Strona główna

Rozdział czwarty I jak Ewangelia nowa


Pobieranie 262.56 Kb.
Strona1/8
Data18.06.2016
Rozmiar262.56 Kb.
  1   2   3   4   5   6   7   8

Rozdział czwarty

I jak Ewangelia nowa




1. Jedność życia



- Na początku tej książki wspominałem o wielkiej nowości, którą Założyciel Opus Dei zobaczył 2 października 1928 roku. Tamtego dnia – zgodnie z tym, co mówi Dekret papieski o heroiczności cnót Josemaríi Escrivy – „zrozumiał dokładnie swoją misję starą jak Ewangelia i jak Ewangelia nową, do spełnienia której został powołany”. Od tego momentu jego walka o świętość, ukierunkowana na wypełnienie tego celu, przekuwała się w duchowość zdecydowanie wyróżniającą się swoją niezwykłością.

Jako centralny element tego ducha podkreśla się jedność życia, która dziś stanowi już część wspólnego dziedzictwa chrześcijan (przynajmniej od Soboru Watykańskiego II: por. Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, Gaudium et spes, 43; Dekret o apostolstwie świeckich Apostolicam Actuositatem, 4; Dekret o misyjnej działalności Kościoła Ad gentes, 21; Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Christifideles laici, 30 12 1988, 59). To nie takie proste określić, czym jest owa jedność, która sama w sobie opiera się wszelkiemu rozkładaniu na części. W gruncie rzeczy chodziłoby tu o możliwie jak najgłębsze uczestnictwo w życiu Chrystusa, doskonałego Boga i doskonałego Człowieka, szczególnie w okresie jego pobytu w Nazarecie. Jedność życia – jako sposób przeżywania własnej egzystencji wyniesionej do poziomu godności dzieci Bożych – harmonijnie łączy walkę ascetyczną i apostolstwo z obowiązkami świeckimi. Nie rozdziela kontemplacji i działania. Jest złączeniem modlitwy i pracy...
Spędziłem u boku Założyciela wiele godzin mojego życia, pracując z nim przy jednym biurku. Zawsze zachęcał mnie, bym ofiarowywał każdą pracę przed jej rozpoczęciem, w trakcie jej wykonywania i po zakończeniu. Wielokrotnie mówił nam, księdzu Álvaro del Portillo i mnie: Skoncentrujcie na tej pracy całą swoją uwagę i włóżcie w nią całą swoją duszę, by móc ją ofiarować jako kadzidło, które wznosi się ku Niebu na cześć Pana. Jeśli nie będziemy tego robić, nasz czas w sposób pożałowania godny zostanie stracony.

Ksiądz Escrivá nieustannie odnosił się do konieczności szukania tego quid divinum ukrytego w codziennych życiowych sytuacjach, aby je przemieniać w dialog z Bogiem i Jemu oddawać całą chwałę. W 1970 roku powtarzał z naciskiem: Chciałbym, abyście nigdy nie zapominali, że Bóg czeka na was w każdej chwili, w każdym zajęciu.

3 sierpnia 1971 roku w taki oto sposób skomentował dla nas tekst Pisma Świętego, przeczytany przez niego tego samego rana: Dominus vobiscum, quia fuistis cum eo (2 Krn 15, 2): Bóg jest z nami. Jeśli szukamy Go, zawsze Go znajdziemy. Jeśli Go nie szukamy, nie ma Go z nami. Dlatego, moje dzieci, jeśli jest w nas to pragnienie, nie ma żadnej przeszkody, której nie dałoby się przezwyciężyć: On jest z nami, zawsze gotowy, aby udzielić nam łaski, byśmy byli w stanie wszystko przezwyciężyć. Spójrzcie, co następnie pisze natchniony autor: in tempore illo non erit pax egredienti et ingredienti sed terrores undique... Prorok oburza się na Asę, ponieważ odwrócił się od Boga, a w Jego miejsce postawił bożki: w konsekwencji nikt ni zazna pokoju, a wręcz przeciwnie, zakróluje terror, nieufność i atmosfera strachu. Kiedy Asa w końcu niszczy swoje bożki i zwraca swe oczy ku Bogu, Pismo Święte mówi, że nastąpiło trzydzieści pięć lat pokoju. Bóg jest dobrym płatnikiem! za wysiłki ludzi płaci z nawiązką. Weźcie to sobie do serca i stosujcie w każdej sytuacji. Jeśli sprawy źle idą, to dlatego, że my jako stworzenia – często ci, którzy rozkazują – nie szukamy Boga, a w związku z tym nie spotykamy się z Nim i nie zarządzamy w Jego imieniu.
- Jedność życia można i należy przeżywać z prostotą i naturalnością w najzwyklejszych okolicznościach.
18 maja 1972 roku oglądaliśmy wieczorne wiadomości dziennika telewizyjnego. Przedstawiano wywiad ze sławną tancerką z baletu klasycznego, znaną ze swojego mistrzostwa i skromności. Opowiadała, że następnego ranka po jednym ze swoich wielkich sukcesów, wróciła do swoich ćwiczeń przy drążku, ale gdy zaczęła ćwiczyć, jej mięśnie były jakby zdrętwiałe, niezdolne do wykonania figur tanecznych, jakie zaprezentowała poprzedniego dnia. Ksiądz Escrivá natychmiast skomentował: Niczego na tym świecie nie zdobywa się bez wysiłku. Tylko w wyniku nieustannego podejmowania wciąż od nowa wysiłków, dochodzi się do kosztowania smaków obcowania z Bogiem. Tracimy Go jednak, gdy się nie doskonalimy, gdy brakuje w duszy troski o to, by żyć skupiając swoją uwagę na Bogu. Aby naprawdę kochać Boga, należy nieustannie dokładać wysiłku, aby Go kochać.

Założyciel Opus Dei odrzucał postawę, sprowadzającą życie chrześcijańskie tylko do praktyk w określonych momentach dnia czy w określonych dniach tygodnia: wiara powinna kształtować od wewnątrz całą działalność wierzącego. W związku z tą współzależnością, pamiętam, jak w 1954 roku mówiono w telewizji o pewnej osobie zmarłej w wyniku wypadku. Ksiądz Prałat Escrivá posmutniał stwierdziwszy, że komentarzom tym zupełnie brakuje chrześcijańskiego odniesienia. Po zakończeniu programu, zwierzył się nam: Często widzimy, i nie wydaje mi się to złe, że osoby innego wyznania przyznają się publicznie, wobec innych do swojej religii: jedni klękają zwróceni w kierunku Mekki; inni noszą strój i zachowują pewne zwyczaje, które nawet usiłują narzucać innym... W przeciwieństwie do nas, katolików, którzy do wszystkiego się dostosowujemy, nic nie robiąc. Gdzie podziała się nasza wiara w Chrystusa? Co stało się z wiarą, o której mówimy, że ja wyznajemy? I tonem pełnym determinacji zakończył: Nie, nie! zawsze musimy być konsekwentni w sposób jednoznaczny. Musimy być gotowi narazić nasze dobre imię dla Boga, ponieważ z każdego działania i z każdego słowa Bóg, w pełni sprawiedliwie, poprosi nas o zdanie dokładnego rachunku, ponieważ ma prawo do tego, abyśmy zachowywali się jak Jego dzieci, i do tego, aby ludzie wiedzieli, że jesteśmy i chcemy być Jego synami.

Skuteczność apostolska księdza Prałata Escrivy opierała się na modlitwie. W rzeczywistości jego obcowanie z Bogiem nie ograniczało się jedynie do rozważań ascetycznych czy mistycznych, ale także nakładało się na jego codzienne obowiązki i wpływało na jego sposób pracy i współżycia z innymi. Ponadto starał się przemieniać cały swój dzień w modlitwę, przedstawiając Bogu różne prace: przed rozpoczęciem każdego zajęcia – umysłowego czy fizycznego – wznosił swoje serce ku Niemu, aby ofiarować tę czy inną pracę i prosić o światło, by móc doprowadzić ją do końca w Bożej obecności, wykorzystując łaskę danej chwili.

Nie ustawał w przypominaniu nam, że zawsze musimy liczyć na najważniejszego działającego: Opatrzność Bożą. Dlatego oznajmił, że chce, aby w jego gabinecie obok krucyfiksu położono ceramiczną płytkę, z tymi słowami: sanctis omnia sancta, mundana mundanis („dla świętych wszystkie sprawy są święte, dla światowców światowe”). Wyjaśniał, że kiedy szuka się Pana, z łatwością odkrywa się ten quid divinum we wszystkim, aby nie oddalać się od Bożego prawa zachowując się zawsze jak dobry syn.


- Jedność życia oznacza zatem poszukiwanie obecności Boga i nieustający dialog duszy z Nim.
Nie wgłębiając się w rozważania właściwe traktatom z zakresu teologii duchowości, mogę zaświadczyć, że w zachowaniu księdza Escriwy widać było wielkie pragnienie nieustannego jednoczenia się z Panem. Wszystko odnosił do Niego. Zanim rozpoczął jakąkolwiek pracę, wzywał Go, i pracował prowadząc nieustanny dialog z Panem, dziękując Mu za to, co zrobił, i nieustannie ponawiając ofiarowanie pracy, którą wykonał od początku dnia.

Zapewniał, że w życiu chrześcijanina nie istnieją sytuacje obojętne, ponieważ wszystko powinno być punktem wyjścia do dialogu i spotkaniem ze Stwórcą. W 1962 roku w pewnej rozmowie z dyrektorami Opus Dei mówił z naciskiem: Jesteśmy pyłem i prochem, moje dzieci. Jeśli obcujecie z Bogiem, wkrótce przekonacie się o tej rzeczywistości. Dlatego potrzebujemy – wszyscy! – modlić się, pobożnie wypełniać normy naszego życia, aby stawało się nieustanną modlitwą, która wraz z naszym sercem wznosi się do Nieba. Ofiarowujmy także naszą osobistą nędzę, pozwalając działać Panu, aby nie była przeszkodą pomiędzy Nim a nami. Mówię to szczególnie do dyrektorów: trzeba żyć i pracować; trudzić się i upokarzać; zawsze powstawać i być naprawdę wiernym, mieć szczere i otwarte serce wobec Boga i tego, kto prowadzi naszą duszę, abyśmy potrafili nieustannie poddawać się łasce Boga.

Mówił nam o praktykowaniu wiary i szerzeniu jej poprzez zwyczajne okoliczności każdego dnia. W 1956 roku tak to przedstawił: Nasze życie nie składa się z szeregu cudownych opowieści. Przeciwnie, jest utkane z codziennych drobiazgów, z naszej pracy dobrze wykonanej, naszej pobożności, a przede wszystkim z dopełniającej to wszystko i nie dającej się wyrazić mocy i wszechpotęgi Boga. Jednakże nie możemy się godzić z egoistycznym pragnieniem podążania do Nieba samemu: jeśli naprawdę jesteśmy zjednoczeni z Bogiem i ufamy Bogu, będziemy się troszczyli o to, aby wszystkie dusze poznały Pana i naśladowały Go, kochając Jego przykazania.

Pamiętam, że w 1959 roku przyjął pewną osobę z królewskiego rodu, nie katolika. Nawiązał do niej któregoś razu w kazaniu – z najwyższą miłością, bez przytaczania tematu tamtej rozmowy ani nazwiska osoby – jako do osobistości wysokiego urodzenia, niezwykle pewnej swojej pozycji społecznej, która zapomniała o Bogu i nawet o Nim już nie wspominała: Nie dostrzegała, że tylko Bóg jest ważny! Po tej wizycie powiedział nam, księdzu Álvaro del Portillo i mnie, że modli się o nawrócenie tej duszy na wiarę katolicką, oraz że wyjaśnił tej osobie, iż bez względu na jej sytuację ziemską, tak naprawdę liczy się jedynie jej pozycja dziecka Bożego: Cała historia, która płynie w jego żyłach – dodał – jest niczym, a nawet mniej niż niczym wobec tego skarbu, który przygotował nam Pan w swojej nieskończonej Dobroci i nieograniczonym miłosierdziu.


- Ale chciałbym wrócić do owej naturalności, z jaką ksiądz Escrivá przechodził od miłości Boga do miłości ludzkiej, i odwrotnie. Myślę, że w jakiś sposób pozwala to zrozumieć tę jedność życia, bez rozdwojenia go czy jakichś dziwactw.
Podkreślał, że powinniśmy okazywać naszą miłość Bogu poprzez codzienne sprawy: tak jak to się dzieje między ludźmi, którzy się kochają, a te wszystkie drobiazgi przydają smaku, blasku, przeróżnej treści, ponieważ życie kontemplacyjne nigdy nie nuży ani się nie powtarza, zawsze jest nowe. W 1954 roku zwracał nam uwagę. Kiedy szczerze kocha się Boga, nie odmawia się Mu żadnego daru, miłości, którą można wyrazić w tysiącu różnych codziennych szczegółów. I kiedy naprawdę się kocha, wszystko oddaje się z radością, bez wypominania i oczekiwania wdzięczności. Duszy wystarczy wówczas okazja do radosnego wyniszczania się. Nie myśli wtedy, czy zrobiła dużo i ile ja to kosztowało.

3 czerwca 1974 roku zachęcał nas po raz kolejny, aby każdego dnia odnajdywać się w tym co małe: Zatrzymam się na dwóch konkretnych punktach: nieustannym uśmiechaniu się. To kosztuje, czasami wiele kosztuje, z radością służyć Panu i radośnie usługiwać innym przez Niego. To jest jak bukiet kwiatów, zrywanych przez malca, który biega tu i tam: podczas gdy inni przeszli tylko pół kilometra, malec przebiegł wiele kilometrów, lecz nikt nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Zacznijcie, chociaż doszliście w życiu do wysokich stanowisk, stawać się bardzo małymi wobec Boga i sługami wszystkich dusz. Drugi punkt, który także pragnę podkreślić dziś, to hodie et nunc (dziś i teraz), jeśli czynimy to, co jest właściwe „tu i teraz”, dusze skutecznie poruszają się do przodu; sprawy, które mamy w rękach wychodzą. Zawsze trzeba szukać tylko chwały Bożej i uniżać własne ja w taki sposób, aby On odbierał całą chwałę.

Kiedy indziej tak radził kobietom z Kolegium Rzymskiego Świętej Maryi: Co do mnie, sprawia mi wiele radości stwierdzenie, że w całym naszym życiu nie ma nic, czego nie można by przemienić w służbę Bogu, na dobro dusz, a przede wszystkim na dobro dla nas samych. I jest tak, że Bóg prowadzi wierną duszę drogami najbardziej dla niej odpowiednimi. Nie zapominajcie o tym: kiedy wykazujemy dobrą wolę, by współpracować z łaską Boga, poprzez służbę naszej marnej osoby, dociera ona do wszystkich środowisk.

Wówczas pewna kobieta z Opus Dei, Argentynka, która wcześniej pracowała w domu mody, opowiedziała mu o tym, jak apostołowała w miejscu swojej pracy. Obsługiwała stoisko z biżuterią, z bransoletkami, naszyjnikami. Kiedy skończyła swoją opowieść, ksiądz Escrivá zażartował: Córko moja, któż ci założył te kajdany? I dodał: Mówiąc już całkiem serio, chcę ci powiedzieć, że nosisz na sobie błogosławione kajdany Bożej miłości, godniejsze umiłowania, bardziej znaczne, piękniejsze od wszystkich klejnotów na całym świecie; ponadto nie są wcale ciężkie, chociaż czasami nam ciążą, ponieważ Bóg prosi o wiele. Pan pragnie dużo miłości, pragnie głębokiej wiary, wielkiej nadziei, pragnie odpowiedzi na swoją łaskę.


- Oczywiście, istota jedności życia odzwierciedla się w postawie wobec pracy zawodowej i zwyczajnych chrześcijańskich czynności, które powinny być uświęcane wraz z naszą świecką mentalnością.
W związku z tym powtarzał słowa Proroka discite benefacere! („zaprawiajcie się w dobru!” (Iz 1,17): wydobywał całe bogactwo z tego napomnienia, uzmysławiając nam, że Pan chce, byśmy uczyli się praktykować wszystkie cnoty, z czystością intencji, szukając Jego chwały, w oderwaniu od własnego ja. W 1966 roku zapewniał nas: W życiu członków Opus Dei praca jest czymś podstawowym. Jeśli każdego dnia z gorliwością podejmuje się pracę, każdy dzień powiększa pragnienie, by pracować jeszcze gorliwiej, by mieć wciąż nową możliwość do spotkania się z Bogiem. W ten sposób okazuje się, że modlitwa i praca łączą się w pewien sposób życia, tworzą jedność życia.

Cały dzień chrześcijanina powinien być okazywaniem miłości Bogu. W 1956 roku przekonywał nas: Jest w tym coś szczególnie wyjątkowego, co pozwala nam przeżywać z miłością i doskonałością zwyczajne sprawy. Wieńczyć, dobrze kończyć to, co robią także inni, nasi koledzy, nasi współobywatele. Stąd bierze się skuteczność: apostolstwo moich synów jest pracą zawodową, wykonywaną z miłości do Boga i dla Niego.

Przekonywał, że wykonując jakiekolwiek zajęcie, intelektualne czy fizyczne, istnieje możliwość zbliżania się do Pana, obcowania z Nim, kochania Go, utożsamiania się z Nim. W 1956 roku powtarzał to samo: Nikt nie zaprzeczy mojemu przekonaniu – stale potwierdzanemu przez to Opus Dei, które Pan rozwinął na całym świecie: nawet jeżeli czyjaś praca wydaję się być bez znaczenia lub nadmiernie monotonna, jeżeli chce, może ją wykonywać jako Bożą pracę.

Trawiło go gorące pragnienie, aby coraz bardziej kochać Boga. Gdy napotykał źle zamknięte drzwi, niedomknięte okno, czy jakiś porzucony drobny przedmiot, spontanicznie pojawiały się na jego ustach słowa takie jak: Ten drobiazg – to okno, te drzwi, to zamykanie – zostały potraktowane bez większej miłości Boga. W 1962 roku na spotkaniu rodzinnym powiedział nam: Bóg nieustannie przechodzi obok ciebie. Nie ucieka przed tobą: po prostu nie widzisz Go, ponieważ Go nie szukasz. Otwórz szeroko oczy, aby dostrzec Pana.


- Zawsze zadziwiała mnie łatwość, z jaką ksiądz Escrivá de Balaguer wykorzystywał to, co nadprzyrodzone w odniesieniu do ludzkiej pracy. Wystarczy przeczytać w homilii z 1960 roku, włączonej do książki Przyjaciele Boga, spostrzeżenia na temat szczytu katedry w Burgos. To cały praktyczny wykład na temat dobrze wykonanej pracy i szczerości intencji.
17 maja 1972 roku przyjął pewnego żołnierza, człowieka surowego i krzepkiego, szlachetnego i szczerego, ale zmartwionego sytuacją Kościoła i społeczeństwa. Założyciel Opus Dei odpowiedział mu: Stawaj przed Najświętszym Sakramentem jak rekrut i mów Mu: oto jestem. Oddawaj wszystko, to jest godzina wierności!

Nie pozwalał, by nadmiar pracy stawał się wymówką do odsuwania na drugi plan walki wewnętrznej. Czasami niektórzy przedstawiali mu swoje trudności. Z powodu licznych zajęć wykonywanych podczas dnia, nie mogli wypełnić wyznaczonych norm pobożności: „Ojcze, miałem dużo obowiązków zawodowych: musiałem przygotować wykłady i wysłuchać uczniów; spotkać się w różnych sprawach; i poświęcić trochę czasu mojej żonie i dzieciom. Dzień jest zbyt krótki, brakuje mi czasu!”. Ksiądz Escrivá odpowiadał: Mówisz mi... – i tu wymienił te liczne zajęcia – a brakuje ci podstawy: że robiąc to wszystko, najpierw masz poświęcać czas Panu. Tu tkwią korzenie: bardziej zatroszcz się o własną pobożność, bardziej zanurzaj się w Panu, a twój dzień będzie miał czterdzieści osiem godzin. Dojdziesz do tego i jeszcze więcej osiągniesz, ponieważ będziesz liczył na moc Boga.

22 stycznia 1968 roku złożył mu wizytę supernumerariusz Opus Dei, naukowiec o międzynarodowej sławie, z wieloma doktoratami honoris causa. Ksiądz Escrivá przypomniał mu, że najważniejsze dla niego powinny być normy pobożności: One są gwoździem, na którym jest zawieszone całe twoje życie, w nich znajdziesz odpoczynek i siłę dla pracy zawodowej, którą powinieneś zamieniać w modlitwę. Wyjaśniał nam potem, że sprawiło mu radość widzieć, że tego typu ludzie potrafili dać pierwszeństwo obcowaniu z Bogiem, które również – podkreślał – zakłada odpoczynek – mimo że wymaga wysiłku – ponieważ stąd czerpie się siły płynące z łaski, którą Bóg nam zsyła.

Kiedy sprawy zaczynały się piętrzyć albo gdy przewidywał, że okoliczności dnia mogą odwrócić jego uwagę od wypełnienia norm pobożności, przesuwał je na wcześniejsze godziny. To samo radził szczególnie członkom Opus Dei obciążonym odpowiedzialnością za sprawy publiczne czy zawodowe, nalegając, by nie dali się wciągnąć w wir codziennej pracy, zapominając, że podstawa ich skuteczności zawodowej tkwi w życiu wewnętrznym.

Na ten temat tak mówił nam w 1956 roku: Musimy zastanawiać się zarówno w pracy, jak i w każdej sytuacji, czy podejmujemy modlitwę, czy spotykamy się z Bogiem, czy prowadzimy z Nim dialog? Czy zanurzamy sprawy w modlitwie, czy umartwiamy się przez staranność i wytrwałość w wypełnianiu określonych zadań i czy wypełniamy je z całą odpowiedzialnością, by stały się punktem oparcia i wsparcia rodziny, którą tworzymy? Nigdy nie możemy zapominać o tym, że nasza praca ma udział w dziele odkupienia, jest współodkupieniem.
- Ta idea współudziału w odkupieniu jest także zasadnicza dla wprowadzenia w jedność życia pod kątem apostolstwa.
Założyciel Opus Dei gorąco pragnął ofiarowywać Bogu ludzkie przedsięwzięcia i prace. Pouczał nas z niezachwianym przeświadczeniem: Radzę ci, mój synu, abyś w każdej duszy, w każdym twoim bracie, widział Chrystusa. Nie możesz zagubić tego nadprzyrodzonego spojrzenia, a wtedy, zobaczysz, twoje reakcje w pracy będą zupełnie inne, ponieważ będziesz pragnął zrobić wszystko – w swojej słabości – aby służyć Bogu tak, jak On oczekuje, by być obsłużonym w tych duszach.

Sadzę, że tych parę słów z 1973 roku jasno pokazuje jego troskę o innych: Apostolstwo, zainteresowanie życiem innych, to niezbędna konsekwencja życia chrześcijańskiego. Nie może to być czymś zewnętrznym, doraźnym. Ma tworzyć życie! Dlatego praca jest apostolstwem, odpoczynek jest apostolstwem, życie codzienne jest apostolstwem, służenie innym jest apostolstwem... Tak jak bicie serca świadczy o życiu, tak apostolstwo, służba na rzecz innych oznacza, że jest w nas prawdziwe chrześcijańskie życie.

Codziennie robił rachunek sumienia z tego, jak starał się przynosić Boga każdej osobie, z którą przebywał w ciągu dnia. Zachęcał nas także do tego, pytając, co zrobiliśmy, aby przybliżyć dusze do Pana w naszym środowisku pracy, w otoczeniu, w którym mieszkamy czy przy okazji przypadkowych spotkań. W 1953 roku ostrzegał: Jeśli nie starasz się, aby Pan prowadził sprawy, by królował w twojej duszy i w duszach innych ludzi, na próżno tracisz czas. Nie zapominajcie, że On jest tym co niezmienne, a my tym, co przemija: dlatego musimy się starać, aby w każdej duszy żył Pan.

Jego rozmowy, bez najmniejszego tonu pouczania, były przesycone treściami duchowymi. Nawet jeśli jego rozmówca nie miał dostatecznego przygotowania, przenosił rozmowę na tematy nadprzyrodzone, mówiąc z całą bezpośredniością o tym, co przeżywa w swoim sercu. W 1969 roku słyszałem, jak mówił: Jesteśmy zwykłymi chrześcijanami. Dlatego pracujemy tam, gdzie są zwykli ludzie z ulicy, to jest nasze naturalne miejsce. Właśnie w taki sposób, w pewnej piwiarni, rozpocząłem wiele prac apostolskich wraz ze znanymi mi chłopcami. Gdy wykorzystujemy zwyczajne środki, powierzając je Bogu, natychmiast działa łaska Pana, przemieniając je w skuteczne narzędzia. I Tak wychodzi ubranie skrojone na miarę każdej osoby.


- Oczywiście skuteczność apostolska zależy od zjednoczenia z Bogiem.
W 1970 roku tak o tym mówił: Nie zapominajcie, że miłość jest owocem obecności Boga: dużo miłości ma w sobie ten, kto podejmuje nieustanny dialog z Panem, ponieważ On sam będzie mu podsuwał słowa i poprowadzi go, by pomagał swoim braciom i wszystkim, którzy znajdują się w jego otoczeniu.

Często zwierzając się nam, stwierdzał: Kiedy zamyślam się, nie znaczy to, że nic nie robię: dzięki łasce Bożej rozmyślam nad wieloma sprawami, aby zobaczyć, jak możemy jeszcze bardziej oddawać się w służbie Panu, co możemy zrobić, aby dusze lepiej Go poznały i bardziej pragnęły z Nim przebywać.

I przypominał nam, że musimy ofiarowywać naszą modlitwę i umartwienia, pracę i obowiązki w intencji licznych powołań w Kościele i w Opus Dei. Dlatego też niczym refren całego życia głosił: Chcemy, żeby było nas więcej? Bądźmy lepsi!

Sama jego obecność była wezwaniem do świętości, do konieczności bycia wiernym Bogu. Sukcesy, prace apostolskie, powołania, nawrócenia dusz, codzienna praca, zwyczajne życie, przeciwności, dolegliwości fizyczne i cierpienie moralne, choroby... to znaczy to wszystko, co składa się na egzystencję osoby, przy nim nabierało prawdziwego sensu i znaczenia: stawało się w nas przekonaniem, że Pan jest z nami i każdy z nas musi podejmować walkę – oddając życie, jeśli to konieczne – aby trwać przy Bogu.

Wychodząc od fundamentu, jakim było jego przekonanie o Bożym synostwie, sam praktykował i uczył tysiące dusz jedności życia, którą streszczał jako potrzebę i nadprzyrodzony odruch, aby oczyścić wszystkie czynności, wynosząc je do porządku łaski, uświęcając je i przemieniając w narzędzia apostolskie.

  1   2   3   4   5   6   7   8


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość