Strona główna

Brałaś udział? Ania: Brałam udział, we wszystkich „Śmietnikach


Pobieranie 15.35 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar15.35 Kb.
Wywiad z Anią Żurawską
W których „Śmietnikach” brałaś udział?
Ania: Brałam udział, we wszystkich „Śmietnikach” do dziesiątego.
Czy masz jakieś szczególne wspomnienia, które utkwiły ci w pamięci?
Ania: Nie ma takiej konkretnej rzeczy. Byliśmy zaczarowani tym wszystkim, co się działo wtedy. Wszystko braliśmy na poważnie. Było to dla nas wielkim przeżyciem, a jednocześnie potrafiliśmy się tym bawić.
Jakie były początki „Śmietnika”?
Ania: Myślę, że zaczęło się od tego, że Przemek i Grzesiek przynosili gitary na lekcje i w przerwach siadaliśmy sobie na korytarzu i zaczynaliśmy śpiewać. W sumie to zaczęło się to od przedstawienia. Wszyscy bardzo się angażowaliśmy. W pewnym momencie okazało się, że to nam nie wystarcza. Mieliśmy więcej pomysłów, które chcieliśmy wykorzystać. Tak więc poświęciliśmy się wyszukiwaniu nowych piosenek, zaczęliśmy kupować nowe kasety i tak w końcu zbierało się tego bardzo dużo. Wtedy spotykaliśmy się wspólnie i decydowaliśmy co wystawiamy na „Śmietniku”. Później wisiała lista, gdzie zawsze coś było skreślone, coś dopisywane. Następnie każdy już tylko czekał na swój występ. Wszyscy bardzo się tremowali. Nie wiedzieliśmy, po prostu, czy publiczność będzie nam przychylna. Czasami przychodziły osoby, które nam przeszkadzały i rozmawiały z tyłu. Wtedy czuliśmy się jakby niezrozumiani.
A czy uważasz, że lepiej pójść w stronę liryki czy dostarczać publiczności tego czego potrzebuje?
Ania: Uważam, że powinno się znaleźć „złoty środek”. To wszystko powinno być wyważone. Ale nie powinno się tego robić, aby zadowolić publiczność. Ten „Śmietnik” jest po to, żebyście mogli wyrazić siebie. Na świecie są różni ludzie i nie wszystkich można uszczęśliwić. Każdy ma inny gust. My braliśmy udział w tym wszystkim w ogromnej mierze dla siebie samych. Oczywiście było nam bardzo miło, gdy okazywało się, że publiczności się to podobało, ale my chcieliśmy po prostu wyrazić siebie. Dać upust skrywanym dotąd marzeniom i pragnieniom.
A skąd się wzięła idea zakończenia „Śmietnika” piosenką pt. „Jabłoń”.
Ania: Co lato jeździliśmy z panem Mirosławem Chmielewskim do Olsztyna na koncerty poezji śpiewanej. Tam jest taka wielka lipa, przy której właśnie śpiewano „Jabłoń”. Bardzo nam się spodobała ta piosenka i postanowiliśmy, że będziemy ją śpiewać na każdym finale „Śmietnika”.
A może pamiętasz jakieś anegdoty ze „Śmietnika”?
Ania: Niestety nie znam żadnych anegdot, ale bardzo ciekawym wydarzeniem był niezapowiedziany występ pana Kliszewskiego, na którym biegał po scenie w pióropuszu. Zaś dziewczyny, które do tej pory były tylko prowadzącymi, ułożyły układ choreograficzny do piosenki pt. „Dziewczyna szamana”. I tak pan Kliszewski ucharakteryzowany został na szamana, a prowadzące były jego dziewczynami.
A wydarzenie, które utkwiło Ci w pamięci?
Ania: Pamiętam jak na 10-tym „Śmietniku” zorganizowano po raz pierwszy bardzo dobre nagłośnienie było profesjonalne i dlatego wszyscy się z tego cieszyli. Zapewne teraz nie ma praktycznie żadnych problemów z organizacją takiego sprzętu, ale za moich czasów radość była tym większa, iż nikt takiej konsolety nie posiadał, gdyż była ona używana wyłącznie na wysokobudżetowych koncertach.
A co ze sprawami finansowymi?
Ania: Wtedy nie było jeszcze biletów! Zawsze ktoś stał przed Klubem Nauczyciela i wchodzący dzielili się z nami tym co mieli i to było nasze honorarium. Pieniądze dzielono na wszystkich uczestników Dzięki zarobionym w ten sposób zasobom finansowym mogliśmy siedzieć w Klubie Nauczyciela do bardzo późna. Najczęściej jednak gdy „Śmietniki” odbywały się wiosną lub latem, to po występach wychodziliśmy na ulice polickie i śpiewaliśmy piosenki. Wtedy już bez tremy. Byliśmy bardziej rozluźnieni, dopiero czuliśmy, że sprawia nam to olbrzymią przyjemność. Czuliśmy się takim prawdziwym zespołem. Pamiętam, że naszą ulubioną piosenką był utwór pt. „naprawdę nie dzieje się nic”. Często śpiewaliśmy też takie piosenki jak „Wódka w parku wypita” lub „Zachód”. Śpiewaliśmy nawet głośno, ale nikt nam nigdy nie zwrócił uwagi.
A czy znalazłaś się w jakiejś kompromitującej sytuacji podczas trwania „Śmietnika”?
Ania: Tak, pamiętam. Oboje z Grześkiem Ufniarzem umieliśmy grać na pianinie. W owych czasach bardzo popularna była piosenka „Na strugach szyn”. Razem z Grzesiem często ją śpiewaliśmy, jednak nigdy przed publicznością. Wszyscy namawiali nas, abyśmy zaśpiewali tę piosenkę na „Śmietniku”. Długo nie chcieliśmy się zgodzić, aż w końcu postanowiliśmy podjąć wyzwanie. Każdy z nas przećwiczył osobno tę piosenkę i daliśmy sobie spokój z próbami. Uważaliśmy, że wszystko pamiętamy, więc nie mieliśmy ochoty nawet tego ćwiczyć. I zrobiliśmy taką „kichę”! Grzesiu cały czas mylił się na pianinie i kompletnie nie zgraliśmy się głosowo. Nie mogliśmy tego zrozumieć, bo śpiewaliśmy tę piosenkę przez bardzo długi okres czasu.
A jaki charakter miały próby „Śmietnika”?

Ania: Wyglądało to w ten sposób, że spotykaliśmy się u kogoś w domu i ćwiczyliśmy. Byliśmy bardzo zgraną grupą, więc gdy zachodziła potrzeba, to bez problemu potrafiliśmy się zebrać wspólnie i organizowaliśmy sobie próby. Próba generalna była tuż przed „Śmietnikiem”. Polegało to na tym, że nie ćwiczyliśmy naszych ról, tylko w ramach oswojenia się z mikrofonem, każdy starał się powiedzieć jakiś monolog, aby ustawić sobie barwę brzmienia.

Czy jest jeszcze jakaś historia, którą mogłabyś się z nami podzielić?

Ania: Pamiętam pewną komiczną sytuację, gdy podeszłam do pianina i próbowałam ustawić sobie mikrofon. Jednak za każdym razem, gdy próbowałam go podnieść, on spadał. Pamiętam, że byłam wtedy bardzo spięta i próbowałam się trochę rozluźnić, ale za każdym razem, gdy próbowałam ustawić mikrofon do pewnej wysokości, bardzo mnie to rozpraszało. Wtedy pewna kobieta z widowni krzyknęła: „Aniu zaśpiewaj, to się podniesie”.


A jak był organizowany dobór chętnych na „Śmietnik”?
Ania: Kiedy pan Mirosław Chmielewski zaproponował nam wystawienie tego przedstawienia, chętnych nie brakowało. Każdy chciał się zaprezentować. Bywało tę tak, że ktoś bardzo chciał występować, ale na przykład zupełnie nie potrafił śpiewać, wtedy to pracowaliśmy z tymi osobami dłużej. Poświęcaliśmy im więcej czasu. Panowała powszechna tolerancja, więc nikt nie był skreślany, jeśli tylko bardzo chciał się zaprezentować. Pamiętam, że razem z Grzesiem szukaliśmy pewnych starych już utworów, im były starsze tym cenniejsze. Po lekcji, na której pan M. Chmielewski puścił nam piosenki G. Turnaua, dopiero wtedy zorientowaliśmy się, w jak piękny sposób można śpiewać poezję. Staraliśmy się prezentować takie arcydzieła właśnie na „Śmietniku”. Myślę, że nawet nam to wychodziło, szczególnie jak dołączyła do nas 2 klasa. Wtedy razem staraliśmy się wystawiać jakieś sztuki i było całkiem przyjemnie.






©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość