Strona główna

O. michel courvoisier omi


Pobieranie 220.83 Kb.
Strona1/5
Data18.06.2016
Rozmiar220.83 Kb.
  1   2   3   4   5


O. MICHEL COURVOISIER OMI

EUGENIUSZ

DE MAZENOD
1817-1818

WYSIŁKI,

ABY WZMOCNIĆ DZIEŁO


MARSYLIA, GRUDZIEŃ 2011 R.

Przypomnijmy wcześniejsze etapy:


Listopad 1812 r.: Eugeniusz, który w grudniu poprzedniego roku otrzymał święcenia kapłańskie, powraca do Aix.
Marzec 1813 r.: Wielkopostne kazania wygłoszone po prowansalsku w kościele św. Magdaleny.
Kwiecień 1813 r.: Powstanie Stowarzyszenia Młodzieży w Aix.
Luty 1814: Eugeniusz zaraża się tyfusem od austriackich więźniów.
Jesień 1815 r.: Eugeniusz poszukuje towarzyszy i kupuje były Karmel.
Styczeń 1816 r.: Za pozwoleniem władz diecezjalnych pięciu kapłanów – Mazenod, Deblieu, Tempier, Mie i Maunier zamieszkało razem, aby tworzyć Stowarzyszenie Misjonarzy Prowansji
NADZIEJA, ŻE DZIAŁANIA W PARYŻU POMOGŁYBY UMOCNIĆ DZIEŁO.
21 stycznia 1817 roku, pisząc do swego przyjaciela Karola de Forbin-Janson, Eugeniusz wyraża swój żal z powodu nadmiaru pracy i dodaje: ta przymusowa i codzienna służba, która uniemożliwia mi wyjazd do Paryża, gdzie wzywałyby mnie sprawy mojej rodziny i naszego domu (EO I, t. 13, s. 20). Sprawy rodziny, to finansowa przyszłość ojca i wujków, którzy ciągle jako wygnańcy bez środków finansowych przebywają na Sycylii. Renta, o którą postarano by się w rządzie, pozwoliłaby im na powrót do Francji i na życie odpowiednie do ich statusu społecznego. Któż skądinąd wiedział, czy Fortunat nie znajdzie się na liście kandydatów na biskupa? Eugeniusz ma nadzieję wykorzystać swe znajomości, aby naprzód posunąć swe projekty.

Gdy chodzi o dom misjonarzy – to potrzebował on wsparcia. Liczba kapłanów (było ich pięciu) była niezmienna od ponad roku, a Mie pozostawał na marginesie. Lepszy statut nadałby pewności młodym, z których wielu zastanawiało się nad wstąpieniem. Rządowa aprobata nadałaby osobowość prawną Stowarzyszeniu Misjonarzy, które tym samym miałoby pozwolenie na otrzymywanie spadków, tak bardzo potrzebnych, aby zapewnić stabilność finansową, bowiem wiele z nich już przepadło. Poza tym przyszłość małej grupy zależała od decyzji przyszłego arcybiskupa, którego nominacji niecierpliwie oczekiwano. Eugeniusz miał nadzieję spotkać się ze swym przyjacielem Karolem de Forbin-Janson, aby wraz z nim uściślić relacje pomiędzy Stowarzyszeniem Misjonarzy Prowansji a Misjonarzami, którzy otrzymali oficjalną aprobatę rządową. Celebret Eugeniusza, podpisany przez wikariuszów kapitulnych z Aix, czyż nie przyznawał mu tytułu presbyter cicitatis Aquensis, superior Congregationis sacerdotum Missionis Gallo-Provinciae – (kapłan z Aix, superior Zgromadzenia Księży z Misji Prowansji, Missions 1952, s. 120-121).

Przedstawiona przez rząd prośba o kapłanów na Korsykę zdaje się być dobrą sposobnością. Ci misjonarze, według raportu prefekta z Ajaccio, głosiliby posłuszeństwo wobec prawa i miłość do pracy, grzmieliby przeciwko mordercom, u stóp konfesjonałów zostawialiby sztylety… Ale potrzeba prawdziwych apostołów, wolnych od ambicji i próżności, przyzwyczajonych do ubogich chałup, potrafiących dzielić swój razowy chleb i potrafiących porozumiewać się w języku kraju… (Cyt. za J. Leflon, dz. cyt., t. 2, s. 71, przypis 3). Odnaleziono tekst dopowiedzi wikariusz generalnego Guigou do ministra spraw wewnętrznych: Ksiądz de Mazenod, przełożony Misji Prowansji z radością przyjął propozycję, jaką przedstawiliśmy mu w imieniu Waszej Ekscelencji, aby udać się i głosić misje na Korsyce, ale jeden z jego obecnych współpracowników jest w stanie razem z nim tam pojechać. Zatem działamy, a wraz z nami ksiądz de Mazenod, aby zdobyć pięciu lub sześciu dobrych kapłanów, zdolnych, by odpowiedzieć na życzenie Waszej Ekscelencji, przyczyniających się do zwiększenia chwały bożej i duchowego i społecznego nawrócenia tych, którym będą głosić (Missions 1957, s. 300).

Nominacje biskupie były już bliskie (wlokły się od powrotu króla w 1814 a nawet od konfliktu Napoleona z papieżem). Król zaangażował się w negocjacje ze Stolicą Apostolską, aby podpisać nowy konkordat, zastępujący ten z 1801 roku. Porozumienie było blisko. Nowa konwencja został podpisana już 11 czerwca 1817 roku i przewidywała reorganizację diecezji, połączoną z nominacjami biskupimi (czekano na 50 nowych biskupów). Wielkim Jałmużnikiem odpowiedzialnym za nominacje w imieniu króla był Aleksander de Talleyrand-Périgord, brat przyjaciela rodziny de Mazenod z Palermo i wujek znanego dyplomaty.

Zatem 9 lipca Eugeniusz udał się w podróż do Paryża. 19 lipca napisał do wspólnoty: szczęśliwe przybycie do Paryża, bez żadnych przygód z wyjątkiem tego, że przez cały czas podróży z Lyonu aż dotąd drżałem z zimna, nie mogliśmy oddychać z powodu upału (EO I, t. 6, nr 17). Tego samego dnia napisał do matki: Tak dobrze spałem w powozie, że w ogóle nie byłem zmęczony. Na miejsce dotarłem przedwczoraj o godzinie trzeciej z powodu przenikliwego zimna, jakie nam towarzyszyło w czasie całej podróży z Lyonu do Paryża. Ale uchroniłem się przed nim dzięki mojej bezcennej pelerynie, która była warta wielkiej fortuny, tak bardzo mi się przydała.
KONFLIKT Z PROBOSZCZAMI Z AIX
Tę kwestię bardzo dokładnie przestudiował ojciec Pielorz (Zob. Etudes oblates 1960, s. 147-171, 328-367; tamże 1961, s. 39-60). Pamiętajmy, że arcybiskup Aix, Champion de Cicé, który tę funkcję pełnił od czasu konkordatu, zmarł w sierpniu 1810 roku. Napoleon biskupem Aix mianował Jauffret, biskupa Metz, który nie uzyskał pozwolenia papieża, wówczas więźnia cesarza, na kanoniczne objęcie diecezji. Skądinąd nigdy jej nie uzyskał. Zanim złożył dymisję i powrócił do diecezji Metz, ponad rok spędził w Aix, będąc administratorem kapitulnym. To wydarzenie wywołało podział wśród księży (niektórzy chcieli jego powrotu, inni zupełnie mu się sprzeciwiali), a podział trwał nadal. Władza spoczywała wówczas w rękach trzech wikariuszów generalnych-kapitulnych, z których jeden, Guigou, popierał Misjonarzy Prowansji. Niecierpliwie oczekiwano na przybycie arcybiskupa z prawdziwego zdarzenia.

Na początku relacje Eugeniusza z proboszczami miasta były bardzo serdeczne. Proboszcz parafii świętej Magdaleny wysłał wielu uczniów kolegium, aby zostali członkami Stowarzyszenia Młodzieży. Jednak później klimat się pogorszył. Bardzo dobrze to pogorszenie opisuje Leflon: Ojciec de Mazenod ściął się z miejscowym duchowieństwem… Poza problemami ideologicznymi i charakterologicznymi, Eugeniusz swą postawą kwestionował władzę proboszczów. Młodzi powoli odchodzi ze swych parafii lub przynajmniej proboszczowie obawiali się, że do tego dojdzie. Czy można było zgodzić się na to, aby młodzież do komunii lub bierzmowanie przystąpiła poza swoją parafią? Kościół Misji, który w kwietniu 1816 roku przywrócono do kultu, przyciągał coraz więcej mieszkańców Aix. Na mocy decyzji Guigou ten kościół został wyjęty spod jurysdykcji proboszcza. Skromny kościółek uważano za konkurencyjny dla trzech okolicznych świątyń. W 1820 roku znajdowało się w nim siedem konfesjonałów!

Listy Eugeniusza do Forbin-Janson wspominają o wzroście ciśnienia i to już w styczniu 1816 roku. Rekolekcje byłyby tak bardzo potrzebne choćby po to, aby nauczyć proboszczów, że nie mają prawa rzucać oszczerstw, że mało chrześcijańskie jest unosić się i podważać dobro, które inni chcą czynić. To ich szczekanie nie ma końca. Jedynie moja obecność po kryjomu usuwa ich narzekania. W mojej obecności wszystko dobrze wygląda: ale biada, kiedy odwrócę się! Drogi przyjacielu, biedne to nasze plemię, nigdy nie pomyślałbym (Missions 1962, s. 217). Następnie w lipcu tego samego roku: Trzeba nie tylko walczyć z piekłem. Należy także bronić się przed zazdrością i wszelkimi innymi małymi słabościami nurtującymi pewnych kapłanów. (EO I, t. 6, nr 13) oraz w październiku: tutaj jestem także wciąż niezadowolony z kapłanów, którzy nie mogą znieść odgłosu docierającego do ich uszu, a dotyczącego chwalenia naszej działalności przez wszystkich. Są wśród nich tacy, którzy posuwali się aż do odstręczenia osób, które bez ich życzliwej troski dla naszego domu uczyniłyby coś dobrego. Łudzą się oczywiście, choć intencje mają dobre. Kiedy spotykam się z nimi, zawsze prawią mi komplementy. Niech dobry Bóg ich odmieni (EO I, t. 6, nr 14). Tak samo w liście do księdza Duclaux z 21 kwietnia 1817 roku: Moja obecność zdaje się być jeszcze konieczna tutaj, bowiem być może nie uwierzycie, że mając na względzie tylko dobro, powiem więcej, dzięki Bożej łasce czyniąc dobro, musiałem jednak walczyć przeciwko ciągłemu prześladowaniu ze strony pewnej części księży… Udaję, że nie zwracam uwagi na ich potajemne knowania (EO I, t. 13, s. 19).

Incydent z bierzmowaniem w katedrze z 18 maja, o którym wspomnieliśmy w poprzednim artykule, ukazuje te napięcia. Kłótnia wybucha na początku lipca w związku z kwestią pierwszych komunii. Proboszczowie wymagają, aby egzamin dzieci zdały w swej parafii. Eugeniusz składa zażalenie do wikariuszów generalnych, którzy w odpowiedzi na prośbę złożoną przez niego, obligują proboszczów do udzielania koniecznych pozwoleń. Eugeniusz przystępuje do działania. W odpowiedzi otrzymuje zbiorowy list od proboszczów noszący datę 3 lipca: Wasza prośba, która zresztą nie jest niczym innym jak tylko uznaniem zasad i reguł, na których opierają się prawa pasterzy i ich owieczek oraz ich obowiązki względem pasterzy, jak się wydaje, powinna była być wystosowana w imieniu chłopców, których przygotowaliście, abyśmy mogli dowiedzieć się, którzy są naszymi parafianami i powinni byli spełnić ten święty obowiązek. Oczywiście, któregoś roku będziecie uprzejmi wysyłać nam tych, których życzliwie zechcieliście przygotować i uznaliście, że są gotowi, aby ich dopuścić do pierwszej komunii, abyśmy mieli pociechę zobaczyć ich, jak przychodzą i budują tych, których sami przygotujemy w czasie, który zostanie określony, a których sami będziecie nauczać… Prosimy was, abyście na to zezwolenie z naszej strony popatrzyli jak na dowód naszego zaufania, naszego szczególnego szacunku i przekonania, jakie mamy, że z całą waszą gorliwością przyczynicie się do tego, że nasze owieczki dokładnie wypełniają wszystkie ich parafialne obowiązki, które są im przepisane w świętych regułach.



Ten list, pisze ojciec Pielorz, pod względem formy zawierający słowa neutralnie miłe, ale w rzeczy samej prowokujące, bardzo głęboko zranił serce ojca de Mazenod. Stąd jego odpowiedź: Musiałem dwukrotnie przeczytać podpisy na liście, który napisaliście mi, aby móc się przekonać, że proboszczowie i rektorzy z Aix są w stanie w tak zły sposób odpowiedzieć na uprzejmość, jaką chciałem im okazać. Powinniście byli zastanowić się, że w uczciwych i pełnych szacunku listach, jakie do was napisałem, w ogóle was nie prosiłem o łaskę, którą osobiście miałem, oraz że nic nie zmuszało mnie, aby podporządkować się rozwiązaniom, na które mogłem pozostać zupełnie obojętny. Roszczenie sobie prawa, aby w tej sytuacji udzielić mi lekcji tak mało odpowiedniej w słowach, jak i niestosownej w treści, było nad wyraz śmieszne, podczas gdy raczej wypadało, abyście mi podziękowali za opiekę, jaką zechciałem otoczyć tę drogą cząstkę waszej trzódki, których wasza laska już nie dotykała, a która dzięki mojej trosce powróciła do owczarni i z pomocą łaski w niej trwa. To wy powinniście zdecydować, czy udzielić czy też nie udzielić mi pozwolenia, o które was prosiłem w imieniu dzieci, które uczyłem. Niczego więcej nie trzeba było. Wszystko to, co dodajecie, może być jedynie postrzegane tylko jako niesprawiedliwa aluzja, na którą tak samo wam jak i mnie nie wypadało sobie pozwalać, aby ją znieść, nie dając wam świadectwa o całym moim wzburzeniu (Zob. Etudes oblates 1960, s, 347-348). Kilka dni później Eugeniusz udaje się do Paryża.

Minister spraw wewnętrznych w tym samym miesiącu otrzymał anonimowy list, można się domyśleć, że jego autorem jest jeden z proboszczów z miasta: Wasza Ekscelencja powinna była wiedzieć, że ksiądz de Mazenod, kapłan z Aix, nazywający się misjonarzem, który kilka dni temu wyjechał, aby udać się do was, wyznaje bardzo złe zasady wobec hierarchii: jest przesadnym ultramontanistą, na katechizmie naucza o nieomylności papieża; jest w stanie otwartej wojny ze wszystkimi proboszczami miasta Aix; że oni często do wikariuszów generalnych składali skargi na instytucje wyżej wymienionego księdza, którzy nigdy ich nie przyjmowali, że w tej chwili wikariusze generalni mają w ręku skargę złożoną przez wyżej wymienionych proboszczów, zawierającą prośbę o naprawienie ciężkiej krzywdy, jaką im wyrządził ksiądz de Mazenod, że wyżej wymienienie wikariusze, którzy popierają wyżej wymienionego księdza, pozwolili mu wyjechać do Paryża nic mu nie mówiąc, aby się uchylić od sądu. Despotyzm wikariuszów generalnych jest tak wielki, że muszę zachować anonimowość, ale tego nie nakazuje się Waszej Ekscelencji. Proboszczowie nie mają odwagi odwołać się do króla, ale jeśli Wasza Ekscelencja jest w stanie o tym powiedzieć, to będą zobligowani, aby to uczynić… Wasza Ekscelencja może się skontaktować z prokuratorem generalnym, który z pewnością poświadczy despotyzm wikariuszów generalnych. To straszne, że urzędnicy króla do tego stopnia są rozgniewani, że nie odważą się podnieść głosu, aby się poskarżyć (Missions 1958, s. 100-101). Inne pisma przeciwne de Mazenod krążyły wówczas po Aix. Pielorz napisał: Minister spraw wewnętrznych, oczywiście zapalony gallikańczyk, z oburzeniem odrzucił ten donos. Proboszczom zarzucił brak umiaru i oczywiście tę kwestię odesłał do trybunału wikariuszy generalnych-kapitulnych.


PIERWSZE KONTAKTY W PARYŻU
17 lipca, po tygodniowej podróży, Eugeniusz przybył do Paryża. Gościnę znalazł u Misjonarzy Francji przy ulicy Notre-Dame des Chaps, gdzie liczył na to, że spotka swego najdroższego przyjaciela Karola de Forbin-Janson. Ten ostatni zaprosił go do Mont Valérien, niedaleko Suresnes, bowiem tam chciał stworzyć miejsce pielgrzymkowe i centrum rekolekcyjne dla świeckich. Eugeniusz zadowoli się, aby o tej wizycie, bez jakiegokolwiek stałego komentarza, powiadomić Tempier. Czy to jakiś zawód? Zawiedziony będzie z pewnością za kilka dni z powodu nagłego wyjazdu Karola na Bliski Wschód. O swej podróży zdecydował natychmiast, jakby o niej nie myślał dzień wcześniej – napisał 1 sierpnia do matki. Karol, w towarzystwie swego kuzyna, przyszłego refundatora Luwru, podjął się wyprawy archeologicznej. Ta trwająca ponad rok podróż zawiodła Karola do Konstantynopola, Damaszku, Jerozolimy, Kairu… Dla Karola z pewnością była to misjonarska wyprawa, bowiem wygłosił misje między innymi w Smyrnie, ale Eugeniusz niewątpliwie wyciągnął wniosek, że nic nie można zbudować z tak nieprzewidywalnym przyjacielem.

W swoich listach do Tempier (EO I, t. 6, nr 20) Eugeniusz niewiele mówi o Misjonarzach Francji. Ale żal z powodu bycia daleko od swoich braci z Aix, który wyraża prawie w każdym liście, pozwala przypuszczać, że atmosfera w Paryżu nie była taka, jak w Aix. Tempier może napisać: Nasze uczucie ciągle jest takie samo: uważamy, że dla naszych okolic korzystniejsze jest to, aby się z nimi nie łączyć. Wśród nas jest dwóch, którzy stanowczo by się temu sprzeciwili (EO II, Tempier, s. 17, przypis 13). Ostatecznie zatem odrzucono perspektywę połączenia się dwóch Stowarzyszeń.


CZĘSTA KORESPONDENCJA Z PANIĄ DE MAZENOD
Zachowało się stosunkowo wiele listów Eugeniusza adresowanych do Aix. Dziesięć spośród nich napisał do matki. Najpierw po to, aby ją zapewnić o stanie swego zdrowia, które wówczas budziło niepokój jego najbliższych. Tak napisał 29 lipca: Gdy chodzi o mnie, to nie poznacie mnie, gdy powrócę do Aix, błyskawicznie przytyłem, jem, spaceruję, załatwiając lub nie załatwiając moich spraw… Pozwalam sobie, aby wzbudzać zazdrość… Następny list z 21 sierpnia: Całkowicie się mylicie, niepokojąc się moim stanem, wiodę bardzo odpowiedni tryb życia, aby przybrać na ciele, odpocząć od zmęczenia, nawet moja biedna dusza odczuwa tego skutki (EO I, t. 13, s. 26) lub jeszcze z 10 września: Moje zdrowie, najbardziej interesująca was sprawa, jest doskonałe. Mam powody do zachwytu, śpię, jem więcej niż trzeba byłoby i z pewnością więcej niż to czyniłem w moim życiu. Z pewnością za wszystko to będzie trzeba zapłacić w czyśćcu; przynajmniej uspokójcie się, gdy chodzi o ziemię. Ci, którzy mnie widzą i ci, którzy staraliby się was zaniepokoić moim stanem zdrowia, byliby narażeni na wystawienie się na pośmiewisko… Nieco dalej w tym samym liście: Przez przypadek właśnie przejrzałem się w lustrze, ale to okropne, nie odważę się już pojawić w Aix, nie mam już wgłębień na policzkach, jestem okrągły jak księżyc w pełni. Wstyd mi z tego powodu.

A zatem gdy przyszłość (przynajmniej finansowa) jego ojca i wujków zdaje się zarysowywać, Eugeniusz nalega na swoją matkę: Jest kwestia, która zawsze będzie sprawiała mi przykrość, że zbyt bardzo dawałem posłuch waszej awersji i oględnie obchodziłem się z waszymi uprzedzeniami i nie chciałem zwracać uwagi, aby pogodzić moich rodziców. Obecnie ponosimy karę za niegodziwość, której dopuściliśmy się, nie spełniając naszego obowiązku. Mój wujek, ksiądz, byłby biskupem Perpignan, a być może nawet i Marsylii, podczas gdy z powodu jego nieobecności będzie nikim. Będąc biskupem zatroszczyłby się o swego najstarszego brata. Najmłodszy ma sto luidorów i nie potrzebuje nikogo. Ta uwaga, zrobiłem już ją jednak w przeszłości, nie mogła uspokoić waszych zmartwień, zostawiając ją, uległem słabości, bojąc się, aby was nie zasmucić, zwłaszcza gdy Eugenia właśnie powiedziała mi, że ta myśl była przyczyną wszystkich waszych chorób. Obecnie zaprzepaszczono okazję, wszystko zostało powiedziane na całe życie… W tej grupie pięćdziesięciu biskupów, miałem pewność, miałem nawet słowo, które on (Fortunat) zrozumiałby. Mój wujek, biskup, a wraz z nim jego brat udałby się do diecezji, gdzie u boku swego brata znalazłby środek, aby choćby cokolwiek zwrócić swoim wierzycielom. Okazja na zawsze została zaprzepaszczona, potrzeba cnoty, aby się pocieszyć. Postarajcie się przynajmniej, aby z tego wyciągnąć wniosek, że nie zawsze należy się sprzeciwiać moim pomysłom, które często są lepsze od pomysłów innych

Eugeniusz cały czas niepokoi się o rodzinę swej siostry: Postarajcie się przekonać Eugenię, aby od piersi odstawiła swego syna (Ludwik de Boisgelin), tutaj wszyscy się ze mnie śmieją, kiedy mówię, że jeszcze karmi (29 lipca). Gdy chodzi o sprawy Armand (jego szwagier) raz na zawsze postanówcie; powiedzcie mu, że nie otrzyma niczego (spadek rodziny), cierpliwości. Jego żona będzie mieć wystarczająco, aby zapewnić chleb swoim dzieciom. Wystarczy, więcej o tym nie myślcie (21 sierpnia). 4 września napisał o małym Ludwiku: Byłbym niepocieszony, gdyby mój siostrzeniec był garbaty i chory na krzywicę. Nie zaniedbajcie niczego, aby uniemożliwić rozprzestrzenianie się choroby. Gdy chodzi o Natalię, to nigdy nie przestanę wam powtarzać moich obaw… Bardziej czuwajcie nad nią i obawiajcie się, żeby nie podpadła w marazm. O posiadłości w Saint-Laurent-du-Verdon: Jesteście zbyt zmęczeni, aby pojechać do St-Laurent, a zatem więcej już tam nie jedźcie. Ale dobra niszczeją. Pozwólcie im zniszczeć… Gdyby to było dla mnie, czegoż potrzebuję? Inni martwią się o swoją osobę i o swe sprawy, jakby wierzyli, że to od nich zależy. Tymczasem porzućcie część trosk o dom pani, mojej siostry, czuwając nad nim nieco na początku, ponieważ uważam, że nie zna się na wielu rzeczach. 10 września: Właściwe byłoby, aby Armand jako wasz zięć wziął udział w wyborach; to byłby jeden głos więcej dla obytych ludzi, obawiam się, że nieco za późno pomyślał.

Następnie 16 września: Prawdą, jest, że zbyt długo pozostaję w Paryżu, ale z pewnością pod przymusem, bowiem śmiertelnie się nudzę, i chciałbym już być z powrotem. W tym sensie tracę mój czas, że nie zajmuję się sprawami mojej posługi, bowiem inaczej udałoby mi się załatwić wiele z tego, czego się podjąłem. Prawdą jest, że dobry Bóg zrobił więcej ode mnie (chodziło o przyszłość wujków i ojca, która, jak myśli, w końcu wyjaśniała się)… Zatem będę bardzo zadowolony, kiedy powiadomicie mnie, że moja siostra postanowiła odstawić od piersi swego małego Ludwika. To dziecko ją osłabia, jemu to nie przynosi żadnego pożytku. Dobre zupy, ryby a nawet mięso zrobiłyby mu o wiele lepiej niż mleko matki, nie mogę ścierpieć uporu w tej materii. Gdyby najwyżej karmiła jedynie 15 lub 18 miesięcy, w ogóle by tego nie odczuła… Poinformujcie mnie o rozwoju choroby Ludwika. Nie potraficie sobie wyobrazić, jakie cierpienie sprawiła mi ta zdawkowa informacja. Drżę na myśl, że mógłby być garbaty lub cherlawy, bo już widziałem jak skakał i tańczył przede mną, dobrze zbudowany, jak wszyscy w rodzinie… Armand dokończył ten list, który rozpoczęliście, potrzeba było tego przymusu, aby dać mu do zrozumienia, aby do mnie napisał. Uważam, że pozostaje niemym widzem wszystkich trudności, jakie mi zrobiono pod moją nieobecność. Przymierze w prawie cywilnym oraz w państwie jest wsparciem, którego się udziela, tej korzyści nie uzyskaliśmy dla naszej rodziny. Kiedy mnie szkalowano, obrzucano oszczerstwami i oskarżano, nie odezwał się ani słowem, co pozwoliłby zrobić, gdyby ukrzyżowano mnie na jego brodzie. Posiadanie takiego szwagra, jeszcze takiego pokroju, to pech. Ale cóż zrobić, nie zmienimy jego charakteru. Jeśli Bóg doda mi życia, nie będę taki dla moich dzieci. W postscriptum do listu z 1 listopada napisał: Ściskam nasze dzieci, ich ojca, matkę i babcię.


KORESPONDENCJA ZE WSPÓLNOTĄ
Spośród zachowanych listów do wspólnoty dwa zostały zaadresowane do wszystkich, wiele do Tempier i Maunier, najwięcej zaś do samego Tempier. Jak się zdaje, nie zostali wymienieni ani Deblieu ani Mie. Eugeniusz rozwija te same tematy, co w listach do matki. W tym artykule skupimy się jedynie na tym, co mówi o swoim cierpieniu z powodu oddalenia od braci, a sprawozdanie z jego zabiegów zostanie przytoczone w dalszej części. 19 lipca mówi o swej podróży: Towarzystwo znośne, ale nie takie, aby mogło mnie skłonić do wyzbycia się pewnego marzenia, które bez przerwy prowadziło mnie do was, których opuściłem z tak wielkim żalem. Chętnie mówię tylko o was i o naszych dobrych nowicjuszach… Obchodzę dziś nasze święto z wami – przynajmniej duchowo. Oby nasz święty patron udzielił nam nieco swego ducha. Kochajmy się w Bogu i dla Boga i to na zawsze. Eugeniusz (EO I, t. 6, nr 17) Na uwagę zasługują dwie rzeczy: małe stowarzyszenie za patrona obrało świętego Wincentego à Paulo i według Rambert ten list został podpisany jedynie imieniem, co jest bardzo wyjątkowe.

Jest mi naprawdę smutno, że jestem oddalony o dwieście mil od moich drogich przyjaciół, od mojej rodziny, moich dzieci, moich braci, a zwłaszcza od was, mój jedyny, wygnanie jednak trzeba znosić z cierpliwością i poddaniem (List do Tempier, 25.07.1817 r., EO I, t. 6, nr 18). 12 sierpnia także do ojca Tempier: Mój najdroższy przyjacielu i dobry bracie… Tęsknię z dala od was i marzę o powrocie. Nic na świecie nie potrafiłoby mi zastawić miłego pobytu w naszym świętym domu z tak dobrymi przyjaciółmi jak wy. Nigdy nie odczuwałem tak dobrze wartości tego quam dulce et quam iucundum habitare fratres in unum. Przywiązuję do tego tym większą wagę, że na własne oczy widzę, iż nie wszystkim wspólnotom jest dane zażywać takiego szczęścia rzadziej możliwego do znalezienia na tym świecie niż się myśli… (EO I, t. 6, nr 20). Jeszcze 22 sierpnia do Tempier: Czyżbyście więc nie wiedzieli, że uważam się za wygnanego do Paryża, że już nie mogę żyć z dala od mojej drogiej rodziny i że moim jedynym pocieszeniem jest porozmawianie z wami o was wszystkich?

Tego samego dnia napisał do wszystkich: Drodzy przyjaciele z mego rodzinnego miasta! Czy niewystarczająco dowiodłem, że kocham was ponad wszystko? Nie, nic nie mogło mnie zwieść. Poświęciłem wam to, co w świecie nazwano by fortuną i jestem z tego zadowolony. Nie mówię o dwóch wielkich wikariatach Prowansji – tego nie warto liczyć i zestawiać z naszym świętym posłannictwem i naszym drogim Zgromadzeniem, ale to coś więcej (perspektywa biskupstwa). Bo jak tu zgodzić się na życie oddalone o dwieście mil od tego, co ma się najdroższego na tym świecie? Nie miałem siły, aby zgodzić się na tę propozycję. Ta odmowa zdawała się zaskakiwać, ale tak uszanowano jej motyw, że nie spowodowała niezadowolenia. Dzięki temu będę jeszcze miał szczęście żyć wśród tego wszystkiego, co kocham. Prośmy Boga, aby tak było zawsze na Jego większą chwałę i nasze zbawienie (EO I, t. 6, nr 22).

  1   2   3   4   5


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość