Strona główna

Chwała Bożego Miłosierdzia


Pobieranie 26.8 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar26.8 Kb.
Chwała Bożego Miłosierdzia
W drugą niedzielę wielkanoc­ną, tradycyjnie zwaną Nie­dzielą Białą lub Przewodnią, na Placu Św. Piotra w Rzymie od­bywały się uroczystości beatyfika­cyjne o szczególnej wymowie. Oj­ciec Święty wyniósł pięcioro sług Bożych do chwały ołtarzy. W tej grupie było troje Polaków.

Matka Maria Angela Truszkowska, siostra Faustyna Kowalska, Stanis­ław Kazimierczyk, kapłan-zakonnik— mówił w homilii Jan Paweł II — troje nowych polskich błogosławio­nych, nasi nowi orędownicy. W dzi­siejszych czasach tego orędownict­wa świętych i błogosławionych tak bardzo nam potrzeba! Oto szczegól­ny dar Bożej Opatrzności dla Koś­cioła w Polsce — dar dla naszej ojczyzny. Raduj się więc, Kościele polski!

Można zatem mówić, że był to wielki dzień polski. Wskazywał na to sam Papież. Jednak klimat tego dnia i jego duchową specyfikę wyzna­czała obecność wśród nowych bło­gosławionych siostry Faustyny, po­wierniczki Chrystusa Miłosiernego i Jego sekretarki, jak ją sam nazywał w objawieniach. W ten sposób Nie­dziela Przewodnia, w wielu miejs­cach przeżywana jako Święto Miło­sierdzia Bożego, w tym roku, w Rzy­mie — zgodnie z życzeniem Pana Jezusa wyrażonym w objawieniu — stała się niedzielą chwały Bożego Miłosierdzia.

Ojciec Święty nie wyróżniał siost­ry Faustyny, o każdym i każdej z no­wych błogosławionych mówił pięk­ne rzeczy, ale wszystko, co powie­dział, w swej tajemnej głębi rodziło się z orędzia powierzonego tej wy­branej zakonnicy. Motywem prze­wodnim homilii stały się pierwsze słowa Psalmu 117 (118): „Wysła­wiajcie Pana, bo dobry jest, bo na wieki Jego miłosierdzie". Było to — jak podkreślił Papież podczas au­diencji pobeatyfikacyjnej w ponie­działek — wielkie orędzie Bożego Miłosierdzia oraz zachęta do całko­witego zawierzenia Stwórcy.

Papież wychodził do ołtarza dość ciężkim krokiem, z wyraźnym pięt­nem zmęczenia na twarzy. Trudno powiedzieć kiedy i jakim sposobem odzyskiwał siły. Może właśnie w obcowaniu z nowymi błogosła­wionymi, których dawał nam za orę­downików? Jego homilia tchnęła wstrząsającą głębią wiary.



Pozdrawiam Cię, Matko Mario Angelo Truszkowska, Matko wiel­kiej rodziny felicjańskiej. Burza oklasków, jaka przetoczyła się przez Plac św. Piotra, świadczyła niezbi­cie o tym, że wielka jest ta rodzina felicjańska i wielu ma przyjaciół. By­łaś świadkiem trudnych dziejów na­szego narodu i Kościoła, który w tym narodzie sprawował swe po­słannictwo (...). W dniu dzisiejszym pielgrzymuję do Twoich relikwii w moim umiłowanym Krakowie.

W innych językach Papież Woj­tyła wyjaśniał zebranym, że jej naj­większym pragnieniem było stać się „ofiarą miłości", a miłość zawsze rozumiała jako dar z siebie. Kochać znaczy dawać. Dawać wszystko, czego miłość wymaga. Dawać pręd­ko, bez żalu, z radością. Wyjaśnił także, że Matka Angela uformowała tę postawę w sobie na drodze licz­nych cierpień, które przyjmowała z wiarą i prawdziwie heroiczną ule­głością wobec Jego woli: w zam­knięciu i w samotności, w chorobie długiej i bolesnej, pośród ciemnej nocy ducha. Następnego dnia zwię­źle ukazał jej duchowy obraz: wier­na w cierpieniu, wierna w miłości, wierna do końca, bo jej pokarmem było pełnienie woli Tego, który ją posłał (por. J 4, 34).

Składając Bogu dziękczynienie za dar Matki Angeli: „Dziękujcie Panu, bo jest dobry..." — Ojciec Święty zwrócił się do drugiej błogosławio­nej Polki: Pozdrawiam Cię, siostro Faustyno — fala oklasków zalała plac — od dzisiaj Kościół zwie Cie­bie błogosławioną, a zwłaszcza Ko­ściół na ziemi polskiej i litewskiej. Entuzjazm rzesz przeszedł wszelkie oczekiwania. Wystarczyło samo imię, inne słowa stawały się zrozu­miałe same przez się. Radość stopiła tysiące ludzi we wspólnotę chwały Bożego Miłosierdzia. Ilu z nich w różnych zakątkach świata czekało na tę chwilę, kiedy imię Faustyna zostanie wypowiedziane w takich okolicznościach, a powierzone jej orędzie zyska nowy impuls!

O Faustyno — wypowiadał swoje refleksje Papież — jakże przedziwna była Twoja droga! Czyż można nie pomyśleć, że to Ciebie właśnie, ubogą i prostą córkę mazowieckie­go ludu wybrał Chrystus, aby przy­pomnieć ludziom wielką Bożą taje­mnicę Miłosierdzia!

Trzeba było tę zdumiewającą prawdę uroczyście podkreślić wo­bec wielotysięcznej rzeszy Polaków i wiernych innych narodowości właśnie w momencie historycznego fermentu, gdy prawdziwym wartoś­ciom odbiera się szacunek i prawo do istnienia, a wynosi wysoko dobra przemijające, ziemskie patrzenie. „Uboga i prosta", cicha posłuszeńs­twem wiary — została ukazana na obrazie w promieniach Chrystusa Miłosiernego, pod Jego błogosła­wiącą ręką. Dostąpiła chwały, jakiej tylko Bóg może udzielić człowieko­wi.

Urodziła się 25 sierpnia 1905 r., jako trzecie z dziesięciorga dzieci wieśniaczej rodziny we wsi Głogowiec. Na chrzcie otrzymała imię He­lena. Szkoły nie było, a gdy ją zor­ganizowano, limit wieku pozwolił jej ukończyć tylko trzy klasy. W szkole Jezusa była jednak od dzieciństwa aż po dzień ostatni.

Sytuacja materialna rodziny skło­niła ją w wieku 16 lat do pójścia na służbę. Zarabiała na utrzymanie u ludzi zamożnych w Aleksandro­wie i Łodzi. Sama twierdzi jednak, że już w siódmym roku życia usły­szała głos Boży w duszy, czyli za­proszenie do życia doskonalszego (Dzienniczek, 7). Chciała o tym za­pomnieć, lecz Pan Jezus pozostał wierny swemu wyborowi. Ukazał się jej podczas balu: okryty ranami i cierpiący, z gorzką wymówką, że Go zwodzi. Wtedy natychmiast zmieniła swoje życie. Zerwała cał­kowicie z przeszłością, w modlitwie szukała natchnienia na każdy dzień i pomocy w każdej sprawie. Tak dotarła do Zgromadzenia Matki Bo­żej Miłosierdzia w Warszawie, do którego została przyjęta 1 sierpnia 1925 r. W czasie obrzędu obłóczyn otrzymała imię zakonne Faustyna. Od początku nowicjatu Bóg dawał jej dowody jak ją miłuje i prowadzi drogą wewnętrznego oczyszczenia, aby przygotować młodą zakonnicę do wypełnienia przewidzianej dla niej misji.



O Faustyno — zwracał się do niej Namiestnik Chrystusa wobec z górą stu tysięcy ludzi — jak przedziwna była Twoja droga (...). to Ciebie właśnie, ubogą i prostą córkę mazo­wieckiego ludu wybrał Chrystus, aby przypomnieć ludziom wielką Bożą tajemnicę Miłosierdzia (...). Równocześnie tajemnica ta stała się proroczym wołaniem do świata, do Europy (...), jakby w przeddzień straszliwego kataklizmu drugiej wojny światowej (...). Dzisiaj— tak głęboko wierzymy — oglądasz w Bogu owoce Twojego posłannic­twa na ziemi.

Pan Jezus zaczął odsłaniać przed nią to posłannictwo 22 lutego 1931 r. w Płocku. Ukazał się jej w szacie białej, z ręką wzniesioną do błogo­sławieństwa. Z piersi, której dotyka­ła druga ręka, wychodziły dwa pro­mienie: blady i czerwony. Blady promień — wyjaśnił później Pan Je­zus — oznacza wodę, która uspra­wiedliwia dusze, czerwony pro­mień oznacza krew, która jest ży­ciem dusz. Jezus polecił, aby wy­malowała jako obraz to swoje wi­dzenie, dając podpis: „Jezu, ufam Tobie".

Odtąd Boski Mistrz często pou­czał s. Faustynę i odsłaniał przed nią tajemnicę niepojętego Miłosierdzia Bożego, ucząc sposobów, czy dając „naczynia", aby z niego korzystać. Ludzkość jest pogrążona w grzechu, nie liczy się z nadchodzącym dniem sądu, ale Bóg jest Miłosierdziem — pragnie zbawiać, a nie karać — dla­tego przypomina o Swojej miłości miłosiernej. Przygotujesz świat na ostateczne przyjście Moje (Dz.429). Nie znajdzie ludzkość uspo­kojenia, dopóki się nie zwróci z ufnością do Miłosierdzia Mojego (Dz. 300). Apostołko Mojego Miło­sierdzia, głoś całemu światu o tym niezgłębionym Miłosierdziu Moim (Dz. 1142). Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich (Dz. 1728).

Jezus odsłania Miłosierdzie Boże i wzywa do ufności. Miłosierny Chrystus obiecuje wielkie łaski, nawrócenie grzeszników, pokój i śmierć szczęśliwą tym, którzy będą się modlić i tym, za których będą się modlić.

Na polecenie spowiednika i prze­łożonych s. Faustyna spisywała swoje wizje, otrzymywane pouczenia i polecenia, jednak ich treść zacho­wywała w tajemnicy. Doprowadziła do namalowania obrazu, zachęcała do modlitwy do Miłosierdzia Boże­go, sama modliła się w podany jej sposób, ale nie mówiła o objawie­niach. Jej współsiostrom były one nieznane. Dopiero po jej śmierci (5 października 1938 r.) przełożone zaczęły uchylać rąbka tajemnicy. Przynagleniem stała się groźba woj­ny — w objawieniach były także słowa dotyczące Polski. Nabożeńst­wo zataczało coraz szersze kręgi. Po wojnie, gdy dzięki temu kultowi doznano wielu łask, przyszedł czas próby, zawodu i goryczy dla wielu ludzi. W 1959 r. Święte Oficjum wydało zakaz szerzenia nabożeńst­wa do Miłosierdzia Bożego w for­mie zostawionej w pismach s. Faus­tyny.

Pan Jezus osobiście przepowie­dział jej to doświadczenie, przyszło jednak po jej śmierci i dla czcicieli było bardzo ciężkie i niezrozumiałe. Otóż s. Faustyna, mimo wrodzo­nych zdolności, nie miała dostatecz­nego wykształcenia, aby w jedno­znacznej i poprawnej gramatycznie formie wyrażać otrzymywane prze­kazy czy opisywać wizje. Nie było wydania krytycznego „Dziennicz­ka". Mając tylko taki przekaz orędzia Stolica Apostolska wydała owe No­tyfikacje. Nie ustał jednak kult Miło­sierdzia Bożego i samej Faustyny, a Opatrzność znalazła drogi i ludzi. Został wszczęty proces beatyfika­cyjny, przygotowano krytyczne wy­danie Dzienniczka, a kard. Karol Wojtyła, arcybiskup Krakowa, skie­rował pytanie do Kongregacji Nauki Wiary o możliwość rewizji Notyfika­cji z 1959 r. Odpowiedź była pozy­tywna i po zapoznaniu się z wynika­mi badań Paweł VI uchylił zakaz. Kult Miłosierdzia Bożego mógł więc szerzyć się bez przeszkód, a sama sprawa beatyfikacyjna uzyskała no­wy klimat.

18 kwietnia, w Święto Miłosier­dzia, na Placu św. Piotra głos Na­miestnika Chrystusowego brzmiał tonem radosnego spełnienia, osobi­stej i głębokiej radości. Miary tej radości dopełniał fakt, że równocze­śnie wpisywał do albumu błogosła­wionych Stanisława Kazimierczyka, krakowskiego kapłana ze zgroma­dzenia Kanoników Regularnych, o którym powiedział: żarliwy czci­ciel Eucharystii, nauczyciel i obroń­ca prawdy ewangelicznej, przewod­nik na drogach życia duchowego, opiekun ubogich.

Chwała Bożego Miłosierdzia za­jaśniała nad miastem i światem. Jan Paweł II życzył serdecznie, aby sło­wa „Jezu, ufam Tobie" były dla wszystkich serc wciąż jasnym dro­gowskazem, dodając, że nie ma ta­kiej ciemności, gdzie człowiek mu­siałby się zgubić. Jeżeli zaufa Jezu­sowi, zawsze znajdzie się w świetle. Pouczając, że Miłość jest większa od grzechu, od słabości, potężniej­sza od śmierci, że stale gotowa dźwigać, przebaczać — Papież przypomniał swoje słowa z ency­kliki „Redemptor hominis" — tak bardzo pomocne w otwarciu się na chwałę Bożego Miłosierdzia: To ob­jawienie miłości i miłosierdzia ma w dziejach człowieka jedną postać i jedno imię. Nazywa się: Jezus Chrystus (Rh, 9).

Jemu chwała na wieki.

o. Leonard Głowacki OMI



Misyjne Drogi, nr 4/1993


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość