odcieków bezpośrednio do rzeki), pylenie. Idea przykrycia hałdy osadem z oczyszczalni zakończyła się niepowodzeniem – spowodowała dodatkowo zanieczyszczenie bakteriologiczne odpadu. Aktualne propozycje mówią o przysypaniu hałdy ziemią i nasadzeniu roślinnością, co zabezpieczy przed pyleniem. Betonowa tama od strony zatoki ma w przyszłości zabezpieczyć także przed przesiąkaniem. Pomysły na dezaktywację osadu, który zanieczyszczony jest fluorem i fosforem oraz metalami ciężkimi (włącznie z radioaktywnymi uranem i radem) nie znalazły dotychczas realizacji.

Do Bałtyku spływa także wiele zanieczyszczeń wraz z lokalnymi potokami. Powraca pomysł, aby część tych ścieków odprowadzanych bezpośrednio do morza z spiąć w jeden kolektor, który pod wydmą i plażą byłby wyprowadzony w głąb morza, aby nie zanieczyszczać samego wybrzeża i nie sprzyjać zakwitom sinic. Pomysł ten ma wielu przeciwników, powstanie bowiem duży kolektor, którego położenie wymagało będzie rozkopania plaży.

Jednak znacznie bardziej niebezpieczne jest odprowadzanie solanki do wód Zatoki Puckiej, pierwsza rura z solanką już powstaje w Kosakowie pod Gdynią, a w planach jest budowa czterech następnych. Solanka ta pochodzić będzie z wypłukiwania tzw. kawern solnych, zbiorników na gaz i ropę naftową, zlokalizowanych w nieczynnych wyrobiskach w kopalniach soli kamiennej. Sól nie reaguje z zatłoczonym do kawern paliwem, nie zmienia jego własności chemicznych ani fizycznych, a jednocześnie kawerny są bardzo szczelne. – Tu mamy inną skalę zagrożenia – mówi prof. Węsławski. – Kawerny są wypłukiwane wodą pochodzącą z oczyszczalni ścieków miejskich, w efekcie czego solanka o gęstości 200 promili będzie wlewana do wody o gęstości 7 promili. Solanka będzie ciepła, pozbawiona tlenu i dodatkowo zanieczyszczona substancjami organicznymi zawartymi w wodach z oczyszczalni ścieków. To niesłychanie trujący koktajl, 100-procentowo toksyczny.

Dyfuzory, czyli rozpraszacze, mają skutecznie rozprowadzać solankę w wodach Zatoki Puckiej. Jeśli tak to będzie działało, przyrodnicy i fizycy nie widzą problemu. Kłopot pojawi się wówczas, gdy dyfuzory nie będą sprawne, lub nastąpi awaria rury, oznaczająca wylanie się tej gęstej zawiesiny na dno Zatoki, w jej najbardziej cennym przyrodniczo obszarze. Ze względu na swoją gęstość solanka pokryje dno warstwą „kisielu”, który może zabić wszystko, co się znajdzie pod nim. – Czyniliśmy starania aby tę inwestycję przesunąć na pełne morze, w mniej wartościowe obszary, gdzie jest duża dynamika, falowanie i prądy morskie. Polityczne parcie i oszczędności niestety przeważyły – ubolewa prof. Węsławski.

Wyspa i Ptasi Raj

Płynąc dalej, przy ujściu Wisły Śmiałej do Zatoki Gdańskiej, dopływamy do Wyspy Sobieszewskiej i rezerwatu Ptasi Raj. Wyspa ma status wyspy ekologicznej. Jest to teren włączony do sieci Natura 2000 (z Dyrektywy Ptasiej), a ścieżka wokół rezerwatu jest także bardzo popularnym miejscem niedzielnych spacerów dla Gdańszczan, co w zupełności nie przeszkadza ptakom. W przeszłości, w latach 70., przez wyspę poprowadzony był kolektor ściekowy, co wywołało poważny problem ekologiczny, ponieważ ścieki podlegały tylko oczyszczeniu mechanicznemu. Wszystkie rozpuszczone w wodzie zanieczyszczenia wyprowadzone były na wysokości Świbna wprost do Wisły Martwej. Teren był więc mocno skażony, a prądy znosiły zanieczyszczenia w kierunku mierzei. Utworzenie rezerwatów Prasi Raj i Mewia Łacha spowodowało ustanowienie ochrony w postaci wyspy ekologicznej.

Jezioro Ptasi Raj oddzielone jest kamienną groblą od wód rzeki. Pas wydmowy jest zamykany w okresie lęgowym, gdzie gniazdują ptaki siewkowate. Jezioro jest płytkie, średnia głębokość wynosi tu zaledwie 1,2 metra, jest dosyć mocno zeutrofizowane i zamulone. Największym bogactwem są tu jednak ptaki, których największą liczbę można zaobserwować w okresie przelotów jesiennych i wiosennych. Krzyżują się tu ptasie trasy przelotów z południowej Afryki i z rejonów Syberii. Można tu usłyszeć, a czasem nawet zobaczyć, ptaki błotne i wodne – wszystkie gatunki kaczek, chruściele, czaplowate, siewkowce (tam gdzie roślinność jest niska), łabędzie.

– Jest to obszar chroniony od 1916 roku, ale właściwie przez ochronę zmarnowany – mówi ornitolog prof. Maciej Gromadzki z Polskiej Akademii Nauk. – Tu były kiedyś słone łąki, gnieździły się tu bardzo ciekawe gatunki ptaków, typowe dla tego siedliska – siewkowate, biegus zmienny, brodziec krwawodzioby, czajka. Po utworzeniu rezerwatu zakazano wypasu. Kiedy przestano tu kosić i wypasać, wszystko zarosło trzciną i te najciekawsze, najcenniejsze ptaki zniknęły. Test to klasyczny przykład jak niewłaściwie prowadzona ochrona przyrody może zniszczyć to, co miała ratować. Zmiany siedliskowe i zmniejszanie się jeziora Ptasi Raj to zdaniem prof. Gromadzkiego największe zagrożenia dla tego rezerwatu.

Do wszelkich zakazów i zjawisk należy podchodzić ostrożnie, często nie wiemy jakie mechanizmy decydują o postaci cennego terenu. Kamienny pirs zbudowany w stronę morza nie pozwala na naturalne nanoszenie piasku na mierzeję w rezerwacie, dlatego aby utrzymać jezioro, trzeba nawozić mierzeję piaskiem, piasek ten jednak powoduje cofanie się naturalnie porastającego brzeg szuwaru trzcinowego. Z oklei zaniechanie wypasu spowodowało zarastanie łąk solniskowych. W Polsce jest bardzo mało terenów dziewiczych i w dużej mierze cenne przyrodniczo tereny chronione potrzebują do przetrwania większej lub mniejszej ingerencji człowieka.

tekst i zdjęcia: Monika Romańska


WSTAWKA:

Ogromna ilość turystów nad morzem w sezonie letnim powoduje zakłócanie naturalnych procesów zachodzących na plażach, w większości przypadków plaże nie są w stanie same się potem odbudowywać


RAMKA:

Biotopy Bałtyku

Dokładna klasyfikacja biotopów Morza Bałtyckiego nie jest jeszcze do końca ustalona. Trzy najbardziej znane biotopy to:

* kamieniste dno morskie – zalegające na dnie kamienie porastane są przez liczne glony, osiadłe skorupiaki i małże. Duża różnorodność tzw. organizmów bentosowych, czyli bytujący na dnie lub przytwierdzających się do jego powierzchni, sprzyja także występowaniu ryb;

* łąki podmorskie z zosterą morską – porośnięte trawą morską podwodne łąki, występują na głębokości 2-10 m, pełnią ważną rolę biocenotyczną oraz stabilizują osady morskie, spotykamy tu rzadkie i objęte ochroną gatunki fauny, jak iglicznie i wężynki;



* piaszczyste ławice podmorskie – piaszczyste dno, choć wydaje się być niezamieszkaną pustynią, w rzeczywistości jest jednym z najbogatszych i najintensywniej eksploatowanych biologicznie siedlisk, żyją tu garnele (maleńkie raki morskie z podrzędu krewetek), małże, ryby.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość