Strona główna

Obrona Syreniego Grodu


Pobieranie 11.92 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar11.92 Kb.
Obrona Syreniego Grodu

Płynęli od świtu. Inni oryle jeszcze spali gdy Zbyszek minął Czersk, na swojej tratwie. Po godzinie usłyszał piękny śpiew. Pieśń bez słów. Pomyślał, ze to anioł jakiś śpiewa na chwałę Panu. Żal mu było płynąć dalej, ale Maciej i Bolek nalegali na pośpiech. Płynęli po lewej stronie, nie tylko aby lepiej słyszeć ten piękny śpiew, ale też dlatego iż nurt tutaj był szybszy oraz dla bezpieczeństwa. Po prawej stronie rzeki mogły pojawiać się drużyny Prusów lub Pomorców.

Barbara zamilkła zobaczywszy tratwy flisaków, wzięła łuk, kołczan i wędki aby wracać do domu. Sąsiedzi mówili o niej, że powinna się urodzić chłopcem, bo strzelanie z łuku i łowienie ryb na haczyk to nie zajęcia dla dziewczyny. Nikt jednak nie wiedział o jej pięknym głosie i pływackim talencie.

Rybacy spod Jazdowa i flisacy spławiający drewno myśleli że to syreny śpiewają. Przez te dźwięki nie jeden wpadł na mieliznę lub zerwał sieci. Najgorzej, że żaden nie widział kto śpiewa, jedynie plusk wody świadczył o czyjejś niedawnej obecności.

Nadeszły jednak dla mieszkańców podgrodzia, siedliska potomków Warsa i Sawy złe czasy. Po prawej stronie Wisły watahy Pomorców paliły wioski i brały kmieciów w niewolę. Brodów trzeba było pilnować szczególnie w czasie nieobecności książęcych wojów.

Jakoś w ten czas, gdy wrzosy już kwitnąć poczęły, któregoś dnia o świcie pojawiła się przy brodzie grupa Prusów. Zobaczyła ich Barbara, ukryta w krzakach przy prawym brzegu. Schowała wędki nie wiedząc co zrobić, jak ich zatrzymać? Straży przy brodzie nie było, a wioska na podgrodziu jeszcze smacznie spała. Zaczęła śpiewać głośniej niż zwykle, śpiew zawodzący przenikał do żywego. Przewodnicy oniemiali zatrzymali się. To jej wystarczyło by dwukrotnie strzelić. Pierwszy upadł nie żywy a drugiego rannego wyciągnęli towarzysze na brzeg. Basia jak prawdziwa syrenka skoczyła do głębszej wody poniżej brodu i popłynęła na drugi brzeg. Za chwilę skryła się za kępą krzów na środku rzeki.

Uwiadomione podgrodzie zorganizowało wstępną obronę wysyłając trzech umyślnych na koniach, po książęca drużynę. Wioska Warsa i Sawy uniknęła napaści, bo bitwa rozegrała się nad brzegiem rzeki.

Wojtek, który pięknie malować umiał, wymalował na murze grodu syrenę z mieczem i łukiem, w podzięce za ratunek. Wszyscy uwierzyli, że w rzece mieszka syrena przysłana przez aniołów, która śpiewem i strzałami obroniła mieszkańców i ich domostwa.

Nikt nie wiedział że to Basia swym męstwem i śpiewem obroniła miejsce później nazywane Warszawą. Wojtek jednak, od dawna zakochany w kimś kto śpiewem tratwy sprowadza z nurtu rzeki, sieci plącze a obcych wojów do zguby wiedzie, przeniósł się prawie nad rzekę by sprawdzić kto śpiewa tak pięknie. Najczęściej o świtaniu te dźwięki po rzece i rosie na brzegach, jakby morską bryzą pędzone, tak szeroko się niosły, że nijak nie mógł odnaleźć ich źródła.

Przypuszczał, że niewiasta lub dziewczyna to być mogła, gdyż raz czy drugi coś dojrzał lecz plusk tylko się słyszeć dało, gdy zbliżał się do niej.

Mimo, że słońce dopiero wstawać poczęło, Wojtek postanowił iść po radę do zielarki, która głęboko w kampinoskiej puszczy mieszkała, a leczyć, czarować i wróżyć umiała. Poszedł więc do głębokiego boru, gdzie na uroczysku na drugim brzegu wartkiego strumyka pojawiła się postać zgarbionej, sędziwej już kobiety, wcale do wiedźmy niepodobnej. Dookoła niej stały w półkolu zwierzęta: sarna obok wilka, lis obok zająca… Były ze sobą zjednoczone czymś tajemniczym. Staruszka w jednej dłoni trzymała zwój kory dębowej, w drugiej długi drewniany kostur. Ubrana była w długą zieloną szatę, przewiązaną sznurkiem w pasie, a jej długie siwe włosy spływały na ramiona. W swoich ciemnych, głęboko osadzonych oczach miała iskry tajemniczości, niezależności i mądrości.

Starka to była, przez Jazdowian, także Wróżką zwana, dojrzała młodzieńca i skinęła na niego. Spojrzała mu głęboko w oczy i rzekła – miłujesz kogoś, kogo nigdy nie widziałeś a życie jej zawdzięczasz i nie wiesz jak ją znaleźć można – zrozumiał Wojtek że Wróżka wie wszystko, co jest , co będzie i co on powinien zrobić.

Starka zaprowadziła go nad staw koło swojej chatynki, drew mu kazała narąbać, chrustu przynieść, dach naprawić i tak już słońce zachodzić miało, gdy Starka rzekła – będziesz tak samo dobry i uczynny dla Niej, bo dziewczyna to jest, nie syrena, to może da ci się poznać, ale musisz w tajemnicy utrzymać co ci powiedziałam.

Legenda o syrence, o której Wojciech i inny mieszkańcy opowiadali w pamięci ludzkiej została na wieki.

Wojtek i Barbara poznali się i pobrali, chatę postawiwszy na skraju puszczy w miejscu, w którym, w czasie tamtego napadu - Basia na brzeg wyszła. Baśka często odwiedzała Starkę, aż kiedyś, gdy dni jej były już policzone, wróżka rzekła do niej – Więcej już nie zobaczysz mnie żywej, powiem Ci po co ludzie mają o syrenie wnukom swoim opowiadać. Tu nad Wisłą wielkie miasto powstanie i król w nim mieszkać będzie. Napaści się to miasto nie ustrzeże i obce wojska zburzyć je będą chciały, ale siła tego miasta jest nie w domach, a w ludzkich sercach i głowach, kochać je będą a twoja imienniczka pomoże ich pokonać – Basia posmutniała bardzo – Babciu nie mów tyle, może zdrowie ci wróci – nie dziecko! Zaśpiewaj mi !

Baśka zaśpiewała nie znaną sobie pieśń, nie wie skąd znała słowa i melodię : „ Wrócisz tu … wrócisz gdzie twój dom, powrócisz tu gdzie nadwiślański brzeg ….. gdzie wierzby pośród mazowieckich pól. ….…”

Po śmierci Starki ludzie swoją osadę na podgrodziu Jazdowa zaczęli nazywać Warszawą a siedzibę drużyny książęcej – syrenim grodem.

Prawie 700 lat później gdy Warszawę po raz kolejny okupowały obce wojska, inna Basia wraz z Hanką i Izą podłożyły i odpaliły bombę pod murem gmachu Pasty, Pastę zdobyli powstańcy. Każda z nich czuła w ręku miecz i tarczę pierwszej syreny spod Syreniego Grodu.

Tekst był inspiracją do scen. widowiska dla

dzieci. Przedst.w SDK 30 XI br.



Betr. 887806163


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość