Paulina dybaś Klasa I a V lo rybnik Nauczycielka: Barbara Padula Moją ciekawość budzi fakt, czy Albert Einstein naprawdę miał rację, mówiąc, że „gdyby Pan Bóg chciał, żeby ludzie byli ograniczeni – nie obdarzyłby ich wyobraźnią”



Pobieranie 46.26 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar46.26 Kb.
IX OGÓLNOPOLSKI KONKURS

NA PRACĘ Z LITERATURY

Temat nr 5:

Gdyby Pan Bóg chciał, żeby ludzie byli ograniczeni – nie obdarzyłby ich wyobraźnią.” (Albert Einstein)

Magiczny świat wyobraźni bohaterów literackich i filmowych.


PAULINA DYBAŚ

Klasa I a

V LO Rybnik

Nauczycielka: Barbara Padula


Moją ciekawość budzi fakt, czy Albert Einstein naprawdę miał rację, mówiąc, że „gdyby Pan Bóg chciał, żeby ludzie byli ograniczeni – nie obdarzyłby ich wyobraźnią”.

Zapewne każdy zgodzi się ze mną, gdy powiem, że Albert Einstein był jednym z najwybitniejszych naukowców na świecie. Ale tak naprawdę ten największy fizyk XX wieku NIGDY NIE STUDIOWAŁ FIZYKI. Einstein po prostu pasjonował się naukami ścisłymi, a wiedzę, którą posiadał, wyniósł ze szkoły. Z pewnością mogę również stwierdzić, że Einstein wyróżniał się również wielką wyobraźnią. Choćby sama jego fryzura mówi człowiekowi, że musiał być on bardzo „wyjątkową” osobą. A oprócz tego uchodził za człowieka sympatycznego, życzliwego i dowcipnego. Bardzo często nazywał sam siebie „pierdziostołkiem na państwowej posadzie”, a wśród fizyków uchodził za „starego durnia”. Naukowiec nie lubił tylko, gdy zadawano mu głupie pytania. Gdy raz został zapytany, jak notuje swoje genialne myśli, spokojnie odparł, że „prawdziwe myśli przychodzą człowiekowi do głowy tak rzadko, że z łatwością można je zapamiętać”. Bardzo często również uchodził za dziwaka, np. momencie gdy po raz pierwszy odwiedził Paryż i zabrał ze sobą tylko jedną parę butów. Genialnemu profesorowi udało się przewidzieć zjawiska, które zostały zaobserwowane o wiele później, a jego myśli były oryginalne i nader obrazowe. Sądzę, że podczas swoich badań wielokrotnie korzystał z wyobraźni, która dużo mu pomogła. Bez wyobraźni żaden naukowiec nie doszedłby daleko, opierając się wyłącznie na wiedzy, którą posiada. Sam Einstein powiedział kiedyś, że „wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy”. Jako ciekawostkę mogę dodać, że naukowiec oprócz zamiłowania do fizyki posiadał również zamiłowanie do muzyki – uwielbiał grać na skrzypcach, co bardzo dobrze mu wychodziło. A oprócz tego kochał się w kobietach i już na studiach miał opinię wesołego i skłonnego do flirtów, a nawet „kobieciarza i rozpustnika” – jak twierdzi Evelyn Einstein. W książce „Prywatne Życie Alberta Einsteina” Roger Highfield i Paul Carter piszą z kolei, że „światowa sława jak magnes przyciągała kobiety, a Einstein jawnie okazywał im swoją przychylność, tym bardziej, że już w latach studenckich doskonale opanował sztukę czarowania kobiet”.

Jak twierdzą psychologowie, „źródłem fenomenu Einsteina była miłość do muzyki i fizyki, brak szacunku dla autorytetów i ciekawość dziecka”. A jak każdy z nas wie, dzieci posiadają bardzo dużą wyobraźnię.

Mogłabym jeszcze wiele powiedzieć o tak wielkim naukowcu, jakim był Albert Einstein, ale chciałabym pomówić teraz o czymś innym.

Sądzę, że największą wyobraźnię rozbudzają i rozwijają w człowieku książki. Jestem przekonana, że każdy z nas w swoim życiu przeczytał wiele książek, a zaczynał od bajek. Zwykłych bajek napisanych przez Jana Brzechwę, Juliana Tuwima czy Janusza Korczaka.

Pierwszą książką, która zabierze nas w świat wyobraźni, będzie „Akademia pana Kleksa” Jana Brzechwy. Wyobraźmy sobie świat, w jakim żył pan Kleks, wyobraźmy sobie jego szkołę, dzieci, jakie uczył, i wreszcie jego samego. Jak wyglądał pan Kleks? Jak żył? Jak stworzył swój cudowny świat pełen magii?

Ambroży Kleks ubierał się w bajecznie kolorowe i o wiele za duże na niego ubranie, które bardzo lubił. Osobliwościami stroju Ambrożego są wielkie jak śliwki szklane guziki u kamizelki i niezwykła ilość kieszeni. Adam, najlepszy uczeń w Akademii pana Kleksa, napisał tak: „Szczególną osobliwość stroju pana Kleksa stanowią kieszenie, których ma niezliczoną po prostu ilość. W spodniach jego zdołałem naliczyć szesnaście kieszeni, a w kamizelce zaś dwadzieścia cztery. W surducie natomiast jest tylko jedna kieszeń i to w dodatku z tyłu. Przeznaczona jest ona dla Mateusza, który ma prawo przebywać w niej, kiedy mu się tylko podoba. W kieszeniach kamizelki pana Kleksa mieszczą się rozmaite przedmioty (...) Jest tam flaszka z zielonym płynem, tabakierka z zapasowymi piegami, powiększająca pompka, senny kwas, kolorowe szkiełka, kilka płomyków świec, pigułki na porost włosów, złote kluczyki oraz rozmaite inne osobliwości pana Kleksa”.

Na twarzy profesora uwagę przyciąga ogromny i ruchliwy nos, na którym tkwią srebrne binokle w kształcie roweru oraz wiele żółtych i czerwonych piegów – „twarz pana Kleksa po prostu upstrzona jest piegami (...) Piegi te codziennie zmieniały swoje położenie: jednego dnia zdobiły nos pana Kleksa, nazajutrz znów przenosiły się na czoło po to, aby trzeciego dnia pojawić się na brodzie lub na szyi”. Pan Kleks uważa, że „piegi znakomicie działają na rozum i chronią przed katarem". Oprócz tego profesor nosi długie wąsy koloru pomarańczy, a jego głowę porasta gęsta, rozwichrzona czupryna, która mieni się wszystkimi barwami tęczy. Jakże śmiesznie musi wyglądać ten nasz pan Kleks. W naszym świecie byłoby niemożliwe mieć brodę koloru pomarańczy i włosy mieniące się wszystkimi kolorami tęczy (oczywiście wykluczamy farbowanie włosów, bo przecież efekt i tak nie byłby taki sam). A wiecie skąd się w ogóle wziął pan Kleks? Adam twierdzi, że „pan Kleks powstał z rozgniecionego atramentowego kleksa i dlatego tak się nazywa. Mateusz jest zdania, że po panu Kleksie można się wszystkiego spodziewać i że moje przypuszczenia są całkiem prawdopodobne”. Czyż nie jest to zabawne? Według mnie bardzo. Profesor Ambroży oprócz swojego zaskakującego wyglądu posiada różne dziwne możliwości – „może zawsze z całą dokładnością określić, co kto o której godzinie myślał, może usiąść na krześle, które powinno być, ale którego wcale nie ma, może unosić się w powietrzu, jak gdyby był balonem, może z małych przedmiotów robić duże i odwrotnie, umie z kolorowych szkiełek przyrządzić rozmaite potrawy, potrafi płomyk świecy zdjąć i przechować go w kieszonce od kamizelki przez kilka dni. Krótko mówić – potrafi wszystko”. Jak pisał Adam, nawet Andersen nazywał czasem pana Kleksa „dziwakiem”. A więc nasz „dziwak” musi mieć naprawdę bardzo bujną wyobraźnię, skoro potrafi tak wiele i żyje w tak fantastycznym świecie, który zresztą sam stworzył. Bardzo rozśmiesza mnie fakt, że Mateusz idzie na lekcje zamiast profesora, który w tym czasie łapie motyle. Byłoby miło w ramach lekcji biologii iść z profesorem łapać motyle – musi to być bardzo zabawne zajęcie.

Jestem przekonana, że każdy z nas chciałby się choć na chwilę znaleźć w świecie pana Kleksa i przeżyć z nim tych kilka wspaniałych przygód, o których możemy przeczytać. Niestety zostaje nam tylko nasza wyobraźnia – w końcu dzięki niej możemy w myślach znaleźć się tam, gdzie on. Przyznaję, że dawno nie czytałam „Akademii pana Kleksa” i cieszę się, że mogłam do niej wrócić. Przyznam szczerze, że zazdroszczę Adamowi Niezgódce i wszystkim uczniom, którzy uczyli się w Akademii. Byłoby naprawdę fantastycznie uczyć się w takiej szkole, mieć tak ciekawe lekcje i tak zabawnych nauczycieli. Adam napisał, że „ pan Kleks często posyłał mnie do różnych bajek po sprawunki (...) chodziłem do różnych bajek często w rozmaitych sprawach: a to trzeba było przynieść parę butów z bajki o kocie w butach, (...) albo kiedy nie było czym zamieść podwórka, musiałem pożyczyć miotły od pewnej czarownicy z bajki o Łysej Górze”. To musi być wspaniałe móc przechodzić z bajki do bajki, spotykać Królewnę Śnieżkę, kota w butach, dziewczynkę z zapałkami i wiele innych bajkowych postaci.

„Akademia pana Kleksa” pokazała mi, że można być dorosłym, a zarazem można mieć wielką wyobraźnię, zabawne pomysły i dziwny wygląd – dokładnie tak samo jak profesor Ambroży Kleks.

W kolejną wyprawę do świata wyobraźni zabierze nas „Mały Książę” Antoine’a de Saint-Exupery'ego. Jak wyglądał świat Małego Księcia? Jego życie zaczynało się i kończyło na małej planecie B-612 przy róży – swojej przyjaciółce. Jedynej, jaką miał. Każdy dzień Małego Księcia zaczynał się i kończył tak samo, a jego jedynym i ulubionym zajęciem było oglądanie zachodów słońca – „Pewnego dnia oglądałem zachód słońca czterdzieści trzy razy (...) Gdy jest bardzo smutno, to kocha się zachody słońca”. To było wszystko, czego Mały Książę potrzebował. Wystarczyła mu jego planeta i róża. Żył sobie na swojej małej planecie i nie potrzebował niczego do szczęścia. W gruncie rzeczy, gdyby nie chęć odnalezienia odpowiedzi na pytanie, jak traktować kogoś kochanego, to pewnie nigdy nie wyruszyłby w podróż, zostawiając swój malutki świat. Każdy z nas ma w sobie chęć poznawania czegoś nowego - nowych ludzi, nowych miejsc. Mały Książę taki nie jest – i właśnie to najbardziej mnie w nim dziwi. Przecież dzieci nieustannie dążą do poznawania świata – są go ciekawe, pragną go wciąż na nowo odkrywać. Widzą w nim coś, o czym dorośli już dawno zapomnieli. Zresztą Mały Książę wielokrotnie twierdził, że „dorośli są bardzo dziwni”. Mały Książę, mimo swojego młodego wieku, mimo swojej dziecinności zamyka się w swoim świecie i nie dąży do odkrywania nowych rzeczy – nie potrzebuje niczego innego. Sądzę, że nikt z nas nie potrafiłby żyć i postępować tak jak on. Ale mimo wszystko Mały Książę posiadał wyobraźnię dziecka, co można było zauważyć już w momencie, gdy poprosił lotnika o namalowanie baranka. Po wielu nieudanych próbach, „tracąc cierpliwość(...), nabazgrałem ten obrazek i powiedziałem:

- To jest skrzynka. Baranek, którego chciałeś mieć, jest w środku - Byłem bardzo zdziwiony, widząc radość na buzi małego krytyka.

- To jest właśnie to, czego chciałem. Czy myślisz, że trzeba dużo trawy dla tego baranka? (...)

- Na pewno wystarczy. Dałem ci zupełnie małego baranka.

Mały Książę pochylił główkę nad rysunkiem.

- Nie taki znowu mały. Zobacz zasnął...”. Bardzo rozbawił mnie ten fragment książki. Myślę, że nie każdy z nas, patrząc na rysunek skrzynki, potrafiłby wyobrazić sobie w nim baranka. Mały Książę potrafił.

Nasz mały przyjaciel opuścił swoją planetę tylko dlatego, że nie potrafił zrozumieć róży. Chciał od niej uciec - „kwiaty mają w sobie tyle sprzeczności. Lecz byłem za młody, aby umieć ją kochać”. Podczas podróży Małemu Księciu podobało się tylko na jednej planecie – na planecie Latarnika. Napisał o nim, że: „Gdy zapala lampę, to tak, jakby stwarzał jeszcze jedną nową gwiazdę lub kwiat. Gdy gasił lampę, to tak jakby usypiał gwiazdę lub kwiat. To bardzo ładne zajęcie. To rzeczywiście jest pożyteczne, ponieważ jest ładne”. Dla Małego Księcia wszystko było bardzo proste, ponieważ „miał zupełnie inne pojęcie o rzeczach poważnych niż mają dorośli”. Nasz przyjaciel dopiero w momencie poznania lisa uświadomił sobie, jak ważna i cenna jest dla niego jego róża. Gdy wszedł do ogrodu pełnego róż, powiedział im: „oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedyna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ...jest moją różą”.

„Mały Książę” jest jedną z najwspanialszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. Nauczył mnie tego, że, „idąc prosto przed siebie, nie można zajść daleko...”. Dzięki tej książce uświadomiłam sobie, że życie to nie tylko egzystencja i chęć przetrwania - życie polega na realizowaniu swoich marzeń. Dzięki Małemu Księciu doszłam do wniosku, że trzeba traktować życie tak, jakby każda jego chwila miała dla nas szczególne znaczenie.

"Nasze życie jest takim, jakim uczyniły je nasze myśli” - jak powiedział Marek Aureliusz.

Książka ta uświadomiła mi, że „Przyjaźń jest krucha i należy się z nią obchodzić z taką samą troską, jak z innymi kruchymi i cennymi przedmiotami” ( Bourne Randolph S.)

No dobrze, a co powiecie o „Ani z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery? Jestem przekonana, że ta książka budzi w każdym z nas same pozytywne uczucia. Jest to jedna z nielicznych książek, która fantastycznie opisuje życie zwariowanej i wiecznie „zakręconej” sierotki przygarniętej przez dobrych ludzi. Autorka „Ani z Zielonego Wzgórza” po napisaniu książki powiedziała bardzo piękne słowa: "Moja wyobraźnia była biletem wstępu do Krainy Marzeń." To właśnie wyobraźnia autorki stworzyła Anię Shirley, która stała się tak bliska sercom wielu ludzi na całym świecie.

Mimo wielkich starań i chęci Ania zawsze wpadała w różne tarapaty, a „jej najpoważniejszą wadą była jedynie skłonność do pogrążania się w marzeniach w samym środku pracy i zapominania o wszystkim, dopóki nie została ściągnięta na ziemię reprymendą lub katastrofą". Sądzę, że Ania stworzyła swój świat w momencie, gdy została osierocona. Nie miała prawdziwego domu, ani rodziny, więc stworzyła sobie swój świat, w którym czuła się wspaniale. W końcu trafiła do wspaniałej rodziny, w której wreszcie zaznała miłości. W końcu sama powiedziała, że „milion razy lepiej jest być Anią z Zielonego Wzgórza niż Anią znikąd”. Mimo wszystko nie potrafiła rozstać się ze swoim światem. Jedyną rzeczą, z jaką Ania nawet w wyobraźni nie mogła sobie poradzić i nie mogła zmienić, był kolor włosów: „nie można być rudym i szczęśliwym. Inne rzeczy tak bardzo mi nie przeszkadzają - ani piegi, ani zielone oczy, ani to, że jestem chuda. Mogę to wszystko zmienić w wyobraźni. Mogę wyobrazić sobie, że mam piękną cerę jak płatek róży i ślicznie błyszczące niebieskie oczy. Ale nie mogę wyobrazić sobie, że nie mam rudych włosów". Ania zawsze słynęła z wielkiej wyobraźni i szalonych pomysłów. Jestem przekonana, że dzięki swojej bujnej wyobraźni Ania posiadała również wspaniały talent poetycki i literacki.

Uważam, że ludzie z wielką wyobraźnią to ludzie obdarzeni wieloma wspaniałymi talentami: literackimi, poetyckimi, plastycznymi czy muzycznymi. Tacy ludzie są bardzo wrażliwi – nie tylko na piękno, ale i na ludzką krzywdę. I taka właśnie była Ania.

Czasami zastanawiało mnie jej zachowanie i sposób bycia. Niby była zwykłą, rudowłosą dziewczyną, taka samą jak każda inna w jej wieku, a mimo to zawsze potrafiła tak pięknie wszystko sobie wyobrazić i opisać. Zawsze, gdy opowiadała jakąś historię lub opisywała jakieś zdarzenie, potrafiłam je sobie tak dokładnie wyobrazić, jakbym sama osobiście brała w nim udział. Gdy czytałam tą książkę, często zazdrościłam Danie, że miała taką przyjaciółkę jak Ania. Choć wyobraźnia Ani często pakowała ją w kłopoty, to i tak zawsze tej wyobraźni jej zazdrościłam. Dzięki Ania wiem, co to znaczy mieć wyobraźnię, wiem, jak dobrze ją wykorzystać i jak zamieniać rzeczy złe na coś cudownego.

A jeżeli już mówimy o opowiadaniach Lucy Maud Montgomery, to przypomniała mi się inna jej książka – „Historynka”, która opowiada o tytułowej dziewczynce, znającej bardzo, bardzo wiele różnych historii. Nie zawsze wszystkie były prawdziwe (choć ona twierdziła, że wszystko zdarzyło się naprawdę), ale zawsze tak potrafiła opowiadać, że momentami nawet dorośli jej wierzyli. Nikt nie miał tak rozwiniętej wyobraźni jak ona i nikt nie potrafił jej dorównać. Zawsze była najlepsza.

W gruncie rzeczy dochodzę do wniosku, że wszystkie bohaterki Montgomery posiadały bardzo bujną wyobraźnię.

A co powiecie o książkach adresowanych do starszych czytelników, takich jak np. „Alchemik” Paulo Coelho? Jest to opowieść o młodym pasterzu imieniem Santiago, który zawsze marzył o podróżach po świecie i kochał książki, ponieważ dzięki nim odkrywał nowe miejsca, będące dla niego nieosiągalne. Jedynym marzeniem Santiago było móc podróżować i zwiedzić cały świat, a więc zainteresowany historią o skarbie pod egipskimi piramidami i o tym, że każdy ma swoją Własną Legendę, czyli historię życia, która powinna być zrealizowana z jak największym poświęceniem, postanawia wyruszyć w poszukiwaniu skarbu. Nie wie jednak, że tak naprawdę jest to podróż do wnętrza samego siebie po skarb samopoznania. Dopiero po dotarciu do celu Santiago zrozumiał, że nie ma i nigdy nie było żadnego skarbu. Nie był jednak zły, ponieważ wiedział, że ta podróż dała mu o wiele więcej. Zrozumiał, że zdobycie jakiegoś celu nie jest tak ważne, jak samo dążenie do niego.

Książka ta w doskonały sposób mówi o tym, że NIE WOLNO zapominać, że w życiu najważniejsze są marzenia i dążenie do ich spełnienia. „To możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące” - jak pisze sam autor w swej cudownej książce. „Alchemik” jest powieścią-parabolą, która każe nam marzyć, podejmować ryzyko, każe stawiać czoła wszelkim przeszkodom, która każe wreszcie nam urzeczywistniać to, co zostało przez nas stworzone w naszej wyobraźni. Najbardziej utkwił mi w głowie pewien fragment: „żadne serce nie cierpiało nigdy, gdy sięgało po swoje marzenia, bo każda chwila poszukiwań jest chwilą spotkania z Bogiem i z Wiecznością...".

Co miał na myśli autor, pisząc te słowa? Przecież często można usłyszeć, że marzenia nigdy się nie spełniają, że marzenia bolą.

A tutaj nagle czytamy, że „żadne serce nie cierpiało nigdy, gdy sięgało po swoje marzenia”. Czy to znaczy, że tak naprawdę każdy z nas podświadomie ma jakieś marzenia? Że to nasze serce samo te marzenia układa? Niby to wszystko jest takie proste, a zarazem tak niezrozumiałe i niewytłumaczalne.

Dlaczego serca nie mówią ludziom, że powinni podążać śladem własnych marzeń?” Właśnie, dlaczego? Często odzywa się w nas tajemniczy głos, który mówi nam o tym, że coś zrobiliśmy źle lub nie tak, jak być powinno. Ten głos nazywamy sumieniem. Dlaczego więc nie ma w nas głosu, który powiedziałby nam: „podążaj śladem swoich marzeń, spełniaj swoje marzenia”? A może taki głos jest, tylko my go nie słyszymy, zagłuszamy, nie chcemy słyszeć, bo tak naprawdę boimy się zrobić cokolwiek, by nasze marzenie się urzeczywistniło. I nasze marzenia, które tak bardzo pragniemy, by się spełniły (lecz niestety tylko pragniemy) pozostają tylko w naszej głowie.

W momencie przeczytania „Alchemika” poczułam wielką ochotę natychmiastowego spełnienia wszystkich swoich marzeń. Chciałam je spełnić od razu, po kolei – nie chciałam czekać. Miałam w sobie tyle pozytywnej energii i radości. Postanowiłam zajrzeć w głąb swej duszy i zapytać samej siebie, czego tak naprawdę pragnę. Ta książka pokazała mi „że szczęście można znaleźć nawet w najmniejszym ziarenku pustynnego piasku”.

Podsumowując temat książek, sądzę, że mogę swobodnie stwierdzić, iż bujniejszą wyobraźnię posiadają dzieci. Być może dlatego, że jak to ujął Mały Książę: „Jedynie dzieci wiedzą, czego szukają”, a może po prostu mają większą zdolność do wyobrażania sobie różnych obrazów czy zdarzeń. Być może chcą być jak dorośli i w swoim świecie to one „rządzą” i to one są najważniejsze. Albo po prostu to dorośli są zbyt zabiegani i zbyt „dorośli”, by bawić się w wyobrażanie sobie różnych, dziwnych rzeczy lub bawienie się w tworzenie swojego własnego, idealnego świata. A może po prostu dorośli bardziej się boją. Oczywiście nie uważam, że dorośli są zupełnie pozbawieni wyobraźni – może oni po prostu potrafią z niej lepiej korzystać? W końcu dorośli są bardziej doświadczeni niż dzieci i z wielu rzeczy potrafią korzystać lepiej niż maluchy. Chociaż osobiście uważam, że każdy z nas ma gdzieś głęboko schowany swój malutki światek, w którym chowa się przed złem i krzywdą.

Dość przewrotnie na przykładzie filmów postaram się udowodnić, że jednak dorośli potrafią czasem „włączyć” swoją wyobraźnię i działać na pełnych obrotach. Ale na początek wrócę jeszcze do bajek.

Zapewne pamiętacie książkę pt. ”Piotruś Pan” J.M. Barriego, ale czy każdy z nas widział film opowiadający o losach Piotrusia Pana?

Jak napisałam na początku swojej pracy, książka działa na wyobraźnię – rozbudowuje ją i rozwija. Ale muszę przyznać, że animowana bajka o Piotrusiu Panie z Nibylandii i jego przyjaciołach jest równie fascynująca jak książka. Wiem, że jest wiele ekranizacji „Piotrusia Pana”, ale uważam, że każda z nich jest dobra – choć nie każdy musi się ze mną zgodzić.

Wyobrazić sobie latającego Piotrusia Pana, Dzwoneczka i całe stadko maluszków chyba jednak nie jest tak dobrze, jak móc to zobaczyć na szklanym ekranie. Chociaż czasem można się bardzo zawieść, gdy zobaczy się nie to, na co się liczyło. „Piotruś Pan” to doskonały dowód na to, że ludzie naprawdę zostali obdarzeni wyobraźnią. Film bowiem opowiada o 12-letnim chłopcu z Nibylandii, który nigdy nie chciał dorosnąć i zbudował sobie sztuczny świat po stracie rodziców. Piotruś Pan stworzył sobie swoją własną Nibylandię. To było wszystko, co miał, czego pragnął i dbał o to, jak o swój własny, bezcenny skarb. Ale mimo wszystko Piotruś Pan nie zamknął się w swym świecie – nie chciał być sam. Był małym chłopcem, który pragnął zabawy i płatania figlów. Zapraszał do swego świata dzieci, z którymi stworzył dom, może nie taki prawdziwy dom, ale taki, jakiego nigdy nie miał.

Bajka ta nauczyła mnie, że nikt nie potrafi i nie chce być samotny, i że każdy ma prawo do szczęścia. Dzięki niej wiem też, że nikt nigdy nie będzie w stanie odebrać mi tego, co mam w sobie – mojej wyobraźni i moich marzeń. Piotruś Pan w cudowny sposób pokazał mi, jak fantastycznie jest być dzieckiem. Każdy z nas chce już być dorosły, każdy czeka na swoje 18 lat, ale tak naprawę być dorosłym wcale nie jest takie fantastyczne, jak nam się wydaje, a mały urwis z Nibylandii pokazuje nam, że mamy jak najdłużej być dziećmi – bo być dzieckiem jest po prostu dobrze.

A jeżeli chodzi o filmy, to trudno mi było znaleźć taki rodzaj filmu, który sprostałby moim wymaganiom.

Jako pierwszy przedstawię ”50 pierwszych randek” Petera Segala. Film opowiada o dziewczynie - Lucy, która na skutek ciężkiego wypadku cierpi na zanik pamięci krótkotrwałej i już następnego dnia nie pamięta niczego, co ją spotkało, a także o Henrym, który podczas wakacji niespodziewanie spotyka Lucy i zakochuje się w niej. Postanawia wszystko porzucić i spotykać się z dziewczyną codziennie, mając nadzieję, że któregoś dnia ona przypomni sobie jego twarz i odwzajemni jego uczucie. Niestety jego starania idą na marne, a ich spotkania i „romans” Henry przeżywa ... 50 razy. Oglądając film, stwierdziłam, że bohater ma bardzo bujną i pomysłową wyobraźnię, ponieważ za każdym razem stara się, by ich spotkanie wyglądało inaczej ( a wydaje mi się, że 50 razy wymyślić coś nowego nie jest tak łatwo). Film ten pokazuje, jak wiele w imię miłości człowiek potrafi zrobić. Udowadnia on, że - aby coś zdobyć (coś, czego naprawdę się pragnie, a co wcale nie jest takie proste), człowiek potrafi wytężyć swój mózg i rozbudzić wyobraźnię do granic jej możliwości. Dawniej Henry był typem „playboya” , a jednak potrafił się zamknąć w świecie, w którym istniał tylko on i Lucy – potrafił dla niej zrobić wszystko.

Nie wiem, czy potrafiłabym poświęcić się w takim samym stopniu jak Henry. Jestem osobą pomysłową i mam dużą wyobraźnię, jednak 50 razy wymyślać coś nowego to dla mnie byłoby za dużo. Film ten uświadomił mi, że jeżeli kogoś lub coś naprawdę się kocha, to trzeba o to walczyć bez względu na wszystko, i że nigdy nie wolno tracić okazji, by wyznać swoje uczucia. Nawet, kiedy jest to bardzo trudne

A na przykład „MacGyver” – film o człowieku, który “z zapałek potrafił zrobić samolot”? Na swój sposób też jest to film o człowieku z wielką wyobraźnią. Być może pan MacGyver nie posiada swojego świata wyobraźni, ale jest tak pomysłowy, że potrafi robić coś z niczego, a jakby nie patrzeć, do tego też trzeba mieć trochę wyobraźni. A może nawet i nie trochę. Można podejrzewać, że MacGyver jako dziecko zamykał się w świecie wynalazków i już jako dziecko w wyobraźni tworzył różnego rodzaju machiny i wynalazki. Teraz jako dorosły człowiek wykorzystał swoją pasję, wyobraźnię. Podszkolił się troszkę i został wspaniałym wynalazcą – takim, jakim marzył zostać w dzieciństwie. Niestety film nie pokazuje lat dziecięcych MacGyvera, ale w ten sposób sami możemy „pogdybać”, jak wyglądało jego dzieciństwo. Być może w czasach, kiedy ten film wyświetlano w telewizji, MacGyver stał się idolem niejednego chłopca, a sam film rozbudził w nim wyobraźnię i chęć bycia wielkim wynalazcą, który „z kamienia zrobi statek”.

Film ten pokazał mi, że w życiu nie ma niczego, czego nie dałoby się zrobić. Dla chcącego nic trudnego. Jeżeli naprawę będziemy czegoś mocno chcieć, to zawsze uda nam się to zrealizować.

Widzimy więc, że dorośli także posiadają wyobraźnię – po prostu nie zawsze to pokazują lub też często sami zapominają o jej istnieniu. Potrafią jednak z niej korzystać wtedy, kiedy naprawdę tego potrzebują. A co najważniejsze, nie zapominają, jak z niej korzystać. Niewątpliwie jednak większą wyobraźnię posiadają dzieci i myślę, że każdy się ze mną zgodzi.

Jak widać, wyobraźnia jest bardzo ważna w ludzkim życiu i uważam, że gdyby Pan Bóg nas nią nie obdarzył, to ludzie naprawdę staliby się ograniczeni. Sądzę, że bez wyobraźni nie dałoby się żyć – a nawet jeżeli by się dało, to byłoby to bardzo trudne. Osobiście nie chciałabym zostać pozbawiona wyobraźni i nikomu tego nie życzę.

Fakt - nasza wyobraźnia potrafi czasem płatać figle i często oprócz rzeczy dobrych i przyjemnych, wyobrażamy sobie okropne rzeczy i przerażające sytuacje, jednak i tak uważam, że wyobraźnia to bardzo dobra rzecz.

Pan Bóg doskonale zna ludzi – w końcu to On nas stworzył – i On sam dobrze wie, co jest nam potrzebne.

Poza tym bez wyobraźni nasze życie byłoby szare i nudne. Nie można by było wyobrazić sobie wspaniałej zagranicznej wycieczki, na którą pewnie nigdy nie będzie nas stać. Jak powstałyby książki, obrazy, wiersze, filmy czy spektakle teatralne, gdyby ich autorzy nie posiadali choć odrobiny wyobraźni? A jak uczniowie pisaliby wypracowania, gdyby nie potrafili sobie wyobrazić i w myślach przedstawić problemu, który muszą rozwinąć?

Te i wiele innych pytań zostają bez odpowiedzi, dopóki człowiek obdarzony jest wyobraźnią.

W podsumowaniu chciałabym jeszcze nadmienić, że temat mojej pracy potwierdzają także inne słowa Alberta Einsteina, że „Pan Bóg jest wyrafinowany, ale nie jest złośliwy” i w zupełności się z nimi zgadzam. Tak samo jak z tym, że „gdyby Pan Bóg chciał, żeby ludzie byli ograniczeni – nie obdarzyłby ich wyobraźnią”.



BIBLIOGRAFIA :


  1. Brzechwa J., Akademia pana Kleksa, Warszawa 1993.

  2. Coelho P., Alchemik, Warszawa 1998.

  3. De Saint-Exupery A., Mały Książę, Warszawa 1998.

  4. Montgomery M. L., Ania z Zielonego Wzgórza, Warszawa 1992.

  5. Łopuszański P., Sławni ludzie. Życie – myśli – anegdoty, Warszawa 1997.

  6. Wojtasiński Z., Podwójne życie Alberte Einsteina, „Wprost” 2005, nr 4, s.72-76.





©snauka.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna
Komunikat prasowy
przedmiotu zamówienia
najkorzystniejszej oferty
Informacja prasowa
wyborze najkorzystniejszej
warunków zamówienia
istotnych warunków
sprawie powołania
Regulamin konkursu
udzielenie zamówienia
przetargu nieograniczonego
zamówienia publicznego
Nazwa przedmiotu
Specyfikacja istotnych
modułu kształcenia
Rozporządzenie komisji
studia stacjonarne
wyborze oferty
Zapytanie ofertowe
Szkolny zestaw
Ochrony rodowiska
ramach projektu
prasowy posiedzenie
trybie przetargu
obwodowych komisji
zagospodarowania przestrzennego
komisji wyborczych
komisji wyborczej
Program konferencji
Wymagania edukacyjne
Lista kandydatów
szkoły podstawowej
która odbyła
Województwa ląskiego
Decyzja komisji
przedmiotu modułu
poszczególne oceny
Sylabus przedmiotu
szkół podstawowych
semestr letni
Postanowienia ogólne
przedsi biorców
produktu leczniczego
Karta przedmiotu
Scenariusz lekcji
Lista uczestników
Program nauczania
Projekt współfinansowany
Informacje ogólne
biblioteka wojewódzka
semestr zimowy