Strona główna

Kobiety w prozie olgi tokarczuk


Pobieranie 230.91 Kb.
Strona3/4
Data17.06.2016
Rozmiar230.91 Kb.
1   2   3   4

Tancerka jednego widza
Przejeżdżającej, przez wieś Dusznica, tancerce oraz towarzyszącemu jej mężczyźnie, spodobał się stary pensjonat ze sceną. Kupili go za grosze od gminy, pod warunkiem, że zrobią z niego teatr. Mężczyzna zrezygnował z tego przedsięwzięcia po trzech miesiącach i wyjechał.

Ona uparcie trzymała się swojego zamierzenia – chciała tańczyć na scenie pensjonatu. Zachowywała się tak, jakby w ogóle nie zwróciła uwagi na jego odejście. Nie zrobiła w tej ruderze specjalnych remontów. Jesienią przez rozbite szyby wiał wiatr i wwiewał do pensjonatu liście. Tancerka cały czas spędzała w sali ze sceną. Tu było posprzątane, pomalowane, tu powiesiła lampiony. Gdy sprawdzała scenę obcasami, z gramofonu płynęła na całą wieś muzyka symfoniczna.

Wieczorem tancerka siadała przy biurku i pisała listy do ojca. Wszystkie lądowały w starej skórzanej walizce. Opowiadała w nich ojcu o swoim życiu, o tym, że kupiła teatr, w którym będzie mogła tańczyć co tylko będzie chciała. W każdym z listów podkreślała, że największym jej pragnieniem jest to, aby ojciec zobaczył ją tańczącą. Nadal bolały ją słowa wypowiedziane przez ojca w przeszłości, zarzucające jej brak talentu. Uważała, że na starość trzeba się pogodzić. Miała nadzieję, że ojciec widząc jej taniec, będzie z niej dumny i zmieni swój wcześniejszy sąd.

Podczas pierwszego występu zorganizowanego w pensjonacie tańczyła fragmenty z „Jeziora łabędziego” Czajkowskiego. Sala ze sceną, ku zdziwieniu obecnych, zmieniła się nie do poznania. Balerinę oświetlały dwa reflektory, podłoga została wyłożona połyskującą folią, zaś fragmenty mchu i murawy dawały złudzenie jeziora. Tańczyła pełna odwagi i z lekkością, jakby była nieprzyzwyczajona do chodzenia. Dziewięć osób, które przyszły biły brawo.

Wieczorem znów usiadła do pisania listu. Opisywała jak pierwszy raz od bardzo dawna znów tańczyła. Udowadniała ojcu, że jest szczęśliwa. A przecież on uważał, że artysta nie może być szczęśliwy. Zastanawiała się jak to jest z jego miłością. Czy mógłby jej nie kochać? Tancerka napisała wówczas coś bardzo ważnego,: „ludzie tak bardzo pragną być artystami, żeby ich kochano. O nic innego nie chodzi”79. Czy to, dlatego tancerka nie mogła przestać tańczyć? Może brak uczuć ze strony ojca chciała sobie zrekompensować byciem kochaną przez widownię, przez nią podziwianą i oklaskiwaną?

A może po prostu chciała, żeby ojciec zobaczył w niej artystkę. Docenił jej poświęcenie dla tańca i okazał jej, choć cień uczuć.

W zimie dalej ćwiczyła. Uruchamiała dwie dmuchawy i w sali po kilku minutach robiło się ciepło. Zauważyła, że nie nadąża już za muzyką, nie miała już tej szybkości i dawnej lekkości. Na Boże Narodzenie przygotowała „Dziadka do orzechów.” Powysyłała zaproszenia do mieszkańców wsi, do wójta, do burmistrza pobliskiego miasteczka i do aptekarki. Przyszły jednak tylko cztery osoby. Tancerka płakała tego wieczoru. Przestała ćwiczyć i cały czas leżała skulona na łóżku. Po tygodniu, do jej drzwi zaczął dobijać się gospodarz, przestraszony brakiem dymu w kominie i brakiem śladów na śniegu. Powiedział, że jedzie saniami do wsi i że może zrobić jej zakupy. Potem codziennie przychodził do niej i palił w wielkim kaflowym piecu.

W kolejnym niewysłanym liście do ojca, napisała, że czuje się niekochana,

nie może zaznać spokoju, bo robi wszystko, żeby stać się godną jego miłości. Zawarła te słowa w bezosobowej formie, żeby nie brzmiały jak zarzut. Napisała, że żyje w krainie Syzyfów i tych, którzy nabierają wodę sitami.

Kiedy zelżał śnieg pojechała do miasta, kupiła farby i pędzle. Gospodarz śmiał się

z niej, że nie warto malować tego domu, bo to rudera i szkoda tylko pieniędzy. Spędzała całe dnie w sali ze sceną i malowała. Tuż przed Wielkanocą wysłała kolejne zaproszenia. Gospodarz chodził od domu do domu i prosił ludzi, żeby przyszli, uszanowali jej wysiłek.

W niedzielę po południu, wiedzeni strzałkami, mieszkańcy weszli do ciemnego pomieszczenia. Potem rozbłysło światło i mieli wrażenie, że są w tłumnym teatrze, z widownią, lożami i balkonami. Jeszcze do niedawna odrapane ściany, pokryte były teraz ciągami twarzy, od podłogi, aż po sufit. Zabrzmiała muzyka i ujrzeli tancerkę całą w białych tiulach. Tańczyła wyjątkowo lekko, w jej ruchach wcale nie było widać ile ma lat. Wszystkim się bardzo podobało, nawet domagali się bisu. Wieść o malunkach rozeszła się po całej okolicy. Wzbudziły duże zainteresowanie. Tancerka przez całe lato występowała regularnie, co niedzielę dla zdumionych jej osobą turystów, gości i mieszkańców. Nakręcono o niej film dla telewizji lokalnej. Gdy dostała kasetę z nim, napisała pierwszy skończony list do ojca. Opowiedziała w nim o całej walizce nigdy niewysłanej do niego korespondencji. Uważała, że ojciec nie miał racji, skreślając ją ze swojego życia, a ponieważ jest już za stara na wstyd i na lekceważenie z jego strony, żąda od niego zgody i normalnej rodzinnej atmosfery. Ten list wysłała, dołączając do niego kasetę.

Tego samego dnia, wieczorem dostała telegram, że ojciec nie żyje. Była wściekła, zmięła telegram i podeptała go. Odniosła sukces, w który nigdy nie wierzył jej ojciec, ale nie zdążyła mu tego udowodnić. Pozapalała światła w całym pensjonacie i w czwartym rzędzie domalowała jeszcze jedną twarz, ukłoniła się w jej stronę, i zaczęła tańczyć. Dopięła swego. Ojciec zobaczył ją tańczącą.

Dzięki tancerce możemy zobaczyć, jak stosunki rodzinne mogą zaważyć na życiu człowieka. Bohaterka trwa przy swojej decyzji bycia artystką, jednak pełnię szczęścia przysłania jej brak akceptacji ojca. Mimo odnoszonych sukcesów wciąż odczuwała brak wsparcia i miłości z jego strony.

.ości.onych sukcesów brak jej najwazniejszego jej człowieka. zczęścia przesłania.ić._______________________________________

VI
Poszukująca głosu


Krysi Popłoch, urzędniczce z banku w Nowej Rudzie śniło się, że ktoś do niej. Początkowo były to słowa nielogiczne i wyrwane z kontekstu. W końcu usłyszała wyraźnie wypowiedziane zdanie, miły, męski głos szeptał: „Mam na imię Amos”80. Krysia zaczęła z nim rozmawiać. Amos pytał ją o zdrowie, o pracę, o jej rodziców. Zapytała go z niepewnością gdzie jest, a on odparł, że w Mariandzie. Spytała, co robi w jej uchu. Odpowiedział: „Jesteś niezwykłą osobą i pokochałem cię. Kocham Cię”81. Zrobiło to ogromne wrażenie na trzydziestoletniej kobiecie, mieszkającej wciąż z rodzicami, która aby nie czuć się bezbarwną, przeźroczystą urzędniczką, z każdym rokiem robiła sobie coraz mocniejszy makijaż. Nagle poczuła, że jest bezgranicznie i bezwarunkowo kochana. Pozornie w banku była ważna, najlepiej ubrana, z modną blond fryzurą, jednak jej życie było bezbarwne. Po pracy, „obwieszona” zakupami wracała brudnym autobusem na wieś, do domu, w którym nic się nie działo.

Może dlatego, postanowiła odnaleźć mężczyznę, do którego należał głos. Po pracy, poszła na pocztę i w książkach telefonicznych szukała Amosa. Początkowo w Mariandzie, czyli obecnej Częstochowie, a potem także w innych miastach. Mimo długiego wertowania nie znalazła żadnego Amosa. Uznała, że to jakiś szyfr i wtedy – bingo! – odnalazła

A. Mosa w Częstochowie.

Po świętach przyszło do banku zawiadomienie o kursokonferencji właśnie

w Częstochowie. Postanowiła pojechać. Poszła pod dom A. Mosa i kręciła się pod nim dość długo, jednak nie zdecydowała się wejść. Szkolenie okazało się tak nudne, że

w notatniku malowała kwiatki i rozglądała się po sali. Wieczorem były korniszony

i wódka, a ręce mężczyzn błądziły po kolanach kobiet. I tak przez trzy dni.

Czwartego dnia Krysia stanęła przed drzwiami A. Mosa. Zapukała. Otworzył jej szczupły mężczyzna w pidżamie, palący papierosa. Wpuścił ją do środka. W mieszkaniu był bałagan. Pewna, że to jest właśnie głos z jej snów powiedziała „to ja jestem Krysia”82. Mężczyzna uparcie szukał jej twarzy w pamięci, pstrykając przy tym palcami. Przewijał w głowie imprezy, na których był, poznane kobiety, spytał nawet czy przypadkiem ze sobą nie spali. Zaprzeczyła i opowiedziała mu o swoich snach, w których on do niej mówił. Był zdziwiony i uznał ją za agentkę UB. Powiedział, że już dostał paszport i wyjeżdża stąd. Po czym stwierdził, że jest zajęty i dał jej do zrozumienia żeby sobie poszła. Powiedziała do widzenia i wyszła.

Płakała całą drogę na dworzec. Na miejscu dowiedziała się, że ostatni pociąg do Wrocławia już odszedł, więc zamówiła herbatę i czekała na następny. Po jakimś czasie usłyszała jego głos. Spytał, co mówił do niej w jej snach. Sprawdził, że następny pociąg ma dopiero rano i zaprosił ją do siebie, zaznaczając, że ma dwa pokoje. Zawahała się, ale poszła. Powiedziała mu, że chyba go z kimś pomyliła, może to wcale nie była Częstochowa i że będzie szukać dalej.

W jego domu zobaczyła wkręconą w maszynę kartkę papieru z wierszem. Tytuł brzmiał „Noc w Mariandzie”. To był znak, poczuła szybciej pulsującą krew. Zaakceptowała tego chudego mężczyznę z zaczerwienionymi oczami jako tego, który wchodził w jej sny. Przytuliła się do niego. Pachniał kurzem, papierem i dymem z papierosów. Szepnęła mu „A jednak to ty, znalazłam cię”83. Pocałował ją i zaczął rozbierać. Zniosła to jak ofiarę za to, że on ją pokochał i nawet poddała się rytmicznym ruchom jego ciała, obejmując go rękoma. Kiedy było po wszystkim nastawił budzik

i powiedział, że czas spać, ponieważ rano ma pociąg. Spytała, dlaczego ją pokochał. Odpowiedział „przyjechałaś do nieznajomego faceta przez pół Polski. Opowiedziałaś mu swój sen i poszłaś z nim do łóżka. To tyle. Jesteś walnięta”84.

Dowiedziała się, że Mariand to „knajpa” na rynku, w której zbierają się miejscowi „menele” i piją wódkę. Ciągle niedowierzała temu, co ją spotkało. Rano wracała do Nowej Rudy. Spała po tym wydarzeniu cały dzień i udawała, że zapomniała o tej głupiej podróży do Częstochowy. Zapomniała też o tlenieniu włosów, o malowaniu paznokci.

Po jakimś czasie we śnie pojawił się znów głos Amosa. Krysia poszła do jasnowidza, od którego dowiedziała się wszystkiego i była spokojna.

W nocy znów głos Amosa powiedział „kocham Cię, jesteś niezwykłą osobą”85.

Wydawało się jej, że rozpoznała ten głos, że wie, do kogo należy i usnęła szczęśliwa. Rano obudziła się z poczuciem, że coś wie, ale nie za bardzo wiedziała co.

Prosta kobieta mieszkająca tylko z rodzicami, codziennie wchodząca w utarty i dobrze znany jej schemat życia urzędniczki bankowej, nagle we śnie dotyka mocy uczucia. Czuje się prosto, bezwarunkowo kochana przez mężczyznę. To burzy dotychczasowe życie Krysi, bo nagle dostrzega w nim brak miłości. Głos Amosa zaczyna wchodzić głęboko w jej świadomość, dając pozór szczęścia i bycia kochaną. Skąd się wziął głos w głowie Krysi, czy Amos był postacią stworzoną przez jej podświadomość, czy rzeczywiście – za pomocą jakiejś nieznanej magii – ktoś gdzieś ją pokochał? Może ten głos miał na celu uświadomienie Krysi niepełności dotychczas prowadzonego przez nią życia. Problem zaczyna się wtedy, kiedy Krysia za wszelką cenę postanawia przyporządkować głos i imię realnemu mężczyźnie. Odzywa się w niej zagłuszone pragnienie prawdziwej, zwyczajnej więzi z mężczyzną. Wyszukała kogoś, o podobnym nazwisku i pojechała do niego, licząc, że jej sen nie jest tylko jej wyimaginowanym światem, że jest realny. Stworzyła w swojej głowie iluzję i wmówiła sobie, że ona istnieje. Jednak miłość ze snów zostaje zderzona z rzeczywistością, która w brutalny sposób obchodzi się z magią słów, które bohaterka usłyszała we śnie. A. Mos okazuje się nieudacznikiem, kreującym się na poetę. Już w samym szukaniu jej w pamięci widać, że tworzone przez niego relacje z kobietami są przypadkowe, czysto fizyczne i nierozerwalnie związane z dużą dawką alkoholu. Za swoją szansę uważa wyjazd za granicę, lecz czytelnik ma wrażenie, że to kolejna kreacja A. Mosa, szansa, którą szybko zaprzepaści.

Podczas spotkania z tym człowiekiem, Krysia okazuje się naiwna. Chcąc potwierdzić prawdziwość swojego wyśnionego świata, zgadza się na kontakt fizyczny, z którego nie czerpie żadnej przyjemności. Jednoznacznie też odczuwa, że jej „ofiara” była dla niego jedynie zaspokojeniem żądzy. Jest to dla niej przeżycie upokarzające. Wraca więc z powrotem do snu, w którym jest tą wyjątkową i kochaną. Zatraca się we śnie, zamiast go odegnać. Nie chce zapomnieć, znów marzy o Amosie, tym właściwym, wyidealizowanym.

Na koniec autorka kpi z nas, wprowadzając wątek jasnowidza, który sprzedaje bohaterce jej przyszłość, jak dobrą bajeczkę.

Tokarczuk, pisząc o tym zdarzeniu z ironią spogląda na ludzką potrzebę miłości, piękny sen obdziera z magii, konfrontując go z rzeczywistością. Tęsknota poszukiwaczki jest niestety w każdej kobiecie. Często powielają one te same naiwne błędy, wierząc

w szczęśliwe zbiegi okoliczności. Traktują życie jak telenowelę, w której wystarczy jedno słowo, czy jedno spojrzenie, aby odnaleźć miłość. Tragizm tej opowieści jest tym większy, że to nie będzie zapewne ostatnia próba Krysi w odnalezieniu Amosa (Amora?). Słowa, które słyszy bohaterka zagłuszają jej rozsądek, magiczny głos Amosa rozbudza bowiem

w niej potrzebę bycia kochaną i kochania. A może sens jest inny? A jeśli każda z nas kobiet jest marzycielką, poszukującą miłości. Mimo niepowodzeń wciąż wierzymy, że gdzieś jest ktoś, kto gotowy jest nas pokochać, ktoś nam przeznaczony.

VII
Zakochani w Agni


Zjawiła się w Nowej Rudzie zaraz po wojnie, sama, bez bliskich. Dostała pracę w aptece. Zakochała się w Nim, człowieku, który w błyszczących oficerkach przywracał kopalnię do życia. Po dwóch miesiącach wzięli ślub, dostali przydział na dom i z innych, jeszcze opuszczonych, znosili do swojego sprzęty i meble. Wyciągali z nich wszystko, co uważali za warte uwagi, co spowodowało, że na stałe przywiązali się do przedmiotów. Stało się dla nich ważne to, co materialne, posiadanie i nabywanie kolejnych rzeczy. On awansował, ona zapisała się na studia. Jeździli na zakupy do Wrocławia i Świdnicy, gdzie kupowali dobre, drogie ubrania, którymi lubili zwracać uwagę otoczenia.

Zabezpieczali się, kiedy wieczorem „szli do łóżka, w miłość”86. Nie chcieli mieć dzieci, to był dla nich banał, schemat, którego nie chcieli powielać. Ona bała się, że musiałaby się dzielić z dzieckiem miłością do Niego. Tłumaczyli się, że czasy są niepewne, że z dziećmi trzeba wciąż chodzić do lekarza, a tak byli wolni. Kupili pianino, znanej marki, które miało jedną małą wadę – głuche D, ona grała na nim, dając wytchnienie zmęczonym po pracy palcom.

Jednego dnia, z godziny na godzinę, wszystko się zmieniło. Dni stały się dla nich jakieś podobne. W tym czasie wykryto w jej jajniku guz. Czekały ją naświetlania, może operacja. Wtedy dopiero pomyślała, że jednak chciałaby mieć dziecko. Przygryzała wargi, ale on nie zauważał jej żalu. Wyjechał w delegację. Kiedy w nocy była sama przytulała do brzucha termofor, zakładała sweter i wełniane skarpety, a i tak wciąż było jej zimno.

Kiedy grzała się na werandzie zobaczyła idącego ulicą chłopca, jakby nie z tego świata, z długimi włosami, w skórzanej kurtce, z wojskowym plecakiem. Przyglądała mu się, a on to zauważył. Przystanął, popatrzył na nią i ruszył dalej. Po kilku chwilach wrócił i zaproponował, że mógłby skopać jej ogródek. Zgodziła się. Potem przyglądała się mu, jak pracuje. Wyglądał jak dziewczyna. Po skończonej pracy zaprosiła go na zupę. Kiedy jadł patrzyła na jego młodą, gładką i opaloną twarz. Powiedział, że nazywa się, Agni, że uciekł z domu dziecka i chce się dostać, przez otwartą granicę w Czechosłowacji, do Austrii. W zamian za skopanie ogródka, poprosił o nocleg. Zgodziła się, a zasypiając zastanawiała się czy chłopak już śpi i czy dla bezpieczeństwa nie sprawdzić kieszeni jego kurtki. Jednak bardziej, nie dawała jej spokoju myśl o jego nagiej, gładkiej skórze.

Nagle usłyszała kroki, ogarnął ją strach. W otwartych drzwiach zobaczyła chłopca. Spanikowała, włączyła lampkę i kazała mu wyjść. Tłumaczył jej, że przyszedł się z nią pożegnać, ponieważ uznał, że łatwiej mu będzie przekroczyć granicę w nocy. Kiedy się uspokoiła, przysunął się do niej i zaczął głaskać ją po szyi. Spytał, kiedy wróci jej mąż. W butach i ubraniu wszedł pod kołdrę. Powtarzała sobie, że to tyko sen. Rano dotarło do niej, że to działo się naprawdę. Chciała go wyrzucić, jednak on z ogromną pewnością siebie pocałował ją w szyję i szepnął: „Wcale tego nie chcesz. Chcesz żebym został do poniedziałku”87. Miał rację. Chciała żeby został. Kochali się znów, potem ona próbowała dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Zadawała pytania, ale nie odpowiadał. Opuścił dom, przed przyjazdem jej męża, obiecując, że wróci.

Po powrocie męża, usiadła przy nim, popatrzyła na niego i zaczęła płakać. Powiedziała przez łzy, że znów musi jechać do Wrocławia. Chcąc ją pocieszyć, wyciągnął z walizki pudełko z prezentem urodzinowym dla niej. Pozwolił go jej otworzyć miesiąc wcześniej. Kiedy zobaczyła, że kupił jej buty i torebkę z delikatnej cienkiej skórki, jej łzy wyschły.

Tłumaczyła się z czekania na Agni sama przed sobą, zastanawiała się czy tak postępując nikogo nie krzywdzi. On raz się zjawiał raz nie, a ona czuła, że jego obecność ją leczy, zbiera jej ciało w całość i nie pozwala mu się rozpaść. Wciąż nie wiedziała gdzie mieszka. Przychodził do niej z niezwykłym wyczuciem, kiedy męża nie było, jakby dobrze znał ich rozkład dnia, albo czytał w jej myślach. Wyjadał coś z garnków, kochali się i odchodził.

Żyła w dwóch światach, obok dwóch mężczyzn. Agni wcale nie pytał czy chce, był dla niej twardy, zajęty sobą. Dawała mu siebie, a on brał, zniewalając ją swoim dotykiem. Jego opalona skóra, „skwierczała” pod jej dłońmi.

Nie chciała kochać się z mężem, bo przy nim czuła, że umiera, przeszkadzał jej zapach jego skóry, przesiąknięty papierosami i smarem do maszyn. Mimo, że był bardziej czuły, kiedy się kochali, czekał na nią, zaglądał jej w oczy, to między jego ciałem a nią nie przeskakiwała żadna iskra, byli do siebie zbyt podobni. Kiedy odwoził ją do szpitala, poprosiła, żeby jej nie odwiedzał, a kiedy już miał odchodzić szepnęła – „powinno być sprawiedliwie. Powinni ci obciąć jaja”88.

Odczuł to jak policzek. Nie udało mu się wydusić żadnego słowa. Patrzyła na niego, kiedy odchodził, nie potrafił zrobić nic więcej, jak tylko poprawić nerwowo kapelusz. Został w domu sam. Brakowało mu gospodyni. Myślał nawet o znalezieniu starszej kobiety z lwowskim akcentem, takim, jaki miała jego matka.

Następnego dnia na schodach siedziała młoda, ładna, zielonooka dziewczyna w roboczych spodniach. Powiedziała, że poprosiła ją o pomoc jego żona. Weszła śmiało do domu i zabrała się za robotę. Kiedy zapytał, powiedziała mu, że ma na imię Agni. Przyniosła mu odgrzany bigos i herbatę. W wyobraźni zobaczył obraz jej nagiego, szczupłego ciała i poczuł niepokój. Wycofał się do sypialni tłumacząc się, że jest zmęczony. Poprosiła o klucze od domu mówiąc, że jutro przyjdzie i ugotuje mu gołąbki.

W nocy miał erotyczny sen. Śniła mu się Agni.

Nazajutrz zadzwonił do szpitala, do żony. Mówiła bezbarwnie, a słów, które dotyczyły operacji nie chciał słyszeć. Kiedy wrócił do domu zobaczył tę zielonooką dziewczynę, trzymającą w ręku wielką główkę kapusty. Chodził za nią krok w krok, nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Cały czas przyglądał się jej. Kiedy podawał jej nóż, przytulił się nagle do jej ciała, poczuł jej zapach. Pachniała, ogórkami, czymś zielonym i świeżym, za czym zawsze tęsknił. Całował ją po twarzy, a nie usłyszawszy „nie”, kochał się z nią.

Powroty do domu stały się dla niego bolesne, zgromadzone w nim przedmioty, przypominały mu o chorej żonie w szpitalu. Czuł, że zawsze odpowiadając na jego pytania kłamała. Zastanawiał się, dlaczego. Była obca, jakby nie z tej gliny i to pociągało go w niej do szaleństwa.

Najbardziej, lubił leżeć z nią w łóżku, „wymęczony seksem”89 i opowiadać jej o sobie. Odkrywał w ten sposób swoje życie, a jednocześnie dotykał innej odmiany miłości. Ona „nie potrzebowała żadnej kokieterii, umizgów czy podchodów”90. Był jej wdzięczny, że była, że słuchała, że pachniała ogórkami. Zmierzył dziewczynie dłońmi talię i kupił dla niej we Wrocławiu spódnicę. Potem siedząc w Basztowej widział, jak w tej spódnicy szła ulicą.

Pojechał do żony. Była po operacji. Pomyślał, że ona zmaga się ze śmiercią, wystraszył się i łzy stanęły mu w oczach. Po powrocie nie mógł odgrodzić się od myśli, że ona umrze, a on będzie z „cudną Agnieszką”91. Wynajął pokój na przedmieściu i tam tuląc się do jej drobnych piersi wyznał płacząc, że chciałby, aby jego żona umarła.

Po jej powrocie do domu Agni więcej się nie pojawiła. Szalał, błądził po mieście

i szukał jej. Siadał w Basztowej i pijąc wódkę za wódką i szukał jej wśród przechodniów. Wydawało mu się, że nie przeżyje jej nieobecności, „umierał od środka”92. Odsuwał się od żony.

Ona mówiła „wiem, że stałam się zgryźliwą jędzą”93 i też odchodziła od zmysłów z tęsknoty za Agni. Pod byle pretekstem wychodziła z domu i przyglądała się przechodzącym mężczyznom. Czasem zrozpaczona, wołała w noc: Agni, Agni … Agni, wierząc, że ją usłyszy. Chciała się zabić, ale nie potrafiła.

Oboje żyli tęsknotą. Świat stał się dla nich „papierowy, kruszył się”94, musieli uciekać poza własne, tęskniące wciąż ciała. Oboje tak żyli, „ale każde osobno”95. Nie mówili już do siebie kocham, zamiast tego w ich życiu pojawił się zwrot – trzymajmy się razem, który powtarzali sobie wciąż jakby to miało coś zmienić. Stali się mechanizmami, które bezmyślnie przeżywały kolejne dni. Ona ocknęła się pierwsza z tego marazmu

i poczuła, że czas umierać. Złamała rękę, nie chodziła, nie mówiła. Zaczęło jej się plątać w głowie. Umarła, a on zaraz po niej.

Wystarczyło, aby w życie dwojga ludzi wszedł hermafrodyczny Agni, a uświadomili sobie jak puste było dotąd ich życie. Okrojone z marzeń, skupione na egoistycznych potrzebach, materialnych zachciankach. Młodość Agni wzbudziła w nich tęsknotę za utraconym czasem, macierzyństwem oraz ojcostwem. Zapragnęli posmakować jeszcze raz młodości. Szczupła postać Agni dawała im bezpieczeństwo, pomogła przetrwać trudny czas. Pojawiła się w momencie choroby żony i po jej powrocie do domu zniknęła.

Z tej nierealnej historii, można wyciągnąć smutny wniosek, że zbytni egoizm w miłości, przesadny materializm, ciągłe odkładanie rzeczy naprawdę ważnych na później, ma smutne konsekwencje. Zbyt szybko okazuje się, że nie jesteśmy już młodzi, a choroba może pozbawić nas doświadczenia bycia matką i ojcem.

Doświadczenie to powoduje, że opisani tu bohaterowie przeżywają kryzys, ich uczycie gubi się pod jego ciężarem. Wywołuje w nich chęć odmłodzenia się i zdobycia jeszcze jednej szansy poprzez romans z młodą osobą, jaką jest pojawiający się w ich życiu hermafrodyczny Agni. Narrator jednoznacznie pokazuje, że próba odzyskania straconego czasu może zakończyć się tylko ciągłą tęsknotą.

VIII
Kochanka
Przeczytała w gazecie, że jej dawny ukochany będzie w Allenstain. Świadomość, że będzie tak blisko nie pozwoliła jej zasnąć. Wszystko nagle w niej ożyło, a może nigdy nie umarło i zawsze w niej było. W myślach wyobrażała sobie ich spotkanie, jego zaskoczenie, minę.

Rano oznajmiła mężowi, że chce wyjechać na kilka dni do ojca. Spakowała się, wsiadła do pociągu. W czasie drogi wspominała dawne czasy. Moment, kiedy poznała pisarza. Jego blond włosy. Ich pośpieszną noc w hotelu, a przede wszystkim łazienkę, w której kiedy on jeszcze spał, oglądała jego pędzel do golenia i drewnianą mydelnicę.

Te przedmioty wzruszyły ją na tyle, że potraktowała ten moment, jako początek jej miłości do niego.

Po przyjeździe do Allenstain w jedynym hotelu w mieście, zapytała czy tutaj zatrzyma się pisarz. Wynajęła pokój i poszła się odświeżyć. Upięła starannie włosy, skrapia się perfumami.

Odpoczywając, wspominała wspólnie spędzone przez nich chwile w Wenecji. Pamiętała jak ze szczegółami opowiadał jej o swojej rodzinne. Charakteryzował tych ludzi jakby każdy z nich był kimś wyjątkowym.

Patrząc na zegarek pomyślała, że właśnie jest sjesta w pokoju dzieci, zatęskniła za ich zapachem. Ponieważ miała sporo czasu poszła na kawę a potem udała się w stronę dworca. Na pustym peronie znów zagłębiła się we wspomnieniach. Miała przed oczami ich rozstanie w Wenecji, jego łzy, jego listy.

Zobaczyła pisarza dopiero przy wyjściu z dworca. Otaczała go młodzież, jednak dostrzegła jego twarz. Był inny, bardziej dopasowany, siwiejący.

Ostatni list, jaki od niego dostała kończył się tak „nie chodzi mi o nic innego w życiu, o to tylko żeby pisać. Wiem, że mnie zrozumiesz”96. Jednak pół roku później, łasy na tytuły ożenił się z córką jakiegoś profesora. Napisała wtedy do niego długi list. Domyślała się, że nie doczytał go do końca, pewnie wyrzucił albo spalił, bo nigdy nie dostała odpowiedzi. Przez następne lata z gazet dowiadywała się jakichś szczątkowych informacji o jego życiu, dzieciach, kolejnych książkach. Dręczyła ją obsesja, że w jego książkach znajdzie jakiś znak dla siebie, wytłumaczenie dla tego strasznego zdania.

Była jedną z pierwszych osób, które przyszły do miejscowego teatru gdzie miał odbyć się odczyt. Na spotkaniu w teatrze znów mogła mu się przyjrzeć. „Tchnęło od niego jakąś czystością”97, był ogolony, blady, elegancki. To przypomniało jej jego bose stopy, jego twarz i chłopięcy uśmiech, kiedy leżał na niej, z oderwanym guzikiem od koszuli, mokry od potu.

Usiadł, wyciągnął papiery i przejechał wzrokiem po sali. Zadrżała, kiedy poczuła jego wzrok na sobie. Ale była za daleko, żeby mógł ją poznać. Jednocześnie uświadomiła sobie, że poznałaby go wszędzie z każdej odległości. Była zawiedziona jego zachowaniem – nie przedstawił się, nie podziękował mieszkańcom, nie pochwalił miasta. Mówił

o muzyce, „z arystokratyczną elegancją, nic ponad, nic pod”98. Uchwyciła z tego może jedno zdanie.

Poczuła się ogromnie samotna i nic nie było w stanie tego zmienić, zastanawiała się, dlaczego człowiek nigdy nie docenia tego, co ma, dlaczego zawsze chce czegoś, czego nie może mieć, czemu jest w ludziach taka skaza.

Kiedy skończył i zaczął podpisywać książki wyszła i wróciła do hotelu, ale za kontuarem nie było recepcjonisty. Sama wzięła klucz, a po chwili namysłu sięgnęła jeszcze po drugi, od pokoju swojej dawnej miłości. Kiedy weszła do tego pokoju, rozejrzała się.

Z rzeczy jej znajomych rozpoznała w łazience jedynie drewniane pudełko na mydło. Po tym, kiedy on odszedł szukała takiego w drogeriach, jednak nigdy nie znalazła. Słysząc hałas, uciekła na swoje piętro.

Kiedy płaciła za pokój, recepcjonista pochylił się nad nią i szepnął do niej: „to właśnie jest ten T.” Chciała się odwrócić, ale nie mogła. Zastygła na chwilę w bezruchu i poczuła się ogromnie ciężka. Wsiadła do dorożki, a koń chyba poczuł jej ciężar, bo nie chciał ruszyć. Na dworzec powiedziała.

Pisarz nigdy jej nie wyjaśnił, dlaczego ją zostawił, jego ostatnie zdanie okazało się nieprawdziwe, w momencie, kiedy ożenił się z córką profesora. Nie miał odwagi powiedzieć jej prawdy i dlatego ona wciąż żyła nadzieją, że to nie była dla niego tylko erotyczna przygoda, bo przecież płakał, kiedy się rozstawali, przecież tak im było dobrze ze sobą. Kochanka nie jest w stanie zaakceptować faktu, że jej pisarz, dawno już o niej zapomniał i w żadnej z jego książek, które uparcie wertowała i czytała po parę razy, nie znajdzie ukrytego znaczenia przeznaczonego tylko dla niej.

Bohaterka ma już ułożone życie, męża, dzieci. Tylko ten niedokończony romans ciągle żyje w jej podświadomości. Jakaś jej cząstka, wciąż za nim tęskni. Na wieść,

że będzie w pobliżu rzuca dom i wyjeżdża, właściwie sama nie wiedząc, czemu.

W myślach układa sobie scenariusze spotkania oraz dokładnie wyobraża moment,

w którym on ją pozna i zostawi wszystko, żeby z nią porozmawiać. Jednak, gdy ma sposobność, kiedy mogłaby wszystko wyjaśnić, usłyszeć jakieś słowa rezygnuje.

Po przeczytaniu dręczy nas myśl, dlaczego ona ucieka, czy boi się konfrontacji własnych wspomnień o nim z brutalnymi słowami, z rzeczywistością, a może ta podróż uświadamia jej, że ten mężczyzna jest wyjątkowy jedynie w jej wspomnieniach.

W rzeczywistości jest egoistą, który dla blichtru ożenił się z córką profesora. Gardzi mieszkańcami małego miasteczka, traktując swój odczyt jak nudny obowiązek. Mówi monotonie, świadomie w swoim odczycie chwali się wiedzą, nie zastanawiając się nawet czy ma to jakiekolwiek znaczenie dla słuchających go ludzi.

Nie dowiemy się, czy po powrocie do domu kochanka nadal w każdej perfumerii będzie pytać o drewniane pudełko na mydło, czy będzie go wspominać mając swój własny niezburzony jego przykrymi słowami mikroświat. Być może to ponowne spotkanie, choć z daleka, spowodowało, że zobaczyła go w innym świetle. Odkryła, że kocha wspomnienia i człowieka, który dawno przestał istnieć, bądź istniał tylko w jej mirażach z przeszłości.

IX

1   2   3   4


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość