Strona główna

Jan Ciechowicz


Pobieranie 55.73 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar55.73 Kb.
Słupskie Prace Filologiczne • Seria Filologia Polska 3 • 2004

Jan Ciechowicz


Uniwersytet Gdański
Gdańsk


CUD W KALISZU. TRZY SEZONY TEATRALNE
IZABELLI CYWIŃSKIEJ




Profesorowi Kazimierzowi Cysewskiemu – Kazikowi

z przyjaźnią sięgającą poza grób
1.
Cud mniemany, czyli po prostu Krakowiacy i Górale Wojciecha Bogusławskiego, patrona teatru kaliskiego, grany był po raz pierwszy nad Prosną najpewniej w sierpniu 1800 roku1, w budzie postawionej na potrzeby teatru w ciągu dwóch tygodni. Publiczność tej prezentacji musiała zapamiętać kwestie górala Bryndasa, który zadziwiony wyczynami studenta Bardosa (granego przez samego Bogusławskiego) konstatował:
Wreszcie, diabeł to rozumi,

Co ten cłowiek mądry umi2.
Również w tym sensie, że dochody trupy Teatru Narodowego były w Kaliszu „nad spodziewanie znaczne”, wręcz pozwoliły Bogusławskiemu na utrzymanie antrepryzy „przez resztę lata”3. Przez następne dwa stulecia grano na kaliskiej scenie Cud mniemany wielokrotnie. Mniemany, czyli pozorny, domniemany, „na niby”. Później grano także w Kaliszu Najzwyklejszy cud Szwarca. O cudzie prawdziwym
w teatrze kaliskim za dyrekcji Izabelli Cywińskiej (1970-1973) pisali już w latach siedemdziesiątych: Maciej Karpiński i Anna Schiller4.
2.
Czyżby „wielkie dni małej sceny”? Jak w czasach Horzycy w Toruniu, Galla
w Gdyni, Skuszanki i Krasowskiego w Nowej Hucie, Byrskich w Kielcach czy chociażby Ziębińskiego w Koszalinie? Frankowska i Szydłowski mieli nawet odwagę zestawiać kaliską dyrekcję Cywińskiej z łódzką dyrekcją Dejmka. Jak to było naprawdę – pytał w takich sytuacjach Antoni Słonimski? Znamienne, że Marta Fik
w swojej fundamentalnej syntezie Kultura polska po Jałcie – pomyślanej i zapisanej w formie kroniki, która wiele pomieściła – ani razu nie wymieniła w latach 1970-
-1973 nazwiska Cywińskiej; nie odnotowała również żadnego przedstawienia z Kalisza, chociaż jako recenzent teatralny pisała wówczas o kaliskich Szewcach Witkacego, Rajskim ogródku Różewicza i Domu kobiet Nałkowskiej5. Dla Marty Fik
z perspektywy III Rzeczpospolitej lata 1970-1973 to był czas Ulissesa Joyce’a–
–Słomczyńskiego w wersji Hübnera oraz Termopil polskich Micińskiego w wersji Hebanowskiego i Okopińskiego z Gdańska. Czas Ameryki Kafki w inscenizacji Grzegorzewskiego i Elektry Giraudoux w inscenizacji Dejmka z Warszawy. Przede wszystkim jednak były to tłuste lata Starego Teatru z Krakowa, gdzie całą serię wybitnych realizacji zaproponował Konrad Swinarski (Sen nocy letniej i Wszystko dobre, co się dobrze kończy Szekspira, Dziady Mickiewicza, ale i Żegnaj, Judaszu
Iredyńskiego). Na prestiżową nagrodę „Drożdży”, wręczoną Staremu Teatrowi przez tygodnik „Polityka” w roku 1974, zapracowali jeszcze (poza Swinarskim): Andrzej Wajda (głównie jako reżyser Biesów Dostojewskiego) oraz Jerzy Jarocki (głównie jako reżyser Matki Witkacego). W kręgu polskich teatrów alternatywnych lata siedemdziesiąte przyniosły m.in. przedstawienia W rytmie słońca wrocławskiego Kalamburu oraz Spadanie krakowskiego STU. Jednym słowem, liczył się wtedy przede wszystkim teatralny Kraków, Warszawa (bo jeszcze Witkacy w Studio
u Szajny), Gdańsk, ale nie Kalisz.
3.
Pierwszą umowę o pracę podpisała z Teatrem im. Bogusławskiego Maria (nie Izabella) Cywińska-Adamska (żona Jerzego) 28 marca 1970 roku jako konsultant programowy z pensją 3 tysiące (grupa pracownicza B)6. Mieszkała wówczas jeszcze w Warszawie przy alei Zjednoczenia 38. Miała za sobą ukończone w roku 1966 studia w zakresie reżyserii dramatu z ogólną oceną dobrą (ona sama i 16 mężczyzn). Na dyplomie reżyserskim można przeczytać, że Cywińska urodziła się we Lwowie 22 marca 1935 roku7. Tak naprawdę jednak urodziła się w Kamieniu Puławskim nad Wisłą z matki Elżbiety z Łuszczewskich i ojca Andrzeja, później długoletniego dyrektora NOT-u w Szczecinie. Zanim dostała się na studia reżyserskie – bodaj za trzecim podejściem – ukończyła na Uniwersytecie Warszawskim etnografię. W latach 1956-1959 była asystentem w Instytucie Historii Kultury Materialnej PAN.
W roku 1960 zaczęła pełnić funkcję asystenta reżysera przede wszystkim w warszawskim Teatrze Powszechnym. Na Miodowej uczyli Cywińską Axer i Korzeniewski (niezmiennie surowy), Szletyński i Zaniewska. Krytykę tekstu miała z Edwardem Csató, zaś historię teatru z Jerzym Adamskim, którego została żoną dokładnie 23 listopada 1963, będąc na trzecim roku.

Przedstawieniem dyplomowym Cywińskiej-Adamskiej była realizacja Męża


i żony
Fredry w Teatrze im. Węgierki w Białymstoku, gdzie wkrótce wyreżyserowała także Dozorcę Pintera, jej właściwy debiut. Zanim objęła Kalisz, zdążyła zrobić prawo jazdy (jeździła wówczas „Skodą” 100 S) i wystawić w poznańskim Teatrze Nowym m.in. Klątwę Wyspiańskiego i Przepióreczkę Żeromskiego. Kaliski Teatr im. Bogusławskiego obejmowała po Alinie Obidniak (1964-1970), u której kierownikiem literackim był Piotr Kuncewicz. Teraz miejsce Obidniak zajęła Cywińska,
a miejsce Kuncewicza – Andrzej Falkiewicz. Kuncewicz i Falkiewicz byli tak ważni u Obidniak i Cywińskiej, jak do niedawna jeszcze Chojka u Nowary. Warto może przypomnieć, że Andrzej Falkiewicz przed Kaliszem pełnił funkcję kierownika literackiego w Koszalinie i we Wrocławiu (Teatr Współczesny); po Kaliszu wrócił do Wrocławia (i to zarówno do Współczesnego, jak i do Polskiego), a także przez trzy lata wchodził w skład komitetu redakcyjnego „Odry” (1973-1976). Autor odkrywczych studiów o dramacie współczesnym Mit Orestesa, gdzie pomieścił m.in. rozprawy o dramaturgii Sartre’a, Camusa, Adamowa, Ionesco, Becketta oraz Geneta, już niebawem tak frapująco pokazanego w Kaliszu8.

Falkiewicz (rocznik 1929) był najstarszy ze ścisłego kierownictwa artystycznego zespołu Cywińskiej. Poza nimi przyjechał do Kalisza jeszcze Maciej Prus (rocznik 1937) i Helmut Kajzar (rocznik 1941). Łatwo obliczyć, że najmłodszy na tej liście miał lat 29 (Kajzar), najstarszy 41 (Falkiewicz); pani dyrektor skończyła właśnie lat 35. Wszyscy zamieszkali w Domu Aktora przy Szklarskiej 3-5, tworząc coś na kształt – za przeproszeniem – komuny artystycznej. Wedle nieocenionego „Almanachu sceny polskiej” Izabella Cywińska zrealizowała w sumie w ciągu trzech sezonów teatralnych 25 premier, co daje średnią ponad 8 premier w roku. W pierwszym sezonie było ich 10; w ostatnim 7. Zaczynali od Apetytu na czereśnie Osieckiej, kończyli Białymi nocami Dostojewskiego. Z 25 premier aż 11 wyreżyserowała sama Cywińska (co daje prawie 4 premiery w roku). O teatrze kaliskim zaczęło być głośno w całym kraju9. Dość powiedzieć, że o przedstawieniach „u Cywińskiej” pisali tacy badacze i krytycy, jak: Ziomek, Osiński, Kuligowska, Fik, Frankowska, Lasocka, Grodzicki, Hausbrandt czy Łubieński. Specjalnie kibicowały Kaliszowi warszawski „Teatr” i poznański „Nurt”.

Stosunkowo najmniej zdążył zrobić dla Teatru im. Bogusławskiego Helmut Kajzar, polonista, filozof, reżyser i dramaturg, twórca teatru metacodziennego. Choć zafascynowany Różewiczem, na dobrą sprawę w Kaliszu zrealizował jedynie jego Rajski ogródek, na który złożyły się rozmaite teksty, m.in.: Nasza mała stabilizacja, Co tam macie, właśnie tytułowy Rajski ogródek oraz Dramat postaw moralnych. Kajzar wystąpił tutaj w roli autora scenariusza i reżysera. Miała to być rzecz o głupocie strasznych mieszczan, ale podobno ostatecznie rozsypała się na dosyć miałkie figliki i koncepty reżyserskie rodem z teatru studenckiego (Kajzar reżyserował przecież wcześniej choćby w krakowskim T-38 Króla Edypa)10. Teraz zaprosił z Krakowa, świetnie znanego z „Przekroju”, Daniela Mroza. Ale nawet efektowna scenografia Mroza nie uratowała przedstawienia. Za dużo w nim było harcerskiej zabawy z poezją przy ognisku. A mimo to spektakl Kajzara trafił na łamy luksusowego magazynu „Polska”, adresowanego głównie do nie-Polaków11. Trafił także na XII Wrocławski Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych, gdzie poległ z kretesem nie tylko w konfrontacji z prapremierowym przedstawieniem Żegnaj, Judaszu Iredyńskiego w reżyserii Swinarskiego, ale także w zderzeniu z ... Paternoster samego Kajzara, tyle że w odkrywczej inscenizacji Jarockiego (nagroda za reżyserię). Można więc powiedzieć, że Kajzar reżyser przegrał z Kajzarem dramatopisarzem.
W Rajskim ogródku może najbardziej podobały się jeszcze interludia zaaranżowane przez maski oraz biust Joanny Kasperskiej, już niebawem wzruszającej do łez Stefci Rudeckiej. Brunon Miecugow, swoim zwyczajem, kpił sobie w żywe oczy z recenzenta „Ziemi Kaliskiej”, według którego sztuka „zachęciła niewątpliwie reżysera do rozwiązań groteskowych, w której to konwencji spotęgowane zostały do granic możliwości stylizacje egzystencjalne absurdu bohaterów”12. Oprócz Rajskiego ogródka, Kajzar pokazał jeszcze w Kaliszu przeniesionego z Warszawy Śmiesznego staruszka (z Wojciechem Siemionem) oraz przymierzał się (nadaremno) do realizacji Końcówki13.
4.

Znacznie więcej zrobiła dla Kalisza Izabella Cywińska. Jako reżyser zaczynała od Osieckiej (musical Apetyt na czereśnie), kończyła Rodziewiczówną (melodramat Między ustami a brzegiem pucharu). Na 11 wyreżyserowanych przedstawień aż


6 poświęciła kwestiom kobiecym, jakby powiedzieli feminiści. Przez pierwsze dwa sezony lansowała na dobrą sprawę wyłącznie polski repertuar. Z obcych autorów stawiała przede wszystkim na Rosjan (Czechow, Suchowo-Kobylin, Sałyński). Bezsporne sukcesy artystyczne miała dwa (Ścisły nadzór Geneta i Śmierć Tarełkina Suchowa-Kobylina); poniosła także przynajmniej dwie dotkliwe porażki (Trzy siostry Czechowa i Ostatni strzał Sałyńskiego). Najbardziej kontrowersyjnym spektaklem w kaliskim okresie była jej inscenizacja Nocy i dni Dąbrowskiej. Generalnie rzecz ujmując, Cywińska – także jako dyrektor artystyczny – postawiła na bardzo ambitny repertuar, wybierając zdecydowanie dzieła pisarzy współczesnych. Ani klasyka, ani na przykład Szekspir (zaledwie jedna realizacja) nie stanowiły o cudzie kaliskim.

Zaproszona w roku 1971 przez redakcję „Nurtu” do elitarnej rubryki naukowej „Mała Wszechnica”, zaproponowała tytuł wypowiedzi jak z Craiga: O sztuce teatru14. To swoisty manifest teatralny Cywińskiej, jej artystyczne confiteor. Wyznaje tam, że jest jak najdalsza od traktowania teatru jako rozrywki. To raczej forma głoś-nego myślenia o świecie, forma dyskusji, a nierzadko prowokacji. Teatr w rozumieniu Cywińskiej nie jest – rzecz jasna – ilustracją literatury. Również ona widzi


i docenia jego autonomię. Powiada wręcz, że język teatru jest bogatszy od literatury, ponieważ „składa się z rozmaitych subkodów” (w Poznaniu szalała wówczas semiologia). Zdaniem Cywińskiej współczesny teatr inscenizacji szuka głównie metaforycznych sposobów wypowiedzenia treści zawartych w dziele literackim. Do różnych tekstów można przykładać rozmaite poetyki. Autorka słusznie przypomina, że jej realizacje Moralności pani Dulskiej oraz Nocy i dni posługiwały się zdecydowanie nierealistycznymi środkami wyrazu, trochę jakby wbrew poetyce tekstów. Sztuka bowiem wcale nie musi być najdosłowniej zwierciadłem rzeczywistości, raczej jest jej deformacją i przekształceniem. Ważną rolę w tym procesie odnawiania znaczeń i estetyk pełnią scenograf i aktor. Ten pierwszy po prostu współtworzy wizję sceniczną całości (nawiasem mówiąc, młodziutka pani dyrektor współpracowała wówczas z najświetniejszymi plastykami, z Andrzejem Sadowskim, Kazimierzem Wiśniakiem i Zofią Wierchowicz na czele). Aktor z kolei to żywe medium, wyraziciel myśli autora i inscenizatora, w powtarzanym co wieczór akcie inkarnacji.

W wypowiedzi dla „Polski” Cywińska doda, że jej zamiarem było zaprosić do Kalisza najciekawszych ludzi swego pokolenia (któryż to już przykład teatru pokolenia „młodych zdolnych”, po Dejmku w Łodzi czy Hübnerze w Gdańsku?)15. Dostali do dyspozycji prawie pusty budynek, niemal bez żadnych zobowiązań wobec „starych”. Na 22 aktorów w zespole z dawnej ekipy pozostało zaledwie 5. W gmachu przy Mickiewicza 2 zmniejszyli nieco liczbę miejsc na widowni (u Obidniak było ich 546, u Cywińskiej 523). Mieli trochę utopijną ambicję wyrobienia w widzu wrażliwym nowego myślenia. Najwięcej kłopotów mieli ze starszą publicznością, która była przyzwyczajona raczej do teatru „wprost”, do akcji i fabuły, nieskora do szybkiego odczytywania metafory, symbolu, znaku. A mimo to na dyskusje po przedstawieniach zostawało na sali teatralnej blisko 30% widzów. W jednym sezonie odbywało się około 80 takich dyskusji (po Szewcach w inscenizacji Prusa dyskutowano podobno trzy godziny). Ze sprzedażą biletów także nie było źle. Wprawdzie „z kasy” sprzedawano średnio około 80 biletów na jeden wieczór, ale frekwencja


w pierwszym sezonie sięgała 97% (z tego 87% to byli ludzie młodzi). A wszystko to działo się w mieście, którego liczba mieszkańców wahała się w granicach 85 tysięcy. Poza poniedziałkami teatr grał oczywiście codziennie! (dzisiaj nawet w miastach uniwersyteckich najczęściej grany jest tytuł: Przerwa lub Nieczynny). W sezonie 1970/1971 teatr kaliski zagrał 340 przedstawień (w tym 130 w objeździe). Średnio 12 spektakli w miesiącu dawała Cywińska poza macierzystą siedzibą. Kaliszanie mieli stałą bazę lokalową w takich miastach, jak: Ostrów Wielkopolski, Konin czy Turek. Największym sukcesem frekwencyjnym za dyrekcji Cywińskiej była oczywiście Trędowata Mniszkówny w przekornej inscenizacji Prusa, którą powtórzono 84 razy dla blisko 30 tysięcy widzów.

5.
Najzdolniejszym wśród „młodych zdolnych” z kaliskim adresem był jednak Maciej Prus. Przyjechał do Kalisza na dwa sezony z Koszalina, gdzie zdążył u Andrzeja Ziębińskiego wyreżyserować m.in. Edwarda II Marlowe’a, Pana Puntilę i jego sługę Brechta, a przede wszystkim Jan Karola Macieja Wścieklicę Witkacego, o którym Puzyna napisał po prostu: „wreszcie z sensem”. Po dwuletnim epizodzie kaliskim (za kulisami szemrano nawet o zdradzie), w sezonie 1972/1973, Prus wylądował w warszawskim „Ateneum”, gdzie pokazał – niejako rok po roku – Gyubala Wahazara Witkacego, Fantazego Słowackiego i Dzieje doktora Fausta Marlowe’a16. Tymczasem w Kaliszu wyreżyserował Prus sześć przedstawień, jedno lepsze od drugiego. Zaczął od zupełnie zapomnianych Godów życia Przybyszewskiego (zrealizowanych na zamówienie Telewizji Polskiej, 1970), skończył na Eryku XIV Strindberga (z tytułową rolą Henryka Talara, 1972). To niewątpliwie głównie kaliskie inscenizacje przyniosły Prusowi znaczące wyróżnienia ogólnopolskie: nagrodę młodych im. Leona Schillera oraz nagrodę państwową III stopnia w dziedzinie teatru. Jako inscenizator Prus zmieniał, przestawiał i skracał teksty. Twierdził, że intensyfikuje działania teatru dla widza. Bywał porywający. Złote gody zagrał pastiszowo, Śluby panieńskie na sianie, Eryka XIV jako studium psychopatologiczne. Trzy przedstawienia kaliskie Macieja Prusa przejdą niewątpliwie do historii współczesnego teatru polskiego.



Wyzwolenie Wyspiańskiego (premiera 17 X 1970) przeczytał Prus jako dramat polityczny. Konrad Henryka Talara, młodziutkiego absolwenta łódzkiej „Filmówki”, był tutaj po prostu współczesnym Polakiem, który boryka się z widmami przeszłości, z mitami, zapisanymi chociażby w sekwencji Maski 11: Ja wiem, czego ty chcesz; że Polska ma być mitem [...], niedościgła, wymarzona. W programie teatralnym Prus z Falkiewiczem wydrukowali po prostu szkic Zygmunta Szeligi z „Polityki” pt. Czy oświecamy społeczeństwo?17. Prus bardzo radykalnie okroił tekst Wyspiańskiego. Przedstawienie trwało zaledwie 70 minut. Rozegrane przede wszystkim na pustej scenie, z wykorzystaniem co najwyżej rekwizytów z teatralnego magazynu. 12 aktorów aranżowało na oczach widzów swoją „Polskę współczesną”. Konrad wyłaniał się tutaj ze zbiorowości, jako jeden z nich. Było to przedstawienie o walce przegranej, gdzie bohaterów pożerało ostatecznie jakieś przeklęte koło przeznaczeń, niczym chocholi taniec w Weselu. Osiński zobaczył Wyzwolenie Prusa w Ostrowie, w sali miejscowego Powiatowego Domu Kultury18. Z pierwszego rzędu krzeseł nie widział wprawdzie teatralnej podłogi, ale Wyzwolenie „działało i było żywe”. To nie jest żadna grotowszczyzna, zapewniał z pełnym przekonaniem przyszły monografista Teatru Laboratorium (chociaż na marginesie warto przypomnieć, że Prus należał w latach 1962-1963 do Teatru 13 Rzędów Grotowskiego, gdzie brał udział m.in.
w przedstawieniach Fausta i Akropolis).

Jak na Wyzwolenie Prusa trafił Osiński, tak na jego inscenizację Szewców (premiera 2 V 1971) trafił Ziomek. I natychmiast napisał, że to nie lada wydarzenie19. Na dobrą sprawę była to zrealizowana do końca polska prapremiera zawodowa Szewców (sopockie przedstawienie Hübnera z 1957 zdjęła przecież cenzura po


próbie generalnej; inscenizacja Hermana z 1965 miała miejsce w studenckim „Kalamburze”). Półtora miesiąca później zaproponował swoją inscenizację arcydramatu Jerzy Jarocki w Starym Teatrze; zaś dokładnie 17 dni po Jarockim Maciej Prus przeniósł kaliską inscenizację na scenę warszawskiego „Ateneum”. W Kaliszu Sajetana Tempe zagrał Janusz Michałowski; w Warszawie – Marian Kociniak. Inscenizację kaliską Ziomek określił jako piękną, przemyślaną i mądrą. Bez natarczywej gonitwy za pomysłami. Czysta Forma nie zwalnia przecież z rygorów budowania akcji i postaci. To nie jest pochwała swobody ponad stan. Słowo w Szewcach wedle Prusa było gęste, ale i na swój sposób puste. To tylko wiek XIX wierzył jeszcze, że język służy porozumieniu. Wiek XX już manifestacyjnie głosił kryzys języka (nie tylko
w dramacie). Całe przedstawienie Prusa spowite było oparami erotyzmu, ale i społecznikowskiej frazeologii. Miało również wymiar sztuki nadrealistycznej, gdzie but jawił się w pewnej chwili jako absolut (but jako byt). Leniwnia z kolei stawała się miejscem kaźni czy może udręczenia nudą i bezczynnością. Ewa Milde (wówczas żona Prusa) grająca Księżną Irinę była ucieleśnieniem archetypu modliszki. Do niej zresztą należały ostatnie słowa spektaklu: Jestem podniecona tą śmiercią jego z pożądania niesytego do mnie do niewiarygodnych granic. Tylko kobieta może… A potem następowało już tylko szydercze:
Trzeba mieć duży takt,

By skończyć trzeci akt.

To nie złudzenie – to fakt20.
Trzeba przyznać, że Maciej Prus przetarł ostatecznie drogę Szewcom na sceny polskie. Podobnie faktem pozostaje jego prapremierowa inscenizacja kwintesencji polskiego kiczu literackiego, czyli realizacja Trędowatej (premiera 31 XII 1970)21. Adaptację powieści przygotowała Joanna Olczak-Ronikierowa z „Piwnicy pod Baranami”; ta sama, która po latach napisze dla Wajdy imponujący scenariusz przedstawienia teatralnego o Krakowie na jedną noc, pt. Z biegiem lat, z biegiem dni... Romans Mniszkówny drukowały nawet wówczas w odcinkach gazety codzienne (na pewno „Express Wieczorny” i „Kurier Polski”), zanim Wydawnictwo Literackie zdecydowało się w roku 1972 wydać „trędowatą” w czasach PRL-u powieść w formie książkowej z posłowiem Teresy Walas. Tymczasem w Kaliszu można było Trędowatą zobaczyć na scenie. Tyle tylko, że Maciej Prus robił sobie prawdziwe żarty z pogrzebu (nawet pogrzeb Stefci był „udany”). Reżyser nierzadko manifestacyjnie demonstrował tandetność formy, nie na tyle jednak, aby odstraszyć od kasy zwolenników łzawego melodramatu. Joanna Kasperska grała podobno Stefcię Rudecką jak Ofelię, ale żeby o tym wiedzieć, trzeba było znać Hamleta. Całość zdarzeń komentowała młodziutka Halina Łabonarska jako... Pielęgniarka. Ordynata Michorowskiego grał Janusz Szydłowski. Publiczność waliła na przedstawienie Prusa drzwiami
i oknami. Kaliska Trędowata stała się nieoczekiwanie bombą sezonu letniego w Sopocie (pokazywana jeszcze m.in.: w Poznaniu, Wrocławiu, Wrześni i Gorzowie). Tym razem Prus należał do wszystkich.
6.
Teatralny cud w Kaliszu nie spadł jednak Cywińskiej z nieba. Przeciwnie, został starannie zaaranżowany i wypracowany. Izabella Cywińska okazała się przede wszystkim znakomitym dyrektorem teatru, a dopiero potem utalentowanym reżyserem22. Udało się jej (zapewne również dzięki koneksjom warszawskim) stworzyć coś na kształt kaliskiego lobby. Za Kaliszem stały zarówno partyjne „Nowe Drogi” (piórem np. Romana Szydłowskiego), jak i specjalistyczny „Teatr” (tutaj najwięcej pisała Bożena Frankowska). Kaliski Teatr im. Bogusławskiego dwukrotnie przyjechał do Warszawy na gościnne występy. Najprzód w styczniu 1972 roku występowali na scenie „Ateneum”, prezentując Szewców, Śluby panieńskie oraz Moralność pani Dulskiej. W lutym 1973 roku także przywieźli do stolicy trzy tytuły, występując tym razem na scenie Teatru Żydowskiego ze Ścisłym nadzorem, Śmiercią Tarełkina oraz Kolędnikami. Kalisz mógł się w ten sposób pokazać Warszawie, lecząc przy okazji artystów znad Prosny z kompleksów prowincji (inna sprawa, że Cywińska musiała być pewna swego, skoro zaryzykowała konfrontację z publicznością,
a przede wszystkim z krytyką warszawską). Orędowała i kołatała wszędzie. Ale także spraszała kogo się tylko dało do Kalisza. I tak na przykład zorganizowała
w dniach 6-7 marca 1971 roku kaliską sesję wyjazdową Klubu Krytyków Teatralnych, na którą przyjechało blisko 100 recenzentów, oglądających na Mickiewicza aż cztery miejscowe przedstawienia (po dwa dziennie). Za dyrekcji Cywińskiej Teatr im. Bogusławskiego wystąpił ze swoimi spektaklami zarówno na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych, jak i na Wrocławskim Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych. Szewcami wygrał własne (ale i coraz bardziej ogólnopolskie) Kaliskie Spotkania Teatralne, które w roku 1970 obchodziły jubileusz dziesięciolecia.

Cywińskiej udało się także – jak mało komu – w krótkim czasie wylansować


w Kaliszu młode gwiazdy aktorskie. Janusz Michałowski, już niebawem drugi mąż pani Izabelli, zagrał nie tylko Sajetana Tempe, ale także Dulskiego w Moralności, Tarełkina-Kopyłowa w Śmierci Tarełkina, Dyrektora w Rajskim ogródku oraz Zielonookiego w polskiej prapremierze Ścisłego nadzoru Geneta. W zespole żeńskim od razu błysnęła talentem Halina Łabonarska, nie tylko w roli Pielęgniarki w Trędowatej, ale przede wszystkim jako Barbara w Nocach i dniach, Joanna w Domu kobiet, Smugoniowa w Uciekła mi przepióreczka, wreszcie jako Elwira w Mężu
i żonie
. Z kolei Henryk Talar zagrał oprócz Konrada w Wyzwoleniu i Eryka w Eryku XIV, II Czeladnika w Szewcach (także na gościnnych występach w „Ateneum”) oraz Lefranca w Ścisłym nadzorze i Wacława w Mężu i żonie. I wreszcie Ewa Milde-
-Prus, zjawiskowa Irina Wsiewołodowna Zbereźnicka-Podberezka w Szewcach, ale przecież także chociażby Mela w Moralności czy Agnieszka w Nocach i dniach.

Wylansowaniu kaliskich przedstawień i kaliskich aktorów służyła również – i to na dużą skalę – telewizja. Dość powiedzieć, że przez ośrodki telewizyjne Warszawy, Poznania i Łodzi trafiło na srebrny ekran – jak to się wówczas mówiło – pięć przedstawień repertuarowych „od Cywińskiej”. Poza tym specjalnie dla Telewizji Polskiej Kalisz przygotował trzy spektakle (rzeczone Złote gody Przybyszewskiego oraz Płaszcz Gogola i Prometeusza – wieczór poezji nowogreckiej).



Jasno widać, że przestrzeń teatralna prowincjonalnego Kalisza była dla artystów Cywińskiej (i dla niej samej) nie tylko przestrzenią samorealizacji, ale i naturalną przestrzenią awansu. Z Kalisza w świat. Nie tyle cud mniemany i pozorny, co cud wypracowany i wylansowany. Dla Izabelli Cywińskiej mierzony już w najbliższym czasie wyjątkową, ponad piętnastoletnią dyrekcją w poznańskim Teatrze Nowym (1973-1989) oraz fotelem ministra kultury i sztuki w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, u progu III Rzeczpospolitej23.

1  S. Kaszyński, Dzieje sceny kaliskiej 1800-1914. Łódź 1962, s. 18-21.

2  W. Bogusławski, Cud mniemany, opr. Z. Wołoszyńska. Wrocław 1981 (akt IV, sc. 2).

3  W. Bogusławski, Dzieje Teatru Narodowego na trzy części podzielone. Warszawa 1820, s. 151.

4  Zob. przede wszystkim A. Schiller, Duch teatru. „Kultura” 1973, nr 42 (wywiad z I. Cywińską).

5  M. Fik, Kultura polska po Jałcie. Kronika lat 1944-1981. Warszawa 1991, t. 2, s. 599-681.

6  Umowę z 28 III 1970 r. podpisał wicedyrektor Teatru im. Bogusławskiego, Lucjan Pasik (z archiwum teatru).

7  Akta Izabelli Cywińskiej w Akademii Teatralnej w Warszawie (sygn. 951).

8  A. Falkiewicz, Mit Orestesa. Szkice o dramaturgii współczesnej. Poznań 1967. Zob. także A. Falkiewicz, Istnienie i metafora. Wrocław 1996 (tam specjalnie rozdział pt. Człowiek teatralny).

9  Por. E. Pawlak, Teatr „młodych zdolnych”. „Współczesność” 1970, nr 23; A. Grodzicki, Teatr, któremu o coś idzie. „Życie Warszawy” 1971, nr 67; B. Frankowska, Teatr nad Prosną. „Głos Pracy” 1971, nr 91.

10 M. Fik, „Rajski ogródek” ośmieszenia. „Teatr” 1971, nr 13.

11 „Polska” 1971, nr 8.

12 „Ziemia Kaliska” 1971, nr 7.

13 Już po niespodziewanej śmierci Kajzara Andrzej Falkiewicz wydał w Ossolineum wybór jego dramatów. Zob. H. Kajzar, Sztuki teatralne 1972-1982. Wrocław 1984.

14 I. Cywińska, O sztuce teatru. „Nurt” 1971, nr 12.

15 I. Cywińska, O metodzie rozwiązywania teatralnych sprzeczności. „Polska” 1971, nr 11.

16 A. Hausbrandt, Zdrada? „Tygodnik Kulturalny” 1972, nr 49; A. W. Kral, Czegóż tu płakać? „Teatr” 1972, nr 8.

17 „Polityka” 1970, nr 38.

18 Z. Osiński, „Wyzwolenie” w Kaliszu. „Nurt” 1971, nr 1. Por. B. Frankowska, Jeszcze jedno „Wyzwolenie”. „Teatr” 1970, nr 23.

19 J. Ziomek, „Szewcy” w Kaliszu. „Nurt” 1971, nr 8.

20 Egzemplarz teatralny Szewców w reżyserii M. Prusa (z archiwum teatru).

21 B. Lasocka, Po prostu „Trędowata”. „Teatr” 1971, nr 4.

22 Zob. B. Frankowska, Trzy lata Cywińskiej w Kaliszu. „Literatura” 1973, nr 29.

23 I. Cywińska, Nagłe zastępstwo. Z pamiętnika pani minister. Warszawa 1992.





©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość