Strona główna

Magdalena sodomková hot 7 anatomia miłOŚci w pszczynie coś dziwnego


Pobieranie 6.89 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar6.89 Kb.
MAGDALENA SODOMKOVÁ

HOT 7

ANATOMIA MIŁOŚCI W PSZCZYNIE

Coś dziwnego

Co pewien czas zdarza się tu naprawdę coś dziwnego. Chyba także bluźniącym Czeszkom. Jestem pierwszy dzień w Pszczynie. Siedzę nad jadłospisem, gdzie całkiem serio oferują cuchnący omlet. I dzwonią dzwony tutejszych kościołów.

Siedzi naprzeciwko. Na stole książka Stefana Zweiga. List do nieznajomej, o mężczyźnie, który rozminął się z tą jedyną prawdziwą.

Siedzi naprzeciwko, jest z drugiego krańca globu, a mimo to jest w nim coś polskiego. Smutne oczy, nawet kiedy się śmieje.

W tutejszym kościele dudnią organy, na ekranie obok ambony wyświetla się tekst pieśni maryjnych. Dokładnie tak samo w moich oczach, jak twierdzi: „podobasz mi się, podobasz mi się, podobasz mi się”.

Być może to wszystko nie jest jedynie karykaturą. Być może w Pszczynie naprawdę jest atmosfera stworzona do miłości.


Nadszedł czas, by zapytać tych, którzy coś o tym wiedzą. Pszczyńskich zakochanych.
HOT 1

Magnes

Cecylia Maria Gałaszek, urodzona 11. 4. 1949

Jan Piotr Gałaszek, urodzony 19. 5. 1947

Ślub 4. 9. 1971


Zdarza się to ponoć głównie pracownikom. Kto wejdzie do tego zamku, ten się tutaj zakocha. Zamek w Pszczynie jest jak magnes. Przydarzyło się to już czterem parom. Najpierw swoje życie złączyli z romantyczną siedzibą księżnej Daisy, a potem z kimś, kto tu pracował. Tak jak na przykład główny konserwator Jan Gałaszek. Miał dwadzieścia dwa lata, gdy przyszedł do zamkowego muzeum podczas letnich wakacji na prace społeczne. 15 lipca otworzył ciężkie rzeźbione drzwi i pozostał na następne czterdzieści lat. Ujrzał bowiem ją. Jak mawia pani Cecylia: „Ja wtedy nigdzie nie jeździłam, więc musiał zjawić się tutaj, żebyśmy się ze sobą związali.” To zrozumiałe. Magnes to magnes.
Tajemnicze napisy.

To miejsce skrywa swoje tajemnice. I wcale nie jest to owo tajemnicze przesłanie pod olbrzymim gobelinem, obok schodów, będących kopią wersalskich. Na odwrocie cennego materiału ktoś po polsku, po francusku i po niemiecku utrwalił polecenia dla służby:

„Nie pluć na podłogę! Nie wpuszczać do zamku obcych osób! Nie wyrażać się wulgarnie!”

Nie chodzi tylko o to, że jest tu toaleta księżnej Daisy ozdobiona różami z miśnieńskiej porcelany i marmurowa łazienka z ledwie dostrzegalnymi drzwiami wiodącymi do wąskiego korytarzyka, przez który zalotna arystokratka mogła pozwolić uciec kochankowi. Dyskretnie, tak, żeby książę Jan Henryk XV nie powziął podejrzeń. I że jest tu sala zwierciadlana, która wyrafinowaną grą szkła weneckiego stwarza iluzję przestrzeni, w gruncie rzeczy nie istniejącej. Albo stajnia, z której ścian po latach na światło dzienne wyszły ornamenty.



Krótko mówiąc, w pałacowej przestrzeni „dzieją się różne rzeczy”.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość