Strona główna

Psychoterapia” 2(85) 1993 r. Grzegorz Grempka terapia transakcyjna L gestalt w praktyce budowania pozytywnego obrazu ja


Pobieranie 36.02 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar36.02 Kb.


Psychoterapia” 2(85) 1993 r.

Grzegorz Grempka

TERAPIA TRANSAKCYJNA l GESTALT W PRAKTYCE BUDOWANIA POZYTYWNEGO OBRAZU JA

Z Poradni Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży w Krakowie.

Good-self transaction therapy Gestalt

Artykuł jest próbą prezentacji pracy nad budowaniem pozytywnego obrazu Ja poprzez wykorzystywanie założeń teoretycznych i praktycznych dwu kierunków w psychoterapii - Analizy Transakcyjnej i terapii Gestalt. Autor dokonuje prezentacji kazuistycznej opisując 9 sesji terapeutycznych 16- letniej pacjentki cierpiącej z powodu nieadekwatnej sa­mooceny. Pokazuje sposób budowania koncepcji terapeu­tycznej i kolejne kroki w trakcie terapii.

Analiza transakcyjna - szkoła psychoterapii stworzona przez E. Berne wydaje się być idealną metodą „poprawiania" obrazu samego siebie, szczególnie wtedy, gdy składa się on w większości z negatywnych samo­ocen. Sugestia, by łączyć ją z technikami innych podejść, zwłaszcza Ge-staltu (Jankowski K., 1980, s. 202 i 205) wydaje mi się bardzo cenna, a wprowadzona w praktykę terapeutyczną owocuje pojawieniem się no­wego obszaru dla rozwijania własnych możliwości jednostki. Korzyści płynące z takiej integracji określiłbym następująco:

- kontakt terapeutyczny staje się pełniejszy, gdyż rozszerzeniu ulega jego aspekt emocjonalny,

- ograniczone zostają negatywne efekty nadmiernej werbalizacji i intelektualizacji dzięki bezpośredniemu przeżywaniu stanów emocjonalnych przez pacjenta,

- połączone zostają aspekty: uczenia się „analizy stanów wewnętrz­nych i samointerpretacji" (Jankowski K., 1980, s. 208) oraz „do­świadczania określonego stanu emocjonalnego" (Mellibruda J., 1980, s. 164)

- następuje istotne urozmaicenie i wzbogacenie przebiegu terapii poprzez korzystanie z technik obu podejść.

Ilustracją wstępnych założeń będzie opis cyklu 9 sesji psychoterapii indywidualnej. Pacjentką była 16-letnia A.S. (inicjały zmienione), uczen­nica liceum ogólnokształcącego. Jest ona jedynaczką. Rodzice - pracow­nicy umysłowi - są ze sobą w wyraźnie zakłóconej relacji, żyją „jakby osobno". Ojciec ma swój własny świat wartości, który narzuca otoczeniu. Ponieważ A.S. nie pasowała do jego wyobrażeń, okazywał jej brak ak­ceptacji, a także bez przerwy uwypuklał jej słabe strony. Matka, nie mo­gąc poradzić sobie z takim stosunkiem swego męża do córki, przyprowa­dziła ją do Poradni, by „pomóc wydostać się jej z wszechogarniającego poczucia niższości".

Kolejne sesje były także etapami, zarówno sformułowania głównego celu tego cyklu psychoterapii tj. budowania pozytywnego obrazu Ja przez pacjentkę, jak i jego realizacji.



I sesja - „zawarcie kontraktu":

Ustaliliśmy listę problemów dziewczyny (a są to głównie: brak akcep­tacji ze strony ojca, silnie przeżywane poczucie niższości, trudności ze zmotywowaniem się do nauki, uciekanie w marzenia) oraz zawarliśmy kontrakt na próbę wspólnego ich rozwiązywania, a co za tym idzie ogra­niczenie doświadczania cierpienia.



II sesja - „analiza aktualnego obrazu Ja":

Z relacji pacjentki wynikało, że „Ja - idealne" jest bardzo rozbudowa­ne, „Ja - realne" skromne i zdecydowanie negatywne, a różnica między nimi tak wielka, że dominującym uczuciem (doświadczeniem stanu emo­cjonalnego) jest przygnębienie wywołane silną niechęcią do siebie. A.S. zauważyła, że jest bardzo zależna od oceny własnej osoby przez innych. Stwierdziła też, że ludzie różnie ją odbierają (pełne spektrum ocen). Nazwałem to „przełomowym odkryciem", gdyż właśnie ta zmienność i niejednorodność ocen zachęca do budowania obrazu „Ja - realnej" w sposób bardziej niezależny, a więc wolny od względności, zarówno punktu widzenia oceniającego, sytuacyjnego kontekstu, jak i odbioru określonej oceny przez ocenianego. Kończę „pracą domową". A.S. ma notować oceny formułowane przez otoczenie dotyczące jakichś jej cech, łącznie z własną na nie reakcją emocjonalną. Przed trzecią sesją sformu­łowałem hipotezę diagnostyczną w języku Analizy transakcyjnej, a doty­czącą stanów Ja pacjentki. Brzmiała ona tak:

Dorosły dziewczyny jest owładnięty (skontaminowany) przez Rodzica typu kontrolującego, poniżającego. Negatywne skrypty warunkujące ne­gatywną samoocenę powodują słabość Dorosłego uniemożliwiającą jej dobre radzenie sobie w sytuacjach trudnych. Dziecko pacjentki przyjęło formę dziecka zaadaptowanego tj. kierującego się poczuciem niższości i winy za niespełnianie wymagań i oczekiwań ojca. Uzmysłowiłem sobie też cele terapeutyczne, jakie będę chciał osiągnąć. Cel ogólny został już nazwany, jako „budowanie pozytywnego obrazu Ja".

Cele szczegółowe to:

- odkrycie stanów Ja - nauczenie ich rozpoznawania przez dziewczy­nę u siebie i w otoczeniu,

- odkrycie kontaminacji i wzmocnienie jej Dorosłego (czasowe „po­życzenie" Dorosłego terapeuty),

- rozpoznanie i odrzucenie negatywnych skryptów, a w zamian przy­jęcie przez nią przeciwskryptów warunkujących pozytywną samoo­cenę i tym samym pełniejszy rozwój potencjału osobowości pa­cjentki.

III sesja - „konfrontacja z dotychczasowym sposobem odbioru ocen osoby pacjentki dokonywanych przez otoczenie":

Rozpocząłem od zadanej „pracy domowej". Okazało się, że zanoto­wane przez A.S. oceny są w większości pozytywne. Problem polega na tym, że wychwytuje ona i zapamiętuje te z nich, które zgodne są z jej negatywnym obrazem Ja. Uświadomienie pacjentce tej wybiórczości i tendencyjności było dla niej dużym zaskoczeniem, a także przeżyciem. Pacjentka przyniosła, z własnej inicjatywy, zeszyt ze swymi próbami lite­rackimi. Był tam m.in. tekst z żalem do ojca o brak akceptacji i cierpie­niem wynikającym z tego, że daje odczuć „jej niższość". Nawiązałem do tego w scence psychodramatycznej. Grałem rolę kogoś ze świata doro­słych i „zaatakowałem" pacjentkę słowami, które można streścić w zda­niu: „Jesteś słaba i beznadziejna". Reakcją był płacz. Starałem się „ukie­runkować zachowanie" (Mellibruda J., 1980, s. 182) proponując, by A.S. zbeształa tego kogoś, wykazując, że przecież jest dobrą uczennicą i ma szereg zalet. Okazało się to dla niej zbyt trudne (przedwczesne). Wypro­wadzeniu pacjentki z nastroju przygnębienia, w jakim znalazła się po psychodramie, służyło empatyczne skoncentrowanie się terapeuty na przeżytym przez nią cierpieniu i omówienie faktu, że scenka dotknęła istotnego problemu psychologicznego dziewczyny. W osobnej rozmowie z matką prosiłem o okazanie dziś szczególnego wsparcia córce w związku z przebiegiem sesji.



IV sesja - „nauka rozpoznawania w sobie i w innych stanów Ja":

Rozpoczęła się od przypomnienia trudnej sytuacji z poprzedniego spotkania. A.S. poradziła sobie z przygnębieniem, a „tu i teraz" czuje się dobrze, bezpiecznie i przeżycie z poprzedniej sesji nie rzutuje na je obecny nastrój. Wyraziłem jej uznanie za wykazaną samodzielność i skuteczność w poradzeniu sobie z reakcjami na tamtą przykrą sytuację. Stało się to też punktem wyjścia do rozmowy o własnych pacjentki sposobach radzenia sobie w trudnych sytuacjach. A były to: płacz, racjonalizacja, wspominanie przyjemnych zdarzeń, marzenia. A.S. deklarowała wyraźną niechęć do tego ostatniego sposobu, jako sprzyjającego „zamykaniu się w świecie nierealnym" i późniejszemu cierpieniu wynikającym z „nagłego odnalezienia się w bolesnej rzeczywistości".

Z kolei przeszedłem do wyjaśnienia, posługując się techniką „kartki i ołówka", koncepcji stanów Ja. Uczyłem potem A.S. rozpoznawania u siebie i u innych tychże stanów, w różnych, wziętych z jej życia, sytu­acjach. Przekazałem również interpretację, że jej Dorosły jest słaby - owładnięty przez poniżającego Rodzica (narysowałem tę kontaminację), natomiast Dziecko kieruje się poczuciem niższości i winy za to, że nie może sprostać oczekiwaniom ojca. W „pracy domowej" (w dłuższym okresie czasu) pacjentka miała sprawdzać, w różnych sytuacjach codzien­nych, czy moja interpretacja może stać się jej samointerpretacją.

V sesja - „wprowadzenie pojęcia skrypt oraz rozwijanie Dorosłego":

Zacząłem od przypomnienia koncepcji stanów Ja i wyjaśnienia okre­ślenia skrypt. Konkretyzacją tego ostatniego miała być „praca domowa". Poprosiłem, by pacjentka wypisała na osobnych karteczkach zdania-oceny dotyczące jej osoby, które uważa za prawdziwe. Wypłynął też pro­blem, który był dobrą okazją do „pożyczenia" Dorosłego. A.S. zamierza­ła zrezygnować z WF-u. Trener był wg niej ostry i wulgarnie ją poniżył. Pacjentka nie mogła tego znieść, nie wyobrażała sobie, że pójdzie je­szcze kiedyć na lekcję WF-u. Rozwijanie, czy „pożyczenie" Dorosłego polegało na przedstawieniu alternatyw wobec decyzji dziewczyny (roz­mowa matki z trenerem, jej rozmowa z nauczycielem, włączenie w spra­wę wychowawczyni, zwolnienie lekarskie z WF-u jako ostateczność). Uzgodniliśmy, że A.S. pójdzie jeszcze raz na WF, a matka nakłoni nau­czyciela do bardziej stonowanych reakcji wobec dziewczyny.



VI sesja - „praca nad skryptami i przeciwskryptami":

Miała początek w pytaniu o nastrój i uczucia „tu i teraz" („dobry, czuję się spokojna i zadowolona"), po czym poprosiłem o relację doty­czącą WF-u. A.S. zmusiła się do pójścia na lekcję, a trener był, po wcze­śniejszej rozmowie z matką pacjentki, łagodniejszy. Dziewczyna przynio­sła zebrane do koperty karteczki-skrypty. Wykładałem je kolejno i gło­śno odczytywałem. Nie było wśród nich żadnego pozytywnego. A.S. sta­nowczo nie przyjęła interpretacji, że zapisy te mogą pochodzić z ze­wnątrz, np. od ojca. „Taka właśnie jestem, tak o sobie myślę" - twierdzi­ła. A oto przykłady skryptów pacjentki:

- „Przez lenistwo, wygodnictwo, nieodpowiedzialność zaprzepa­szczam życie na niczym".

- „Jestem histeryczką".

- „Jestem nieukiem".

- „Staram się być dobra, ale wszystko we mnie mi w tym przeszka­dza".

- „Jestem dumna i idiotycznie nieprzystępna".

- „Jestem okropnie nieśmiała i zakompleksiona".

Poprosiłem dalej, by A.S. napisała przeciwskrypty. Oto przykłady (od­powiednie do powyżej podanych skryptów):

- „Moje życie ma sens, bo nie jestem leniwa, unikami wygodnictwa, jestem odpowiedzialna".

- „Nie jestem histeryczką".

- „Jestem pasjonatką uczenia się, pracowitą i dobrą uczennicą".

- „Staram się być dobra i sama sobie w tym pomagam".

- „Mam łatwość w kontaktach z ludźmi".

- „Jestem śmiała i nie mam kompleksów".

Po dokonaniu porównania skryptów z przeciwskryptami A.S. dostrze­gła jak skrajnie patrzy na siebie i jak daleka jest od realności przez to spojrzenie. Poza intelektualnym doświadczeniem tej biegunowości, poja­wiło się silne przeżycie emocjonalne. W omówieniu pacjentka opisywała uczucia przygnębienia i beznadziejności, gdy czytała skrypty, a zaraz po­tem (skokowo) radości, że może jednak jest taka, jak w przeciwskryptach. Wkrótce powróciło jej uczucie rozczarowania sobą, faktem, że nie zdoła osiągnąć takich cech.

Jako „pracę domową" zleciłem A.S. napisać zdania - samooceny bę­dące pewnym wypośrodkowaniem obu skrajności - nazwałem je „skryp­tami realistycznymi".

VII sesja - „autoprezentacja":

A.S. nie wykonała „pracy domowej". Tłumaczyła to brakiem czasu (za­jęcia szkolne). Nie miała też dziś dobrego nastroju. Przełożyłem „pracę" na następny raz, a zaproponowałem jej próbę autoprezentacji - 3 min. tylko dobrze o sobie. Pomysłów starczyło na 40 sęk. Omawiając pacjent­ka wskazała na przeżycie uczucia „pustki w głowie", złego samopoczucia i wstydu, że tak dobrze mówi o sobie. W domu miała ćwiczyć pozytywną autoprezentację, na przykład, przed lustrem (jako pewien sposób wzmacniania swego Dorosłego).



VIII sesja - „praca nad skryptami realistycznymi":

Nie zdążyłem dopytać się o ćwiczenie „przed lustrem", bo uśmiech­nięta A.S. wręczyła mi kopertę z przygotowanymi w domu „skryptami realistycznymi". Oto, odpowiednie do poprzednich, zapisy:

- ,.Moje życie ma sens, bo staram się unikać lenistwa, wygodnictwa i nieodpowiedzialności".

- „Na ogół jestem zrównoważona".

- „Sporo się uczę i jestem całkiem niezłą uczennicą".

- „Bywam dobra i jest to często moja zasługa".

- „Staram się być przystępna i udaje mi się czasem nawiązać dobry kontakt z ludźmi".

- „Czasami przełamuję nieśmiałość i zapominam o kompleksach".

Pacjentka stwierdziła, że, choć z pewnymi zastrzeżeniami, „realistycz­ne skrypty" opisują ją trafnie. Opowiedziała też, że po zapisaniu karte­czek rozwiesiła je nad łóżkiem i wczytując się w nie „testowała", czy do niej pasują. Ten zwrotny punkt w przebiegu terapii nazwaliśmy „osta­tecznym pokonaniem skrajnie negatywnego obrazu samej siebie" i wspólnie cieszyliśmy się z wykazanej przez dziewczynę odwagi pozytyw­nej samooceny. Charakterystyczne było to, że pacjentka chciała koniecz­nie zabrać do domu „skrypty realistyczne", pozostawiając u mnie koper­ty ze „skryptami" i „przeciwskryptami". Można przypuszczać, że trudno było jej rozstać się z, nowo zdobytym i nieutrwalonym jeszcze dobrze, obrazem Ja. Jednocześnie zaś, zostawiła u mnie ten obraz, który przy­sporzył jej tyle cierpień.

W dalszym ciągu sesji spisałem na kartce zagrożenia w ugruntowaniu pozytywnego obrazu siebie. Podyktowała je pacjentka:

- sytuacje przeciążenia obowiązkami szkolnymi,

- sytuacje braku akceptacji ze strony kolegów, rodziców i innych,

- sytuacje niepowodzeń.

- myślenie skrajnościami o sobie.

Zapytałem, czy A.S. znalazła sposób na uniknięcie tych zagrożeń lub ich zminimalizowanie. „Tak". Nazwała to „głosem rozsądku". A to prze­cież, co podkreśliłem, jej własny Dorosły, który w toku psychoterapii uległ wzmocnieniu. Uzgodniliśmy też następującą próbę: przez najbliższy mie­siąc A.S. będzie zdana na swojego Dorosłego, tzn. musi mi oddać tego „pożyczonego".

IX sesja - .podsumowanie i zakończenie cyklu" (po miesięcznej przerwie, wcześniej spotkania odbywały się co 2 tygodnie):

Podobnie jak poprzednio - w dobrym nastroju - A.S. stwierdziła, że nieźle radziła sobie bez „pożyczonego" Dorosłego. Oceniając to jako kolejny sukces pacjentki, dokonałem krótkiego podsumowania jej osią­gnięć w toku terapii:

- zdecydowane poprawienie obrazu samej siebie,

- pewne uniezależnienie się od złych opinii płynących głównie od ojca (uzyskałem potwierdzenie tego wniosku w osobnej rozmowie z matką dziewczyny),

- polepszenie relacji z rówieśnikami w klasie.

Sformułowałem też, wspólnie z A.S., cele będące „ciągiem dalszym", zapoczątkowanych w przebiegu psychoterapii, zmian:

- poszukiwać rówieśniczej grupy wsparcia (klasa szkolna nie spełnia­ła w wystarczającym stopniu tego zadania),

- dalej rozwijać Dorosłego (dostrzegać alternatywne rozwiązania danych sytuacji problemowych oraz „myśleć realistycznie" tj. uni­kać widzenia tylko skrajności).

Kończąc artykuł chcę wskazać na dwie sprawy. Pierwsza, to próba oceny efektów terapii. Otóż u A.S. nastąpła radykalna poprawa nastroju. Wyraźny był, rysujący się coraz wyraźniej z każdą sesją, kierunek - od przygnębienia, smutku do zadowolenia, radości. Ta poprawa była po­chodną pozytywnej zmiany w obrazie Ja. W klimacie bezwarunkowej akceptacji pacjentka dokonała zasadniczej rewizji patrzenia na siebie samą. Można powiedzieć, ryzykując nawet zarzut pewnej egzaltacji, że z „brzydkiego kaczątka" wyrósł „piękny łabędź". Ponieważ obraz Ja ma zasadnicze znaczenie dla jakości naszego życia, nic więc dziwnego, że poprawienie samooceny spowodowało polepszenie kontaktów z rówie­śnikami w klasie, wzrost motywacji do nauki, a co najważniejsze, lepsze radzenie sobie z krytyką otoczenia, tj. nie załamywanie się pod jej brze­mieniem, a rozwinięcie umiejętności skuteczniejszego jej znoszenia. I druga sprawa. Przedstawiona przeze mnie możliwość łączenia technik Analizy transakcyjnej i Gestaltu jest głosem psychologa praktyka, który zauważa wymierne, dla efektów terapii, korzyści z tego płynące. Odręb­nym problemem jest kwestia integracji, na poziomie teorii, tych różnych systemów terapeutycznych.

Piśmiennictwo

1. Jankowski K. Analiza transakcyjna. W: Terapia grupowa w psychiatrii Red. Wardaszko-Łyskowska H. PZWL, W-wa 1980.



2. Mellibruda J. Teoria i praktyka terapii Gestalt. W: Terapia grupowa w psychiatrii. Red. Wardaszko-Łyskowska H. PZWL, W-wa 1980.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość