Strona główna

Franciszek Jerzy Powiertowski ocd


Pobieranie 278.88 Kb.
Strona3/9
Data18.06.2016
Rozmiar278.88 Kb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

4. Wstąpienie do Zakonu Karmelitów Bosych


Myśl o życiu zakonnym, o klasztorze i jego tajemniczości, otwierała przed Je­rzym jakieś nowe perspektywy i bardzo go ożywiała. Chociaż nie znał bliżej żad­nego instytutu zakonnego, to jednak bardzo chciał zostać zakonnikiem62. Przyjaciel dotrzymał słowa i po upływie paru dni od ich rozmowy nastąpiło spotkanie Je­rzego z Bogusławem Zajdlerem, podczas którego obaj, zamierzając realizować swoją egzystencję na drodze konsekracji zakonnej, doszli do wniosku, że po­pro­szą o przyjęcie do Zakonu Paulinów63. Czynnikiem, który ich skłaniał do takiego wyboru, był cudowny obraz Matki Bożej Jasnogórskiej. Na zakończenie owoc­ne­go i brzemiennego w skutki spotkania Jerzy poprosił nowego przyjaciela o mo­dli­twę
w jego intencji, aby mógł zrealizować podjętą decyzję64. Nie była to jednak – jak się wkrótce okazało – decyzja ostateczna, ponieważ kilka dni później do zakładu krawieckiego zadzwonił telefon, w którym Bogusław zaprosił Jerzego nazajutrz na uroczystość przywdziania habitu zakonnego i jednocześnie rozpoczęcia przez kandydatkę nowicjatu w klasztorze Karmelitanek Bosych w Warszawie. Miała to być również okazja do spotkania z o. Józefem Prusem65, przełożonym prowin­cjalnym Polskiej Prowincji Karmelitów Bosych, i do porozmawiania z nim na temat powołania zakonnego66. W uroczystości wzięła z pewnością również udział Barbara Zajdler, która już od pewnego czasu myślała o życiu w Karmelu i po­informowała swego brata o planowanym wydarzeniu w wolskim klasztorze Karmelitanek Bosych. Spotkanie z żywym Karmelem i rozmowa z przełożonym prowincjalnym o powołaniu zakonnym, o specyfice powołania do Karmelu św. Te­resy od Jezusa, św. Jana od Krzyża i św. Teresy od Dzieciątka Jezus, oraz
o warunkach przyjęcia do Zakonu okazały się na tyle owocne, że zarówno Bo­gu­sław, jak i Jerzy, postanowili – w uległości Duchowi Świętemu, działającemu poprzez różne wydarzenia, osoby i okoliczności życia – powierzyć swoje życie karmelitańskim mistrzom życia duchowego, którzy otwierali przed nim bardzo interesującą perspektywę ludzkiej egzystencji znajdującą swoją pełnię w Bogu. Wspomniane spotkanie Jerzego z przełożonym prowincjalnym Polskiej Pro­win­cji Karmelitów Bosych mogło się odbyć w październiku lub, co wydaje się bardziej prawdopodobne, na początku grudnia 1943 roku67. Kronika warszawskiego klasz­toru Karmelitanek Bosych odnotowuje wówczas trzy obrzędy obłóczyn: 3 paź­dzier­nika68, 6 grudnia69 i 7 grudnia70. Najprawdopodobniej był to wtorek, 7 grudnia 1943 roku, ponieważ poprzedni dzień, jak wynika z relacji pisemnych, był dniem pracy, czyli poniedziałek71. Nie jest zatem wykluczone, że rozmowa Jerzego z jego przyjacielem Feliksem odbyła się po wieczorku poprzedzającym adwent, który
w 1943 roku rozpoczął się 28 listopada (I niedziela adwentu). Prawdopodobnie podczas tegoż spotkania o. Józef Prus polecił Jerzemu, aby podjął intensywny kurs języka łacińskiego, który był wówczas na co dzień używany w liturgii Kościoła. Nowy kandydat do Zakonu podjął postawione przed nim zadanie z wiel­kim zapałem i w nauce łaciny, z pomocą nauczycielki, wykazywał ogromną pra­cowitość i bardzo szybki postęp72. Jerzy był przekonany o swoim powołaniu do życia zakonnego w Karmelu Terezjańskim i konsekwentnie przygotowywał się je­go realizacji, regulując m.in. wszystkie swoje warszawskie sprawy. Służby woj­skowej nie odbył, ponieważ przeszkodził mu w tym wybuch wojny73.

Rodzice i bracia byli zaskoczeni jego decyzją wstąpienia do Zakonu, po­nieważ nigdy wcześniej nie wspominał o takiej możliwości, ale znając jego ideały oraz konsekwentne dążenie do realizacji wyznaczonych sobie celów, odnieśli się do niej ze zrozumieniem. Ojciec, żartując i biorąc pod uwagę jego umiejętności krawieckie, stwierdził, że będzie w klasztorze łatał habity, co Jerzy przypomniał mu później w jednym ze swoich listów z Czernej74.

Pożegnanie z rodzicami i braćmi było serdeczne i wzruszające. Matka roz­płakała się, ale były to łzy szczęścia75. Jerzy opuszczał Warszawę i wraz z Bogu­sławem Zajdlerem wyjeżdżał, pomimo trwających działań wojennych na terenie Polski, do czerneńskiego nowicjatu odległego o przeszło trzysta kilometrów od rodziny, przyjaciół i znajomych. Po drodze zatrzymali się na chwilę w klasztorze Karmelitanek Bosych w Krakowie na Wesołej, gdzie spotkali się z o. Leonardem Kowalówką OCD, który mieszkał przy klasztorze sióstr i sprawował opiekę nad kilkoma mieszkającymi tam chłopcami, pobierającymi tajnie lekcje z zakresu szkoły gimnazjalnej u dochodzących nauczycieli76. W ten bowiem sposób usiło­wano kontynuować działalność Kolegium Męskiego Karmelitów Bosych w Wado­wicach. Po spożyciu obiadu, wraz z o. Leonardem oraz Wincentym Woźniczką
– trzecim kandydatem do nowicjatu, uczniem tajnej przyklasztornej szkoły gim­nazjalnej, udali się do Czernej. Furtę dawnego eremickiego klasztoru, otoczo­ne­go lasami, przekroczyli – według kroniki czerneńskiej – 13 marca 1944 roku77.

5. Nowicjat


Przełożonym wspólnoty czerneńskiej był wówczas o. Alfons Maria Mazurek, zaliczony przez Jana Pawła II w 1999 roku do grona błogosławionych mę­czen­ni­ków78, a magistrem nowicjatu i jednocześnie zastępcą przełożonego o. Bazyli Jabłoński, człowiek bardzo szlachetny, prawy i głęboko zaangażowany w życie duchowe79. Do marca 1944 roku, przez okres trzech lat, nie przyjmowano no­wych kandydatów do nowicjatu ze względu na działania wojenne. Magister nowicjatu zajmował się wtedy klerykami, którzy wcześniej ukończyli nowicjat
i kontynuowali w Czernej studia filozoficzno-teologiczne. Przedłużająca się wojna skłoniła jednak o. Józefa Prusa, przełożonego prowincjalnego, do wznowienia
w Czernej formacji nowicjackiej i przyjęcia kandydatów do Zakonu. W takich okolicznościach do czerneńskiego nowicjatu trafili trzej nowi kandydaci: Jerzy Powiertowski, Wincenty Woźniczka i Bogusław Zajdler.

Jerzy zamieszkał w celi sąsiadującej z ówczesną kaplicą nowicjacką80, która po dobudowaniu piętra nowicjackiego81 wraz z nową kaplicą stała się miej­scem spowiedzi dla nowicjuszy i zakonników. Przez pierwsze dwa dni, podobnie jak dwaj pozostali kandydaci, nie uczestniczył w życiu wspólnoty zakonnej, lecz oddawał się lekturze82 i, jak pisał do rodziny, łowił co jakiś czas odgłosy kroków zakonników udających się na modlitwę lub na inne zebranie wspólnoty albo moc­ny głos dzwonu wzywający wspólnotę na przypadające w tym czasie czynności


i praktyki pobożne83. W trzecim dniu pobytu w klasztorze odbył się wymagany przez Konstytucje Zakonu egzamin, przeprowadzony przez przeora i egzami­na­torów konwentu, dotyczący wiedzy, zdrowia i innych spraw wymaganych do rozpoczęcia postulatu84. Jerzy zdał go pomyślnie i został dopuszczony do życia
w czerneńskiej wspólnocie zakonnej85. W liście napisanym z tego okresu do ro­dziny jeszcze przed Wielkanocą, która przypadała wówczas 9 kwietnia86, stwier­dza, że rozpoczęcie życia we wspólnocie zakonnej traktuje jako przygotowanie do nowego życia, w które wchodzi szczęśliwy, zdrowy i pełen zapału, i które po­strze­ga jako „czwarty wymiar”, świat pełen rozmodlonej ciszy, miejsce przeni­kania jakiegoś promienistego światła napełniającego wnętrze człowieka niewy­sło­wio­nym pokojem i kierującego jego myśli ku blisko odczuwanej Nieskończoności87. We wspólnocie dostrzega szczerą radość. Wykorzystując swoje zdolności, od czasu do czasu gra na fisharmonii, razem z innymi śpiewa psalmy, uczestniczy czynnie w modlitwie brewiarzowej, a najbardziej ceni sobie modlitwę myślną, czyli medytację88.

Po prawie miesięcznym przygotowaniu Jerzy otrzymał, wraz z pozo­sta­ły­mi kandydatami, habit zakonny. Ceremonia odbyła się 8 kwietnia (Wielka Sobota)


w kaplicy nowicjackiej, pod przewodnictwem o. Bazylego Jabłońskiego, magi­stra nowicjatu, ale nie oznaczała ona rozpoczęcia kanonicznego nowicjatu i nie była związana z nadaniem nowego imienia89. Tego rodzaju obrzęd nie był prze­widziany ani przez prawo własne Zakonu ani przez praktykę w Polskiej Pro­wincji. Przeprowadzono go najprawdopodobniej ze względu na bezpieczeństwo kandydatów, którzy nosząc habit zakonny, zarówno w klasztorze, jak i poza nim, byli uważani przez władze okupacyjne za zakonników. Niemniej jednak ceremo­nia „prywatnych obłóczyn” wywarła na Jerzym duże wrażenie, a zwłaszcza gest braterskiego uścisku ze strony poszczególnych zakonników wyrażający przyjęcie do grona wspólnoty90. Rezygnacja z cywilnego ubrania i przywdzianie habitu Jerzy uważał jako zerwanie z dawnymi czasami i rozpoczęcie nowego życia91.

Po przyjęciu habitu zakonnego rozpoczął się właściwie normalny proces formacyjny, przewidziany w nowicjacie. Postulanci w habitach zostali wprowa­dzeni w pełny rytm życia wspólnoty zakonnej92.

Właściwe obłóczyny i jednocześnie rozpoczęcie kanonicznego nowicjatu miały miejsce 16 maja, we wspomnienie św. Szymona Stocka, związanego bar­dzo mocno z historią szkaplerzna NMP z Góry Karmel. Uroczystej ceremonii
w chórze zakonnym przewodniczył o. Józef Prus, prowincjał, a Jerzy otrzymał przy tej okazji imię Franciszek od św. Józefa93. Pozostali dwaj kandydaci, Bogu­sław Zajdler i Wincenty Wodniczka, otrzymali odpowiednio imiona: Andrzej Bo­bola od Królowej Polski i Mieczysław od Ducha Świętego94.

Nowicjusze rozpoczynali dzień, podobnie jak cała wspólnota, poranną pobudką o godz. 4.1595, przesuniętą później na godz. 4.4596; współzawodniczyli


w tym, kto pierwszy da znak kołatką, budząc współbraci i wzywając ich do od­da­wania czci Bogu. Następnie zbierali się w chórze zakonnym na modlitwę bre­wiarzową, godzinną medytację i Mszę św. Po śniadaniu i drobnych porządkach
w celi czas przedpołudniowy był poświęcony na półgodzinną lekturę tekstów
o tematyce duchowej, pracę i lekcję z magistrem. W południe rachunek sumienia, modlitwa Anioł Pański i obiad, a następnie godzinna rekreacja i godzinny od­po­czy­nek, a po nim modlitwa brewiarzowa i praca. O godz. 18.00 godzinna medytacja,
a po niej kolacja, rekreacja i modlitwa na zakończenie dnia. Nocny spo­czynek był podzielony na dwie części godzinną modlitwą brewiarzową o północy97.

Dopełnieniem zewnętrznego obrazu życia w nowicjacie były okresowe obowiązki, cotygodniowa spowiedź98, osobiste praktyki pobożne, cotygodniowe kapituły wspólnoty – zwane kapitułami win – poświęcone mobilizacji do gor­liwości życia zakonnego i eliminowaniu zachowań hamujących tę gorliwość lub


z nią sprzecznych99, spotkania wspólnoty – odbywające się co najmniej dwa razy
w miesiącu – zwane kolacjami duchowymi100, sprawozdania duchowe u ma­gi­stra, doroczne rekolekcje101, czwartkowe poobiednie przechadzki po okolicy102, całodzienne rekreacje raz w miesiącu w okresie od Wielkanocy do 14 września – święta Podwyższenia Krzyża świętego103. Z relacji br. Franciszka wynika, że peł­nił m.in. obowiązek furtiana nowicjatu104 i kapelana Najświętszej Maryi Panny105 oraz wykonywał różne prace porządkowe w klasztorze106; korzystał z sakramentu pokuty w każdą środę107, co było zazwyczaj połączone z praktyką kierownictwa duchowego. Jego spowiednikiem zwyczajnym i kierownikiem duchowym był
o. To­masz Pikoń, wówczas pierwszy radny prowincjalny108; uczestnicząc w ko­la­cjach duchowych mówił o Maryi109 i o śmierci110; składał sprawozdania ma­gi­stro­wi nowicjatu ze swojego postępu duchowego111, korzystając przy tym ze spe­cjal­nego schematu112; wspomina o jednej całodziennej rekreacji113. W każdy czwartek nowicjusze i klerycy po obiedzie wybierali się z magistrem na kilkugodzinną przechadzkę po okolicy114. Ponadto, za sugestią o. Alfonsa Mazurka, przeora kla­sztoru, Franciszek trzy razy w tygodniu, tj. w poniedziałki, środy i piątki, grał po pół godziny na fisharmonii, aby nie utracić nabytej umiejętności115 oraz akom­pa­niował wspólnocie zakonnej przy śpiewie Te Deum laudamus w czasie modlitwy nocnej o północy116.

Chociaż porządek dnia tworzył określoną atmosferę i styl życia, to jednak Franciszek cały urok rozpoczętego życia zakonnego dostrzegał w ciszy i szczę­ściu wewnętrznym, jakie go przenikały i napełniały – jak sam pisał – „innym świa­tem, którego drogi nikną w nieskończoności” 117. Porządek dnia oraz przewidziane


w nim zajęcia i inne czynności miały jedynie sprzyjać zasadniczemu wysiłkowi zmierzającemu do odkrywania szerszych horyzontów ludzkiej egzystencji i istot­niejszych celów ludzkiego życia oraz konsekwentnego rozwoju duchowego, ukie­runkowanego na świat Boga sięgający nieskończoności i wieczności118. To z kolei sprawiało, że Franciszek czuł się szczęśliwy119. Porządek dnia uważał za prawdziwe dobrodziejstwo, ponieważ ułatwiał on należyte wykorzystanie czasu i mobilizował do gorliwości w życiu zakonnym120.
1   2   3   4   5   6   7   8   9


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość