Strona główna

Kobiety w prozie olgi tokarczuk


Pobieranie 230.91 Kb.
Strona1/4
Data17.06.2016
Rozmiar230.91 Kb.
  1   2   3   4


UNIWERSYTET WROCŁAWSKI

WYDZIAŁ FILOLOGICZNY

DZIENNIKARSTWO I KOMUNIKACJA SPOŁECZNA


Anna Przybylska



CZEGO SZUKAJĄ, O CZYM MARZĄ I KIM SĄ?

KOBIETY W PROZIE OLGI TOKARCZUK.

Praca napisana pod kierunkiem:

Dr Urszuli Glensk

WROCŁAW 2005


Nie wiadomo do końca, czemu Olga Tokarczuk zawdzięcza opinię o osobliwości swojej prozy, wiadomo jedynie, że opinii tej nie pozyskała dzięki środowisku krytyczno – literackiemu, które w momencie debiutu i nawet kilka lat po, wypowiadało się o jej twórczości dość oszczędnie, bez entuzjazmu. Zarzucano autorce schlebianie tradycyjnej formie powieści i lekkie ujęcie modnej problematyki. Wiele z tych opinii, miało charakter złośliwy, nawet obraźliwy, zwłaszcza w „FA – arcie”. Jan Szaket na jego łamach postanowił, jak pisze „wziąć udział w nieustającym konkursie na najkrótszą recenzję świata: dobra wiadomość; sądząc po fabule ostatniej książki, Olga Tokarczuk nauczyła się mówić. A teraz zła wiadomość: niestety niewiele ma do powiedzenia”1. Tomasz Mizerkiewicz po lekturze E.E. znalazł u Tokarczuk „wyłącznie myślowy banał w opakowaniu staroświeckiej powieści”2, a Dariusz Nowacki nazwał Prawiek i inne czasy „banałem ekologicznym i innymi popierdami z mchu i paproci”3.

Do środowiska krytyczno – literackiego dotarła jednak fama Tokarczuk, silnie kreowana przez media popularne z powodu swego „ostentacyjnego tradycjonalizmu”4,

a także poprzez silną presję czytelników. Popularność jej książek potwierdzona została także nagrodami, od Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek za E.E. i nominacją Prawieku i innych czasów oraz Domu dziennego, domu nocnego do nagrody Nike. Twórczość dolnośląskiej pisarki, nazwana została przez krytyków „prozą środka”, i tym samym umieszczona, pomiędzy literaturą dla znawców a literaturą popularną. Dopiero

w momencie ukazania się Domu dziennego, domu nocnego, który nie jest już tradycyjny

w swojej sylwicznej budowie, pisarka zdobywa sobie małe uznanie recenzentów i staje się przedmiotem ich zainteresowania, desygnowana do rejestru piszących trzydziestolatków.

Krytycy zastanawiając się nad tym, co prozie Tokarczuk przyniosło takie powodzenie, wymienili kilka właściwości, które pozwoliły pisarce osiągnąć sukces i zapewnić sobie stałe miejsce w kanonie polskiej literatury. Jako jedną z pierwszych cech, wymienia się to, że Tokarczuk nie zamierza rewolucjonizować literatury, pisze tradycyjnie (do czasu Domu dziennego, domu nocnego), dając czytelnikowi porządnie i do końca opowiedzianą powieść. Wprowadzając do swojej prozy mit, który „ma moc zniesienia obojętności świata”5, odpowiada na kryzys współczesnego świata, jego materializm i całkowite wyzwolenie ze znaczeń, i wartości. Ponownie zaczarowuje świat, pokazując,

że jest on życzliwy, „pod warunkiem stworzenia sobie mikrorzeczywistości, odgraniczonej od reszty świata” 6. „Chociaż otaczająca człowieka rzeczywistość została odarta z piękna

i przesiąknięta wulgaryzmami, to pisarka stara się odnaleźć »rajskość, tajemniczość,

i magiczność przedmiotów«”7, jednocześnie pokazując, że dzisiaj większość ludzi jest

„wędrującymi wiecznie nomadami, każdy na swój sposób. Są to ludzie latawce”8.

Tokarczuk daje nam prostą receptę – związanie się z miejscem własnego bytowania.

„Jeśli znajdziesz swoje miejsce będziesz nieśmiertelna”9. Sama pisarka nie tylko,

że dołączyła do autorów „prozy korzennej”, to także swoją osobą potwierdziła tą receptę, osiedlając się we wsi Krajanów pod Wałbrzychem. Teraz, kto „chciał odpowiedzieć

na pytanie, »kim jest?«, mógł powiedzieć »skąd jest«”10. Kolejną rzeczą, charakterystyczną dla autorki i często wytykaną jej przez krytyków, jest gra z czytelnikiem poprzez proste, może zbyt encyklopedyczne odwołania do psychologii i antropologii.

Daje to czytającemu możliwość rozszyfrowywania tych odniesień, odgadywania ich. Gra okazuje się atrakcją książek Tokarczuk, zaproszeniem do zabawy, sprawdzaniem siebie. Mimo wszystko dla recenzentów jest to gra zbyt łatwa, schlebiająca gustom masowego odbiorcy, traktowana przez nich jako rodzaj „jarmarcznej” rozrywki.

Jak zauważyła Magdalena Zapędowska, „opisuje ona swój świat krótkimi, kategorycznymi zdaniami demiurga, wyjaśniając wszystkie obowiązujące w nim prawa

i nie pozostawiając w nim żadnych niedomówień”11. Pisarka proponuje także, gotowe lekarstwo, jakim jest zaakceptowanie świata w określonym filozoficznym kształcie, dzięki któremu „można wydostać się z jałowej ziemi nowoczesności”12.

Najważniejszą zaś cechą jej prozy jest antropocentryzm, czyli zainteresowanie się człowiekiem, a przede wszystkim skupienie się na kobiecie. „Zaliczenie Olgi Tokarczuk do grona pisarek feministycznych byłoby zapewne błędem. (…) Faktem jest, że Tokarczuk zdecydowanie faworyzuje kobiety, jako bohaterki swoich powieści. (…) Mężczyźni w Prawieku pojawiają się i znikają, wprowadzając tylko zamieszanie – np. wojnę,

do spokojnego i uporządkowanego życia wsi. (…) Inni przedstawiciele płci brzydkiej

są źli, lub pijani, brudni żałośni, najczęściej biją pod knajpą albo kręcą się koło młodych kobiet. Mężczyźni są chaosem, siłą przypadkową i niszczącą, ostoją Prawieku

są kobiety”13. W całym literackim dorobku Olgi Tokarczuk jej bohaterkami są głównie kobiety. Często krytycy wytykali to pisarce i zaliczali tę prozę do grona feministycznej,

z której śmiano się na łamach prasy, że „runęły baby w literaturę, groza narasta. Poprzez stronice cwałują, penisy chitorisy, fallusy i annusy, kutaski my - R________________________________________________________________________________________________i podpaski”14. Sama autorka uważa, że gdyby była mężczyzną nikt nie miał by do niej żadnych zastrzeżeń, natomiast

w patriarchalnym świecie ciągle musi się „odtłumaczać z własnej płci, co nie jest dane pisarzom – mężczyznom”15. Zapewne wtedy dużo łatwiej byłoby jej obronić uniwersalnego przesłania swoich książek. „Męskość literatury jest przyjęta jako pewnik, jest oczywista. (…) Pisząca kobieta jest w tej męsko zorientowanej kulturze wciąż czymś nieoczywistym, ekscentrycznym. Dlatego wiem, że będę musiała odpowiadać na pytania

o starzenie się (kobiecego) ciała, o macierzyńskość, o różnice między męskim i kobiecym

i czy są raczej kulturowe czy głęboko i nieprzekraczalnie biologiczne, o szczęśliwość małżeństw, i co to znaczy. To są tematy, którymi przecież z upodobaniem zajmują się kobiety”16.

Tokarczuk – jak sama mówi – w swoich powieściach „uszlachetnia plotkowanie”, interesują ją kobiety, ich osobowość, zamyśla się nad nimi. Narratorkę „pasjonują nieraz najpowszedniejsze sprawy tego świata – w tym anegdoty zasłyszane i postacie zaobserwowane przez nią samą w otaczającym ją bezpośrednio środowisku Kotliny, ale interpretuje ona te tematy (…) jako przejaw jakiegoś wspólnego od wieków rojonego snu całości”17. W Domu dziennym, domu nocnym pisze, że „bycie kobietą to jakiś rodzaj maski, którą nakłada się zaraz po urodzeniu, żeby nikomu nigdy się nie ujawnić do końca, żeby przeżyć życie w zakamuflowaniu”18. Pokazuje nam kobiety po zejściu ze sceny,

lub odgrywające w nim marginalne role jak pomoc domowa, tancerka na emeryturze

czy wiejska czarownica. Zwraca naszą uwagę na ich codzienność, która jak się okazuje „wcale nie jest banalna czy nudna. Jest pełna cudów, nie zawsze pięknych i szczęśliwych, ale prawie zawsze niezwykłych, nawet w swej nudzie czy banalności”19.

„Są tacy, co twierdzą, że klucznikiem otwierającym wszystkie tajemne zakamarki prozy Olgi Tokarczuk jest Carl Gustav Jung we własnej osobie. Część krytyki biadoli, nad jungomanią autorki. Inni uważają, że każdy ma prawo wspiąć się na ramiona olbrzymów po to by zobaczyć więcej”20. Autorka – psycholog z wykształcenia – ma swoich mistrzów, którzy są dla niej wytrychem do postrzegania rzeczywistości, jednak „napędza się ona cudzą myślą, aby dogonić własną” 21.

Jung pisał, że „jest rzeczą ważną byśmy mieli jakąś tajemnicę i przeczucie czegoś niepoznawalnego. (…) Człowiek musi czuć, że żyje w świecie, który pod pewnym względem jest tajemniczy. (…) To, co nieoczekiwane i niezwykłe też należy do tego świata. Albowiem tylko wtedy nasze życie jest pełne”22. Bohaterki Tokarczuk doświadczają elementów spoza świata rzeczywistego, wchodzą w fikcję jak C., odkrywają w sobie moc doświadczania panteistycznego boga jak Kłoska, słyszą namiętny głos w uchu jak Krysia, czy ulegają urokowi chłopca – dziewczyny jak małżeństwo z Nowej Rudy. Postacie te, często szukają „miejsc, do których można uciec, bodaj na trochę od męczącej rutyny zajęć powszednich, wymknąć się porządkowi i nieporządkowi życia, w których (…) można ukryć się nie tylko przed innymi, ale przed samym sobą, przed krążeniem wokół siebie, mozolnym składaniem siebie z pojedynczych doznań jak z klocków lego”23, dlatego Ruta słucha odgłosów podziemnej grzybni, Krysia, mimo zranienia, nadal słucha głosu Amosa. Najbrzydsza kobieta marzy o domu w lesie,

w którym nie byłaby atrakcją cyrkową, a normalną żoną. Kochanka wciąż wraca do wspomnień o pisarzu, a małżeństwo wdaje się w romans z Agni, który magicznie zmienia płeć w zależności od tego, z którym, z małżonków aktualnie przebywa. Opiekunka szopki, tworzy w samotności nowe jej elementy, a Parka po krótkich pobytach na Ukrainie, w państwie jak sama mówi „ludzików z kasztanów”24, wraca „ożywiona i jakby młodsza”25, tu też zamierza wrócić po swojej śmierci i żyć wiecznie, jeśli nie ma nieba.

„Ważnym tematem opowiadań Olgi Tokarczuk staje się zagadnienie tożsamości, podmiotowości oraz interakcyjności człowieka. Wątek ten łączy się ściśle z kontynuowaną przez autorkę feministyczną refleksją nad kobiecością, pojmowaną jako próba przekraczania konwencji, (…) a także jako system społecznych kamuflaży. W swoich opowiadaniach zamiast o dekorum kobiecości, mówi o maskaradzie płci” 26.

W męsko – centrycznej kulturze kobiety często sprowadzone są, przez mężczyzn, do roli „samobieżnych materaców”27, (Poszukująca głosu). Są gwałcone (jak córka wiedźmy – Ruta), traktowane przedmiotowo (Najbrzydsza), mężczyźni okrutnie się z nimi obchodzą (Kochanka pisarza), zostają samotne, gdy już nie są młode i sławne (Tancerka). Kiedy dokonują własnych wyborów, nie zawsze zgodnych z oczekiwaniami innych, a jednak – jak sądzą – najlepszych dla nich samych, są odrzucane, krytykowane i tracą miłość bliskich, o czym można się przekonać czytając o przeżyciach Kłoski, Parki czy Tancerki.

„Wszyscy oni tkwią w swoich niepowtarzalnych bańkach, trochę jak okazy”28, mówi o swoich bohaterach sama autorka. Te okazy są dla nas lekcją, ich historie stanowią swoisty rodzaj przypowieści. „Powieść przejęła te funkcje, którą kiedyś miało opowiadanie baśni, legend i mitów, czyli opowiadanie życia wzbogaconego o znaczenie”29. Dzięki tym historiom Tokarczuk przekazuje nam swoje spostrzeżenia na temat współczesnego świata, „ciągle stawia pytania, aby z satysfakcją zostawić je bez odpowiedzi”30, dając nam czytelnikom wrażenie, że gdzieś tu jest ukryty morał, którego sami musimy się doszukać. W tych opowieściach, ważne jest to, że każdy może z nich coś wynieść. Pisarka daje nam gotowe odpowiedzi jedynie w zakresie praw obowiązujących w jej powieści, natomiast nie moralizuje. Postaci są zakotwiczone w jakiejś konkretnej przestrzeni, jednak nasza wiedza o nich jest fragmentaryczna, wiemy tylko to, co narratorka nam odsłoni.

„Współczesny dyskurs tożsamościowy akcentuje relacyjność, otwartość i potencjalność człowieka, który potrafi wyciągać z siebie inne postacie jak króliki z kapelusza”31. Bohaterki sprawują w życiu określone funkcje. Pełnią rolę żon, kochanek, artystek czy nawet przestępczyń. W razie potrzeby, potrafią też doskonale z tych ról przechodzić, zamieniając je na całkowicie odmienne, za przykład niech posłuży Krysia Popłoch, która z racjonalnej urzędniczki, twardo stąpającej po ziemi, wchodzi w osobowość kobiety rodem z harlequina, poszukującej wyimaginowanego głosu, przeświadczonej o tym, że istnieje on gdzieś w rzeczywistości.

„Poczucie bycia przeźroczystym, »tożsamość niemożliwa«, tu leży motywacja zachowań bohaterów, to woda na młyn dramatycznych i fantastycznych wypadków zaprezentowanych w wielu opowiadaniach”32. Kobiety te mając dość swoich dotychczasowych „twarzy”, podejmują często wysokie ryzyko – odcięcia się od nich.

„Dziesięć minut w czasie, których panna Krysia wierzy, że znalazła Amosa, że nałożyły się na siebie dwie rzeczywistości to nie jest fiasko”33. „Sam fakt podjęcia próby, ryzyka sprawia, że ci bohaterowie przeżyli coś naprawdę istotnego, a skoro niemożliwe jest już znalezienie to przynajmniej szukajmy”34.

Autorka, nie pomija w swoich powieściach nikogo, pokazuje zaściankowość, zapomnianą prowincję, małych ludzi, pozornie zwyczajnych, których nie sposób zauważyć w tłumie, „wysłuchuje ich, nawet tępych i nieświadomych, ponieważ oni też mają swoją opowieść”35. Czytelnik, z radością odkrywa zwyczajność tych ludzi, która okazuje się nie tylko warta opisania, ale i nie pozbawiona znaczenia. „Chaos świata trzeba związać cudem czy anomalią, bez względu na to czy to jest dobre czy złe”36 i tak jest w tych historiach, są pełne małych cudów, jak młynek Misi, szopka w Bardzie, Agni, środek Prawieku, jak możliwość wnikania do książki. Michał Witkowski nazywa nawet prozę tej pisarki, „poetyką cudu spełnionego”, jednakże jak dodaje „cuda pojawiające się zbyt często przestaną w końcu robić wrażenie”37.

Mieczysław Orski w swoim artykule Mitopoetyka bytu po przeczytaniu tekstów dolnośląskiej pisarki stwierdza, że „bohaterką większości opowiadań z tomu Gra na wielu bębenkach, jak i wielu utworów Olgi Tokarczuk jest Olga Tokarczuk” 38. Autor tego artykułu odniósł wrażenie „łudzącego wewnętrznego podobieństwa postaci, zwłaszcza bohaterek, występujących w głównych wątkach prozy. Czasem bohaterki te przenoszą się z utworu do utworu, niczym z jednego domu do drugiego z bagażem podobnych trosk, tęsknot, marzeń i niepokojów. Zmienia się tylko physis i decorum ich doznań

i doświadczeń”39. Uważam jednak, że każda z tych kobiet jest inna, owszem mają podobne pragnienia, bo „kobiety, (…) zawsze były bardziej konkretne, chciały być przytulane, prowadzone za rękę przez park, chciały rodzić komuś dzieci, myć okna w sobotę,

i gotować komuś rosoły”40. Żyją one jednak w innych światach, mają niebanalne marzenia i dążenia, i swoje własne pozornie nudne światy. Tym właśnie światom, kobiecym, indywidualnym chciałabym poświęcić swoją pracę.

I
Winowajczyni
„Jej mąż zamieniał z nią może pięć słów dziennie, starszy syn praktycznie nie bywał

w domu, a córka zamykała się w pokoju i słuchała ponurej brzękliwej muzyki”41. Nawet kot C. z opowiadania Zamknij oczy już nie żyjesz woli przesiadywać na balkonie i oglądać wieżowce, nie zwracając zupełnie uwagi na swoją panią. Bohaterka opowiadania, spoglądając w lustro myśli o sobie – pani Nikt. Czuje, że jest bezbarwną, nijaką urzędniczką w drucianych okularach i skromnych kolczykach. Może dlatego, tak lubi czytać kryminały.

Nigdy nie potrafiła wytłumaczyć bibliotekarce czy księgarzowi, czego w nich szuka, choć podświadomie wiedziała, że kryminał powinien zawładnąć jej życiem. Wejść w nie, sprawić, żeby „czytanie” rządziło każdym dniem. „Szukała prawdziwszych ludzi

i zbrodni bardziej mięsistych. Bardziej skomplikowanych motywacji i istnienia dowodów, których detektyw nigdy nie weźmie pod uwagę. Nie chodziło jej o krew i mięso, nie

o jatki, nie o koszmary. Tego miała dosyć w telewizji. Pragnęła czegoś nietypowego, schematu nie do końca jasnego, wyzierającego tylko na powierzchnię od czasu do czasu, żeby się przypomnieć. Chciała także czegoś, co by jej dotyczyło, szarpało za ramię, nie dawało spać”42. Kiedy zaczynała czytać, zapominała o tym, że jest pomijana

i niezauważana. Od tego momentu wszelkie przejawy zainteresowania przeszkadzają C., bo odrywają ją od książki. „Oparła głowę o poduszkę i popijając małymi łyczkami gorącą kawę zaczęła czytać. Tak właśnie mogłaby spędzić resztę życia – nie wychodzić z łóżka

i czytać kryminały”43. Czynności tej, nadany jest niemal mistyczny wymiar – nie zdarzyło jej się wziąć książki i odłożyć przed skończeniem. Przeczytanie pierwszych zdań traktowała jak złożenie ślubu czy podpisanie kontraktu – nie kończyła dopóki osoba mordercy nie została ujawniona. Pożycza nowy kryminał i jakież jest jej zdziwienie, kiedy pisarze kryminałów, zaproszeni do dworku Urliki, mimo rozwoju akcji, nadal pozostają żywi.

C. uparcie śledzi ich dzień, jednak żadna zbrodnia, oprócz tej w grze w „mordercę”, nie wisi w powietrzu. Z każdą minutą spędzoną z książką, robi się coraz bardziej niecierpliwa i coraz bardziej wyczekuje jakiegoś momentu przełomowego. W końcu, sama postanowiła coś z tym zrobić. „C. była porządną czytelniczką, lojalną wobec gatunku i im większą czuła pokusę tym bardziej jej się opierała. Lecz gdy wszyscy goście Urliki, dotrwali w zdrowiu do kolacji, była już naprawdę wściekła”44.

Kiedy zrobiło się ciemno i mąż usiadł przed telewizorem wieczór zrobił się długi i pusty, „przesycony dziwnym oczekiwaniem”45. C. poczuła niejasno, że powinna coś zrobić, załatwić coś bardzo ważnego. Ułożyła się wygodnie w sypialni na zaścielonym łóżku i myślała. Potem po jakimś czasie wszystko wydało jej się zupełnie proste. Włożyła płaszcz i buty. Bez trudu udało jej się dostać do salonu na dole”46.

Na pierwszą swoją ofiarę wybiera panią domu Urlikę. W jej bibliotece znalazła nóż do rozcinania książek i wróciła do sypialni ofiary. „Urlika w niewytłumaczalnym odruchu instynktu samozachowawczego przebudziła się a przynajmniej przetarła oczy. – Co? – zapytała nieprzytomnie, a wtedy C. odwracając od niej głowę zadała cios. Zdziwiła się, że to było tak proste”47. Po wszystkim jednak czuje obrzydzenie do tego wszystkiego, do martwego ciała, do tego domu, a przede wszystkim do siebie. Wyciera jeszcze o pościel rękojeść noża i jak tylko może najszybciej wymyka się stamtąd. Następny dzień zaczyna oczywiście od czytania, zacierając ręce z zadowolenia, kiedy zdesperowani pisarze szukają mordercy. Sygnały ze świata rzeczywistego C. ignoruje, a wszelkie próby przerwania jej czytania odbiera z wyraźną agresją. W końcu zamyka się z książką w łazience. Jest wyraźnie niezadowolona z przebiegu śledztwa, jaki bez udziału policji podjęli pisarze i postanawia wrócić do dworku Urliki. Wchodzi do jej sypialni po nóż i idzie do parku, gdzie wszyscy szukają śladów, które zostawił morderca. Zakrada się do Fruchta, który był najbliżej niej. Cieszy się, że to on zginie kolejny, ponieważ nie go lubiła. Powiedziała do niego – „otwórz oczy już nie żyjesz”48 – a kiedy się odwrócił zadała cios. Wytarła nóż o obrus i zostawiła go na stole. Tym razem przestraszeni goście Urliki dzwonią na policję. Po tym telefonie, w willi pojawia się komisarz Fontane. Komisarz zadaje pisarzom te same standardowe pytania, po czym nakazuje im pozostanie w willi. Jednak Lou, najmłodszy z pisarzy, postanawia zamienić ten dziwny dom na rzecz hotelu, tym samym wyznaczając siebie na kolejną ofiarę. C. spycha go z hotelowego balkonu, co w pierwszej chwili sugeruje policji samobójstwo, jednak znaleziony na miejscu obcas

(z buta C.), skutecznie rozwiewa te przypuszczenia. Po tym fakcie podejrzenia komisarza Fontane’a automatycznie przenoszą się z mieszkańców willi na osobę spoza kręgu pisarzy kryminałów. „Zaczął wypytywać ich o zupełnie inne rzeczy. Zapytał na przykład czy wiedzą ilu mają czytelników (...) Zapisywał na serwetce, kiedy szacunkowo podawali mu ilości. (...) – To mogą być setki tysięcy ludzi – odezwał się komisarz i gwizdnął

z podziwem. – Czy wiecie, co to za ludzie?”49 Pisarze, rozmawiając z komisarzem, snują najrozmaitsze teorie na temat swoich czytelników. Anne – Marie, – z satysfakcją w głosie – mówi, że w przeważającej części są to kobiety, bo jak twierdzi one zawsze czytają więcej.

Narrator, puszcza oko do czytelnika, wkładając w usta Longfelow’a słowa – „mam swoją teorię na ten temat, że czytanie kryminałów to czysta terapeutyczna kompensacja. (...) Gdyby nie czytali kryminałów z pewnością staliby się mordercami – zachichotał” 50. Kolejną ofiarą staje się odkrywczyni płci mordercy – Anne – Marie du Lac. Kiedy komisarz wysnuwa wniosek, że morderca zabija tylko pisarzy i pannie Schatzky nic nie grozi, C. zniechęca się do książki. Odkłada ją nie czytając ostatniej strony – łamie swoje stare zasady.

Nurtuje pytanie, dlaczego morderczyni nie czyta ostatniej kartki? Czyżby nagle dotarło do niej, że dobre kryminały kończą się zawsze ujawnieniem mordercy, którym w tym przypadku jest ona sama? Bohaterka Tokarczuk porusza się między dwoma rzeczywistościami. Tą, w której jest C. – matką, żoną i czytelniczką kryminałów oraz płaszczyzną książki, w której morduje. Książka, do której przechodzi uświadamia jej, że w momencie, gdy ludzie w kryminale są prawdziwi, nawet jeśli są pisarzami kryminałów,

to jest on nużący i nic się w nim nie dzieje. Morderczyni zdaje sobie sprawę, że to, co czyta jest papierowe i nigdy nie będzie rzeczywiste, a tym samym tak fascynujące, aby uwolniła się od świadomości, że jest zwykłą przeciętną kurą domową, która już nigdy nie będzie miała swoich pięciu minut w życiu. Postanawia wniknąć do świata książki, pociągnąć za sznurki i zmienić fabułę, aby spełniała ona jej – nie zrealizowane dotąd

– oczekiwania. Wydaje się, że autorka chciała nam tą historią uświadomić, jak duże znaczenie ma to, dokąd uciekamy i jakie mamy marzenia, ponieważ, nasza podświadomość często wymyka nam się spod kontroli. Tokarczuk gra z nami, odpowiadając na odwieczne pytanie, czy nasze pragnienie sensacji, którego nie doświadczamy w normalnym, nudnym życiu może się stać groźne i tak jak komisarz Fontane, przeniknąć do rzeczywistości. Opowiadanie to, mimo że jest dość powierzchownym i skrótowym studium morderczyni, pozwoliło Tokarczuk pokazać, że jesteśmy wielopłaszczyznowi i wielu sytuacjach, za każdym razem determinują nami inne czynniki, to jednak tworzymy jedną całość. Pokazuje też, jak wielka jest siła przyzwyczajenia człowieka. C. miała pewność, że każdy kryminał opiera się na zbrodni, czytanie było dla niej rytuałem, elementem misterium. W momencie, kiedy czytana przez nią książka mija się z tymi podstawowymi założeniami wywołuje to u niej frustrację, która nakazuje jej, przywrócić książce prawidłową – według niej – strukturę. Co dalej dzieje się z morderczynią tego do końca nie wiemy. Domyślamy się, że komisarz w staromodnym kapeluszu i prochowcu, który kieruje się do klatki C. to Fontane, ale autorka w tym momencie kończy akcję i możemy się tylko domyślać finału tej historii.

Różne pytania mogą nurtować czytelnika. Dlaczego C. zabijała? Czy tym rekompensowała sobie szarą rzeczywistość? Czy to wina kryminału, który nie zaspokoił jej oczekiwań, nie przyniósł zbrodni, której się spodziewała i chciała o niej przeczytać. Poczuła w sobie moc nadawania sensu rzeczom, które tego sensu wcześniej nie miały i ta moc dała jej poczucie bycia ważną. Nie skończyła na jednym morderstwie, bo to ona teraz rządziła w książce, dostała moc kreacji świata i pragnęła zostawić ją w swoich rękach. Wymykała się z domu i wchodziła do świata książki, aby tam zaistnieć, aby na jej stronach budzić strach i przerażenie. W końcu miała książkę, która jej dotyczyła, od której nie mogła się oderwać, która sprawiła, że zaangażowała się w nią całkowicie. Momentem przełomowym w życiu C. stał się ów wieczór „pełen dziwnego oczekiwania”51, w którym zadecydowała, że zabije. Po pierwszej ofierze książka zaczyna ją ciekawić, w końcu ma prawdziwe morderstwo, a nie iluzję, jaką stwarzali pisarze, tworząc jedynie w grze mordercę. Cząstka boskości, posiadania władzy i tworzenia przejmuje kontrolę nad życiem urzędniczki i wyzwala w niej możliwości i pragnienia, o jakich nie miała wcześniej pojęcia. Zastanawiające jest to, czy cała tragiczność bohaterki nie polega na naszej ludzkiej potrzebie sensacji. Czyżby w czytelniczce kryminałów wyzwoliła się – tak dobrze znana ze starożytnych igrzysk – żądza krwi? Przecież od razu dowiadujemy się, czego C. szuka w kryminałach – „szukała prawdziwszych ludzi i zbrodni bardziej mięsistych”52. Jednak

z drugiej strony C. sprawia większą przyjemność czytanie o sobie, dociekanie mordercy, niż zabijane. Cóż, podobno cel uświęca środki. C. osiągnęła to, czego chciała, zniwelowała rozczarowanie książką, sama tworząc jej scenariusz.

II

  1   2   3   4


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość