Strona główna

Catalina Rivas Świecka Misjonarka Eucharystycznego Serca Jezusa Znaki wzywające do nawrócenia


Pobieranie 146.04 Kb.
Strona1/2
Data20.06.2016
Rozmiar146.04 Kb.
  1   2


Catalina Rivas

Świecka Misjonarka Eucharystycznego Serca Jezusa
Znaki wzywające do nawrócenia

Ja, całkowicie niegodna, grzeszna i chyba najmniej odpowiednia osoba do tego, aby dać świadectwo o Jezusie, nagle zostałam sekretarką Pana… nigdy nie miałam pojęcia o teologii, nawet nie czytałam Biblii (wstyd się przyznać, że dopiero teraz zaczynam).




Według objawień publikowanych w dwumiesięczniku katolickim Miłujcie się!

SPIS TREŚCI:


Jezus powiedział uroczyście: 27

Miłujcie się! – Katolicki Dwumiesięcznik Społecznej Krucjaty Miłości Imprimatur: Przełożony Generalny Towarzystwa Chrystusowego

ks. Tadeusz Winnicki, 19.05.2004.
Redaktor naczelny: ks. Mieczysław Piotrowski TChr
Adres Redakcji: Czasopismo „Miłujcie się!”, ul. Panny Marii 4, 60-962 Poznań, tel./fax. (61) 8523282, tel. (61) 6472686, (61)6472100
www.tchr.org/milujcie

milujcie@tchr.org
Zdjęcia osób zamieszczone w sąsiedztwie świadectw

i artykułów są całkowicie przypadkowe.


NUMER KONTA: 26 1240 1750 1111 0000 1905 0362
Znaki wzywające do nawrócenia




Pan Bóg nieustannie przypomina nam o swojej obecności, o tym, że każdego z nas pragnie zaprowadzić do szczęścia w niebie, że Jego miłosierdzie jest nieskończone i gładzi wszystkie grzechy. Pragnie jednak od nas całkowitego zaufania i zgody, aby mógł nas przemieniać swoją miłością i prowadzić do pełni zbawienia. Pan Jezus mówi nam o tym nieustannie poprzez głos sumienia, naukę Kościoła, Pismo św., a także poprzez różnego rodzaju wydarzenia, znaki i objawienia.






Jednym z miejsc, skąd Pan Jezus, poprzez nadzwyczajne znaki, kieruje do ludzi wezwanie do nawrócenia, jest miasto Cochabamba w centralnej Boliwii.
Już w XIX wieku o tym miejscu prorokował św. Jan Bosko:
W górach Ameryki Południowej, pomiędzy 15 a 20 równoleżnikiem zostaną odkryte wielkie bogactwa, w postaci minerałów i surowców, jednak prawdziwe znaczenie będą miały nie te, ukryte w ziemi, lecz inne, cenniejsze od złota, których bogactwo rozciągnie się nie tylko na kontynent południowo-amerykański, lecz również na cały świat, tak, że oczy wszystkich będą zwrócone na to miejsce.
W mieście Cochabamba, leżącym dokładnie pomiędzy 15 a 20 równoleżnikiem, u podnóża Mount Tunari, znajduje się figurka Pana Jezusa, która w tajemniczy sposób płacze krwawymi łzami.


9 marca 1995 roku jedna z mieszkanek Cochabamba kupuje gipsową figurę Pana Jezusa w sklepie z dewocjonaliami. Po powrocie do domu stawia ją na ołtarzyku i widzi, że z oczu figurki zaczynają obficie sączyć się krople krwi. W krótkim czasie figurka jest cała zakrwawiona. Oczy figurki wyglądają jak żywe i nieustannie ronią krwawe łzy. Na wieść o tym niezwykłym wydarzeniu przychodzą tłumy ludzi, wkrótce pojawia się również ekipa miejscowej telewizji. Dziennikarz Oswaldo Rioja, głęboko poruszony tym, co widzi, prosi znanego eksperta w dziedzinie objawień, doktora Ricardo Castañóna, neurofizjologa, o dokładne zbadanie tego niezwykłego zjawiska. Dr Castañón od wielu lat bada na całym świecie przypadki objawień Jezusa i Maryi oraz obrazy i figurki, które krwawią lub wydzielają olejki.
4 kwietnia 1995 roku dr Castañón pobiera próbki krwi wypływające z oczu figurki i poddaje je badaniu w dwóch niezależnych laboratoriach w USA i Australii. Wyniki tych badań są identyczne. Nie tylko potwierdzają istnienie prawdziwej krwi, ale co więcej, obecność ludzkiego DNA.
Cała figurka zostaje również prześwietlona, aby upewnić się, czy wewnątrz niej nie ma jakichś otworów lub mechanizmów. Badania wykazują, że w figurce nie ma nic prócz czystego gipsu. Odrębne badania przeprowadzone przez władze kościelne potwierdziły autentyczność wydarzenia, które według biskupa ordynariusza ma nadprzyrodzony charakter. Figurka Pana Jezusa została umieszczona w kościele w Cochabamba. Innym znakiem wzywającym ludzi do nawrócenia jest życie i działalność mieszkanki Cochabamba, Cataliny (zwanej też Katyą) Rivas. W czerwcu 1994 roku, jeden z księży z Cochabamba zwrócił się z prośbą do dr Ricardo Castañóna, który później wezwany będzie do sprawy krwawiącej figurki, aby zbadał przypadek kobiety, która twierdzi, że słyszy głos Jezusa i spisuje to, co do niej mówi. Początkowo dr Castañón podchodził z wielkim sceptycyzmem do osoby Cataliny i jej twierdzeń - wprawdzie treść pisanego przez nią orędzia jest zgodna z nauką Kościoła, lecz może być także owocem ludzkiej wyobraźni i talentu. Jednak powszechne zdziwienie budził fakt, że tak wspaniałe i teologicznie głębokie słowa, mogą pochodzić od prostej kobiety, która nie ukończyła nawet szkoły średniej i dotąd nigdy nic nie napisała.
24 czerwca 1994 roku Catalina zostaje poddana specjalnym testom, które polegają na zbadaniu pracy jej mózgu w czasie modlitwy. Niestety, badania te nie przynoszą jednoznacznych wyników. Według Castañóna kobieta mówi prawdę, lecz, jeśli słyszy głos, który dyktuje jej, co ma pisać, to prawdopodobnie jest to tylko natchnienie lub wewnętrzna inspiracja, która powinna być zachowana wyłącznie na jej prywatny użytek. Aby mieć pewność, że słyszy się głos samego Boga, potrzebny jest niezbity dowód, a tego ekspert nie znalazł. Kilka miesięcy później Katya udaje się do Conyers, w stanie Georgia (USA), gdzie miały miejsce objawienia Matki Najświętszej.

Modląc się gorąco pod krzyżem Pana Jezusa, czuje silne pragnienie całkowitego oddania się Jezusowi, by posługiwał się nią zgodnie z Jego wolą. Gdy po skończonej modlitwie otwiera oczy, w miejscach, gdzie przebite są ręce Jezusa, widzi oślepiające światło, które jak błyskawica przeszywa jej dłonie, zadając przenikliwy ból. Po chwili światło z przebitych nóg Jezusa przenika przez obie stopy Cataliny, pozostawiając krwawiące rany. Wreszcie, jeszcze silniejsze promienie z boku Pana przeszywają jej bok. Catalina z powodu ogromnego bólu pada na ziemię i wtedy słyszy głos Jezusa:


Raduj się z powodu daru, jakim cię obdarzyłem.
Jest styczeń 1996 roku. Dr Ricardo Castañón otrzymuje dowód, na który czekał. Catalina znajduje się w szpitalu miejskim, z rozpoznaniem ran, takich jak po przebiciu grubymi gwoźdźmi. Ricardo nie ma już żadnych wątpliwości - Catalina otrzymała stygmaty krzyżowanego Chrystusa!
Dopiero wtedy doktor postanawia gruntownie zająć się objawieniami i przestudiować pisane przez nią teksty. Podczas jednego ze spotkań z Katyą, 4 lipca 1996 roku, staje się świadkiem cudownego zjawiska pojawienia się stygmatów. Tym razem jest on przy tym obecny, od początku do końca. Ma to miejsce w pierwszy piątek miesiąca, około godziny 12 w południe.
Najpierw na czole Boliwijski pojawiają się małe krople krwi, później na dłoniach i nogach - małe rany, które stopniowo powiększają się i zaczynają krwawić. Ciało kobiety ogarnięte jest ogromnym bólem i wydaje się być w agonii, która trwa aż do wieczora. Jednak na drugi dzień rano, po głębokich ranach na czole, rękach, nogach i boku prawie nie ma śladu. Jest to niewątpliwie czytelny znak, który czyni wiarygodnym orędzie, jakie poprzez Catalinę Pan Jezus kieruje do całego świata.

Catalina nieustannie zapisuje Boże przesłanie dla świata. W ciągu niecałych trzech lat powstaje osiem książek m.in. Pasja, Święta Godzina, Wielka krucjata Miłości, Drzwi do nieba. Jezus mówi do Katyi:






Ty jesteś Moim piórem, którym poruszam, aby kreśliło znaki wyrażające Moje słowa. To, co pisze twoja ręka, pochodzi ode Mnie i będzie powtarzane i nagłaśniane przez innych, tak, aż wypełni całą ziemię.

W innym miejscu, Jezus mówi:


Wieczna Miłość szuka dusz, które mogą powiedzieć nowe rzeczy o starych, dobrze znanych prawdach. Wieczna Miłość chce stworzyć w łonie ludzkości trybunał czystego miłosierdzia, nie sprawiedliwości. Dlatego Moje słowa, poprzez wybrane dusze objawiają się coraz częściej w różnych miejscach świata. Ktokolwiek korzysta i zachwyca się nimi, pomaga również i innym czerpać z nich pożytek. Ktokolwiek ich nie rozumie, jest nadal niewolnikiem złego ducha.
Catalina zapisuje dokładnie to, co słyszy od Pana Jezusa. W jednym ze wstępów do Bożego orędzia pisze o sobie:
Ja, całkowicie niegodna, grzeszna i chyba najmniej odpowiednia osoba do tego, aby dać świadectwo o Jezusie, nagle zostałam sekretarką Pana… nigdy nie miałam pojęcia o teologii, nawet nie czytałam Biblii (wstyd się przyznać, że dopiero teraz zaczynam).
Orędzia Pana Jezusa, przekazywane przez Catalinę, nie zawierają nowych prawd, ale przypominają ewangeliczne wezwanie do nawrócenia, wzywają

do przyjęcia Boga i Jego miłości oraz zachęcają do życia zgodnego z dekalogiem, Ewangelią i nauką Kościoła katolickiego. Pan Jezus dobrowolnie cierpiał i umarł, aby nas zbawić, a ponieważ dzisiejszy świat zdaje się o tym zapominać, poprzez Catalinę Rivas oraz inne znaki stara się On nam o tym przypomnieć, czy raczej – jak mówi w jednym z orędzi – zbudzić nas ze snu. Nagłośnienie tego, co dzieje się w Cochabamba, zawdzięczamy Michaelowi Willasee, popularnemu dziennikarzowi australijskiemu. Dostał on zaproszenie, by zrobić reportaż na temat tych niezwykłych wydarzeń. Dziennikarz, mimo dużego sceptycyzmu, przyjął propozycję. Szybko zachwycił się Bożym słowem i w końcu stał się jego propagatorem na całym świecie. Wkrótce FOX Network, jedna z największych amerykańskich sieci informacyjnych na świecie, dowiaduje się o wielkim zainteresowaniu Michaela objawieniami Cataliny i aranżuje dwugodzinny program na żywo, pod tytułem


Znaki od Boga: nauka bada wiarę”.
Data zostaje specjalnie ustalona na Wielki Piątek, w nadziei, że Catalina będzie miała stygmaty. Jednak zamiast nich, podczas emisji otrzymuje ona wiadomość od Jezusa:
Trwajcie w wierze, dostaniecie swój dowód w Boże Ciało, dokładnie w południe.
Tak też się dzieje i całe to wydarzenie oglądają na żywo wszyscy mieszkańcy Ameryki Północnej. Władze kościelne Cochabamba, z arcybiskupem Rene Fernandezem Apaza na czele, głęboko poruszone Bożymi znakami, przekonawszy się, że są one prawdziwe, a zarazem bardzo istotne w ewangelizacji dzisiejszego świata, powołują organizację, Apostolat Nowej Ewangelizacji, która zajmuje się rozpowszechnianiem Bożego orędzia. Pierwsze wydanie dzieł boliwijskiej stygmatyczki w języku hiszpańskim, pojawia się w 1997 roku. W 2000 roku wychodzi wydanie Przetłumaczone na język angielski. Wszystkie orędzia poprzedzone są listem biskupa Apazy o następującej treści:
Przeczytaliśmy książki Cataliny i jesteśmy przekonani, że jedynym ich celem jest, aby prowadzić nas wszystkich drogą ducha, zapoczątkowaną w Ewangelii. Książki te, również podkreślają wyjątkowe miejsce Maryi Dziewicy, naszego Modelu w naśladowaniu i podążaniu za Jezusem Chrystusem, Matki, której powinniśmy się powierzyć z całkowitym zaufaniem i miłością. W odnowie miłości i oddania Kościołowi Świętemu, książki te pokazują nam, jak powinien postępować prawdziwie wierzący chrześcijanin. Z tych wszystkich względów, wyrażam zgodę na ich wydanie i dystrybucję oraz polecam je jako materiał do medytacji oraz duchowego ukierunkowania, w celu odpowiedzi na Boże wezwanie, aby ratować dusze, poprzez pokazywanie, że Jezus jest Bogiem żywym, pełnym miłosierdzia i miłości.
Wszystkie teksty są dostępne również za pośrednictwem internetu, pod adresem www.grancrusada.org w języku hiszpańskim oraz www.greatcrusade.org w języku angielskim.
Z niecierpliwością czekamy, kiedy pojawi się strona w języku polskim, aby wszyscy rodacy mogli w pełni czerpać z tego źródła Bożej mądrości i miłości.
Monika i Tomek Skawińscy


ŚWIADECTWO

Chrystus czeka na ciebie


Przeżyłam coś wyjątkowego podczas czytania książki „Pasja”, napisanej przez boliwijską stygmatyczkę Catalinę Rivas. Książka ta jest zapisem słów samego Jezusa o Jego męce i śmierci.
Po przeczytaniu tej książki pewne stare i dobrze znane prawdy nagle dotarły do mnie w sposób zaskakująco nowy. Mój zachwyt nad głębią i pięknem słów Chrystusa był ogromny. Czułam się jak ktoś, kto nigdy nie widział kwiatów i nagle w jakiś tajemniczy sposób znalazł się w pomieszczeniu z tysiącem róż o nieznanym mu dotąd zapachu. Miałam wrażenie, że jestem jak widz, przed którym odsłoniła się kurtyna. Teraz myślę, że poprzez tę lekturę doświadczyłam czegoś absolutnie niezwykłego, jakby dotyku samego Boga. W książce Pasja, Chrystus, oprócz przedstawienia obrazu swojej męki, dzieli się z nami także swoimi osobistymi przeżyciami wydarzeń np. z Ogrodu Oliwnego, Wieczerzy Paschalnej, czy ostatnich chwil na krzyżu. Dzięki Jego słowom uświadomiłam sobie ogrom tajemnicy Eucharystii. Zawsze wierzyłam w obecność Jezusa w Komunii św., ale myślę, że tak naprawdę do końca nie zdawałam sobie z tego sprawy. Po przeczytaniu słów Jezusa:
Jak wiele godzin i nocy, będę musiał spędzić samotnie w tabernakulum?
- coś we mnie drgnęło i nagle uświadomiłam sobie, że Eucharystia to przecież sam Jezus, pełen uczuć i pragnień. Czy można lekceważyć tę prawdę i nie przychodzić do Jezusa, aby być razem z Nim i trwać w Jego bliskości przed Najświętszym Sakramentem?
Zrobiło mi się żal, że my chrześcijanie jakoś dziwnie tej prawdy ani nie rozumiemy, ani nie doceniamy. Wtedy zrodziło się we mnie pragnienie, żeby we wszystkich kościołach świata, organizować nieustanną adorację Najświętszego Sakramentu, tak, aby w kościele przebywała zawsze choćby jedna osoba, która służyłaby naszemu Bogu swoim schronieniem, dawała Mu odpoczynek i osładzała gorycz samotności. Czyż nie jesteśmy tego winni Chrystusowi, po tym wszystkim, co dla nas zrobił? Zrozumiałam zachowanie ojca Pio, który ani na krok nie odstępował Najświętszego Sakramentu. Teraz wiem, że przystępując do sakramentu Eucharystii, powinniśmy nie tyle szukać naszego szczęścia, co czynić to dla radości, którą przeżywa Chrystus, gdy całkowicie Mu się ofiarowujemy. To przykre, ale naprawdę wiele osób przystępuje do Komunii św. po to, by coś otrzymać, a tylko niektórzy myślą o tym, by prawdziwie się Jezusowi ofiarować.

Wielu idzie do spowiedzi i przystępuje do Komunii św. tylko z okazji wielkich świąt. Przez większą część roku żyją w stanie grzechu, duchowej śmierci, braku łaski uświęcającej, a wtedy są manipulowani przez siły zła. Nie idąc do spowiedzi i Komunii św. sami pozbawiają się bezcennych darów duchowych, bez których człowiek nigdy nie będzie szczęśliwy. Są niestety i tacy, którzy przyjmują Komunię św. po popełnieniu grzechu ciężkiego. W ten sposób jeszcze bardziej pogrążają się w niewoli szatana. Czytamy w Piśmie św.:


Kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie... wyrok sobie spożywa i pije. Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też pomarło. (1 Kor 11, 27a, 29b-30)
Nagle dotarło do mnie, jak ogromna jest miłość Boża i jak bardzo Chrystus potrzebuje naszej miłości. On, Bóg, Stwórca wszystkiego, co żyje, nazwał Sam Siebie Boskim Żebrakiem miłości:
Dajcie jałmużnę miłości Boskiemu Żebrakowi, który pragnie was, woła was i czeka na was.
Po tym wszystkim, co Chrystus dla nas zrobił, teraz nagle przyszło Mu być żebrakiem wyciągającym rękę po okruchy ludzkiej miłości.
O umiłowane dusze, gdybyście wiedziały, jak łatwo jest pocieszyć, dać schronienie i spoczynek Bogu… Bóg, który kocha was nieskończoną miłością po uwolnieniu was z więzów grzechu, zasadził w was łaskę Bożego powołania. On przeniósł was w tajemniczy sposób do ogrodu radości i zachwytów. Ten Bóg, wasz Zbawca, stał się waszym Oblubieńcem… Ach! Te dusze zgromadzone przy Mnie, będą bajecznym ogrodem, w którym każda roślina wypuszcza inny kwiat, ale wszystkie zachwycają Mnie swoim zapachem. Moje Ciało będzie słońcem, które daje im życie. Niektóre z nich będą Mnie pocieszać, do innych przyjdę, aby znaleźć w nich schronienie, w jeszcze innych odpocznę…
O Chryste, jakże chciałabym być bajecznym kwiatem, w ogrodzie Twoich rozkoszy! Chrystus nieustannie uświadamia nam, że ten ziemski świat nigdy nie da nam prawdziwego szczęścia, bo prawdziwe szczęście może odnaleźć tylko ten, kto rzeczywiście szczerze rozkochał się w Bogu. Jestem przekonana, że Jezus Chrystus również na twojej drodze życia postawił ludzi, wydarzenia lub rzeczy, które rzucą nowe światło na stare prawdy i pomogą ci zrozumieć ich istotę i głębię. Bóg, który zna nasze serca, szuka sposobów, aby nas budzić z letargu ducha i czyni wszystko, abyśmy mogli Go odnaleźć i zakochać się w Nim. Musimy mieć jednak oczy i uszy szeroko otwarte, zdobywać się na nieustanny trud modlitwy i życie wiarą na co dzień.
Monika

Eucharystia na nowo odkryta


Gdy Kościół sprawuje Eucharystię, pamiątkę śmierci i zmartwychwstania swojego Pana, to centralne wydarzenie zbawienia staje się rzeczywiście obecne i «dokonuje się dzieło naszego Odkupienia». Ofiara ta ma do tego stopnia decydujące znaczenie dla zbawienia rodzaju ludzkiego, że Jezus złożył ją i wrócił do Ojca, dopiero wtedy, gdy zostawił nam środek umożliwiający uczestnictwo w niej, tak jakbyśmy byli w niej obecni. W ten sposób każdy wierny może w niej uczestniczyć i korzystać z jej niewyczerpanych owoców (Jan Paweł II, Encyklika o Eucharystii, 11)
Poprzez mistyczne doświadczenia spisane przez Catalinę Rivas, boliwijską stygmatyczkę, Pan Jezus i Matka Boża pragną nauczyć nas owocnie uczestniczyć w tym największym wydarzeniu naszego zbawienia, które uobecnia się w czasie każdej Mszy św.
Oto fragmenty zapisków Cataliny:
W święto Zwiastowania, kiedy weszłam do kościoła na Mszę św., arcybiskup i księża wychodzili już z zakrystii. Matka Boża powiedziała do mnie swoim delikatnym, słodkim, kobiecym głosem:
Dzisiaj jest dzień nauki dla ciebie. Pragnę, abyś się mocno skupiła na tym, czego doświadczysz, ponieważ będziesz dzielić się tym z całą ludzkością.
Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę był chór pięknych głosów, śpiewający z oddali. Chwilami muzyka zbliżała się, a potem oddalała, tak jak szmer wiatru. Arcybiskup rozpoczął Mszę św. i kiedy doszedł do aktu pokuty, Maryja powiedziała:
Z głębi serca proś Pana, aby przebaczył ci grzechy, którymi Go obraziłaś. W ten sposób będziesz mogła godnie uczestniczyć w tym przywileju, jakim jest Msza św.
Pomyślałam:
Jestem przecież w stanie łaski uświęcającej, nie dalej jak wczoraj wyspowiadałam się.
Matka Boża odpowiedziała:
Myślisz, że od wczoraj nie obraziłaś Pana? Pozwól, że przypomnę ci parę wydarzeń. (...) A ty mówisz, że nie zraniłaś Boga? Przyszłaś na ostatnią chwilę, kiedy celebransi wychodzili w procesji odprawiać Mszę... i zamierzasz uczestniczyć w Niej bez wcześniejszego przygotowania... Dlaczego wy wszyscy przychodzicie na ostatnią chwilę? Powinniście przychodzić wcześniej, aby pomodlić się i poprosić Pana, aby zesłał Swojego Ducha Świętego, by Ten mógł obdarzyć was pokojem i oczyścić od ducha tego świata, od waszych niepokojów, problemów i rozproszenia. On czyni was zdolnymi przeżyć ten tak święty moment. Przecież to jest największy z cudów. Przyszliście przeżywać moment, kiedy Najwyższy Bóg daje swój największy dar, a nie umiecie tego docenić.
Ponieważ był to dzień świąteczny, w kościele rozbrzmiała Chwała na wysokości. Matka Boża powiedziała:
Uwielbiaj i błogosław z całej swojej miłości Świętą Trójcę, uznając, że jesteś jednym z Jej stworzeń.
Nastąpił moment Liturgii Słowa i Maryja kazała mi powtórzyć:
Panie, dzisiaj chcę słuchać Twojego Słowa i przynieść obfity owoc. Proszę, aby Twój Duch Święty oczyścił wnętrze mojego serca, aby Twoje Słowo wzrastało i rozwijało się w nim.
Potem Najświętsza Panna powiedziała:
Chcę, abyś uważała na czytaniach i na całej homilii. Pamiętaj, o tym, co mówi Biblia, że Słowo Boże nie wraca dopóki nie wyda plonu. Jeśli będziesz pilnie słuchać, część z tego, co usłyszysz pozostanie w tobie. Powinnaś spróbować przywoływać przez cały dzień te słowa, które zrobiły na tobie wrażenie. Czasem, to mogą być dwa wersy, innym razem lektura całej Ewangelii, a czasem tylko jedno słowo. Smakuj je przez resztę dnia, a stanie się ono częścią ciebie. Życie zmienia się, jeśli pozwoli się, aby Słowo Boże przemieniało osobę.
Chwilę później, nastąpiło ofiarowanie i Matka Boża powiedziała:
Módl się w ten sposób: „Panie, ofiarowuję Ci się cała, taka, jaką jestem, wszystko, co mam i co mogę. Wszystko wkładam w Twoje ręce. Boże Wszechmogący, przez zasługi Twojego Syna, przemień mnie. Proszę Cię, za moją rodzinę, dobrodziejów, za wszystkich ludzi, którzy walczą przeciw nam, za tych, którzy polecali się moim modlitwom”.
Nagle z ławek zaczęły się podnosić jakieś postacie, których wcześniej nie widziałam. Wyglądało to tak, jakby ze strony każdej osoby obecnej w katedrze, wstała inna osoba. Wkrótce nawa główna zapełniła się młodymi, pięknymi ludźmi. Byli ubrani w lśniąco białe szaty. Matka Boża powiedziała:
Patrz. To są Aniołowie Stróże każdej z osób, która znajduje się w kościele. To właśnie w tym momencie twój Anioł Stróż zanosi twoje dary i prośby przed ołtarz Pana.
Ich rysy twarzy były bardzo piękne, niemal kobiece, zaś wzrost, budowa ciała oraz ręce – męskie. Nagie stopy nie dotykały ziemi. Część z nich niosła jakby złotą misę z czymś, co promieniowało czystym, złotym światłem. Najświętsza Panna powiedziała:
To są Aniołowie Stróże tych ludzi, którzy ofiarują Msze św. w wielu intencjach, i którzy są świadomi tego, co znaczy ta celebracja. Oni mają coś do ofiarowania Panu. Ofiaruj siebie w tym momencie... podaruj swoje żale, bóle, nadzieje, smutki, radości, prośby. Pamiętaj, że Msza św. ma nieskończoną wartość. Z tego względu, bądź hojna w ofiarowywaniu i w prośbach.
Za pierwszymi Aniołami, postępowali następni, którzy mieli puste ręce. Matka Boża powiedziała
To są Aniołowie Stróże ludzi, którzy są tutaj, ale nigdy nic nie ofiarują. Nie są zainteresowani przeżywaniem każdego momentu Mszy św. i nie mają daru do zaniesienia przed ołtarz Pana.
Na końcu procesji szli Aniołowie, którzy byli dosyć smutni, z rękami splecionymi do modlitwy, ale ze spuszczonym wzrokiem.
To są Aniołowie Stróże ludzi, którzy są tutaj, ale którzy przyszli z obowiązku, bez pragnienia uczestniczenia we Mszy św. Aniołowie idą dalej smutni, ponieważ nie mają nic do złożenia na ołtarzu, poza własnymi modlitwami. (...) Nie zasmucaj swojego Anioła Stróża. Proś o wiele, nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich. Pamiętaj, że ofiara, która najbardziej podoba się Panu, to ta, gdy samą siebie ofiarujesz jako ofiarę całopalną, tak, aby Jezus mógł przemienić ciebie przez Swoje zasługi. Co możesz ofiarować Ojcu sama z siebie? Nicość i grzech. Ojcu podobają się ofiary połączone z zasługami Jezusa.
Nastąpił końcowy moment prefacji i kiedy wierni odmawiali: „Święty, Święty, Święty”, nagle wszystko, co znajdowało się z tyłu celebransów, zniknęło. Po lewej stronie, za arcybiskupem pojawiły się tysiące Aniołów. Ubrani byli w tuniki podobne do białych szat kapłanów czy ministrantów. Wszyscy oni uklękli z rękoma złożonymi do modlitwy i skłaniali głowy, oddając Bogu cześć. Słychać było piękną muzykę, tak jakby liczne chóry różnymi głosami śpiewały unisono razem z ludźmi: „Święty, Święty, Święty”.
Nastąpił moment Konsekracji, cudu nad cudami. Za arcybiskupem pojawił się tłum ludzi. Wszyscy mieli na sobie tuniki w kolorach pastelowych. Ich twarze były promienne, pełne radości. Mogłoby się komuś wydawać (nie umiem powiedzieć dlaczego), że byli ludźmi w różnym wieku, ale ich twarze miały szczęśliwy wyraz i były bez zmarszczek. Klęknęli, podobnie jak przy śpiewie „Święty, Święty, Święty”.

Matka Boża powiedziała:


To są wszyscy święci i błogosławieni. Pomiędzy nimi są dusze twoich krewnych, którzy już cieszą się oglądaniem Boga.
Potem zobaczyłam Matkę Bożą, dokładnie po prawej stronie arcybiskupa, krok za celebransem. Była zawieszona lekko nad podłogą, klęczała ubrana w jasną, przeźroczystą, ale jednocześnie świetlaną niczym woda krystaliczną tkaninę. Najświętsza Panna, ze złożonymi rękoma, spoglądała uważnie i z szacunkiem na celebransa. Mówiła do mnie stamtąd, ale cicho, prosto do serca, nie patrząc na moją twarz:
Dziwi cię, że widzisz mnie stojącą za arcybiskupem, nieprawdaż? Tak właśnie powinno być... Z całą miłością, jaką mój Syn mi daje, nigdy nie dał mi godności, jaką obdarzył kapłanów – daru kapłaństwa do uobecniania codziennego Cudu Eucharystii. Z tego powodu, czuję głęboki szacunek dla księży i dla cudu, jaki Bóg czyni przez ich posługę. To właśnie zmusza mnie do klęknięcia tutaj, za nimi.
Przed ołtarzem pojawiły się cienie ludzi w szarych kolorach ze wzniesionymi rękoma. Maryja powiedziała:
To są błogosławione dusze czyśćcowe, które czekają na wasze modlitwy, aby dokonało się ich oczyszczenie. Nie przestawajcie wstawiać się za nimi. Oni modlą się za was, ale nie mogą modlić się za siebie. To wy macie się za nich modlić, aby pomóc im wydostać się z czyśćca, aby mogli być z Bogiem i cieszyć się wiecznie Jego obecnością.
Maryja dodała:
Teraz widzisz, że jestem tutaj cały czas. Ludzie udają się na pielgrzymki, szukając miejsc, gdzie się objawiłam. To dobrze, ze względu na łaski, które tam otrzymają. Ale podczas żadnego z objawień, w żadnym innym miejscu, nie jestem bardziej obecna, niż w czasie Mszy św. Zawsze mnie znajdziesz u stóp ołtarza, gdzie odprawia się Eucharystię. U stóp tabernakulum trwam z Aniołami, ponieważ jestem zawsze z Jezusem.
Widząc to piękne oblicze Matki oraz wszystkich innych z promieniującymi twarzami, złączonymi rękoma, czekających na cud, który powtarza się nieustannie, czułam się jakbym była w samym niebie.




I pomyśl, że są ludzie, którzy w tym momencie są rozproszeni na rozmowie. Przykro mi to mówić, ale wiele osób stoi z założonymi rękoma, tak jakby składali hołd Panu, jak równy równemu sobie. Powiedz wszystkim ludziom, że człowiek nigdy nie jest bardziej człowiekiem, niż kiedy upada na kolana przed Bogiem.






Celebrans wypowiedział słowa Konsekracji. Choć był człowiekiem normalnego wzrostu, nagle zaczął rosnąć i wypełniać się nadnaturalnym światłem, które otoczyło go i przybrało na sile wokół twarzy. Z tego powodu nie mogłam dostrzec jego rysów. Kiedy podniósł Hostię, zobaczyłam jego ręce. Na ich wierzchniej stronie miał jakieś znaki, które emanowały światłem. To był Jezus! W tym momencie Hostia zaczęła rosnąć i stała się wielka. Na Niej ukazała się cudowna twarz Jezusa spoglądającego na swój lud. Instynktownie chciałam skłonić głowę, ale Matka Boża powiedziała:
Nie patrz na dół. Podnieść swój wzrok i kontempluj Go. Wpatruj się w Niego i powtarzaj modlitwę z Fatimy: „Panie, wierzę, adoruję, ufam i kocham Ciebie. Proszę o przebaczenie dla tych, którzy nie wierzą, nie adorują, nie ufają i nie kochają Ciebie” (...) Teraz powiedz Mu, jak bardzo Go kochasz i składaj hołd Królowi królów.
Wydawało mi się, że byłam jedyną osobą, na którą patrzył z ogromnej Hostii, ale zrozumiałam, że On w ten sposób, tj. z bezgraniczną miłością, patrzy na każdą osobę. Celebrans położył na ołtarzu Hostię i natychmiast wrócił do normalnych rozmiarów. Kiedy wypowiedział słowa konsekracji wina, pojawiła się światłość, ściany i sufit kościoła zniknęły. Wtedy zobaczyłam zawieszonego w powietrzu Jezusa ukrzyżowanego. Byłam w stanie kontemplować Jego twarz, pobite ramiona i pokaleczone ciało.

Z prawej strony piersi miał ranę, z której wytryskiwała krew w lewym kierunku, oraz coś, co przypominało wodę, ale było bardzo błyszczące, w prawym kierunku. Wyglądało to jak strumienie światła spływające na wiernych. W tym momencie Matka Boża powiedziała:


To jest cud nad cudami. Pan nie jest skrępowany ani czasem ani miejscem. W momencie Konsekracji całe zgromadzenie jest zabierane do stóp Kalwarii w chwili ukrzyżowania Jezusa.
Kiedy mieliśmy odmawiać Ojcze nasz, Jezus, po raz pierwszy podczas celebracji, odezwał się do mnie:
Poczekaj, chcę, abyś modliła się z najgłębszego wnętrza, z jakiego tylko możesz wołać. Przypomnij sobie osobę czy osoby, które najbardziej cię w życiu zraniły i wyrządziły ci krzywdę, tak abyś mogła objąć je swoim sercem i powiedzieć im: „W imię Jezusa Chrystusa przebaczam wam i życzę pokoju. W imię Jezusa, proszę, abyście mi przebaczyli i życzyli pokoju”. Jeśli osoba zasłużyła na ten pokój, otrzyma go i poczuje się lepiej. Jeśli nie jest w stanie otworzyć się na niego, to powróci on do twojego serca. Ale nie chcę, abyś otrzymywała czy ofiarowała pokój, kiedy nie jesteś w stanie przebaczyć i doświadczyć go najpierw w swoim sercu. Uważaj, co czynisz
– mówił Pan Jezus –
powtarzasz w Ojcze nasz: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Jeśli możesz przebaczyć, ale nie możesz zapomnieć, jak mówi wiele osób, stawiasz warunki Bożemu przebaczeniu. Mówisz: „Przebacz mi tylko tak, jak ja jestem w stanie przebaczyć, ale nie więcej”.
Arcybiskup powiedział: „obdarz nas pokojem i jednością”, a potem

pokój Pański niech zawsze będzie z wami”. Nagle zobaczyłam, że pomiędzy niektórymi ludźmi, którzy przekazywali sobie znak pokoju,


znajdowało się bardzo intensywne światło. Prawdziwie odczułam uścisk Jezusa w tym świetle. To On uścisnął mnie dając mi Swój pokój, ponieważ w tym momencie byłam w stanie przebaczyć i wyrzucić z mojego serca wszystkie żale wobec innych ludzi. Jezus pragnie dzielić ten moment radości, objąć nas i życzyć Swojego pokoju. Nastąpił moment Komunii św. celebransów. Kiedy arcybiskup przyjął Komunię św., Matka Boża powiedziała:
Powtarzaj ze mną: „Panie, błogosław kapłanom, pomóż im, oczyść ich, kochaj ich, opiekuj się nimi i wspieraj ich Swoją Miłością”.
Ludzie zaczęli opuszczać ławki, aby przystąpić do Komunii św. Nastąpił wielki moment spotkania. Pan powiedział do mnie:
Poczekaj chwilę, chcę, abyś coś zobaczyła.
Wewnętrzny impuls kazał mi skierować wzrok na pewną osobę, która wyspowiadała się przed Mszą św. Kiedy ksiądz umieścił Świętą Hostię na jej języku, blask światła, podobnego do czystego złota, przeszedł przez tę osobę, najpierw przez jej plecy, potem otoczył ją z tyłu, następnie dookoła jej ramion, a na końcu dookoła głowy. Pan powiedział:
Oto jak raduję się obejmując duszę, która przychodzi z czystym sercem, aby Mnie przyjąć.
Głos Jezusa był głosem szczęśliwej osoby. Kiedy poszłam przyjąć Komunię św., Jezus powiedział do mnie:
Ostatnia Wieczerza była momentem największej bliskości ze Mną. W tej godzinie miłości, ustanowiłem coś, co mogło być pojęte, jako największy akt obłędu w oczach człowieka – uczyniłem Siebie więźniem Miłości, ustanowiłem Eucharystię. Chciałem pozostać z wami do końca świata, ponieważ Moja Miłość nie mogła znieść, że zostalibyście sierotami, wy, których kocham bardziej niż własne życie.
Wróciłam na swoje miejsce i uklęknęłam. Pan powiedział:
Słuchaj.
Chwilę później usłyszałam modlitwę siedzącej przede mną kobiety, która właśnie przyjęła Komunię św. Jezus powiedział smutnym głosem:
Słyszałaś jej modlitwę? Ani razu nie powiedziała, że Mnie kocha. Ani razu nie podziękowała Mi za dar, jaki jej dałem, zniżając Swoją Boskość do jej biednego człowieczeństwa po to, by przyciągnąć ją do Siebie. Ani razu nie powiedziała: „dziękuję Ci, Panie”. To była litania próśb. I tak robią prawie wszyscy, którzy przychodzą Mnie przyjąć. Umarłem z miłości i zmartwychwstałem. Z miłości czekam na każdego z was i z miłości zostaję z wami.... Ale wy nie zdajecie sobie sprawy, że potrzebuję waszej miłości. Pamiętajcie, że jestem Żebrakiem Miłości w tej wzniosłej dla duszy godzinie.

Powinniście przewyższać w cnocie Aniołów i Archaniołów, ponieważ oni nie mają radości przyjmowania Mnie jako pokarmu, jak to jest w waszym przypadku. Oni piją kroplę ze źródła, wy, którzy posiadacie łaskę przyjmowania Mnie, macie cały ocean.”





Kiedy celebrans miał udzielać błogosławieństwa, Matka Boża powiedziała:


Bądź uważna... Robisz jakiś stary znak, zamiast Znaku Krzyża. Pamiętaj, że to błogosławieństwo może być ostatnie, jakie otrzymujesz z rąk kapłana. Kiedy wychodzisz z kościoła, nie wiesz, czy umrzesz, czy nie. Nie wiesz, czy będziesz miała okazję otrzymać błogosławieństwo od innego kapłana. Te konsekrowane ręce dają tobie błogosławieństwo w Imię Świętej Trójcy. Dlatego zrób Znak Krzyża z szacunkiem, tak jakby to miał być ostatni w twoim życiu.
Jezus poprosił mnie, abym została z nim kilka minut po zakończeniu Mszy św. Powiedział:
Nie wychodź w pośpiechu, kiedy Msza jest skończona. Zostań na moment w Moim towarzystwie, ciesz się nim i pozwól Mi cieszyć się twoim.
Zapytałam Go:
Panie, jak długo zostajesz z nami po Komunii? Odpowiedział: Przez cały czas, póki ty chcesz zostać ze Mną. Jeśli będziesz mówić do Mnie przez cały dzień, zwracając się do Mnie w czasie wypełniania swoich obowiązków, będę cię słuchał. Jestem zawsze z tobą. To ty Mnie opuszczasz. Wychodzisz po Mszy św. i uważasz, że obowiązek się skończył. Nie pomyślisz, że chciałbym dzielić twoje życie rodzinne z tobą, przynajmniej w Dniu Pańskim (...) Czytam nawet największe sekrety ludzkich serc i umysłów. Ale cieszę się, gdy Mi mówisz o swoim życiu, gdy pozwalasz Mi uczestniczyć w nim jako członkowi rodziny czy najbliższemu przyjacielowi. O, jak wiele łask człowiek traci, nie zostawiając Mi miejsca w swoim życiu!
Jezus powiedział:
Powinniście przewyższać w cnocie Aniołów i Archaniołów, ponieważ oni nie mają radości przyjmowania Mnie jako pokarmu, jak to jest w waszym przypadku. Oni piją kroplę ze źródła, wy, którzy posiadacie łaskę przyjmowania Mnie, macie cały ocean.
Inna rzecz, o której Pan mi powiedział z bólem, dotyczyła ludzi, którzy spotykają się z Nim z przyzwyczajenia. Ta rutyna sprawia, że niektórzy ludzie są tak obojętni, iż nie mają nic do powiedzenia Jezusowi, kiedy przyjmują Go w Komunii św. Powiedział również, że jest wiele dusz konsekrowanych, które utraciły swój entuzjazm bycia zakochanym w Panu i traktują swoje powołanie jak zawód. Potem Jezus mówił o owocach, które muszą się pojawić po każdej Komunii św., którą przyjmujemy. Zdarza się, że są ludzie, którzy przyjmują codziennie Pana, spędzają wiele godzin na modlitwie i wykonują liczne dzieła, ale mimo to nie dokonuje się przemiana ich życia. Dary, jakie otrzymujemy w Eucharystii powinny przynieść owoce nawrócenia wyrażające się w postawie i czynach miłosierdzia wobec braci i sióstr.
Catalina Świecka Misjonarka Eucharystycznego

Serca Jezusa (tłum. i oprac. Maria Zboralska)

W Eucharystii czeka Jezus


W Najświętszej Eucharystii zawiera się bowiem całe dobro duchowe Kościoła, to znaczy sam Chrystus, nasza Pascha i Chleb żywy, który przez swoje ożywione przez Ducha Świętego i ożywiające Ciało daje życie ludziom.”





(Sobór Watykański II, Presbyterorum ordonis, dekret o posłudze i życiu kapłanów, 5)


Naglące wezwanie: pomóc umierającym

W poprzednim numerze drukowaliśmy fragmenty zapisków

boliwijskiej stygmatyczki, Cataliny Rivas (Katyi), w których przekazała ona światu objawienia Jezusa i Maryi na temat Eucharystii.

Wielu osobom pomogło to owocniej przeżywać Mszę św.

Tym razem publikujemy niezwykłą wizję Cataliny dotyczącą chwili śmierci jej mamy. W widzeniu Katya zobaczyła siebie i zebranych wokół łóżka konającej oraz wszystko, co działo się w tym dniu.
Dziesięć dni po śmierci mojej mamy, kiedy kończyłam poranną modlitwę, Jezus poprosił mnie, abym pozostała jeszcze kilka minut w pokoju. Nagle, jak w filmie, przed moimi oczami przesunęły się sceny, które się wówczas wydarzyły.
Ostatnia droga
Mama leżała w swoim łóżku. Wła­śnie z bratem położyliśmy ją na prawym boku. Kiedy wycierałam krew, która lecia­ła jej z nosa, skierowała wzrok ponad moją głowę, w kierunku okna. Chwyciła mocno moją rękę i powiedziała: Chcę, abyś zosta­ła ze mną. - Boisz się, mamo? - zapytałam ją zaniepokojona. - Nie, nie boję się, ale chcę, abyś została ze mną.

W tym momencie zobaczyłam ludzi, którzy stanęli za nami, po prawej stronie chorej. Rozpoznałam św. Józefa, św. Anto­niego Padewskiego, św. Różę z Limy, św. Dominika Guzma i św. Sylwestra. Obok nich stał przystojny młodzieniec „Leopold" - Anioł Stróż mamy. Modlił się na klęcz­kach i jednocześnie czule głaskał chorą po głowie. Modlili się także inni zebrani: męż­czyźni i kobiety, młodzi i starzy około 40 osób.


Jeden z młodych mężczyzn, ubra­ny w białą albę, trzymał w rękach małą, złotą czaszę i czynił coś na kształt kadze­nia - wkładał ręce w misę i wydobyty w ten sposób dym kierował ku górze. Tym gestem sprawiał wrażenie, że przeszkadza złym duchom zbliżyć się do umierającej. Młody mężczyzna poruszał ustami, jakby odmawiał jakąś modlitwę. Potem przełożył naczynie do drugiej ręki i ponownie wyko­nał gest przypominający kadzenie. Cho­dził dookoła wszystkich osób zgromadzo­nych wokół łóżka. Byłam zaskoczona tak dużą liczbą zebranych. Jezus zwrócił się do mnie i wyjaśnił mi:
To są jej święci patro­nowie oraz dusze, którym pomogła osią­gnąć zbawienie poprzez swoje modlitwy i cierpienia. Przybyli teraz towarzyszyć j ej w ostatniej drodze, choć nawet ich nie znała.
Kiedy położyliśmy mamę na drugim boku, by ją przebrać, powiedziała: Już czas, abym z nimi poszła i spojrzała przez moje ramię. Zaśpiewaliśmy psalm, a ona powtarzała za nami. Z jej oczu można było wyczytać zdumienie, tak jakby kontemplo­wała coś, czego nie sposób wyrazić sło­wami. Poprosiła, abyśmy włączyli świa­tło. Zrobiliśmy tak, choć wiedzieliśmy, że jej spojrzenie wykracza już poza ziem­skie granice. Ścisnęła mocno moją dłoń i powiedziała: Święty Boże, teraz!... Święty Boże... teraz! Pomyślałam, że chce mnie w ten sposób zachęcić do powtarzania krót­kiej modlitwy: Święty Boże, Święty Mocny, Święty a Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem! Wypowiedziała kil­kakrotnie słowa tej modlitwy, a po chwi­li rzekła naglącym głosem: Muszę już iść... Zaczęła poruszać nogami, tak jakby gdzieś szła i na koniec zawołała: Nie zatrzymuj­cie mnie! Po czym jeszcze raz powtórzy­ła Święty Boże, Święty Mocny.... zmiłuj się nade mną i nad całym światem.
Wspólnie z wszystkimi bliskimi, któ­rzy zebrali się w ostatniej godzinie wokół mamy, odmawialiśmy koronkę do Bożego Miłosierdzia. W tym czasie konająca zano­siła własne modlitwy, z naciskiem powta­rzając: Ojcze, mojego ducha! Teraz! ... Teraz! ... Zaczęliśmy więc mówić: Ojcze, w Twoje ręce powierzam mojego ducha, wierząc, iż to właśnie zdanie mama chciała powiedzieć. Powtórzyła nasze słowa, dając do zrozumienia, że dobrze odczytaliśmy jej intencje.



Zobaczyłam, że za nami, po lewej stro­nie chorej, zjawiła się inna grupa osób. Wśród nich rozpoznałam mojego ojca, jedną z babć, ciocię, która mieszkała z nami. Przybyli też inni ludzie, ale ich twa­rzy nie widziałam wyraźnie. Byłam oszo­łomiona tym, co zobaczyłam, ale jedno­cześnie starałam się skupić na mamie. Nagle światło padło przed nią i zobaczy­łam chór Aniołów, którzy śpiewając, scho­dzili z wysokości niebieskich. Ustawi­li się w dwóch rzędach, a kiedy zbliży­li się do nas, rozdzielili się, tworząc krąg wokół zebranych. Była to bardzo uroczy­sta chwila. W tym momencie mama powie­działa, jakby zwracając się do osób, które przybyły towarzyszyć jej w ostatniej dro­dze: Poczekajcie, muszę najpierw zoba­czyć Matkę Bożą! Mój brat powiedział: Mamo, Jezus jest tutaj. Czeka już na cie­bie... Powiedział tak, ponieważ wcześniej mama wspomniała, że widzi Jezusa. Odpo­wiedziała: Muszę jeszcze zobaczyć Mary­ję. Wiele razy słyszała bowiem, że Maryja przychodzi po dusze tych, którzy w godzi­nie śmierci odmawiają różaniec. Podali­śmy mamie obrazek Matki Bożej Wspo­możenia Wiernych, myśląc, że o to właśnie prosiła. Nagle powiedziała: Widzę Ją tam; jest tam... uciekajmy się do Mamity (Ma­musi)! Musimy prosić Ją o przebaczenie...




Czułe objęcie Matki
W tym momencie zobaczyłam Matkę Bożą schodzącą z niebios. Unosząc się nad ziemią, stanęła na wysokości stóp umie­rającej. Zobaczyłam, jak Maryja wycią­ga swoje ręce w kierunku chorej. Mama także wyciągnęła swoje tak, jakby chcia­ła otrzymać coś lub dotknąć czegoś. Matka Boża podała jej rękę. Wówczas mama stra­ciła świadomość, a po chwili oddała ostat­nie tchnienie.
Kiedy jeszcze głowa zmarłej opiera­ła się na moich rękach, pomyślałam, że całe widzenie zaraz zniknie. Byłam jednak świadkiem, jak nagle dusza mamy oddziela się od ciała i unosi nad ziemią. Następnie zbliżyła się do Matki Bożej, która wręczy­ła jej białą suknię, dopasowując rozmiar do koszuli nocnej, którą mama miała na sobie. Zobaczyłam natychmiast mamę ubraną w tę sukienkę. Twarz Maryi wyrażała wielką łagodność. Uśmiechnęła się i objęła mamę. Ta także uściskała Matkę Bożą i opar­ła swą głowę na Jej ramieniu. Na koniec obie wzniosły się do nieba wraz z osobami, które je otaczały. Pokój opustoszał prawie całkowicie. Wreszcie na znak św. Józefa św. Sylwester pobłogosławił nam, a potem obaj zniknęli.
  1   2


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość