Strona główna

O narodzinach dwóch wielkich nurtów w filozofii nauki dwudziestego wieku


Pobieranie 122.88 Kb.
Strona1/3
Data17.06.2016
Rozmiar122.88 Kb.
  1   2   3
Wojciech Sady

O NARODZINACH DWÓCH WIELKICH NURTÓW W FILOZOFII NAUKI DWUDZIESTEGO WIEKU


a. Ideał nauki jako wiedzy pewnej: Kartezjusz i Bacon


b. Mechanika klasyczna a filozofie racjonalistyczne i empirystyczne
c. Kantowska filozofia nauki
d. Powstanie geometrii nieeuklidesowych a kantowska teoria poznania
e. Kryzys w fizyce na przełomie XIX i XX w. i jego znaczenie filozoficzne
f. Ku programowi empiryzmu logicznego
g. Konstruktywistyczna filozofia nauki i jej wielkie problemy

a. Ideał nauki jako wiedzy pewnej

Nauki przyrodnicze w dzisiejszym tego słowa znaczeniu są nader osobliwą odmianą wiedzy ludzkiej. Niczego, co by w istotny sposób przypominało mechanikę Newtona, teorię kwantów bądź teorię ewolucji Darwina, nie znajdziemy w tradycjach kulturowych Indii czy Chin, zaś w ramach kultury europejskiej nauka istnieje począwszy od XVII wieku. Wiele oczywiście można mówić o zasługach Arystotelesa w zakresie fizyki i biologii, o osiągnięciach chaldejskich i greckich astronomów, o pracach Archimedesa, Herona z Aleksandrii i Jana Filiponosa, Hipokratesa i Galena, arabskich przyrodników IX-XII w. i franciszkańskich nominalistów z XIV w., Kopernika i Wesaliusza. Wszystko to należy jednak do prehistorii nauk, a choć nie sposób wyobrazić sobie, aby na przykład fizyka nowożytna mogła powstać zarówno bez prac Arystotelesa, jak i tych modyfikacji, jakim jego koncepcje poddali twórcy teorii impetusu (Filiponos, Avempace, Buridan i inni), a także bez greckiej geometrii, to rozsądnie jest przyjąć, że o fizyce jako nauce należy mówić od XVII wieku począwszy. Przyjmę też, świadom arbitralności tego typu decyzji, że chemia jako nauka zaistniała w XVIII w., biologia w XIX w., oraz iż nie jest jasne, czy psychologia i socjologia zasługują dziś na miano nauk. (W odniesieniu do statusu psychologii, socjologii i ich odgałęzień stawiane są dwa różne pytania, a mianowicie: 1o czy te dyscypliny spełniają domniemane kryteria, które decydują o naukowości fizyki; 2o czy kryteria rzetelności badawczej w dyscyplinach humanistycznych w ogóle powinny być takie same jak te odnoszące się do przyrodoznawstwa?)

Wybitni myśliciele początku XVII w. dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że przyszło im żyć w czasach wielkiego przełomu: scholastyczny obraz świata leżał w gruzach, rozsypywały się związane z nim systemy wartości i trzeba było to wszystko czymś zastąpić. Dotkliwie odczuwając powstałą pustkę mnożyli przeto wyzwania do stworzenia Nowej Nauki, a czasem próbowali dokonać tego samodzielnie. Wśród ówczesnych proroków Wielkiej Rewolucji Naukowej szczególną pozycję zajęli Francis Bacon i René Descartes (Kartezjusz).

Słowo "nauka" tradycyjnie funkcjonowało jako synonim wiedzy rzetelnej. W ciągu wieków większość filozofów "wiedzą" ‒ a tym bardziej "nauką" ‒ skłonna była nazywać jedynie takie poglądy, które byłyby nie tylko prawdziwe, ale o których wiedzielibyśmy, że takie są. Nie wystarczy prawda odgadnięta szczęśliwym trafem ‒ nauka to zbiór twierdzeń dowiedzionych. Ideał pewności przyświecał zarówno Baconowi, jak i Kartezjuszowi. (Łączyła ich też nadzieja, że Nową Naukę będzie można stworzyć w ciągu jednego pokolenia.) Powstawało w związku z tym pytanie o metodę zdobywania wiedzy pewnej i konkluzywnego odróżniania prawdy od fałszu. Reguły metodologiczne, których zaczęto gorliwie poszukiwać, miały poza obręb nauki usunąć hipotezy, czyli nie dowiedzione domysły. (Bacon zezwalał wprawdzie w pewnych sytuacjach na stawianie hipotez, ale zaraz potem nakazywał je eliminować za pomocą eksperymentów rozstrzygających, tak aby w nauce zostawały jedynie prawdy dowiedzione.) Dalej drogi Kartezjusza i Bacona rozchodziły się: radzili budować Nową Naukę na przeciwstawne sposoby.

Kartezjusz ( Rozprawa o metodzie , 1637; Medytacje o pierwszej filozofii , 1641) położył podwaliny pod nowożytny racjonalizm. (Nie wolno mylić tego użycia słowa "racjonalizm" z "racjonalnością" stanowiącą zasadniczy temat tej książki.) Racjonaliści radykalni głoszą, że rozum jest jedynym źródłem lub probierzem wiedzy; racjonaliści umiarkowani twierdzą, że rozum pełni główną rolę w procesie zdobywania wiedzy lub odróżniania prawdy od fałszu. Z punktu widzenia zdrowego rozsądku racjonalizm, nawet w wersji umiarkowanej, sprawia wrażenie absurdu: jeśli chcemy zdobyć wiedzę np. o tym, jakie gatunki drzew rosną w Bieszczadach, to na nic się nie zda rozmyślanie na ten temat, trzeba natomiast pojechać tam i popatrzeć (lub spytać kogoś, kto to widział). Trzeba jednak pamiętać, że racjonaliści "wiedzą" nazywają coś innego niż sumę wiadomości o gatunkach bieszczadzkich drzew czy o zwyczajach godowych jeleni. Wiedza, jakiej poszukują, dotyczyć ma w pierwszym rzędzie "istoty", a nie "zjawisk". Jeśli nasz rozum w jakiś sposób rozpoznaje prawdy, to dotyczą one nie poszczególnych faktów, ale najistotniejszych i najbardziej ogólnych własności bytu. O ile prawdy te jawią się umysłowi ‒ jak powiadał Kartezjusz ‒ "jasno i wyraźnie", to są niepodważalne. Jeśli prawdziwe są wszystkie przesłanki, to wynikanie logiczne gwarantuje prawdziwość wniosku ‒ a zatem prawdą jest to wszystko, co logicznie wynika z prawd pojmowanych jasno i wyraźnie.

Kartezjusz poszukiwał twierdzeń najogólniejszych, których prawdziwość jawi się rozumowi jako oczywista, od nich zaś, za pomocą niezawodnych reguł dedukcji, przechodził do twierdzeń mniej ogólnych. Głosił, że wyprowadził w ten sposób m. in. prawa ruchów, tezę o istnieniu ciał stałych, cieczy, gazów, ognia i eteru, a nieistnieniu próżni, zasady, zgodnie z którymi oddziaływania między ciałami zachodzą zawsze przez pchnięcie, zaś materia jest nieskończenie podzielna; uważał też, że zdołał wyjaśnić kulistość ciał niebieskich i tory planet. Dopiero w przypadku twierdzeń niskiego poziomu ogólności uznawał potrzebę odwoływania się do wyników doświadczeń w celu dokonania wyboru między dopuszczanymi przez zasady czystego rozumu alternatywami. Tak czy inaczej, mimo początkowej popularności jego program filozoficzny okazał się całkowitym fiaskiem. Jedną po drugiej zakwestionowano rzekome Kartezjańskie oczywistości (David Hume wykazał, że za pewnik nie sposób uznać nawet tezy "myślę, wiec jestem", stanowiącej fundament całego systemu autora Medytacji o pierwszej filozofii ), stwierdzono niepoprawność prowadzonych przezeń rozumowań, wewnętrzną sprzeczność niektórych "wniosków" (co Izaak Newton wykazał w odniesieniu do teorii wirów eteru). Wszystko też wskazuje na to, że tych kilka twierdzeń, które zdobyły później uznanie (np. prawo zachowania ilości ruchu, uważane często za prototyp Newtonowskiego prawa zachowania pędu), Kartezjusz sformułował na podstawie obserwacji, a potem zmyślił rzekome rozumowania aby wprowadzić owe twierdzenia do swego dedukcyjnego systemu.

Francis Bacon ( Novum Organum , 1620) był jednym z pierwszych nowożytnych empirystów. Empiryści radykalni głoszą, że dane zmysłowejedynym źródłem lub probierzem wiedzy; empiryści umiarkowani twierdzą, że dane zmysłowe pełnią główną rolę w procesie zdobywania wiedzy lub odróżniania prawdy od fałszu. Z punktu widzenia zdrowego rozsądku empiryzm wydaje się poglądem trafnym, tym bardziej, że "wiedzą" dla empirysty jest nie (rzekoma) wiedza o "istocie" rzeczywistości, ale potoczna znajomość faktów, w wyrafinowanej postaci przeobrażająca się w wiedzę naukową. Zdaniem Bacona, jak powiedziano, empiryzm miał dostarczać przepisów na uzyskiwanie wiedzy pewnej. Źródło pewności miały stanowić zdania rzetelnie opisujące wyniki doświadczeń ("historie naturalne i eksperymentalne") oraz reguły udoskonalonej indukcji (tzw. eliminacyjnej, skodyfikowanej w postaci tablic obecności, nieobecności i stopni), za pomocą których dokonuje się ostrożnych uogólnień, wykorzystując w roli przesłanek zarówno opisy faktów doświadczalnych, jak i uzyskane wcześniej twierdzenia nieco niższego stopnia ogólności. W ten sposób Bacon zamierzał uzyskiwać niezawodne twierdzenia dotyczące "formy danej własności", a także opisy "ukrytego procesu przebiegającego nieprzerwanie od widocznej przyczyny sprawczej i widocznej materii do nadanej jej formy" dla ciał ulegających zmianom, a "ukrytej struktury ciał" w przypadkach braku zmian (1620, cz. II, § 1).

Mimo krążących tu i ówdzie na ten temat mitów (rozpowszechnionych niegdyś zwłaszcza przez Thomasa Reida), nie tylko nikt nie zdołał uzyskać wartościowych naukowo wyników za pomocą sformułowanych przez Franciszka Bacona reguł metodologicznych, ale nawet nie udało się ustalić, czy i jaki zachodzi związek między Baconowskimi "formami" bądź "ukrytymi strukturami i procesami" a sposobami, na jakie zjawiska ujmują nowożytne nauki przyrodnicze. Dziś wielu twierdzi, że Bacon był w istocie metodologiem tego, co określa się mianem magii naturalnej, a zatem jako prorok nowożytnej nauki był prorokiem fałszywym.



b. Mechanika klasyczna a filozofie racjonalistyczne i empirystyczne

W ciągu kilku następnych dziesięcioleci, w wyniku prac m. in. Galileusza, Keplera, Huygensa, Borelliego, Boyle’a, Hooke’a i innych, powstały podstawy fizyki nowożytnej. Ukoronowaniem całego procesu było opublikowanie w 1687 r . Philosophiae naturalis principia mathematica (Zasady matematycznej filozofii przyrody) Izaaka Newtona. Rychło wyłożony na kartach tego dzieła system mechaniki zyskał, w powszechnej opinii, status wzorcowej teorii naukowej: jeśli odtąd jakakolwiek teoria miała pretendować do miana naukowej, to musiała pod pewnymi istotnymi (choć wyraźnie nie zidentyfikowanymi) względami przypominać Newtonowską mechanikę. Stało się tak nie w rezultacie debat filozoficznych, ale z powodu bezprecedensowych sukcesów mechaniki jeśli chodzi o wyjaśnianie i przewidywanie zjawisk, a także skuteczność praktycznych zastosowań teorii. Filozofowie nie tylko nie dostarczyli jakichkolwiek argumentów na rzecz przyznania mechanice statusu (wzorcowej) teorii naukowej, ale ich reakcja na nią była wręcz odwrotna.

Wkrótce po publikacji dzieła Newtona ujawnił się ‒ nieuleczalny, jak się okazało ‒ konflikt między kryteriami, jakie na wiedzę rzetelną nakładali zarówno racjonaliści, jak i empiryści, a praktyką badawczą i wynikami dociekań naukowców-przyrodników. Jako pierwsi przystąpili do ataku kartezjanie. Krytykowali Newtona za wprowadzenie koncepcji próżni ‒ podczas gdy Kartezjusz "wydedukował", że próżnia istnieć nie może; innym intelektualnym przestępstwem twórcy matematycznej filozofii przyrody było w ich oczach zignorowanie Kartezjańskiego "dowodu", iż oddziaływanie między ciałami może zachodzić jedynie w wyniku bezpośrednich pchnięć. Te krytyki były wynikiem nadinterpretacji: Newton ani nie zakładał istnienia próżni, ani nie twierdził, że oddziaływania zachodzą na odległość, zaś zaproponowany przezeń ‒ jako hipoteza ‒ model eteru gęstniejącego w miarę wzrostu odległości od ciał ważkich spełniał, przynajmniej na pierwszy rzut oka, oba wspomniane wymogi Kartezjusza.

Niezależnie jednak od tych szczególnych sporów, rola doświadczeń w naukach przyrodniczych, zarówno w procesie dochodzenia do teorii, jak i jej sprawdzania, była zbyt oczywista aby racjonalizm mógł pretendować do roli metodologii fizyki, chemii czy biologii ‒ takich, jakie faktycznie w XVII wieku i później powstały. Nawet jeśli będziemy podkreślać np. rolę matematycznego mistycyzmu w dociekaniach Keplera, to bez najmniejszych wątpliwości opracował on swój model ruchów planetarnych dopasowując wartości odpowiednich funkcji do wyników obserwacji astronomicznych zgromadzonych przez Tychona Brahe. Zaś oczywistym powodem akceptacji jego modelu nie była ani rozumowa oczywistość, ani postrzegane przez rozum piękno teoretycznej konstrukcji, ale zgodność wynikających z modelu przewidywań z tym, co widziano na niebie. Rychło też racjonalizm przestał pełnić jakąkolwiek rolę jako metodologia nowej nauki, zaś filozofowie-racjonaliści (zwłaszcza Hegel) stali się w oczach naukowców i scjentystów symbolem reakcyjnego obskurantyzmu lub bezbrzeżnej głupoty.

Jednak i empiryzm nie był w stanie pełnić roli metodologii nauk przyrodniczych takich, jakie były. Po pierwsze, empiryści nigdy nie zdołali w sposób konsekwentny wyjaśnić genezy i natury wiedzy matematycznej. Rozglądając się wokół siebie nie dostrzegamy liczb, czegoś, co odpowiadałoby znakom dodawania lub równości, a tym bardziej algebraicznych zmiennych itd., nie widzimy też (nieskończenie małych) punktów czy (nieskończenie cienkich i nieskończenie długich) linii prostych, o jakich mowa w geometrii. Można oczywiście twierdzić, iż widząc grupę ptaków na gałęzi jesteśmy w stanie dostrzec, że jest ich tyle samo co np. palców jednej dłoni i tyle samo, co rosnących nieopodal drzew itd. i że na podstawie tego typu doświadczeń tworzymy sobie pojęcia liczb. Zaś widząc kilka ptaków na jednej gałęzi i kilka na drugiej, możemy pojąć naturę dodawania. Widzimy "mniej więcej" proste krawędzie mebli czy ścian budynków, a także niewielkie kropki ‒ i można domniemywać, że z takich doświadczeń wywodzimy, przez abstrakcję, pojęcia geometryczne. A jednak jest to pogląd nie do utrzymania. Twierdzenia matematyki mają bowiem charakter twierdzeń koniecznych, a takiego charakteru doświadczenie nadać im nie może. Patrząc na kruka widzimy, że jest czarny, ale mamy przy tym poczucie, iż posiada on tę barwę w sposób przypadkowy, a równie dobrze mógłby być beżowy. Choćbyśmy widzieli już milion kruków i każdy z nich byłby czarny, to bez trudu możemy pomyśleć, iż następny ujrzany kruk będzie np. żółty, a nawet że żółte będą wszystkie kruki, jakie ujrzymy w przyszłości. Tymczasem w ogóle nie potrafimy pomyśleć, aby pięć lub siedem nie było równe dwanaście, zarówno w pewnym konkretnym przypadku, jak i zawsze i wszędzie. Podobnie mamy poczucie, iż nie mogłoby być tak, aby przez dwa punkty nie przechodziła jedna i tylko jedna linia prosta. W ogóle nie potrafimy powiedzieć, jakie to doświadczenia świadczyłyby o tym, że pierwiastek kwadratowy z dwóch jest liczbą niewymierną, zaś liczb pierwszych jest nieskończenie wiele. A przecież każdy, kto pojmuje dowody tego typu twierdzeń, uznaje je za prawdy niewzruszone. Gdyby zaś uparty empirysta twierdził, iż takie twierdzenia wynikają logicznie z twierdzeń poznanych ‒ w określonym w poprzednim akapicie sensie ‒ doświadczalnie, to należało by go spytać, czy reguły wnioskowania również można wywieść z danych zmysłowych. Z tych i innych powodów fakt istnienia matematyki zawsze wykorzystywany był jako koronny argument na rzecz racjonalizmu. (Pamiętajmy, że największy ze starożytnych racjonalistów, Platon, czerpał zasadnicze inspiracje z pitagorejskiej matematyki, a obaj najwybitniejsi racjonaliści czasów nowożytnych, Kartezjusz i Leibniz, byli też genialnymi matematykami.

Zapewne z powodu tego typu trudności empirysta Francis Bacon zabraniał matematyzacji Nowej Nauki. Nie zważając na jego zakazy, Galileusz i Newton przekształcili fizykę w naukę matematyczną. Mało tego, Newton posłużył się rachunkiem różniczkowym, opartym o wybitnie nieempiryczne pojęcie wielkości nieskończenie małych. To z kolei wywołało protesty empirysty George’a Berkeleya ( Traktat o zasadach poznania ludzkiego , 1710). Cóż z tego, skoro na fizykach te dyrektywy nie wywarły najmniejszego wrażenia, a protesty filozofów w powszechnej opinii zwróciły się przeciwko nim ‒ było przecież oczywiste, iż fizyka swe bezprzykładne sukcesy zawdzięczała najwyraźniej temu, że została zmatematyzowana.

Inna wielka trudność empiryzmu w konfrontacji z nauką nowożytną polegała na tym, że teorie fizyczne wyrażane są za pomocą terminów takich, jak siła, masa, pole elektromagnetyczne, pierwiastek chemiczny, atom. Nie oznaczają one rzeczy, cech czy relacji danych nam we wrażeniach zmysłowych, a w żaden sposób, mimo wytrwałych w tym względzie wysiłków, nie udało się ich znaczenia do poziomu wrażeń zredukować. Zapewne dlatego Bacon nader powściągliwie przyjmował ‒ a czasem oskarżał o nienaukowość ‒ prawie wszystkie współczesne sobie koncepcje, które z naszego punktu widzenia stanowiły milowe kroki wiodące do nowożytnego przyrodoznawstwa, a więc heliocentryzm Kopernika, wywody Galileusza o ruchach ciał czy teorię krążenia krwi Harveya. Taki też był podstawowy powód, dla którego zarówno Berkeley, jak i David Hume ( Traktat o naturze ludzkiej , 1739-1740) odmówili fizyce klasycznej prawa do miana wiedzy. Zdaniem Berkeleya, naukowcy bezprawnie przyjmują istnienie materii. Zdaniem Hume’a przesądem jest leżąca u podstaw newtonowskiej fizyki wiara w istnienie niezmiennych związków przyczynowych, Pogląd na świat oferowany przez nauki przyrodnicze jest, w jego opinii, mieszaniną wiedzy i wiary (wiemy, że Słońce właśnie wschodzi, ale jedynie wierzymy w to, iż wzejdzie jutro). A jednak o wiele większe zaufanie budziła i budzi u współczesnych ludzi fizyka (z niebywałą skutecznością przewidująca chwilę kolejnego wschodu Słońca czy jego zaćmień) biologia niż wywody Davida Hume’a.

Ostatnią ważną próbę zbudowania empirystycznej metodologii nauk podjął, opierając się na nieco wcześniejszej pracy Johna Herschela ( Wstęp do badań przyrodniczych , 1830), John Stuart Mill ( System logiki dedukcyjnej i indukcyjnej , 1843). Mill ‒ który był raczej filozofem społecznym i ekonomistą niż logikiem i filozofem ‒ również od wiedzy naukowej wymagał pewności. Poczucie pewności, jakie budzą w nas twierdzenia matematyczne, tłumaczył tym, że są one indukcyjnymi uogólnieniami opartymi na tak wielkiej liczbie obserwacji, że wątpliwości stają się praktycznie niemożliwe. Próba ta, według panującej dziś opinii, nie powiodła się. Pewność prawom nauki starał się Mill, podobnie jak dwa stulecia wcześniej Bacon, zapewnić za pomocą kanonów indukcji eliminacyjnej, których zastosowanie miało być w jego metodologii ograniczone do ustalania niezmiennych związków przyczynowo-skutkowych. Jednakże kanony ‒ zgodności, różnicy, połączony zgodności i różnicy, zmian towarzyszących i reszt ‒ jako metody odkrywania praw przyrody okazały się całkowicie nieprzydatne. A jako metody uzasadniania pewności żadnej, jak to wykazały późniejsze analizy logików, zapewnić nie były w stanie (zwłaszcza ze względu na nierozstrzygalność pytania, czy uwzględniono w rozumowaniach wszystkie możliwe przyczyny lub skutki badanego zjawiska). Co więcej, teorie fizyczne czy biologiczne bynajmniej nie ograniczają się, jak powiedziano, do ustalania związków między obserwowalną przyczyną a obserwowalnym skutkiem, a zatem w świetle metodologii Milla większość z twierdzeń formułowanych przez przyrodników powinna być uznana za tezy spekulatywnej filozofii, lecz nie nauki.

Podsumowując, empiryzm nie zdołał wskazać metody zdobywania wiedzy pewnej, a w dodatku prowadził do zakwestionowania prawa nauki ‒ takiej, jaką faktycznie po Newtonie tworzono ‒ do miana wiedzy.

c. Kantowska filozofia nauki

Pierwszym wybitnym filozofem, który nie tylko zaakceptował fizykę klasyczną taką, jaką ona faktycznie była, ale uznał ją wręcz za ucieleśnienie ideału wiedzy pewnej był ‒ prawie sto lat po publikacji zasad Newtonowskiej mechaniki! ‒ Immanuel Kant ( Krytyka czystego rozumu , 1781, 2 wyd. 1787). A skoro ani racjonalizm, ani empiryzm nie zdołały tego faktu wyjaśnić, to Kant zaproponował swoistą syntezę ich obu. Polegała ona z grubsza rzecz biorąc na tym, że to wszystko, co składa się na mechanikę klasyczną, a czego z doświadczeń wywieść nie sposób, uznane zostało za dostarczane przez poznający umysł.

Ponieważ leżące u podstaw teorii Newtona twierdzenia geometrii euklidesowej mają charakter konieczny, a żadna wiedza ogólna oparta na doświadczeniu takiego charakteru mieć nie może, to znaczy, że są one nam wrodzone. Wygodnie jest to wyjaśnić przywołując dokonane przez Johna Locke’a ( Rozważania dotyczące rozumu ludzkiego , 1690) rozróżnienie własności pierwotnych i własności wtórnych. Barwy, jak powiada nauka, nie są czymś, co istnieje w świecie zewnętrznym wobec naszych umysłów: to my postrzegamy rzeczy jako barwne, barwy powstają w oczach i mózgu jako ‒ zależna od ich budowy ‒ reakcja na pewne własności światła docierającego do naszych źrenic. Barwy są własnościami wtórnymi. Natomiast stosunki geometryczne to własności pierwotne: wielkości i kształty rzeczy dane we wrażeniach są wiernym odzwierciedleniem własności rzeczy samych w sobie (tzn. istniejących niezależnie od naszych aktów poznawczych). Kant, za Berkeleyem, odrzucił Lockowskie rozróżnienie, a wyprowadził stąd wnioski budzące metafizyczny dreszcz: świat rzeczy istniejących poza poznającym umysłem ‒ rzeczy w sobie ‒ nie jest przestrzenny (podobnie jak nie jest barwny), to my postrzegamy rzeczy jako rozmieszczone w przestrzeni, przestrzeń jest formą zmysłowości. W twierdzeniach geometrycznych odzwierciedlają się przestrzenne relacje, w jakie wyposażamy rzeczy w aktach postrzegania ‒ i dlatego jeśli te twierdzenia rozumiemy, to wiemy, że w sposób niepodważalnie prawdziwy stosują się do tego, co widzimy.

Rzeczy w sobie nie istnieją też w czasie: czas jest drugą formą zmysłowości, czymś, w co wyposażamy rzeczy w sobie w aktach postrzegania. Odzwierciedleniem jednostajnie płynącego ‒ w poznających umysłach, nie w świecie ‒ czasu jest ciąg liczb naturalnych i stąd bierze się konieczny charakter twierdzeń arytmetyki (a w konsekwencji nadbudowanych nad nią algebry i analizy).

Z rzeczy w sobie, ujętych w formy zmysłowości, powstają dane zmysłowe (zjawiska). Prawa fizyki wywodzimy z wyników doświadczeń, lecz nie z samych danych zmysłowych, a z doświadczeń zinterpretowanych za pomocą wrodzonego nam systemu kategorii (pojęć substancji, przyczyny i innych). Kant pisał: "rozum wnika w to tylko, co sam wedle swego pomysłu wytwarza" i dlatego też "winien z zasadami swych sądów iść na czele i skłonić przyrodę do dania odpowiedzi na jego pytania (...) Inaczej bowiem obserwacje, przypadkowe i nie prowadzone wedle jakiegoś uprzednio obmyślonego planu, nie wiążą się ze sobą w żadnym koniecznym prawie". Fizyka przeobraziła się w naukę dzięki "pomysłowi, ażeby zgodnie z tym, co rozum sam wkłada w przyrodę, szukać w niej (a nie imputować jej) tego, czego się od niej musi nauczyć, a o czym sam przez się nie byłby nic wiedział" (1787, Przedmowa do drugiego wydania). Zdaniem Kanta, Wielka Rewolucja Naukowa dokonała się raz i na zawsze: przez wieki prowadzono na temat przyrody zwodnicze spekulacje, aż wreszcie zastosowano do badań wrodzone nam pojęcia ‒ i szybko uzyskano system wiedzy pewnej. Niebagatelną ceną, jaką Kant musiał zapłacić za tę (rzekomą, jak się potem okazało) pewność, było ograniczenie zakresu wiedzy naukowej do zjawisk, podczas gdy rzeczy w sobie pozostały poza zasięgiem poznania ludzkiego.

Kant uważał, że wszystkie sądy dzielą się w sposób rozłączny i wyczerpujący na trzy klasy. Klasę pierwszą stanowią sądy analityczne, w których znajdują wyraz znaczenia pojęć, np. "trójkąt ma trzy boki", "Tarnica jest nazwą szczytu górskiego". Są one puste poznawczo, dotyczą znaczeń, a nie świata. Na klasę drugą składają się sądy syntetyczne a posteriori, które mówią coś o świecie, a wiemy, że są prawdziwe albo fałszywe, na podstawie doświadczenia, np. "Tarnica jest wyższa od Połoniny Caryńskiej". Na takie dwa rodzaje dzielił sądy Hume, Kantowska rewolucja w filozofii w wielkiej mierze polegała na uznaniu istnienia trzeciej klasy sądów ‒ tej, której wprowadzenie i akceptacja były potrzebne aby fizyka Newtona zaczęła jawić się, w przyjętym wówczas sensie, jako nauka, czyli jako system wiedzy pewnej. (Hume uważał je za metafizyczne, za domieszkę do systemu wiedzy naszych instynktownych przyzwyczajeń lub przesądów.) Są to sądy syntetyczne a priori ‒ sądy, które mówią coś o świecie, ale o których wiemy, że są prawdziwe, niezależnie od doświadczenia. Sądy syntetyczne a priori rozpadają się z kolei na trzy grupy. Na pierwszą składają się twierdzenia arytmetyki (oraz nadbudowanych nad nią algebry i analizy matematycznej), np. "5 + 7 = 12". Grupę drugą stanowią twierdzenia geometrii, np. "suma kątów dowolnego trójkąta wynosi 180o". Do grupy trzeciej należą zasady, jak to Kant określa, czystego przyrodoznawstwa, np. "przy wszelkich zmianach zjawisk materia trwa, a jej ilość w przyrodzie pozostaje stała", "wszystkie zjawiska są uwarunkowane przyczynowo zgodnie z niezmiennymi prawami" (właśnie takie sądy jako nieprawomocne ‒ metafizyczne ‒ krytykowali empiryści). Stąd, po dodaniu pewnych elementów empirycznych, miało się dedukować najogólniejsze prawa w rodzaju trzech praw dynamiki Newtona. Te wnioskowania Kant usiłował przeprowadzić w pracy Metaphysische Anfangsgründe der Naturwissenschaft (Metafizyczne podstawy nauk przyrodniczych, 1786), a następnie pod sam koniec życia, jednak ‒ co znamienne zważywszy dalszy bieg wydarzeń ‒ zadowalających wyników nie uzyskał.

Aczkolwiek cały system Krytyki czystego rozumu (choć już nie Krytyki praktycznego rozumu , 1788) powstał w wyniku refleksji nad mechaniką klasyczną ‒ przy założeniu, podkreślmy to raz jeszcze, że jest to system wiedzy pewnej ‒ to rozważania Kanta miały charakter, by tak rzec, ogólnofilozoficzny; nie opracował on reguł metodologii nauk przyrodniczych. Odpowiednie reguły metodologiczne sformułował ‒ na podstawie słabej znajomości Kanta i dobrej jak na owe czasy wiedzy z zakresu historii nauki ‒ William Whewell ( Philosophy of the Inductive Sciences Founded upon their History , 1840): wrażenia zmysłowe dostarczają materii naszej wiedzy, ogólne pojęcia, których źródłem jest intuicja, stanowią jej formę. Whewell zbyt dobrze znał historię nauki aby zgodzić się z opinią Kanta o jednorazowości rewolucji naukowej. Zaproponował zamiast tego koncepcję zbliżoną do Platońskiego obrazu przypominania sobie, krok po kroku, wiedzy wrodzonej: nasze intuicje rozwijają się w wyniku sugestii płynących z doświadczeń i dyskusji między uczonymi. Teorie mają więc charakter hipotetyczny. Whewell wierzył jednak, że u kresu hipotezy znikną, a pozostanie wyłącznie wiedza pewna. Sformułował kilka kryteriów pozwalających rozpoznawać, że zbliżamy się, krok po kroku, do Prawdy; najważniejsze chyba spośród nich to 10 wzrost oczywistości aksjomatów budowanych z coraz doskonalszych pojęć, 20 zgodność indukcji (consilience of inductions), czyli to, co dziś określa się mianem postępującej unifikacji wiedzy. Są to kryteria najwyraźniej niekonkluzywne. Sam Whewell ‒ który był anglikańskim pastorem i wpływowym teologiem ‒ swoją wiarę w postęp nauk ku prawdom dowiedzionym opierał ostatecznie na wierze w to, że Bóg nas nie oszukuje, a wręcz stworzył tak aby umożliwić nam pogoń za Prawdą. Gdy tego rodzaju wiary zabraknie, jego filozofia nauki gwarancji pewności nam nie dostarcza.

Podczas gdy filozofowie na próżno borykali się z problemem pewności wiedzy naukowej i teorii matematycznych, zarówno w fizyce, jak i w geometrii zaszły procesy, które miały wykazać złudność samego ideału pewności ‒ i doprowadziły do narodzin koncepcji epistemologicznych i metodologicznych zupełnie nowego rodzaju. Zacznijmy omówienie tej historii od krótkiego szkicu przeobrażeń naukowego obrazu świata.


  1   2   3


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość