Strona główna

Irena Sendlerowa matka dzieci Holocaustu


Pobieranie 26.27 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar26.27 Kb.
Irena Sendlerowa - matka dzieci Holocaustu
Irena Sendlerowa, z domu Krzyżanowska, z wykształcenia jest polonistką, z zamiłowania działaczką społeczną, w najszerszym i najpiękniejszym znaczeniu tego słowa.
Urodziła się 15 lutego 1910 roku w Warszawie. W rodzinie o wielkich patriotycznych tradycjach. Pradziadek ze strony matki - Janiny Krzyżanowskiej - był zesłańcem z Powstania Styczniowego (1863). Ojciec - Stanisław Krzyżanowski - lekarzem, społecznikiem, który w 1917 roku, roku wielkiej epidemii tyfusu, zaraził się tą chorobą od swoich pacjentów i zmarł w wieku czterdziestu lat.
Chociaż Irena Sendlerowa miała zaledwie siedem lat, gdy odszedł jej ukochany ojciec, na całe dorosłe życie zapamiętała jego słowa, że ludzi dzieli się na dobrych i złych. Narodowość, rasa, religia, pochodzenie społeczne i wykształcenie - nie mają znaczenia. Tylko to, jakim kto jest człowiekiem. Druga zasada, której nauczono ją w dzieciństwie, to obowiązek podania ręki tonącemu. Każdemu, kto jest w potrzebie.
Irena Sendlerowa już w czasie studiów na Uniwersytecie Warszawskim nie pozostawała obojętna na los kolegów Żydów, którzy cierpieli z powodu antysemityzmu na uczelni w latach trzydziestych. Wstąpiła wtedy do Polskiej Partii Socjalistycznej, której aktywną działaczką była także w czasie II wojny światowej i w okresie powojennym. Ta wyniesiona z rodzinnego domu wrażliwość na los biednych i krzywdzonych zdeterminowała jej dorosłe życie i miała wpływ na podjęcie walki z otaczającym złem.
"Trzeba pamiętać i wciąż to powtarzać, że ze wszystkich form działalności konspiracyjnej w Polsce, w latach okupacji hitlerowskiej, akcja pomocy Żydom należała do najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych - mówi Irena Sendlerowa. Każdy odruch czynnego współczucia dla prześladowanych od jesieni 1939 roku Żydów był zagrożony karą śmierci. Śmierć groziła nie tylko za ukrywanie osób pochodzenia żydowskiego, nie tylko za dostarczanie im aryjskich dokumentów, lecz nawet za sprzedanie czegokolwiek, ofiarowanie jałmużny, szklanki wody lub kromki chleba czy wskazanie drogi ucieczki".
Jak to się stało, że młoda, zaledwie 29 letnia kobieta, w chwili wybuchu wojny zaangażowała się tak bezgranicznie w sprawę ratowania żydowskich dzieci? Bo trzeba to wyraźnie podkreślić: Irena Sendlerowa stworzyła siatkę zaufanych (najpierw pięciu, potem dziesięciu, a następnie dużo więcej) osób, zanim powstała Żegota, do której zresztą wstąpiła wkrótce po jej powołaniu z inicjatywy znanej pisarki Zofii Kossak-Szczuckiej. Rada Pomocy Żydom imienia Konrada Żegoty powstała dopiero jesienią 1942 roku, po Wielkiej Akcji wywózek do Treblinki, gdy z warszawskiego getta wywieziono ponad trzysta tysięcy ludzi. Irena Sendlerowa miała już wówczas ogromne doświadczenie w ratowaniu Żydów - dzieci i dorosłych.
Od 1932 roku pracowała w Wydziale Opieki Społecznej i Zdrowia miasta Warszawy. Na mocy przepisów z 1923 roku, wieloma formami państwowej opieki społecznej byli objęci przed wojną również najbiedniejsi mieszkańcy społeczności żydowskiej. Z chwilą wkroczenia do Warszawy Niemców, te przepisy przestały obowiązywać. Z pracy w Wydziale Opieki zostali zwolnieni wszyscy Żydzi, koleżanki i koledzy Ireny Sendlerowej. Po stworzeniu dzielnicy żydowskiej w 1940 roku, ich dawni podopieczni zostali sami, pozbawieni jakiejkolwiek formy pomocy. A po zamknięciu getta w 1941 roku, sytuacja zdrowotna jego mieszkańców na skutek głodu, chorób (głównie gruźlicy i tyfusu) i przeludnienia stawała się coraz bardziej dramatyczna.
Irena Sendlerowa od pierwszych dni okupacji łączyła oficjalną, dawną pracę w Wydziale Opieki z działalnością konspiracyjną bez pomocy jakiejkolwiek - społecznej, politycznej lub wojskowej - organizacji podziemnej. Ponieważ Niemcy bali się epidemii tyfusu, pozwalali Polakom na kontrolę sanitarną w dzielnicy zamkniętej. Najpierw dwie (a później więcej!), pracownice opieki społecznej, jako pielęgniarki kolumny sanitarnej miały swobodny wstęp do getta. Po zapoznaniu się z tragiczną sytuacją jego mieszkańców, mając kontakty z dawnymi koleżankami, które w getcie zajmowały się dziećmi i młodzieżą, siostra Jolanta (konspiracyjny pseudonim Sendlerowej) podjęła się niezwykle odpowiedzialnej i ważnej roli. Polegała ona początkowo na organizowaniu pomocy doraźnej. Przemycano do getta żywność, ubrania, lekarstwa. Ale to była kropla w morzu potrzeb! Dość szybko zorientowano się, że nie sposób ocalić wszystkich, pomóc większości. Ale można było zorganizować bezcenną pomoc dla najsłabszych mieszkańców getta - dzieci.
Ratowano je na wiele sposobów. Wybrany sposób ratowania każdego żydowskiego dziecka był inny. Zależało to od jego wieku, wyglądu, od tego, czy dziecko mówiło po polsku, znało polskie obyczaje, modlitwy, piosenki. To warunkowało jego dalszy los po aryjskiej stronie. Bardzo małe dzieci (nawet niemowlęta!) były usypiane luminalem i wywożone w workach, pudłach, drewnianych skrzynkach, w karetce sanitarnej. Nieco starsze dzieci, też uśpione i dobrze schowane, przemycano pierwszym rannym tramwajem, którym kierował zawsze ten sam, zaufany motorniczy. Dzieci kilkuletnie, opuszczały getto przez gmach sądów na Lesznie lub kościół, który też miał dwa wejścia i wyjścia. To były niemal "komfortowe" drogi ucieczek, zarówno dla dzieci, jak i łączniczek Ireny Sendlerowej. Wcale nierzadko jedyną drogą ratunku były kanały i piwnice domów tuż przy murach getta. Dzieci dużo starsze i młodzież mogły opuścić getto tylko z tak zwanymi brygadami pracy. Wczesnym świtem wmieszane w tłum ludzi dorosłych, wychodziły z nimi do pracy fizycznej po aryjskiej stronie. Za murem łącznicy przejmowali nad nimi dalszą opiekę. Wszystkie dzieci, bez względu na wiek, trafiały najpierw do jednej z dziesięciu tzw. domowych placówek pogotowia opiekuńczego. Tu przechodziły (w zależności od potrzeb dziecka!) kilkudniowy lub kilkutygodniowy okres aklimatyzacji w nowych warunkach. W tym czasie przygotowywano dla nich fałszywe (ale oryginalne!) dokumenty tożsamości. Uczono je polskich wierszy, piosenek, modlitw. Dbano o ich odżywienie i stan zdrowia. Wraz z nową metryką i czystym ubraniem dostawały szansę na dalsze życie. Niektóre z dzieci trafiały do zaprzyjaźnionych polskich rodzin w Warszawie i poza stolicą. Część umieszczano w zaprzyjaźnionych zakładach opiekuńczych, które prowadzili księża i siostry zakonne. Pani Irena Sendlerowa zorganizowała też na dużą skalę akcję poszukiwania dzieci żydowskich, które same bądź z pomocą innych osób wydostały się getta i błąkały po ulicach, a nawet przedmieściach Warszawy. Dzieci te najczęściej były po traumatycznych przeżyciach. Bywało, że na ich oczach zginęli najbliżsi. Tygodniami, a nawet miesiącami pomieszkiwały w piwnicach, schowkach, ziemiankach. Były w jak najgorszym stanie zdrowia, wymagały opieki lekarskiej i pielęgnacyjnej. O tym wszystkim myślała i to wszystko nadzorowała osobiście siostra Jolanta. I takie jej imię zapamiętały uratowane dzieci.
Gdy w 1983 roku Irena Sendlerowa pojechała do Jerozolimy zasadzić swoje drzewko, kobiety i mężczyźni, których ocaliła jako dzieci wołały do niej: "Jolanto! Pamiętam, że to pani trzymała mnie za rękę. To z panią wyszedłem z getta! To w pani domu spędziłam pierwszą noc poza murami". Jeden z uratowanych z żalem zapytał: "Jolanto, jak moja matka mogła mnie oddać?". Na co z ust Ireny Sendlerowej usłyszał: "Matka oddała pana z miłości!".
Irena Sendlerowa jest kojarzona z działalnością Żegoty. I słusznie! Ale trzeba to z całą mocą podkreślić, że kiedy Żegota rozpoczęła swoją aktywną działalność (dopiero w styczniu 1943 roku!), większość dzieci, które wyprowadziła z getta grupa dzielnych i ofiarnych łączniczek były już w bezpiecznych miejscach. Ale na ich utrzymanie potrzebne były pieniądze, których Irena Sendlerowa nie miała. Gdy dowiedziała się o powołaniu Żegoty, niezwłocznie udała się do domu przy ulicy Żurawiej 24 na spotkanie z przewodniczącym Julianem Grobelnym. Przedstawiła mu dotychczasową swoją działalność i problemy finansowe, wobec których była bezradna. Wkrótce została kierownikiem referatu dziecięcego. Musiała kontrolować bieżące potrzeby uratowanych dzieci. Dostarczać pieniądze na ich utrzymanie nowym polskim opiekunom. Ale robiła coś jeszcze. Nikt nie wiedział, jak długo potrwa wojna. Nikt nie był pewny własnego losu i losu swoich najbliższych. Ale myślano o tym, co będzie, w tej nieznanej przyszłości z uratowanymi dziećmi. Aby nie były stracone dla społeczności żydowskiej, Irena Sendlerowa prowadziła spis ratowanych dzieci. Obok ich imion i nazwisk żydowskich notowała imiona i nazwiska polskie oraz dane o ich dalszym miejscu pobytu. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności ta lista nie wpadła w ręce Niemców, kiedy 20 października 1943 roku Irena Sendlerowa została aresztowana. Wąskie paski bibułki z bezcennymi danymi o dzieciach, które zostały ukryte w bezpiecznych miejscach, uratowała Janina Grabowska, łączniczka Ireny Sendlerowej, przypadkowo obecna przy aresztowaniu.
Ta lista ocaliła też życie samej Irenie Sendlerowej! Koledzy z Żegoty nie wiedzieli, co się stało z listą. Mieli pełną świadomość ogromnej odpowiedzialności za przyszły los tych dzieci. Gdyby Irena Sendlerowa zginęła, nikt nie umiałby dotrzeć do rodzin, które je ukrywały. Stąd ryzykowna decyzja władz Żegoty, aby za wszelką cenę ratować Jolantę. Wykorzystano konspiracyjne znajomości i znaleziono w siedzibie gestapo volksdeutscha, który za łapówkę wyprowadził Irenę Sendlerową z alei Szucha na plac na Rozdrożu i kazał jej uciekać. Była już po stu dniach spędzonych na Pawiaku, po serii okrutnych przesłuchań i tortur. Z wyrokiem śmierci była już pogodzona. Nie liczyła na cud. A jednak! Kilka dni później swoje nazwisko widziała na listach rozstrzelanych. Sama znalazła się w sytuacji, w której od kilku już lat byli jej podopieczni. Musiała się ukrywać. Dostała dokumenty na inne nazwisko, zmieniła mieszkanie, wygląd. Ale w konspiracji działała nadal. Aż do wybuchu Powstania Warszawskiego. Kilka dni wcześniej cudownie ocaloną listę dzieci ukryła w słoiku, który zakopała w ogródku innej swojej łączniczki, Jadwigi Piotrowskiej. Przetrwał wojnę pod jabłonką przy ulicy Lekarskiej 9.
Wyzwolenie Warszawy 17 stycznia 1945 roku zastało Irenę Sendlerową - po wielu dramatycznych przeżyciach powstańczych - na Okęciu. W wolnej już Polsce, w zrujnowanej Warszawie, zaczęła życie od zera, jak wielu dawnych i nowych mieszkańców stolicy.
Przez kilkadziesiąt powojennych lat robiła to samo co przed 1939 rokiem. Zajmowała się pomocą najbiedniejszym mieszkańcom miasta. Służyła swoim talentem organizacyjnym, wiedzą i doświadczeniem pracując na różnych stanowiskach. Organizowała sierocińce dla dzieci, które w czasie wojny straciły rodziców i dziadków, domy starców i zakłady opiekuńcze dla "gruzinek" - kilkunastoletnich dziewcząt, którym wojna odebrała nie tylko młodość, ale i godność osobistą.
Spis uratowanych dzieci - słynną dziś "listę Sendlerowej" - przekazała koledze z Żegoty, Adolfowi Bermanowi, który po wojnie został przewodniczącym Centralnego Komitetu Żydów. Na podstawie tej listy organizacje żydowskie przez kilka lat (do 1950 roku) na terenie całej Polski szukały żydowskich dzieci, które umieszczano w sierocińcach. Większość z tych dzieci wyjechała potem do powstałego w 1948 roku Izraela. Po nieliczne tylko zgłosili się krewni, którzy ocaleli z Zagłady w Polsce lub w innych krajach Europy, Stanach Zjednoczonych. Pewna grupa jednak została w Polsce, w nowych polskich rodzinach.
Uratowane dzięki Irenie Sendlerowej dzieci Holocaustu są dzisiaj w przedziale wieku 65-80. Reprezentują różne zawody. Są wśród nich lekarze, naukowcy, prawnicy, nauczyciele, dziennikarze i artyści. Mieszkają w kilku krajach świata. Prawie wszyscy założyli rodziny. Mają dzieci i wnuki. Ale bez względu na miejsce obecnego życia, jego warunki, wciąż pamiętają o tym, co przeżyli jako małe dzieci. Trauma jest wciąż obecna w ich życiu. Niektórzy szukają zapomnienia dosłownie na końcu świata. Zmieniają co kilka lat miejsce pobytu. Ale wracają do miejsc tragicznych wspomnień. Do Polski. Do Warszawy. Odwiedzają Irenę Sendlerową, której opowiadają swoje dalsze powojenne losy. Nie wszyscy jednak wiedzą, że to jej - bohaterskiej kobiecie o nieustraszonym sercu - obecnie 97 letniej starszej pani, zawdzięczają życie.
Poza własnymi dziećmi - urodzonymi już po wojnie - Irena Sendlerowa miała dwie starsze od nich wychowanki, żydowskie dziewczynki, którym stworzyła nowy dom, umożliwiła zdobycie wyższego wykształcenia. Jedna z nich mieszka w Polsce. Druga w Izraelu. Ta druga, po wielu już latach napisała w liście: "Wiesz, dlaczego byłam dla ciebie taka niedobra, opryskliwa, nieczuła? Bo twoja dobroć targała moje serce rozpaczą. Myślałam wtedy - kto dał ci prawo zastąpić mi moją matkę?".
O wojennej działalności Ireny Sendlerowej przez lata wiedziała tylko grupa badaczy i historyków zajmujących się Holocaustem. Mimo iż już w 1965 roku Irena Sendlerowa otrzymała tytuł "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata", a dwa lata później jej relacja na temat ratowania Żydów została opublikowana w książce Zofii Lewinówny i Władysława Bartoszewskiego Ten jest z ojczyzny mojej, świat (ale i Polska) dowiedział się o jej niezwykłych czynach dopiero w 1999 roku. Stało się to za sprawą czterech amerykańskich uczennic z miasteczka Uniontown w pobliżu Kansas City. Szukając tematu do szkolnego przedstawienia, znalazły w jednej z gazet informację o kobiecie, która podczas okupacji niemieckiej w Polsce przyczyniła się do uratowania dwóch i pół tysiąca żydowskich dzieci. Napisały o niej sztukę Życie w słoiku (Life in a Jar), która jest grana od tamtej pory w różnych miejscach, dla różnych środowisk w Stanach Zjednoczonych, ale i w Kanadzie. Trzykrotnie były z tym przedstawieniem w Polsce. Poznały bohaterkę swojej sztuki i utrzymują z nią stały, serdeczny kontakt. Patronuje temu nauczyciel dziewcząt Norman Conard.
10 marca 2002 roku świątynia B’nai Jehudah zorganizowała uroczystość przyznania nagrody Tikkun Olam ("Za wkład w naprawę świata"). Ten dzień ogłoszono "Dniem Ireny Sendler" dla dwóch stanów: Kansas i Missouri.
W lipcu 2003 roku Irena Sendlerowa została laureatką Nagrody imienia Jana Karskiego ("Za męstwo i odwagę"), a w listopadzie tegoż roku otrzymała najwyższe polskie odznaczenie Order Orła Białego. W tym samym roku Stowarzyszenie Dzieci Holocaustu zgłosiło po raz pierwszy kandydaturę Ireny Sendlerowej do Pokojowej Nagrody Nobla.
W roku 2004 w wydawnictwie MUZA ukazała się książka Matka dzieci Holocaustu. Historia Ireny Sendlerowej. Dwa lata później została przetłumaczona i wydana w Niemczech (wydawnictwo Deutsche Verlags-Anstalt). Na podstawie historii życia Ireny Sendlerowej powstały filmy dokumentalne i audycje radiowe.
24 marca 2006 odbyła się uroczystość wręczenia nagrody "Za naprawianie świata" imienia Ireny Sendlerowej dla nauczycieli historii, którzy poprzez swą pracę z młodzieżą dowiedli, iż uczą w duchu tolerancji i poszanowania innych. Pierwszymi laureatami zostali Robert Szuchta i Norman Conard.
W jednym z wywiadów Irena Sendlerowa powiedziała: "Żeby świat był lepszy, konieczna jest miłość do każdego człowieka. I tolerancja, bez względu na rasę, religię i narodowość". Gdy jeden z dziennikarzy zapytał czy w czasie wojny ratując żydowskie dzieci działała z pobudek religijnych, odpowiedziała: "Nie, działałam z potrzeby serca".
Słynny werset z Talmudu: "Kto ratuje jedno życie, to jakby ratował cały świat", które stało się mottem działalności Instytutu Yad Vashem, znalazł pełne potwierdzenie w wojennej działalności Ireny Sendlerowej. Ale jak wielu Sprawiedliwych, Irena Sendlerowa jest skromna w ocenie swoich dokonań. "Pragnę jak najmocniej podkreślić - opowiada - że to nie my, ratujący jesteśmy jakimiś bohaterami. Prawdziwymi bohaterami były żydowskie dzieci i ich matki, które obcym ludziom powierzały najbliższe sercu istoty. Ciągle mam wyrzuty sumienia, że tak mało zrobiłam". Przy innej okazji mówiła: "Długie życie przeszło mi bez oglądania się za nagrodami, za uznaniem. Starałam się żyć po ludzku, co nie zawsze bywa łatwe, zwłaszcza gdy człowiek skazany jest na unicestwienie. Każde uratowane przy moim udziale dziecko żydowskie jest usprawiedliwieniem mojego istnienia na tej ziemi, nie tytułem do chwały. I dziś, w kraju i na świecie, jest wiele bolesnych problemów, wiele tragedii, którym trzeba się przeciwstawiać. I dostrzec także tych, którzy spieszą skrzywdzonym na ratunek. Wierzę, że się nie zawiodą!".
Irena Sendlerowa w 2007 roku jest nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Izraela Ehuda Olmerta.
Anna Mieszkowska, autorka książki Matka dzieci Holokaustu


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość