Strona główna

Postneurotyczna osobowość naszych czasów


Pobieranie 39.01 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar39.01 Kb.


Postneurotyczna osobowość naszych czasów.

Gdzieś na naszej planecie żyją ludzie doskonali — normalni, zrównoważeni, pozbawieni lęków, braku poczucia bezpieczeństwa, dziwactw, czyli tego wszystkiego, co nęka pozostałych. Nazwę ich „nieneurotykami”. Ale właśnie w tej chwili zastanowiłam się nad tym, co wcześniej napisałam. Czy w ogóle istnieją takie osoby? To chyba pytanie, na które nie da się odpowiedzieć! A jeśli nawet istnieją, to są to jednostki, które bardzo trudno by było znaleźć. Ale moja praca nie będzie dotyczyła tych wyjątków „nieneurotyków”, tylko tych których jest większość, czyli neurotyków. Kim oni są? Co ich charakteryzuje? Jak odnajdują się w dzisiejszych czasach? Jakie mają problemy? W moim eseju będę starała się odpowiedzieć właśnie na te pytania.



Główna bohaterka serialu-Ally McBeal.

Skoro nieneurotyków jest bardzo mało na Ziemi, nie dziwi wiec mnie popularność serialu „Ally McBeal”. Ten komediowy serial to niemal ilustrowany podręcznik podstaw psychiatrii. I właśnie na jego podstawie, a właściwie na podstawie sylwetek jego bohaterów postaram się odpowiedzieć na wyżej postawione przez siebie pytania. I jak się okazuje, oglądając ów serial możemy zobaczyć całą gamę zachowań nerwicowych, wizualizację obsesji, przejawy paranoi, objawy anatomicznych zmian w mózgu. Jednak kluczową kategorią psychologiczną w analizie „Ally McBeal” mogłoby być pojęcie neurotyczności, stanowiącej podstawowy wymiar osobowości (temperamentu). Jednostki typu neurotycznego przejawiają skłonności do lęku, depresji, zachowań kompulsywnych, psychastenii (uporczywego rozważania nawet błahych wydarzeń, które urastają do złożonych problemów) lub histerii. Pojecie neurotyzmu zrobiło w XX wieku oszałamiającą karierę. Będąc w powszechnym użyciu, rozszerzyło swój zakres, z terminu psychologicznego stając się nawet kategorią używaną do opisu współczesnej cywilizacji. Trudno zatem nie być neurotykiem — przypominają nam o tym półki pełne poradników psychologicznych, filmy Woody'ego Allena czy seriale, których bohaterowie korzystają z usług psychoanalityków. Jednak o tym, że dzisiejszy neurotyk to ktoś zupełnie inny od tego opisywanego przez Freuda czy Horney, przekonuje nas właśnie serial „Ally McBeal”. To właściwie „metaneurotyk”, człowiek żyjący w pofreudowskich czasach, który jest absolutnie świadomy mechanizmów neurotycznych, potrafiący stworzyć na użytek autoanaliz niejedną błyskotliwą teorię psychologiczną, a wizytę u psychoterapeuty traktujący jako jedną z czynności konsumenckich. Nie jest więc już bezwolną ofiarą własnej psychiki, w dużej mierze okrytej mrokiem nieświadomości. Jest przygotowany na każdy jej atak, zna wszystkie jej sztuczki. Ale nie jest to bynajmniej kojąca wiedza. Wręcz przeciwnie; wzmaga podejrzliwość wobec samego siebie, zmuszając do ciągłej czujności w oczekiwaniu na objaw jakiejś psychicznej patologii. A jako że już „klasyczny” neurotyk najwięcej problemów miał z lękiem jako podstawowym komponentem swego życia wewnętrznego, „postneurotyk” jest w bardzo trudnej sytuacji. Oprócz lęków, jakie budzi w nim życie w swych najróżniejszych przejawach (a żyje w czasach tak samo „postneurotycznych” jak on sam), zmaga się z lękami związanymi z własnym neurotyzmem.



Spróbujmy zatem przyjrzeć się niektórym lękom trapiącym bohaterów „postneurotycznego” serialu, jakim jest w moim odczuciu „Ally McBeal” oraz temu, jak sobie z nimi radzą. Interesujące też będzie zastanowienie się, w jaki sposób w widzu zostają rozładowane „postneurotyczne” obawy.
NIE TYLKO KOŁACZE.
Konstrukcja serialowego świata uwzględnia lękotwórcze problemy uczestnika cywilizacji końca XX wieku. Czynnikiem nerwicorodnym może być dla niego etos człowieka sukcesu: wykształconego, ambitnego, świetnie zarabiającego, który swoją pozycję zawodową musi okupić kilkunastogodzinnym dniem pracy, codzienną dawką stresu i wieloma ograniczeniami. Obawy te werbalizuje za nas np. Ling: „To jest biuro. Tu ludzie nie powinni się uśmiechać. Zagrożone wydają się być takie wartości jak: miłość, przyjaźń, rozwój intelektualny, religia, pasje, rozrywki itp. Kancelaria prawnicza w „Ally McBeal” to wymarzone miejsce dla neuroz spowodowanych koniecznością funkcjonowania w takim „paradygmacie”. I rzeczywiście: bohaterowie większość życia spędzają w pracy, ciąży na nich często wielomilionowa (w dolarach) odpowiedzialność, muszą codziennie ubierać się w eleganckie kostiumy lub garnitury, no i oczywiście nie założyli rodzin. Zrobili karierę, ale co pewien czas powtarzają sobie takie ironiczne afirmacje jak ta wygłoszona przez główną bohaterkę: „Wiem, że wszystko świetnie się układa, mam dobrą pracę, wspaniałych przyjaciół, kochających rodziców, całkowitą wolność i płyn do kąpieli co wieczór. Czegóż można jeszcze oczekiwać?”. Bohaterkę mimo to kusi, by zostać bezdomną, odciąć się od społeczeństwa, bo tylko wtedy mogłaby nie nosić swoich ubrań. A zatem okazuje się, że potencjalne ognisko neurotyczności zostało zręcznie opanowane i sprowadzone do poziomu garderobianego. Lęk przed zniewoleniem przez pracę serial doskonale rozładowuje. Współpracownicy to grono najbliższych przyjaciół, z którymi spędza się mnóstwo czasu w kancelarii bądź w ulubionym „firmowym” klubie (problem braku czasu dla znajomych nie dręczy zatem bohaterów „Ally McBeal). Strach przed wymagającym i autorytarnym szefem też im nie grozi, bo właściciele kancelarii to „swoi”, należący do wspomnianego grona przyjaciół. Sprawy, którymi zajmuje się kancelaria „Fish&Cage”, to bynajmniej nie prawnicza sztampa, ale intrygujące wyzwania oraz możliwość zetknięcia się z niezwykłymi ludźmi i problemami, a przy tym okazja do zabłyśnięcia błyskotliwością, krasomówstwem lub po prostu sprytem. W sądzie zawsze można wykrzyknąć jak Ling Woo: „Sprzeciw, znudziłam się. Świadek przynudza”. Znużenie pracą jest w tych warunkach niemożliwe, zwłaszcza że kancelaria jest też areną wszelkich namiętności: współpracowników łączy nie tylko przyjaźń — wchodzą ze sobą także w inne związki. A i wśród klientów lub innych osób poznanych dzięki prawniczej praktyce co rusz trafia się potencjalny partner do stworzenia „postneurotycznego” związku. Okazuje się więc, że pracy nie należy się bać. Ona nie ogranicza, nie zniewala. Dostarcza jedynie nieustającej stymulacji pozwalającej odczuwać pełnię życia. Można też terapeutycznie potraktować słowa Fisha: „Zarób dużo pieniędzy, a wszystko inne jakoś się potoczy”. Do pełni szczęścia brakować może jeszcze tylko — tak jak w przypadku głównej bohaterki — trójki dzieci i męża masującego stopy.
ODROBINĘ SZCZEŚCIA W MIŁOŚCI.
Stąd u bohaterów, a zwłaszcza u Ally, niestrudzone poszukiwania partnera życiowego. To zaś dziedzina szczególnie płodna w neurotyczne powikłania. Lęk przed odrzuceniem, lęk przed samotnością czy obsesyjna potrzeba akceptacji to nie pomysły „postneurotyków”. Oni, na masową skalę, wzbogacili myślenie o miłości o lęk przed życiem razem (co Ally tak wyraziła: :Myślę, że muszę uwierzyć, że to działa...miłość, związek, partnerstwo, cała idea bycia razem”) i lęk przed odkryciem u partnera przerażających cech. Nie dziwi więc, że znalezienie stałego partnera jest u nich szczególnie trudne. Skoro własne dziwactwa są niełatwe do zaakceptowania, to cóż dopiero mówić o słabościach „drugiej połówki”. Zresztą kandydaci na partnerów głównej bohaterki, przefiltrowani przez jej „koloryt wewnętrzny”, rzeczywiście nie robią dobrego wrażenia (np. inteligentny, bogaty i przystojny onkolog wzbudza obrzydzenie, nie tylko w Ally, swoim odrażającym śmiechem). Czasem zaś po prostu „coś nie wychodzi”.

A jeżeli któremuś z bohaterów uda się z kimś związać, rozpoczyna to serię analiz: czy jest tak, jak być powinno, czy seks jest wystarczająco ekscytujący (jeśli nie — można podjąć, jak Georgia i Billy, próbę kochania się w kancelaryjnej toalecie), czy przypadkiem z kimś innym nie byłoby lepiej, co należy robić, żeby zapewnić związkowi odpowiednią temperaturę. A to oczywiście komplikuje sprawy. A przy tym neurotyk „w starym stylu” niezmiennie tęskni się za miłością idealną, co dotyka szczególnie Ally i Johna. Symptomem takiej romantycznej miłości mogłoby być np. zasypianie ze słuchawką przy uchu, by słyszeć oddech ukochanej (tak robił Billy, gdy był zakochany w Ally).

Jeśli mimo metodycznego podejścia do związków i ciągle podejmowanych starań nie można znaleźć miłości, nieuchronnie w głowie „postneurotyka” musi zakiełkować pytanie, czy coś ze mną nie tak? (nie wszystkich bowiem przekonuje uspokajające stwierdzenie Richarda: „Gdy wszyscy są samotni, łatwiej się z kimś związać”). Podejrzenia mogą być różne: przekroczenie krytycznej granicy wiekowej (Ally ciężko przeżywa swoje trzydzieste urodziny), niedostatecznie pociągająca powierzchowność (Ally decyduje się na powiększenie ust, Billy zmienia image farbując włosy na blond i umieszczając w uchu kolczyk, co sprawia, że tłumy kobiet oglądają się za nim na ulicy), zbyt wysoki poziom ekscentryczności (z tym największy problem ma John Cage, co na początku serialu — zanim poradził sobie z samoakceptacją — przejawiało się choćby w korzystaniu z usług prostytutek), niemożność wyzwolenia się z dawnej miłości (Billy — pierwsza miłość Ally — mimo że już żonaty, wciąż budzi w niej silne emocje i to niezależnie od faktu, że oboje zdają sobie sprawę, że już nie mogliby ze sobą być).

Niejeden „postneurotyk” może też — tłumacząc sobie problemy ze znalezieniem partnera — zacząć zastanawiać się nad swoją orientacją seksualną. Może mu to zasugerować otoczenie (jak Ling opowiadająca Ally, że znała dziewczynę, która stała się lesbijką, mimo że wcześniej spotykała się z mężczyznami) lub teorie głoszące, że każdy jest biseksualistą, a różnice tkwią w proporcjach. Ideologia politycznej poprawności przejawiająca się m.in. w hasłach walki z dyskryminacją osób homoseksualnych, kariera pojęcia tożsamości (także seksualnej), przełamywanie tabu związanego z erotycznością człowieka powodują, że do tradycyjnego zestawu lęków „postneurotyk” zmuszony jest dołączyć refleksję nad swoją orientacją seksualną. O tym, że o ewentualnej odmienności seksualnej „postneurotyk” myśli jednak z poczuciem lęku, przekonuje nas serial.


INSZA INSZOŚĆ.
„Ally McBeal” oswaja nas również z innymi odmiennościami, które mogłyby budzić w nas lęki. A „postneurotyczny” świat wymaga od swoich mieszkańców konfrontacji z gigantycznym pluralizmem ludzkich postaw, zachowań i wyglądów. Neutralizowanie odbywa się w myśl zasady, że boimy się tego, co nieznane. A zatem za pośrednictwem filmowych bohaterów poznajemy człowieka, który obciął rękę zmarłej żonie (na pamiątkę), mężczyznę dotkniętego nerwicą natręctw, która objawia się ciągłym klaskaniem, transwestytę nie rozumiejącego, dlaczego nie miałby chodzić do pracy w ulubionej sukience albo kobietę, która w szale zazdrości zabiła męża jego drewnianą nogą. Oczywiście galeria „dziwnych” osobników jest w „Ally McBeal” znacznie bogatsza, bo niemal każdy epizod prezentuje jakąś nową indywidualność. Ale zasada zawsze jest ta sama: bliższe poznanie takiego dziwaka prowadzi do obdarzenia go sympatią, która ułatwia zaakceptowanie jego wyjątkowości. Bohaterom serialu, mimo początkowych obaw, nie przychodzi to trudno, bo są wystarczająco ekscentryczni, żeby szanować cudzą niezwykłość. Nie na próżno sypiają z gumową lalką (by nie czuć samotności), tańczą w toalecie, mają fetyszystyczny stosunek do podbródków, projektują stanik na twarz, a przechodząc przez ulicę rozkładają specjalną laskę udając niewidomych oraz przygotowują ulubiona żabę do zawodów pływackich, itd. Widz zmuszony jest w ten sposób do przyjrzenia się stereotypom, które uruchamia w kontakcie z „innym”, a w konsekwencji do zrewidowania zestawu obaw.
COŚ, CO CZYCHA.
Świat „postneurotyka” jest skomplikowany i najeżony niebezpieczeństwami. Supermarkety, morderstwa, przedmioty, które mogą zachować się w nieprzewidywalny sposób, Internet to tylko niektóre elementy naszego życia zdolne wzbudzić reakcje lękowe. Nic tak nie poprawia samopoczucia jak odkrycie, że inni też się boją. „Ally McBeal” to doskonała ku temu okazja — zwłaszcza, że to terapia za pomocą śmiechu, bo w końcu to serial komediowy. Ally stacza w hipermarkecie walkę o ostatnią paczkę swoich ulubionych chipsów, a na dodatek zostaje oskarżona o kradzież, gdyż jako typowa „postneurotyczka” wstydziła się włożyć do wózka żel plemnikobójczy i dlatego postanowiła przetransportować go do kasy w kieszeni płaszcza.
METANEUROTYCZNOŚĆ.
Nic tak nie zajmuje „postneurotyka” jak własne życie psychiczne. Bo też i wymaga ono ciągłej uwagi. Okazuje się bowiem, że granica między normą a patologią psychiczną coraz bardziej się rozmywa. Lęk przed chorobą psychiczną może więc rozrosnąć się do gigantycznych rozmiarów. Trudno sobie wyobrazić większą eksploatację tego problemu niż widzimy to w „Ally McBeal”. Bohaterowie nieustannie analizują swoje życie wewnętrzne, bo psychika ciągle płata im figle. Ich lęki, obsesje, urojenia zyskują w serialu swoją wizualizację. Ally widzi jednorożce i tańczącego niemowlaka (ten ostatni to reakcja na tykający zegar biologiczny) albo prześladuje ją — w domu i w pracy — Gloria Gaynor śpiewająca piosenkę „I will survive”. Natomiast John odczuwa mentalną więź z piosenkarzem Barrym White'em, która jest mu niezbędna do funkcjonowania w groźnym świecie. Właściwie kwalifikuje się to do kategorii zespołów depresyjno-paranoidalnych charakteryzujących się omamami słuchowymi, urojeniami prześladowczymi, niejednokrotnie o treści fantastycznej. Przykładem człowieka żyjącego wśród tworów swojej fantazji mógłby być np. pensjonariusz domu starców, zaprzyjaźniony z Ling, którego imaginacja produkowała niezwykłe stworki. Niestety staruszek nie potrafił zapanować nad stworami, które wymknęły mu się spod kontroli. Nie był bowiem „postneurotykiem”, nie potrafił zastosować żadnej autoterapii, a jako że miał jeszcze inne problemy w życiu, twórcy serialu go uśmiercili.

Przekartkowując podręcznik do psychiatrii, znaleźlibyśmy jeszcze kilka jednostek chorobowych przydatnych do analizy serialu „Ally McBeal”. John mógłby zostać zakwalifikowany jako osobnik dotknięty typem nerwicy charakteryzującym się „brakiem pewności siebie, oczekiwaniem niepowodzeń, skłonnością do przeżywania z niepokojem mających nastąpić wydarzeń, niedocenianiem swoich możliwości, które przy umiejętnym postępowaniu i dodawaniu odwagi, okazują się nieraz wysokie”. Ally tracąca przytomność na sali sądowej (pod wpływem zbyt dużej, nie dającej się powściągnąć, aktywności swojej psychiki) mogłaby być uznana za ofiarę nerwicy wegetatywnej objawiającej się gwałtownym kołataniem serca lub uczuciem jego zamierania, nawałami gorąca do głowy, uczuciem spadku sił i omdleniami. Idąc tym tropem można by sporządzić długą listę zaburzeń psychicznych, które dotykają bohaterów serialu. Tyle że jest to zupełnie niepotrzebne. Terminologia tradycyjnej psychiatrii staje się niefunkcjonalna w sytuacji, gdy nie można zdefiniować pojęcia normy. W „postneurotycznym” świecie nie wiadomo, czym jest zdrowie psychiczne. Albo uznamy, że większość postaci serialu to jednostki z zaburzeniami emocjonalnymi, albo zanegujemy przydatność psychologii i psychiatrii. W tym ostatnim „Ally McBeal” bardzo nam pomaga, chociażby poprzez filmowe wizerunki psychoanalityka.



CO TY WIESZ O PSYCHOANALIZIE?
Bohaterowie często korzystają z usług psychoanalityków i psychoterapeutów. Billy i Georgia tam postanawiają szukać antidotum na małżeńskie kryzysy, a po kilku wizytach proszą także Ally o dołączenie do seansów. Ally oczywiście również z własnej inicjatywy chadza na psychoanalityczne sesje, zabierając na nie również rodziców, gdy zajdzie taka potrzeba. Zdarza jej się także dzwonić do radiowego psychologa, od którego dowiaduje się, że jednak nie jest przyjaciółką Georgii (tylko dlatego, że całowała się z jej mężem). Jednakowoż owi specjaliści od ludzkiej psychiki nie wzbudzają zaufania bohaterów i widzów serialu. Nie wydają się bowiem być ludźmi zrównoważonymi psychicznie: krzyczą na swoich klientów, poniżają ich i wyśmiewają. I oczywiście zmuszają do szczegółowego opowiadania o swoim życiu seksualnym (zaintrygowanemu tym Billemu, jego psychoanalityk wyjaśnia: „Cóż mogę powiedzieć? Freud był zboczeńcem”). Zupełnie naturalną wydaje się więc nam reakcja Ally na kontakt z przedstawicielką owej profesji, wyrażająca się w zmiażdżeniu stopy terapeutki. W świecie „postneurotyka” nie ma autorytetu, nie ma centrum, którym mógł być dla neurotyka jego psychoanalityk.

Jeśli nie można liczyć na pomoc profesjonalisty, trzeba szukać innych sposobów poradzenia sobie z „postneurotyzmem”. Wsparcie znaleźć można u innego „postneurotyka”, który niejedno już wie o meandrach ludzkiej psychiki. Ally pomaga Johnowi w zaakceptowaniu swojej wyjątkowości i w polubieniu własnych dziwactw, gdyż może mu powiedzieć: „Jeżeli siedzisz tu ze mną, nie jesteś jedyną dziwną osobą w tym pokoju”. Dlatego dla Johna Ally na zawsze pozostanie przyjaciółką, która pomogła mu w zaakceptowaniu siebie i otworzeniu się na innych ludzi, co zupełnie zmieniło jego życie. Dzięki temu kiedyś sam będzie mógł jej pomóc, ucząc ją optymizmu i zasad terapii uśmiechowej. Podpowie jej też sposób na oswojenie tańczącego niemowlaka (tworu jej wyobraźni) — Ally powinna z urojeniem zatańczyć. Idea samopomocy powołała do istnienia grupę męskich szowinistów, z której wsparcia korzystają mężczyźni psychicznie nie radzący sobie ze skutkami feminizmu. Na spotkaniach szowinistów mężczyźni skarżą się na swoje żony, opowiadają o krzywdach wyrządzonych przez kobiety, uczą się walczyć o swoje męskie, patriarchalne prawa. Dzięki tym spotkaniom Billy może zaakceptować w sobie wszystko to, co nie zgadza się z ideałem wrażliwego i romantycznego mężczyzny, za jakiego był wcześniej uważany. Okazuje się, że prawdziwym problemem nie są omamy wzrokowe i słuchowe, dziwactwa, depresje, fetysze, regresy, kryzysy psychiczne itp. Problemem jest nieumiejętność zaakceptowania tego wszystkiego jako nieodłącznej części swojego życia wewnętrznego. Współczesny świat szybko się zmienia, a zatem i standardy zdrowia emocjonalnego muszą być poddawane modyfikacjom. „Postneurotyzm” dla wielu może już być normą. Dlatego dla bohaterów serialu oznaką zdrowia psychicznego jest umiejętność oswajania i akceptowania własnych i cudzych dziwactw. Pomagają im w tym: przyjaźń, autoanaliza, posiadanie wielkich rękawic bokserskich, uczęszczanie na lekcje kickboxingu, a nade wszystko muzyka. Muzyka i taniec pełnią w serialu funkcję oczyszczającą, pomagają rozładowywać napięcia i frustracje, czyniąc świat całkiem znośnym.

Widz ma dodatkowo do dyspozycji inny czynnik terapeutyczny: śmiech, który jest skuteczną metodą oswajania wszelkich lęków i neuroz. Może też pocieszać się, że jego życie psychiczne jest znacznie mniej kontrowersyjne niż „postneurotyczność” bohaterów „Ally McBeal”(łatwiej mu więc przeboleć, że inne aspekty życia też nie są takie jak w filmowym świecie). Jeśli wszystko inne zawiedzie, pozostaje jeszcze krzepiąca myśl Ally:„Właściwie to ja jestem szczęśliwsza niż większość ludzi. Co rano budzę się z radością, że mogę zacząć nowy dzień, dziękując, że poprzedni już minął”. Serial mógłby mieć hasło reklamowe: żebyś miał odwagę być takim postneurotykiem, jakim jesteś naprawdę. Nic tak bowiem nie uspokaja „postneurotyka”, jak poczucie: „jest nas więcej”. No i podejrzenie, że to „inni są inni”.

A właśnie takich odczuć nie skąpi nam „Ally McBeal”. Dzięki temu serial jest najpopularniejszym psychoterapeutą na świecie.

Tak więc śmiało można stwierdzić, że w naszych czasach żyje wielu neurotyków, którzy przejawiają większe niż zdrowa osoba skłonności do lęku, depresji, zachowań kompulsywnych, itp. A co najważniejsze, nie są oni zwykłymi neurotykami, ponieważ zdają sobie sprawę (w pewnym stopniu na pewno) ze swojej „inności”. Właśnie dlatego nazwałam ich „postneurotykami”.

„Postneurotycy”, jak przed chwilą wspomniałam, są świadomi tego, że są chorzy, ale nie robią nic w tym kierunku, żeby się wyleczyć. Myślę, że przyczyną takiego zachowania jest fakt, że w dzisiejszych czasach nie ma miejsca dla osób słabych i chorych. Natomiast przyznanie się do choroby, a szczególnie psychicznej może zniszczyć wizerunek człowieka i jego karierę, nawet do końca życia. To co napisałam mogło zabrzmieć dziwnie i przerażająco, ale niestety, czasy, w których żyjemy są naprawdę trudne i wcale się nie dziwię, że coraz więcej „nas” staje się np. neurotykami.



Bibliografia:
1). Marek Jarosz, Stanisław Cwynar., Podstawy psychiatrii, Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich, Warszawa 1983
2). Horney Karen., Neurotyczna osobowość naszych czasów, Dom Wydawniczy Rebis, 1997
3). Marzena Wiśniak – artykuł.
4). Serial „Ally McBeal”.
5). Tomasz Tomaszewski., Psychologia ogólna.Temperament i inteligencja. Wydawnictwo naukowe PWN, Warszawa 1995
6). Arthur S. Reber., Słownik Psychologii, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2000



©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość