Praca semestralna



Pobieranie 44.76 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar44.76 Kb.

Michał Dębicki

V rok

filologii polskiej



MÓJ WEWNĘTRZNY DŻABBERSMOK
czyli
O SMOKU KTÓREGO ALICJA ZNALAZŁA PO DRUGIEJ STRONIE LUSTRA

praca semestralna

pisana pod kierunkiem

mgr G. Bieniek

Katowice 2008

W 1872 roku w jednym z klasycznych dzieł literatury angielskiej – drugim tomie Przygód Alicji w krainie czarów Lewisa Carrolla – O tym co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra, zrodził się tajemniczy, być może intrygujący, a zapewne niezwykły poemat o Dżabber­smoku. Za absurdem wiersza kryje się bowiem niejedna tajemnica i niejedna historia pełna mroku, grozy i krwi. By je odkryć trzeba kopać głęboko poniżej poziomu języka – nie wystarczy bowiem przyłożyć lustro do tekstu, jak czyni to w wyobraźni Alicja.
Zacznijmy od początku. Alicja „trochę pogrążona w rozmowie z samą sobą”[9-10]1, zajęta nudnym zajęciem motania wełny w kulę, rozmotanej uprzednio przez bawiące się kotki, robi się senna. Nawet myśli o tym, jak zima otula ziemię do snu kołdrą ze śniegu, mówiąc „uśnijcie, najmilsze, śpijcie, póki nie powróci latu”[12]. Myśli o zabawie z siostrą w królów i kró­lowe, o rozgrywanej ostatnio partii szachów. Znając dalszy ciąg opowieści, widać wyraź­nie, że wspomnienia te są źródłem projekcji przyszłych wydarzeń i postaci w krainie snu2„Domu po Drugiej Stronie Lustra”[13]. Czy zatem dałoby się odnaleźć wśród tych przed­sennych rozważań zapowiedź naszego smoka? Jeśli spojrzymy na to pod odpowiednim kątem, to owszem: Alicja przypomina sobie, jak ostatnio „naprawdę przestraszyła swą starą nianię”[13] krzyknęła niani do ucha „Nianiu! Spróbujmy udawać, że jestem głodną hieną, a ty ko­ścią”[13]. Hiena rzecz jasna mało podobna jest do mitycznego potwora. Jednak czy smok nie trudni się pożeraniem ofiar do kości, czy nie wzbudza strachu w człowieku od naj­dawniejszych czasów3? Niania przelękła się nie hieny, a monstrualnej bestii, którą rze­komo stać się miała jej podopieczna.

Alicja przechodzi przez lustro – symboliczną granicę między snem a jawą – by znaleźć się w świecie fantazji i marzeń. Od dawna bowiem marzyła o zwiedzeniu tego tajemnego pomieszczenia, które choć wiernie naśladuje wszelkie ruchy i kształty, nawet książki, „tyle tylko, że słowa biegną w złym kierunku”[14]. Pragnęła więc od dawna, aby zasnąć i pogrążyć się w fantastycznym świecie snu? Wątpliwe. Nie marzy się przecież o tym, co zwykło się spełniać każdego dnia. Porzućmy jednak na pewien czas tą myśl i powróćmy do książek, pisanych w odwrotnym języku. Jedną bowiem z nich znajduje Alicja zaraz po przedostaniu się przez lustro. W niej właśnie znajduje się wiersz o Dżabbersmoku. Przy­toczę go tu w całości:



DŻABBERSMOK

Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały.


Ach, Dżabbersmoka strzeż się, strzeż!
Szponów jak kły i tnących szczęk!
Drżyj, gdy nadpełga Banderzwierz
Lub Dżubdżub ptakojęk!


W dłoń ujął migbłystalny miecz,
Za swym pogromnym wrogiem mknie…
Stłumiwszy gniew, wśród Tumtum drzew
W zadumie ukrył się.


Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!


Raz-dwa! Raz-dwa! I ciach! I ciach!
Miecz migbłystalny świstotnie!
Łeb uciął mu, wziął i co tchu
Galumfująco mknie.


Cudobry mój; uściśnij mnie,
Gdy Dżabbersmoka ściął twój cios!
O wielny dniu! Kalej! Kalu!
Śmieselił się rad w głos.


Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały. [22]

Sens tego wiersza możemy dostrzec dopiero wtedy, gdy spotkany przez Alicję Humpty Dumpty rozszyfrowuje strategię, według której – niczym do walizki – „dwa zna­czenia pakuje się do jednego słowa”[90]. Nawet według tego klucza trudno jest odgadnąć, kim właściwie jest tytułowy Dżabbersmok (w oryginale Jabberwocky4). Możemy snuć przypuszczenia, że to połą­czenie np. smoka i trajkotania (angielskie jabber), jednak znacznie bardziej sugestywną wydaje się być ilustracja Johna Tenniela z oryginalnego wydania dzieła – tym bardziej, że rysownik konsultował swoje projekty z Carrollem5. Płomiennoki Dżabbersmok przed­stawiony jest jako grzmiący i dudnący skrzydlaty po­twór o ciele jaszczura, szponach jak kły i tnących szczę­kach. Oto bestia, jakiej przestraszyła się niania. Jed­nakże początkowo wiemy o treści poematu tyle


Jabberwocky – ilustracja Johna Tenniela

źródło: Wikimedia Commons


tylko, co Alicja: że „ktoś zabił coś: to jest oczywiste w każdym razie”[24].


Czas harmonii i kosmicznego porządku (pierwsza i ostatnia strofa wiersza)
– ilustracja Johna Tenniela

źródło: Wikimedia Commons


Jeśli „przetłumaczymy” cały utwór, posługując się kluczem słów-walizek, to ukaże się nam pełna akcji i dynamizmu scena. Harmonia wyimaginowanego świata fantastycz­nego, w którym jaszmije smukwijne świdrokrętnie na zegwniku wężały, zostaje drastycznie prze­rwana przez wtargnięcie Dżabbersmoka. Tajemniczy „on” ująwszy w dłoń miecz migbły­stalny (czyli może: „stalowy, błyszcząco migoczący”) raz-dwa ściął łeb potwora. Jest więc pogromcą smoka – tradycyjnym smokobójcą, przywracającym dawny porządek i harmonię świata, co zaznaczone zostało klamrowym zakończeniem poematu. To kosmos pro­wadzi odwieczną walkę z siłami chaosu, ucieleśnio­nymi przez smoka. Niekiedy zwycięstwo boga (lub herosa) nad takim skrzydlatym czy morskim potwo­rem stanowi wstępny warunek kosmogonii. W innych przypadkach jest zamanifestowaniem nowej ery czy nowej władzy – przywrócenia porządku6.
Carroll być może nawiązuje tą historią do tych wszystkich legend, opartych na motywie smokobójstwa połączonego z „ratowaniem księżniczek” i późniejszym oddawaniem ich bohaterom – najczęściej razem z połową królestwa. Ten smoczy stereotyp ciągnie się od dawnego średniowiecza. Wspomnijmy choćby spisane w XII w. Dzieje Tristana i Izoldy, ukazujące typowego a wręcz klasycznego smoka, który „każdego dnia wypełza z jamy i sadowi się u bram miasta”. Co więcej „Król Irlandii [...] obwieścił, [...] iż da swą córkę, Izoldę Jasnowłosą, temu, kto zgładzi potwora”7. Rycerz, zgładziw­szy smoka, otrzymał obiecaną królewnę. W ten sam sposób poemat Carrolla czyta członek grupy Monty Python, Terry Gilliam, tworząc w 1977 roku film Jabberwocky. Choć świat przedstawiony w nim został – czego oczywiście należałoby oczekiwać – w krzywym zwierciadle, to klasyczne ramy smoczej legendy zostały zachowane. Główny bohater po życiowych perypetiach zgładza maszkarę, ucina jej łeb jako dowód i za swe czyny otrzymuje połowę królestwa i rękę księżniczki. To, że smoka zabił przez przypadek, a córki króla poślubić wcale nie chciał, nie powinno nas w tej pracy szczególnie intereso­wać. Poza tym film ten jedynie luźno nawiązuje tak do poematu, jak i całości dzieła Car­rolla.

W Alicji... także mamy księżniczkę – znamienne słowa „Cudobry mój, uściśnij mnie, gdy Dżabbersmoka ściął twój cios” można odczytać jako jej właśnie wypowiedź. Być może tą wy­swobodzoną ze szponów szkaradnego potwora księżniczką jest sama Alicja – w końcu to w jej śnie się znajdujemy. Jeżeli zatem jest księżniczką pilnowaną przez bestię, to kim jest rycerz, który wybawia ją od szponów jak kły i tnących szczęk? Jeśli wierzyć w kompleks edy­palny Alicji, to byłby nim w realnym świecie jej ojciec8, być może nawet sam Lewis Car­roll, zabijający potworną postać ojca w walce o Alicję-księżniczkę. Tu jednak wkroczyliby­śmy na obszar już nie marzeń sennych małej dziewczynki, a marzeń sennych twórcy dzie­ła o niej mó­wiącego. Tą perspektywę interpretacyjną wolałbym pozostawić niezbadaną – nie tylko z braku odpowiednich dowodów.

Uznać nam należy Dżabbersmoka za istotę wyśnioną – może wręcz bestię z kosz­marów – w dodatku hybrydyczną, poskładaną, jak zresztą wszystkie inne smoki, z róż­nych elementów. Tak też działają sny – pozornie niezależnie od naszej woli łączą frag­menty i strzępy rzeczywistości, spajając je w nową całość. Tak działają słowa-walizki... Tak, można powiedzieć, działa kreacja wszelkich istot fantastycznych – nie tylko smoków.

To pierwszy ze sposobów, w jaki odczytywać można to dzieło – traktować ba­śniową krainę jako senne marzenie, a Dżabbersmoka jako chwilowy koszmar, który poja­wia się, ale momentalnie zostaje zwalczony przez cudownego rycerza – lub też przewró­cenie się na drugi bok śpiącej Alicji. Model takiej interpretacji zakłada figurę lustra jako granicy między jawą a snem. Inny dla przykładu mógłby lustrem nazywać granicę między świadomością i podświadomością. W takiej sytuacji marzenie zwiedzenia Domu po Drugiej Stronie Lustra nabrałoby innych, ciekawszych znaczeń. Bowiem byłoby to pragnienie wę­drówki w głąb siebie, odkrycia swej podświadomości i prawdziwej natury – swego we­wnętrznego smoka.


Gdy zatem uda nam się przejść na drugą stronę osobistego lustra, niemalże na­tychmiast odkryjemy skryte w nas zwierzę, kierujące się instynktami i popędami. Myśląc kategoriami Freuda, super ego zderzyłoby się bezpośrednio z id i przelękłoby się, z jakim smokiem przyszło mu mieszkać w jednym ciele9. Jeden byłby swoistym odbiciem dru­giego względem ego. Poemat czytany przez Alicję też w końcu trzeba czytać lustrzanie. Nie zmienia to jednak faktu, że wiersz ten „napisano w języku, którego nie znam”. Idealne „ja” nie ma wspólnego języka ze zwierzęcymi instynktami. Dopiero poprzez bierną obserwację własnych, zawsze narcystycznych marzeń sennych możemy uświadomić sobie o działa­niach, pragnieniach i lękach naszej podświadomości10. A właśnie w niej kryje się najbar­dziej pierwotny strach. To nasz wewnętrzny smok – hybryda posklejana z tych wszystkich zwierząt, które wzbudzają w nas lęk, których się boimy. Być może nawet jest to składanka zagrażających nam drapieżników na przełomie dziejów ewolucji, jeśli wierzyć Jungowi i teorii archetypów11. „Może dlatego człowiek boi się nieraz pająków, niektórych gadów i płazów, które obecnie są dla niego niegroźne, ale w czasach, gdy był tylko małym ssakiem, przedstawiały nieraz największe zagrożenie życia”12, snuje przypuszczenie Antoni Kępiński.

Tak jak świadomość w sytuacji innej niż sen nie ma wspólnego języka z nieświa­domością, tak samo język w ogóle nie przystaje do sposobu, w jakim działa sama świado­mość. Wyraźnie nie jest zdolny do pomieszczenia tego, co mieścić może wyobraźnia. Po­emat walizkowy Carolla jest jedynie dramatyczną próbą zbliżenia się do sposobu nie tylko dziecięcego, ale i ludzkiego myślenia. Wbrew temu, co uważają językoznawcy, nie myślimy językiem – język jest jedynie nadbudową idei, jakie krążą w naszych myślach. Na idee mu­simy mamoeść słowa, często w średnim lub słabym stopniu oddające to, co chcemy powiedzieć. Ile razy zdarza się, że „brakuje nam słów” lub ideę wyraźnie widzianą w wy­obraźni „mamy na końcu języka”, ale nie potrafimy jej odpowiednio nazwać; ile razy mu­simy szukać, „dobierać słowa”, aby w miarę precyzyjnie oddać myśli, podczas gdy same myśli są dla nas jak najbardziej precyzyjne? Poemat Lewisa Carolla przedstawia taką wła­śnie sytuację, w której – chcąc wiernie odzwierciedlić idee – musimy tworzyć neologi­zmy. Nie ma przymiotnika, który oddałby trafnie stan pomiędzy smukłym i wijącym się – nawet neologizm smukwijne jest pewnym pójściem na kompromis, bo podporządkowa­niem się pod sztuczny twór, jakim jest system języka, dostępny słownik i medium pisma. Z kolei „zbłąkinie jest to pewien rodzaj zielonych świń, które zbłąkały się w drodze z łąki”[92], jak wytłumaczy Alicji kolejny wyraz Humpty Dumpty. Jednakże zauważmy, że o ile w zbłąki­niach odnajdziemy słowo „zbłąkać” i słowo „świnia”, to nie ma tu mowy o tym, że są stworzenia te są zielone. Zwierzęta te podobnie definiuje Humpty Dumpty w oryginale: „mome raths” – z jednej strony są „zbłąkane” (far „from home”). Z drugiej choć przypo­minają nie świnię, a szczura („rat”), to znowuż nie ma mowy o kolorze zielonym. Okre­ślenie to nie zmieściło się do słownej walizki, która ma ograniczoną (długością wyrazu) pojemność.

Język nie jest adekwatny do myśli i nigdy takim się nie stanie bez względu nawet na wielkość słownika i długość wyrazów, na jakich operuje. Język jest umowny, więc siłą rze­czy musi upraszczać i ujednolicać rzeczywistość – w innym wypadku tworzyć by musiał co chwilę nowe leksemy, właściwie oddające znaczenie. Nawet poemat Carrolla, podpo­rządkowujący się przecież w pewnym stopniu do istniejącego już słownika, jest praktycz­nie całkowicie niezrozumiały na pierwszy rzut oka. Medium języka jest ułomne i niezwy­kle ograniczone, jednakże nie mamy obecnie nic lepszego, by przekazać innym „wszystko co pomyśli głowa”. Lewis Carroll nie pokazuje jednak rozwiązań, a jedynie korzysta de­speracko z tego, co ma dostępne, aby oddać mówiącą innym przecież językiem ludzką podświadomość.

W podświadomości kryje się smok, czyli lęk. Zabić smoka to zabić swój własny strach. Tego uczynić się jednak nie da, gdy odetniemy poczwarze głowę, wyrosną dwie następne – lęk można jedynie stłumić, zabity w dzieciństwie powróci w koszmarach i chwilach, w których paraliżuje nas trwoga. To, co zdawało się być martwe, po latach po­wstaje z grobu; to, co zwyciężone, bo włożone między bajki, okazuje się być jedynie wy­parte i w dorosłym życiu powraca ze zdwojoną siłą jako niesamowite13.


BIBLIOGRAFIA PODMIOTOWA


  1. Caroll L.: O tym co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra. Tłum. M. Słomczyński. War­szawa 1972.

BIBLIOGRAFIA PRZEDMIOTOWA


  1. Bettelheim B.: Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni. T. 1. War­szawa 1985.

  2. Borges J. L.: Zoologia fantastyczna. Warszawa 1983.

  3. Eliade M.: Historia wierzeń i idei religijnych. T. 1. Warszawa 1988.

  4. Freud S.: Metapsychologiczny przyczynek do teorii marzeń sennych. W: Z. Rosińska: Freud. Warszawa 2002.

  5. Freud S.: Niesamowite. W: tegoż: Pisma psychologiczne. Tłum. R. Reszke. Warszawa 1997.

  6. Jędrych K.: Pomysł na Alicję (raz jeszcze o Alicji w Krainie Czarów). „Guliwer” 2006, nr 2.

  7. Jung C. G.: Psychologia i literatura. W: tegoż: Archetypy i symbole. Oprac. J. Proko­piuk. Warszawa 1993.

  8. Kępiński A.: Lęk. Kraków 2002.

  9. Pieśń o Rolandzie; Dzieje Tristana i Izoldy; F. Villon: Wielki Testament. Warszawa 1973.

1 Cytaty, które zaznaczam w ten sposób, oznaczają numer strony i odnoszą się do wydania L. Caroll: O tym co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra. Tłum. M. Słomczyński. Warszawa 1972. Cytaty pisane kursywą, któ­rych nie zaznaczam cudzysłowem i numerem strony, odwołują się do wcześniej przywołanych fragmentów.

2 O projekcji sennej pisze S. Freud: Metapsychologiczny przyczynek do teorii marzeń sennych. W: Z. Rosińska: Freud. Warszawa 2002, s. 227-228.

3 Rzecz jasna w naszych czasach mało kto boi się smoka. Dzisiaj jest „w najlepszym wypadku przerażający, w najgorszym śmieszny” , jak określa to J. L. Borges: Zoologia fantastyczna. Warszawa 1983, s. 152. Smok jest najbardziej znanym, choć i najbardziej nieszczęśliwym, ze zwierząt fantastycznych. Ten wielki, potężny stwór ziejący ogniem został zdegradowany niepostrzeżenie przez kulturę. Został przez nią zamieniony w marionetkę, więźnia ludzko-społecznych sytuacji. Wręcz do tego stopnia, iż wystarczy włączyć telewizor czy przeglądarkę internetową, aby zupełnie niegroźne stado przyjaznych smoków zachwalało nam soki, batoniki, paluszki, restau­racje czy sieci handlowe. Narzędzie mordu przemienione zostało w narzędzie reklamy, w dodatku dość chwytne i nie tracące popularności. Z grozy nie zostało nic. Smok jest jej symbolem jedynie przez wzgląd na tradycję...

4 Wszystkie oryginalne, angielskie cytaty, przytaczane w celach porównawczych, pochodzą z internetowego projektu Gutenberg – www.gutenberg.org.

5 K. Jędrych: Pomysł na Alicję (raz jeszcze o Alicji w Krainie Czarów). „Guliwer” 2006, nr 2, s. 5.

6 M. Eliade: Historia wierzeń i idei religijnych. T. 1. Warszawa 1988, s. 145.

7 Oba cytaty pochodzą z dzieła zbiorowego Pieśń o Rolandzie; Dzieje Tristana i Izoldy; F. Villon: Wielki Testa­ment. Warszawa 1973, s. 150.

8 B. Bettelheim: Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni. T. 1. Warszawa 1985, s. 214-215.

9 Rzecz jasna w normalnych warunkach do takich wniosków dojść można nie podczas, a dopiero po fazie sen­nych marzeń – kiedy aktywna już świadomość może psychoanalitycznie rozważać swoje sny.

10 S. Freud: dz. cyt., s. 228-229.

11 Smok oparty byłby na szeroko rozumianej nieświadomości zbiorowej – Zob. C. G. Jung: Psychologia i litera­tura. W: tegoż: Archetypy i symbole. Oprac. J. Prokopiuk. Warszawa 1993, s. 414-417.

12 A. Kępiński: Lęk. Kraków 2002, s. 67.

13 Dziecięce lęki, oswajane w dzieciństwie przez baśń, ale wyparte w momencie przejścia w dorosłość, powra­cają więc jako zupełnie niezwykłe, obce. Innymi słowy – to, co znane i samowite, powraca pod wpływem im­pulsu lub zdarzenia jako niesamowite. Jak pisze Freud, „niesamowite jest rodzajem tego, co budzi trwogę, co zaś sprowadza się do tego, co od dawna znane, znajome”. Zob. S. Freud: Niesamowite. W: tegoż: Pisma psycholo­giczne. Tłum. R. Reszke. Warszawa 1997, s. 236, 252-253, 260-261.






©snauka.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna
Komunikat prasowy
przedmiotu zamówienia
najkorzystniejszej oferty
Informacja prasowa
wyborze najkorzystniejszej
warunków zamówienia
istotnych warunków
sprawie powołania
Regulamin konkursu
udzielenie zamówienia
przetargu nieograniczonego
zamówienia publicznego
Nazwa przedmiotu
Specyfikacja istotnych
modułu kształcenia
Rozporządzenie komisji
studia stacjonarne
wyborze oferty
Zapytanie ofertowe
Szkolny zestaw
Ochrony rodowiska
ramach projektu
prasowy posiedzenie
trybie przetargu
obwodowych komisji
zagospodarowania przestrzennego
komisji wyborczych
komisji wyborczej
Program konferencji
Wymagania edukacyjne
Lista kandydatów
szkoły podstawowej
która odbyła
Województwa ląskiego
Decyzja komisji
przedmiotu modułu
poszczególne oceny
Sylabus przedmiotu
szkół podstawowych
semestr letni
Postanowienia ogólne
przedsi biorców
produktu leczniczego
Karta przedmiotu
Scenariusz lekcji
Lista uczestników
Program nauczania
Projekt współfinansowany
Informacje ogólne
biblioteka wojewódzka
semestr zimowy