Strona główna

Minął kolejny rok działalności szkolnej gazetki Gimnazjalista


Pobieranie 135.98 Kb.
Strona1/4
Data20.06.2016
Rozmiar135.98 Kb.
  1   2   3   4


































2







Minął kolejny rok działalności szkolnej gazetki Gimnazjalista.


U nas wiele się zmieniło. Nie ma z nami koleżanek
z klasy IIIc. Przed nimi nowe wyzwania w szkołach ponadgimnazjalnych. Żegnamy Was i życzymy powodzenia. Nie zapominajcie o nas.
Ci, którzy pozostali, to my
– dziennikarze z obecnej IId. Choć jesteśmy nieco starsi, to ciągle my.

Do współpracy zaprosiliśmy w tym roku szkolnym nasze starsze koleżanki

z klasy IIIa. Ich artykuły ukażą się już

w tym numerze, ale, pamiętajcie, dziewczęta dopiero ćwiczą.


I najważniejsze! Nasza gazetka nie nazywa się już Gimnazjalista. Od tego roku szkolnego to Gimbaza. Dlaczego? Wyjaśni to jedna z naszych redakcyjnych koleżanek.




Zauważyliście coś nowego w naszej szkolnej gazetce? Jakaś zmiana? Nie? Wróćcie na pierwszą stronę. Już łapiecie, o co mi chodzi? Tak, mamy nową nazwę! G I M B A Z A. Potrzebna była jakaś zmiana. I tak oto Gimnazjalistę zastąpiliśmy Gimbazą. Jednak nie jesteśmy w gorącej wodzie kąpani. Najpierw potrzebne było nam zdanie czytelników, więc zadaliśmy im

pytanie: Co myślicie o nowej nazwie?

Spytaliśmy kilkadziesiąt osób


na szkolnym korytarzu o ich opinię. Oto wyniki: 75% ankietowanych uważa,
że nowa nazwa jest fajna, 15% się nie podoba, a reszcie jest to obojętne. Tak więc oficjalnie ogłaszamy, że nasze czasopismo od tego roku szkolnego nazywa się jest Gimbaza.

Szukając w Internecie szkolnych gazetek tworzonych przez inne gimnazja, natknęłam się na taki tytuły jak: Uczniak, Gimnews, Szkolności, Prosto z korytarza. Dlaczego my mamy Gimbazę? Każdy, jako mały szkrab, miał swoją „miejscówkę”. Sam lub z przyjaciółmi. Miejsce, w którym wiele się działo. Miejsce, gdzie można było uciec, spotkać się z kolegami. Każdy miał swoją bazę. Nasze gimnazjum powinno być dla nas taką właśnie bazą – gimbazą.

Dominika Wolf, kl. IIIa


Wydawanie naszej gazetki szkolnej GIMBAZA zaczynamy od prezentacji zespołu redakcyjnego.

Członkami redakcji już drugi rok są uczennice klasy IId – Kamila Filipiak, Nikola Łagoda, Oliwia Szymańska,

N
3
ikola Świerczewska
, Karolina Świerczyńska
i Magdalena Wlaź oraz
po raz pierwszy uczennice klasy IIIa – Martyna Błażejewska, Sylwia Kicińska, Kinga Kolęda, Ksymena Krawczyk, Nikola Kwiatkowska, Justyna Łukaszewska
i Dominika Wolf.

Redaktorem naczelnym jest Kamila Filipiak.

Sztuki dziennikarskiej uczy

nas Pani Elżbieta Rosiak,

która funkcję opiekuna

szkolnej gazetki

pełni już od ośmiu lat.


A co słychać u Was? Mamy nadzieję,


że wakacje były udane, wypoczęliście

i wróciliście do szkoły pełni energii.


Podobnie jak w minionym roku, szkolna gazetka „GIMBAZA” będzie wydawana w wersji elektronicznej.

(red.)

Z okazji nowego roku szkolnego życzymy wszystkim uczniom,

aby te szkolne miesiące minęły jak najszybciej, a na końcowym świadectwie widniały same bardzo dobre

i dobre oceny.

Redakcja szkolnej gazetki „GIMBAZA”

Jesteśmy już z Wami wiele lat, gdyż nasza szkolna gazetka ukazuje się od 2006 roku. Skład naszej redakcji nieustannie się zmienia, „starzy” dziennikarze odchodzą, a ich miejsce zajmują ci „nowi”.
Dorastamy, ucząc się dziennikarstwa pod opieką Pani Elżbiety Rosiak. Zmieniają się nasze poglądy, styl pisania, bycia etc.
Niewątpliwie praca na rzecz gazetki odciąga nas od wszelakich pokus, złego stylu życia, pozwala nam wyrazić siebie samych, często w oryginalny sposób

i chyba o to chodzi.

4

Aha, jeszcze jedno - poznajcie nas, redakcję koła dziennikarskiego


w roku szkolnym 2012/2013.



Denerwują mnie bardzo fałszywi ludzie, staram się dążyć do wyznaczonych celów. Rówieśnicy darzą mnie sympatią, dlaczego? Jestem osobą o dobrym sercu, może trochę zwariowaną, dużo się uśmiecham, lubię spotykać się


z przyjaciółmi. Czy wiecie o kim mowa? Tak, to ja,
Kinga Kolęda z IIIa.

Cześć, nazywam się Nikola Kwiatkowska. Jestem miła, sympatyczna i strasznie uparta. Gdy wyznaczę sobie cel, dążę do niego. Lubię spotykać się z przyjaciółmi, chodzić na spacery z moim psiakiem. Gdy mam gorsze dni, zakładam słuchawki i oddaję się muzyce. Staram się być normalną dziewczyną, nie lubię wyróżniać się z tłumu.



Chodzę do klasy IIIa. Mam na imię tak, jak niewiele dziewcząt w naszej szkole. Imieniny obchodzę 30 stycznia. Domyślacie się więc zapewne, że chodzi o Martynę Błażejewską. Jestem gimnazjalistką z głową w chmurach, starającą się żyć


z uśmiechem na ustach. Raz nienormalna, zawsze realna, mało kiedy idealna, zawsze szalona i zakręcona.


Marzycielka i optymistka patrząca
na świat przez różowe okulary – to


właśnie ja. Wszyscy mówią, że jestem miła i koleżeńska, jednak dość często potrafię się „wkurzyć” i mocno się zdenerwować. Moje zainteresowania skierowane są w stronę fotografii i jazdy konnej, dużo czytam. Moją słabością jest muzyka. Stawiam sobie cele, do których uparcie dążę i to jedno na pewno się nie zmieni.

Dominika Wolf, 15 lat
Osoba ciepłolubna. Zima? Brr... Wtedy wypijam hektolitry gorącej czekolady. Tabliczki czekolady też pochłaniam
w szybkim tempie. Uwielbiam wariować z przyjaciółmi. Dużo śmigam
na rolkach, na szczęście już bez nabijania sobie guzów. Pochłaniam książki o bliskiej mi tematyce - problemy nastolatków. Nieodłączną częścią mojej torby są słuchawki. Podłączam je do mojej noki c3
i przenoszę się w inny świat - Świat Rocka. Najbardziej lubię Guns'n'Roses
i Nirwanę. Płaczę przy włoskim filmie „Trzy metry nad niebem”. Nauka? Nie


5





mam z nią problemów. Najlepiej radzę sobie z matematyką
i fizyką. Właśnie z nimi wiążę swoją przyszłość.


Justyna Łukaszewska. Jaka jestem? Mogę wymienić wiele cech, ale najważniejsze z nich to: wesoła, zwariowana, zawsze uśmiechnięta. Myślę, że po prostu jestem sobą. Lubię słuchać rapu i spotykać się
z przyjaciółmi. Jestem przeciętną dziewczyną, która ma marzenia. Chętnie pomagam ludziom. Lubię się śmiać
i żartować. Nie zawsze jednak towarzyszy mi dobry nastrój. Wtedy zawsze zakładam słuchawki i słucham muzyki. Staram się jednak patrzeć pozytywnie na świat i ludzi, którzy mnie otaczają.


Sylwia Kicińska, czyli bardzo rozgadana, nieco zwariowana jeszcze uczennica gimnazjum - to mogę powiedzieć o sobie. Namiętnie słucham muzyki, ale nie ograniczam się do jednego gatunku. Staram się uparcie realizować swoje pragnienia. Nie poddaję się. Mam marzenia, które chcę spełnić, dlatego nie rezygnuję na starcie. Nie rozstaję się
z uśmiechem. Zawsze zabieram go ze sobą i zarażam nim innych.



Ksymena Krawczyk - osoby, które mnie znają, wiedzą, że moją osobowość trudno krótko opisać. Jestem ambitna. Stawiam sobie cele i konsekwentnie je realizuję, pokonując własne słabości. Wiem, że tylko ciężka praca może przynieść satysfakcję. Chciałabym dostać się do dobrej klasy LO,
bo uważam, że lepiej być najgorszym wśród najlepszych, niż najlepszym wśród najgorszych. Mam kilku przyjaciół, gdyż potrzebuję osób,
z którymi mogę porozmawiać od serca.



Często zamykam się w swoim pokoju
z książką i kubkiem gorącego kakao. Lubię przenosić się w inny świat, bo przecież kto czyta, żyje wielokrotnie. Ostatnio zaczęłam przenosić emocje
na papier lub ekran komputera. Część moich prac będziecie mogli poznać
na łamach „Gimbazy”.


Moi koledzy mówią, że jestem sympatyczna, miła i spokojna. Miewam prawie co noc dziwne, kolorowe sny,
a rano budzę się z głową pełną jeszcze sennych majaków, o których opowiadam moim koleżankom. Często się śmieję, ale na lekcji potrafię zachować powagę. Prawie ciągle mówię, czasem od rzeczy, ale nigdy nie zamykają mi się usta. Gdy się komuś coś uda, używam zwrotu „poszło ci” albo „nie poszło”
w przeciwnym przypadku. Zamiast
po prostu życzyć komuś powodzenia, mówię „wszystkiego najlepszego”. Choć moje opowieści niekiedy, delikatnie mówiąc, męczą znajomych, to ja jednak nie mogę się oprzeć, bo przecież komu mam o nich opowiadać, jak nie im - Karolina Świerczyńska, IId.

Nikola Ś. - dziewczyna normalna

Moją osobę przedstawię wam tak:

Jestem promienna

niczym wiosenny ptak.

Lubię podziwiać piękno natury,

Lecz przerażają mnie szkolne mury.

Często słyszę, że pięknie śpiewam.

Ja na ten temat inne zdanie miewam.

Chętnie z przyjaciółmi też się spotykam


6




I rowerami z nimi pomykam.

Mojego pieska tak bardzo kocham,

Że na jego krzywdę mocno szlocham.

Taka wrażliwa, przyjacielska, naturalna

Jest moja osoba, bardzo normalna.

- Nikola Świerczewska,

IId
Jest bardzo miła i spokojna, ale potrafię też być szaloną, pełną życia nastolatką.

Często na mojej twarzy gości uśmiech, który dodaje mi uroku, jak mówią koleżanki i koledzy z mojej klasy. Jestem spontaniczna, mam własne zdanie na każdy temat i trudno je zmienić. Uwielbiam wyzwania, kiedy mogę sprawdzi swoje umiejętności szczególnie na zawodach w biegach, które trenuję. Choć na początku trenowałam niechętnie, teraz wiem, że dzięki treningom mogę wiele osiągnąć.

Jestem uparta. Moje życiowe motto brzmi: Jestem, jaka jestem i nigdy się nie zmienię - Oliwia Szymańska, IId
Nikola Ł. - dziwczyna odjazdowa.

Głowa ma pomysłowa

Jestem szalona, zawsze kolorowa

Rysowanie to ma passa

Zmienię się niedługo w Picassa

Mówią, że jestem miła, śmiała

Więc podejdź, zagadaj,
nie bądź ślamazara.


Fajna, szalona, zwariowana.

Dasz wiarę?

Oto słówek o mnie parę.

- Nikola Łagoda, IId

Często kieruję się maksymą „Bez ryzyka nie ma zabawy”, nawet w dzieciństwie marzyłam o tym, żeby zostać kaskaderką. Pełno sińców i blizn to skutki mojej przebojowości. Ale potrafię zachować umiar i dostosować się


do danej sytuacji. Uśmiechnięta
i dla każdego oddana. W każdej chwili
i o każdej porze, super Kamila z klasy IId ci pomoże! Moja głowa jest pełna

wiedzy, wykorzystywanej
na konkursach tych łatwych i tych trudnych. Nigdy się nie poddaję i zawsze walczę o swoje. Życie jest pełne przygód, trzeba z niego korzystać, więc ja to robię! - Kamila Filipiak.


Na pierwszy rzut oka jestem spokojna
i nieśmiała, jednak kiedy ośmielę się odezwać, lubię trochę poszaleć
i powariować. Przyjaciele wiedzą, że jestem zwariowana, choć wydaję się przeciętną nastolatką, niczym nie różniącą się od innych. Kiedy wracam do domu, lubię spokojnie zaszyć się
w swoim pokoju i wyciągnąć grubą książkę, na chwilę oderwać się od tego świata. Uwielbiam czas spędzony
ze znajomymi - gdy się spotykamy, robimy zwariowane rzeczy. Czasami, gdy mam wolną chwilę, chwytam w rękę długopis i zeszyt, a potem piszę wiersze
i opowiadania. Może jestem trochę dziwna, ale mi to zupełnie nie przeszkadza! - Magdalena Wlaź, IId


7








Poniedziałek
Wreszcie wakacje” - pomyślałam
w dniu, kiedy razem z przyjaciółkami równo o godzinie czternastej miałyśmy wyjechać na kilkudniowy odpoczynek od całej tej nauki. Jechałyśmy z tatą Oliwki do domu nad jeziorem. Tam miała na nas czekać ciocia dziewczyny, więc moi rodzice puścili mnie bez sprzeciwu.

Spakowałam walizkę, dokładnie sprawdzając, czy mam wszystko, lecz
i tak czułam, że czegoś nie wzięłam. Sporządziłam nawet listę rzeczy, które mam wziąć. Miałam wszystko. Niby.


- Tory, spakowałaś się?- zawołała mama.

- Tak!- odkrzyknęłam.
Byłam umówiona z Żanetą, że zabierze mnie po drodze, więc szybko ubrałam się, złapałam walizkę i ruszyłam, by wreszcie zasmakować trochę wolności. Rodzina pożegnała mnie czule, choć to miało być zaledwie tylko pięć dni.
Gdy wreszcie wyszłam z domu
i wsiadłam do auta, zaczęłyśmy żywo rozmawiać. Kiedy dojechałyśmy
na miejsce zbiórki i wpakowałyśmy się do samochodu, żadna z nas nic nie mówiła. Nie było trzeba. Każda smakowała wolność, której nawet nie zakłócała obecność taty Oliwki. Marta patrzyła w okno, Żaneta bawiła się bransoletką, Oliwka zaczęła czytać książkę, a ja włożyłam słuchawki
do uszu i puściłam muzykę.


Po niecałych dwóch godzinach dojechaliśmy na miejsce. Patrzyłyśmy zachwycone na zieloną okolicę i małe jeziorko, które znajdowało się tuż
za domem. Sam domek był niezwykle uroczy. Miał odcień jasnego brązu. Wszędzie było widać kwiaty.

Nagle drzwi się otworzyły i wyszła z nich kobieta w średnim wieku z twarzą
w kształcie serca i ciepłymi oczami. Spojrzała radośnie na Oliwkę, po czym uściskała nas wszystkie.


- Witajcie, tak miło mi gościć koleżanki mojej drogiej Oliwki - powiedziała.
Gdy tylko pokazała nam pokój, szybko przebrałyśmy się w stroje kąpielowe
i ruszyłyśmy do wody. Marta nie dała się do niej zaciągnąć, tylko siedziała
na brzegu ręcznika i opalała się, patrząc na nas. Żaneta wyszła zza budynku
i pokazała nam, byśmy odwróciły jej uwagę, podczas gdy ona zakradła się
za Martę z wiadrem zimnej wody
i z bojowym okrzykiem wszystko na nią wylała. Dziewczyna podskoczyła zaskoczona, a kiedy tylko się otrząsnęła, chwyciła wiaderko, które Żaneta upuściła i pobiegła do wody.

8



Do kolacji, na którą nasza opiekunka zawołała nas o 18:00, bawiłyśmy się nad wodą, śmiejąc się i robiąc żarty. Gdy zapadał zmrok, usiadłyśmy wszystkie na dwóch hamakach rozłożonych między drzewami i opowiadałyśmy historie
o duchach.

Wtorek
Tego dnia miałyśmy obejrzeć pobliskie miasteczko. Poszłyśmy więc pieszo. Gdy tylko znalazłyśmy lodziarnię, skierowałyśmy się w jej stronę. Usiadłyśmy na ławeczce przy drzewie
i wtedy go zobaczyłam.
Był wysoki i dobrze zbudowany. Miał ciemne włosy i wyraźne rysy twarzy. Uśmiechał się, a na jego policzkach utworzyły się urocze dołeczki. Szedł
z kolegą, trzymając pod pachą piłkę
do koszykówki. Nagle zaśmiał się głośno
i spojrzał na mnie. Dosłownie
na sekundkę nasze oczy się spotkały,
a mnie przeszyły dziwne prądy. Onieśmielona schyliłam głowię
i pozwoliłam moim włosom opaść
na twarz. Przez resztę naszej wycieczki po mieście wszędzie go szukałam.

Po godzinie wróciłyśmy do domku, by przebrać się i pójść na festyn, który miał się dziś odbyć. Podniecone dziewczyny rozmawiały o imprezie i nie były świadome mojego stanu. Kiedy przywoływałam jego twarz, czułam motylki w brzuchu. „Chyba się zakochałam” - pomyślałam.
Na festynie było pełno ludzi, zarówno starszych, jaki i młodych. Ciocia Oliwki wypatrzyła swoją koleżankę, więc pozwoliła nam chwilkę się rozejrzeć.

Złożyłyśmy się na ogromną watę cukrową, którą pochłonęłyśmy w oka mgnieniu. Akurat siedziałyśmy
na ławeczce, oglądałyśmy występy artystyczne i objadałyśmy się lodami, gdy znowu usłyszałam ten gardłowy śmiech. Spojrzałam za siebie i ujrzałam

go. Siedział przy stoliku razem z dwoma innymi kolegami i śmiał się. Spojrzał przed siebie i gdy mnie ujrzał, uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Błyskawicznie obróciłam się i usiadłam wyprostowana jak struna. Dziewczyny zauważyły moją reakcję, bo spojrzały za mnie i też się uśmiechnęły. Spojrzałam na nie morderczym wzrokiem, po czym pochyliłam głowę. Marta powiedziała coś do Żanety, a ta zdusiła w sobie chichot. Oliwka cały czas gadająca coś do Marty nagle ucichła i spojrzała
na coś za mną. Obróciłam lekko głowię
i zobaczyłam go tuż za sobą.


- Cześć - powiedział z uśmiechem.

- Hej - odpowiedziałam.

Chłopak spojrzał na moje koleżanki, które mierzyły go takim wzrokiem jakby wyceniały jego wartość.
- Jestem Marek - odezwał się.


- A ja Marta - powiedziała za mnie przyjaciółka. - A to moje koleżanki - wskazała na nas kolejno - Oliwka, Żaneta i Tory... Witkoria - pokazała
na mnie.

Chłopak przywitał się grzecznie i przez resztę festynu czułam na sobie jego wzrok
i motylki
w brzuchu. Parę razy zagadał
do mnie, ale ja zachowywałam się nieśmiało
i widocznie tym płoszyłam go.

Środa

Dziś wybrałyśmy się do sklepu kupić jakieś kolorowe sukienki. Weszłyśmy do środka i zaczęłyśmy szukać. Znalazłam śliczną, żółtą sukienkę, którą od razu



9

poszłam przymierzyć. Kiedy się w nią wcisnęłam, usłyszałam Żanetę tuż


za przebieralnią. Postanowiłam się troszeczkę wygłupić i z nonszalancką miną oparłam się o ściankę i odsłoniłam zasłonkę.

- I jak? Podoba ci się?- zapytałam
z uśmiechem, który zgasł, gdy zobaczyłam, że obok Żanety stał Marek.
Koleżanka tłumiła w sobie chichot,
a chłopak odpowiedział.
- Całkiem nieźle prezentuje się z przodu, ale prosiłbym o dokładniejszą prezentację. Możesz się obrócić?


Uśmiechnęłam się nieśmiało i zwinnie okręciłam się wokół własnej osi.

- Wprost wspaniale - powiedział.

- Dziękuję - odpowiedziałam, wdzięcznie dygając.

Żaneta w tym momencie straciła panowanie nad sobą i wybuchła śmiechem. Spojrzałam na nią
z wyrzutem.


- Tory... Co powiesz na kino? Jutro

o 8.00?

Uśmiechnęłam się do niego, zgodziłam się i poszłam się przebrać.
Kiedy wyszłam, Marka już nie było. Dziewczyny przez całą drogę do domu droczyły się ze mną, a ja obiecałam sobie, że nigdy już czegoś takiego nie zrobię. Przed kolacją Żaneta i Marta poszły popływać, podczas gdy ja
z Oliwką zostałyśmy na brzegu. Ona czytała książkę, a ja, słuchając muzyki, zastanawiałam się, jak mogłoby wyglądać nasze kolejne spotkanie.
Czwartek
Dziś głównie się obijałyśmy. Poszłyśmy spacerkiem do miasta i kupiłyśmy górę lodów. Jedząc je, oglądałyśmy kaczki. Oliwka – nie wiem, skąd ona bierze tyle energii – biegała po brzegu jeziorka
i sypała im kawałki chleba. Kiedy wreszcie zdecydowałyśmy,
że leniuchowanie trwa za długo, ruszyłyśmy do domu. Ciocia Oliwki

zaproponowała, że mogłybyśmy zrobić sobie piknik za jeziorkiem. Z chęcią się zgodziłyśmy i poszłyśmy przygotować kanapki.
Denerwowałam się na myśl o randce
z Markiem. A może to wcale nie była randka? Nie wiedziałam, co myśleć. Tak właściwie to w piątek wyjeżdżałam, więc po co zaczynać coś, co się nie może rozwinąć. Kiedy nadeszła właściwa pora, ubrałam tamtą żółtą sukienkę, odkrywającą ramiona i ruszyłam. Mieliśmy się spotkać przed kinem.

Kiedy Marek się zjawił, wszystko było jak we śnie. Nie pamiętam nawet,
na jaki film poszliśmy. Przez cały czas patrzyłam na niego. On ciągle uśmiechał się do mnie. Czułam się, jakbym to ja występowała w jakimś filmie. Film skończył się szybko, a chłopak zaproponował, że odprowadzi mnie
do domu. Nie miałam nic przeciwko temu. Już robiło się szaro, gdy dotarliśmy pod drzwi domku.


- To był bardzo miły wieczór, dziękuję - powiedział, całując mnie w policzek.
-Tak... mnie też było miło - wyszeptałam, patrząc mu w oczy
i czując jeszcze na policzku jego usta. Bezwiednie dotknęłam tego miejsca i się uśmiechnęłam. Marek, widząc to, pochylił głowę i dotknął ustami moich ust. Były ciepłe i miękkie.


- Dobranoc - powiedział cichutko.

Chciałam odpowiedzieć, ale nie byłam
w stanie wydusić słowa. Poza tym on już był przy furtce i wychodził na ulicę, uśmiechając się.

Zgubiłam serce
na wakacjach.
Piątek
Śniło mi się, że znów mnie pocałował. Obudziłam się, trzymając w objęciach moją poduszkę. Uff.. - westchnęłam, dziś


10





mam wyjechać. Tak bardzo chciałabym zostać. Miałyśmy wyjechać pod wieczór. Chciałam się spotkać jeszcze raz
z Markiem, więc zadzwoniłam do niego. Poprzedniego wieczoru wręczył mi numer swojej komórki.


- Eee... Hejka, możemy się spotkać? Dziś o pierwszej? - zapytałam.

Zgadził się, a ja z niecierpliwością czekałam na to spotkanie.

- Cześć - powiedział, znów uśmiechając się w ten sposób, że kolana się pode mną ugięły.

- Hej... Przejdziemy się? - zaproponowałam.

Wziął mnie śmiało za rękę i ruszyliśmy przed siebie.

- Chcesz o czymś pogadać? - dopytywał się.

Zatrzymaliśmy się w cieniu wielkiego drzewa, tak by nikt nas nie widział i by chronić się przed upałem.

- W pewnym sensie..., ale nie chodzi
o wczoraj..., to znaczy tak jakby chodzi... - wzięłam głęboki oddech
i spróbowałam jeszcze raz. - Wczoraj było fajnie, naprawdę. Tylko chodzi o to, że... ja dziś wyjeżdżam.


Spojrzałam na niego. Przyjął to nadzwyczaj spokojnie. Przez chwilę patrzył na nasze złączone dłonie,
a później na mnie.


- No to widocznie nie było nam pisane - powiedział, lekko unosząc kąciki ust.

- Być może.

Uśmiechnął się szerzej i pochylił głowę, składając na moich ustach pocałunek. Po chwili odsunął się i wyszeptał czule:

- Żegnaj.
Kiedy już spakowane i wyszykowane dostałyśmy od cioci Oliwki milion buziaków i wsiadłyśmy do auta, ja wciąż myślałam o Marku. Może to miała być moja wakacyjna miłość? A może będzie ich więcej? Przecież lato się jeszcze nie skończyło.
  1   2   3   4


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość