Rozmowa –wywiad z wacławem dobrzyńskim



Pobieranie 66.1 Kb.
Data18.06.2016
Rozmiar66.1 Kb.


ROZMOWA –WYWIAD Z WACŁAWEM DOBRZYŃSKIM MIŁOSIERDZIE BOŻE-PISMO PARAFIALNE ZIELONA GÓRA NR 6-7/8-9/2000



WACŁAW 1939 R


STRUMIENIE WODY ŻYWEJ POPŁYNĄ Z JEGO WNĘTRZA

J 7,38


Odsłaniasz mi siebie zapraszasz w sam środek miłości tu jest moje miejsce to miejsce mi przygotowałeś i nikt mi go nie zajmie Wypisałeś mnie na swoich ręka Wyryłam się raną w Twoim boku Bolała Cię miłość do mnie Dlatego jestem jej tak pewna o nią pragnę się oprzeć Przytul mnie Boże

dla ciebie pozwoliłem przybić się
do krzyża, dla ciebie pozwoliłem
otworzyć włócznią najświętsze serce
swoje i otworzyłem ci źródło
miłosierdzia" Dz. 1485

Sierpień i wrzesień w historii naszego narodu to miesiące szczególne, to miesiące które nieroze­rwalnie wiążą się z walką Polaków o wolność i nie­podległość ojczyzny. Tym razem rozmawiamy z na­szym parafianinem, panem Wacławem DOBRZYŃ­SKIM, który zechciał podzielić się z nami swoimi niezwykle interesującymi nie tylko wojennymi wspomnieniami.

Pytanie: - Prosimy o krótkie przedstawienie się. Odpowiedź: -Urodziłem się 7 listopada 1919r. w Odessie. Mama z domu Balicka pochodziła z Ukrainy, a tata z Wileńszczyzny, z rodziny Dobrzyńskich, o której zaścianku wspomina nasz wieszcz Adam Mickiewicz w„Panu Tadeuszu". Dlaczego w Odessie? Rzuciła nas tam zawierucha wojenna. W 1914 roku u nas na Wileńszczyźnie w powiecie Oszmiana stał front niemiecko-rosyjski. Nasze gospodarstwo było aku­rat na linii frontu. Ponieważ mama miała w Odessie rodzinę, tato dla bezpieczeństwa wysłał tam mamę z moją starszą sio­strą i bratem. Byliśmy tam do 1922r. Po powrocie do domu wszystko było zrujnowane i musieliśmy budować nowy dom. Do wybuchu I wojny światowej ojciec mój piastował spo­łecznie funkcję marszałka szlachty powiatu oszmiańskiego. Po powrocie z wojny został wybrany prezesem Związku Ziemian.

Funkcję tą sprawował aż do śmierci. Ojciec zmarł w 1928r. w wieku 55 lat m.in. na skutek przeżyć i udziału w wojnie w la­tach 1914 - 1919 (był zmobilizowany przez Rosję carską).

W domu było nas pięcioro rodzeństwa, starsza siostra i brat, o których wspominałem i dwie młodsze siostry. Jako drugi po­szedłem do Gimnazjum im. Jana Śniadeckiego w Oszmianie. Należałem do koła sportowego. Uprawiałem różne dziedziny sportu od lekkiej atletyki po narty, skakałem trochę, jak rów­nież od 7 roku życia jazdę konną. W roku 1936 za namową mojego przyszłego dowódcy Romanowskiego przeniosłem się do Gimnazjum im. Tomasza Zana do Mołodeczna, gdzie stacjonował garnizon wojskowy (88 Pułk Piechoty i 19 Pułk Artylerii Lekkiej). P: - Jak znalazł się Pan w wojsku?

O: - Wciąż myślałem o wojsku. Wiosną 1937r., po roku na­uki w gimnazjum w Mołodecznie poszedłem na komisję wojskową, a jesienią dokładnie 3.11.1937r. wstąpiłem do wojska, nie mając jeszcze 18 lat. Był taki przywilej dla ochot­ników, że mogli wybrać sobie rodzaj broni. Ja wybrałem ka­walerię. Dostałem powołanie do 3 Pułku Strzelców Konnych im. Hetmana Polnego Koronnego Stefana Czarnieckiego, wchodzącego w skład Nowogródzkiej Brygady Kawalerii. Przydzielono mnie do szwadronu szkolnego karabinów ma­szynowych. Następnie zostałem skierowany na półroczną szkołę podoficerską, którą ukończyłem z pierwszą lokatą. P: - Może coś więcej o Brygadzie...

O: - Jak wspomniałem pułk nasz wchodził w skład Nowo­gródzkiej Brygady Kawalerii. Dowódcą jej był wówczas puł­kownik a późniejszy generał Władysław Anders. Przed wojną w Polsce było 10 pułków strzelców konnych, 27 pułków uła­nów i 3 pułki szwoleżerów. Nasza brygada kawalerii miała 4 pułki kawalerii (ale byty brygady w skład których wchodziły tylko 3 pułki) tj. 25 Pułk Ułanów, który stał w Prażanach, 26 Pułk Ułanów w Baranowiczach, 27 Pułk Ułanów w Nieświe­żu i nasz 3 Pułk Strzelców Konnych (3PSK) w Wołkowysku. Dowództwo Brygady znajdowało się w Baranowiczach.

P: - Jakie wspomnienia utrwaliły się z pierwszych dni wojny. O: - W marcu 1939r., kiedy wiadomo było, że sytuacja z Niemcami stała się napięta, brygada nasza została przemiesz­czona na granicę Prus Wschodnich. Jednak nasz 3PSK stał nadal w Wołkowysku. My nie zostaliśmy przesunięci. Dopie­ro po wojnie dowiedziałem się, że byliśmy w dyspozycji Wo­dza Naczelnego.

Tuż przed samą wojną dostałem urlop i kiedy przebywałem w domu naszego sąsiada, kpt. Zakrzewski otrzymał telegram, że ma stawić się do swojego pułku, służył w artylerii konnej w Zambrowie. Natychmiast poszedłem do domu, gdzie i na mnie czekał telegram. Brat odwiózł mnie na stację i poprzez Lidę dotarłem do Wołkowyska. Kiedy przyjechałem, koszary byty już pełne rezerwistów, l września ładujemy się do wagonów i poprzez Białystok jedziemy na linię frontu. Wyładowujemy się na stacji Czerwony Bór. W czasie podróży przeżywamy pierw­sze bombardowanie. Na szczęście bez strat. Wyruszamy nad Narew. Ja służyłem w l szwadronie rotmistrza Wasiutyńskiego, który przed samym wybuchem wojny przekazał szwadron rotmistrzowi Pająkowi przeniesionemu z 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich. To właśnie od niego otrzymałem konia, na któ­rym pojechałem na wojnę. Koń nazywał się Sęk. Z l plutonu zostałem skierowany na z-cę dowódcy 3-go plutonu, którym dowodził starszy wachmistrz podchorąży Rumas przybyły z Centrum Szkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Walki nad Na­rwią trwają już od l września. To właśnie z nad Narwi l-go września polskie pułki z Nowogródzkiej Brygady Kawalerii oraz Podlaskiej Brygady Kawalerii dowodzonej przez gen. Podhorskiego wkraczaj ą na teren b. Prus Wschodnich, ale pod naporem czołgów wycofują się. Był to jedyny wypadek podczas kampanii wrześniowej, kiedy Polacy zaatakowali teryto­rium Niemiec, przechodząc na ich teren. Mój pułk do 6 września nie brał udziału w wojnie. Żołnierze denerwują się, są w pogotowiu bojowym, palą się do walki. Ja przez dowódcę pułku płka dypl. Małysiaka, który przy­szedł na miejsce poprzedniego dowódcy płka Filipowicza skierowanego na dowódcę Wołyńskiej Brygady Kawalerii, zostałem wysłany z meldunkiem jako goniec do d-cy Nowo­gródzkiej Brygady Kawalerii. Dzisiaj to bym się jednak bał, trochę tchórzył wiedząc jak to naprawdę wygląda, wtedy jed­nak było inaczej. I na swoim Sęku poprzez las dotarłem do sztabu. Oddałem meldunek, otrzymałem odpowiedź i z po­wrotem. Dzięki temu koniowi wróciłem. Ten koń tak biegł, jak gdyby to on mnie prowadził, a nie ja jego. 6 września podciągamy w stronę Ostrołęki i Śniadowa. Szwadron się spieszą (schodzi z koni). W kawalerii byty trój­ki. Koniowodny - środkowy bierze oba konie boczne, a dwóch strzelców konnych idzie do walki pieszej. Koniowodni odprowadzają konie w bezpieczne miejsce, nie dalej jednak niż 500 m, aby żołnierze w razie potrzeby sprawnie mogli dotrzeć do koni. I właśnie pod Śniadowem szwadron naszego pułku pod dowództwem por. Kwietnia, na polanie przy torze kolejowym Śniadowo - Łapy uderzył w szarży kawaleryj­skiej na tabory niemieckie.

Do 10-tego stawialiśmy opór nacierającym wojskom pancer­nym nieprzyjaciela w rejonie Śniadowa zmieniając jedynie stanowiska. Zniszczyliśmy z 4-ch posiadanych nowocze­snych działek ppanc i rusznic ppanc (z których jedną obsłu­giwałem jako strzelec wyborowy) kilka niemieckich czołgów. Po czym zaczęliśmy się wycofywać na wschód, na Białystok. Walczyliśmy w okolicach i w samej Hajnówce, gdzie poległ mój kolega ze szkoły podoficerskiej kpr. Bierwaczonek, do­wódca karabinów maszynowych na „taczankach". (Dzięki staraniom naszego Koła b. żołnierzy 3 PSK obecnie w Haj­nówce jest ulica jego imienia). Pod Hajnówką nastąpiła reor­ganizacja obydwu Brygad. Z części została utworzona Dywi­zja Kawalerii „Zeza" gen. Podhorskiego, która dotarła aż pod Kock i dołączyła do gen. Franciszka Kleberga dowódcy Sa­modzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie". Jak wiadomo gen. Kleberg walczył pod Kockiem do 5 października 1939r. Nasz pułk walczył jeszcze l dzień dłużej, albowiem chciał prze­drzeć się przez pierścień okrążenia. Części żołnierzy udało się wyprowadzić z okrążenia sztandar, aż pod Puławy. Został on przechowany u jednego z rolników i po 40 latach odnaleziony przez grupę naszych żołnierzy. Teraz znajduje się w Muzeum Wojska w Białymstoku, tam gdzie tworzył się nasz pułk. W czasie przebijania się ze sztandarem zginął mój byty dowódca szwadronu rotmistrz Wasiutyński.

P: - Gdzie zastał Pana koniec kampanii wrześniowej?

O: - Ja nie brałem udziału w bitwie pod Kockiem. Dołączy­łem do grupy, która próbowała się przedostać na Węgry. Przedzieraliśmy się na południe w kierunku Lwowa. 17 wrze­śnia 1939r. Sowieci zaatakowali Polskę. Kiedy wojska so­wieckie przekroczyły Bug i party na zachód znaleźliśmy się na tzw. linii demarkacyjnej. Z jednej strony na szosie stały działka niemieckie, a w odległości ok. 200 m stały działa ra­dzieckie. Próbowaliśmy przedrzeć się dalej na południe, ale zostaliśmy w nocy okrążeni przez Armię Czerwoną. Po prze­braniu się w ubrania cywilne wraz z kolegą przedarliśmy się przez Bug i ruszyliśmy w kierunku Białegostoku. Tam zosta­liśmy zatrzymani przez Niemców. Było to jeszcze przed przejęciem tych terenów przez Rosjan. Zaprowadzono nas na dworzec kolejowy, do niemieckiego generała, któremu po­wiedziałem łamaną niemczyzną, że nie byłem żołnierzem, tylko służyłem w taborach przy koniach. Może w to uwierzył, bo wyglądałem bardzo młodo. Zostaliśmy puszczeni, ale nie­cały kilometr dalej zatrzymał nas patrol i zostaliśmy zaprowadzeni do szkoły. W szkole było pełno jeńców polskich. Tam nas postraszono, że nas rozstrzelają, gdyż szukali ofice­rów. Kiedy z kolegą zostaliśmy wyznaczeni do noszenia po­midorów. Za szkołą była szopa, a nią ogród. Powiedzieliśmy sobie: „Wiejemy, co będzie to będzie". Skoczyliśmy do ogro­du, później do lasu i poprzez Wołkowysk, który ominęliśmy z obawy przed aresztowaniem ruszyliśmy w dalszą drogę. Do rodzinnej Bogdanówki, gdzie spotkałem mamę, dotarłem w pierwszych dniach października. Po kilku dniach ok. 15-tego wrócił mój brat, który walczył jeszcze pod Grodnem. Tam został rozstrzelany pod miastem brat gen Franciszka Kleber-ga, również generał.

Z 5 koni które mieliśmy w gospodarstwie przed wojną pozo­stał nam jeden, bo 4 pozostałe oddaliśmy w ramach mobiliza­cji dla wojska. Brat jako rezerwista na wojnę pojechał na wła­snym koniu. Został wcielony do 4 Pułku Ułanów ale rezer­wowego. Przed wojną w każdej gminie było przysposobienie wojskowe. U nas w gminie był pluton strzelców konnych. W innych były plutony strzelców pieszych tzw. „krakusy".

P: W jaki sposób trafił Pan do podziemia? O: Brat został aresztowany już po 2 tygodniach i osadzony w więzieniu w Oszmianie, a potem wywieziony do Połocka. Kiedy Niemcy zaatakowali ZSRR, więzienie to zostało ewa­kuowane aż do Tobolska. Po utworzeniu Armii gen. Andersa( wraz z kolegą zostali zwolnieni i dostali się do Kazachstanu. ( Jednak ze względu na chorobę nie mógł wstąpić do tej armii, ale udało mu się dostać do mamy i dwóch młodszych sióstr, j które wcześniej w kwietniu 1940r. zostały wywiezione do_ Kazachstanu. . .

Byłem w_naszej Bogdanówce do grudnia 1939r. W noc syl­westrową 1939/40 z kolegą sąsiadem Tadeuszem Straczyckim artylerzystą

(jaki zbieg okoliczności, w 1939r. spotkali­śmy się podczas wycofywania pod Zambrowem) przekroczy­liśmy granicę radziecko-litewską niedaleko stacji Murowane Oszmianki i dotarliśmy do miasteczka Turgiele. Następnie autobusem dojechaliśmy do Wilna. Od razu poszliśmy do Ostrej Bramy pomodlić się i podziękować Matce Bożej Ostrobramskiej za szczęśliwe przekroczenie granicy. Już wtedy w Wilnie byli Litwini.

W 1939r. Sowieci zajęli Wilno, ale po miesiącu przekazali je Litwinom. Kiedy wkraczali So­wieci do Wilna, na Rossie przy mauzoleum marszałka Józefa Piłsudskiego, gdzie „serce spoczęło u stóp matki", rozstrzelali 3 wartowników. Czyli tych 3 żołnierzy dołączyło do żołnie­rzy kompanii, których prochy spoczywały tam, z okresu walk o Wilno gen. Żeligowskiego w 1920r. Po dotarciu do Wilna zamieszkałem u ks. Kuleszy, brata na­szej sąsiadki pani Łokuciewskiej, której krewny płk Witold Łokuciewski był pilotem i ostatnim dowódcą słynnego pol­skiego lotniczego Dywizjonu 303 w Anglii. Mieszkając w Wilnie już należałem do konspiracji ZWZ (Związek Walki Zbrojnej). Pod koniec lutego 1940r. w korytarzu kościoła O.O. Dominikanów zostałem zaprzysiężony przez oficera re­zerwy Rymaszewskiego, późniejszego członka sztabu gen. „Wilka". Będąc członkiem ZWZ wykładałem naukę o broni, uczyłem młodych żołnierzy. W międzyczasie został zorgani­zowany kurs oficerski, na który zostałem skierowany. Na tym kursie byłem z przerwami do 1943 r.

Wiosną w Wilnie nastąpiły aresztowania Polaków. W czerw­cu 1940r. Sowieci zajęli kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa i Esto­nia), „oswobadzając" je i tworząc republiki radzieckie. Wów­czas też obozy polskie, internowanych w czasie kampanii wrześniowej policjantów, żołnierzy i oficerów m.in. w Po-łondze nad samym Bałtykiem, zostały przejęte przez Sowie­tów. Razem ok. 20000 żołnierzy. W niedługim czasie prze­niesiono je w głąb Rosji. Na szczęście Katyń ich nie spotkał, bo w 1941 r. Niemcy uderzyli na Rosję i Rosjanie wycofali się na wschód. Powstała armia gen. Andersa i właśnie to oni znaleźli się w niej.

Ja przedostałem się ponownie z Wilna do naszego domu ro­dzinnego. Po powrocie 27 listopada 1941 roku ożeniłem się, a rok później we wrześniu przyszła na świat moja córka. P: W jakim oddziale Pan służył?

O: Wiemy, że w 1942r. ZWZ przekształcony został w Armię Krajową. Pod koniec kwietnia 1942r. zostałem (wraz z 6 in­nymi osobami) przez Niemców aresztowany pod zarzutem posiadanie radiostacji. Jednak po 2-ch tygodniach zostaliśmy wszyscy zwolnieni.

Nadal pracowałem w konspiracji. Po kilku miesiącach obją­łem stanowisko komendanta pogotowia bojowego, które swoim obszarem działania obejmowało teren trzech gmin: Halszany, Kuczewicze i Krewo. Miałem broń i pluton żołnie­rzy.

W listopadzie 1943r. zostałem wezwany przez mjr Czesława Dębickiego „Jaremę" (przedwojenny senator), do stawienia się. Kiedy się z nim spotkałem, mjr powiedział: „Z rozkazu Wodza Naczelnego i Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju mianuję Was podporucznikiem czasu wojny". Po otrzymaniu awansu odbyłem 2-tygodniowy staż przy będącej „w polu" 13 Brygadzie AK. Następnie wróciłem do pracy w konspira­cji i pod koniec marca 1944r. wraz z moim dowódcą kapita­nem „Cerberem" dostaliśmy rozkaz pójścia do oddziału le­śnego. Zalążkiem naszego oddziału był l pluton por. Olechnowicza „Marsa", który był przy 8 Brygadzie por. Witolda Turonka „Tura" naszego 3 Zgrupowania AK powstałej w 1943r. Pluton ten został przez por. „Marsa" przekazany kpt. Romanowskiemu „Gerberowi". Następnie został powiększo­ny do kompanii. Potem powstały 2 i 3 kompania. Łącznie 330 ludzi. Nasze niektóre brygady liczyły po 600 ludzi tj. siła ba­talionu. Ale były i większe, np. 3 Brygada Wileńska por. Gra-cjana Fróga „Szczerbca" liczył blisko 1000 ludzi, a l Brygada Wileńska kpt. Czesława Grombaczewskiego , Juranda", który później poległ wraz z 80 żołnierzami w walce o Wilno, li­czyła ponad 1000 ludzi.

Od kwietnia 1944r. byliśmy już w walkach. Ja dostałem przydział na dowódcę plutonu zwiadu konnego, który liczył podczas operacji wileńskiej ok. 40 zwiadowców konnych. 12 Brygada wraz z innymi oddziałami 3 Zgrupowania AK zdo­była kilka miejscowości, obsadzonych przez Litwinów z dywi­zji litewskiej gen. Plechawicziusa współpracującego z Niem­cami. Dywizja ta miała za zadanie rozbić wszystkie polskie od­działy, zniszczyć Okręg Wileński AK, a ponadto wspólnie z białoruską policją rozbić w całości Okręg Wileńsko-nowogródzki AK (tuż przed bitwą o Wilno okręgi te zostały połączone w całość), którego dowódcą został gen. Aleksander Krzyżanowski „Wilk", a jednym z zastępców płk Krzeszowski „Ludwik" -b. dowódca okręgu nowogródzkiego AK. .

Pytanie: W kilku słowach o operacji „Ostra Brama" i zdobyciu Wilna z udz.iale.rn Armii Krajowej.

Odpowiedź: Kiedy została ogłoszona w Polsce "akcja „Bu­rza" brygady wileńsko-nowogródzkie otrzymały rozkaz dotarcia pod Wilno. Nasza brygada była właśnie po znisz­czeniu z 3/4 lipca 1944r. radiostacji w Szyłowicach i mie­liśmy do przebycia ok. 80 km.

Radiostacja_w_Szyłowicach łączyła_Niemców_w_Mińsku_z_

Kwaterą Główną Hitlera_w_Kętrzynie.

Rozkaz marszu na Wilno dotarł do nas pod_Hlszanami.Dowódca brygady polecił mi ze zwiadem konnym dotrzeć do Wilna i zameldować się w sztabie. Po przybyciu zostałem wraz z moim oddziałem przydzielony jako odwód taktyczny do mjra „Jaremy" dowódcy 3 zgrupowania. W tym czasie dotarły niektóre bataliony lidzkie (bowiem oddziały lidzkie działały jako bataliony, natomiast oddziały wileń­skie jako brygady, gdyż stanowiły one odtworzenie brygad legionowych). W walkach o Wilno m.in. walczył Uderze­niowy Batalion Kadrowy, którym dowodził mjr Bolesław Piasecki oraz nowogródzki batalion AK kapitana „ Pala". Kiedy nasza 12 brygada docierała z taborami ok. północy, walka o Wilno już się rozpoczęła. Oddziały Armii Krajo­wej uderzyły 6 lipca 1944r. o godz. 23.00. Mimo tego, że w całości nasza 12 brygada nie dotarła do Wilna, ale ze względu na to, iż nasz pluton zwiadu walczył, w historii brygada jest wpisana jako walcząca o miasto. Nad ranem lotnictwo niemieckie zaatakowało nasze oddziały. Otrzy­małem rozkaz dotarcia do majątku Szwajcary i przekaza­nia dowódcy kpt. „Gerberowi" rozkaz, żeby osłaniał cofa­jące się oddziały spod Wilna, ponieważ Niemcy ostrzeliwują z samolotów.

Do 12 lipca 1944r. miasto zostało całkowicie zdobyte i oczyszczone. Dokonały tego oddziały Armii Krajowej Wilno-Śródmieście wspólnie z Armią Czerwoną, która dopiero na drugi dzień tj. 8 lipca weszła dopiero do Wilna. Do 17-go lipca staliśmy pod Wilnem. Po walce oddziały wypoczywały. Podaje się, że w walce o Wilno poległo ok. 600 żołnierzy AK, pochowani są oni w większości na cmentarzu w Kolonii Wileńskiej. Tam też rannymi opie­kował się ksiądz Poświat proboszcz Kolonii Wileńskiej, który niedługo potem został aresztowany przez sowietów, wywieziony i zginął w Workucie.

P: - Jakie byty losy Pana po zdobyciu Wilna?

O: - Wiadomo, co się stało z oddziałami Armii Krajowej po zdobyciu Wilna. Sowieci otoczyli je, rozbroili, a do­wództwo aresztowano. Ponad 6000 ludzi wyłapano i wy­wieziono do Rosji Sowieckiej, do Kaługi. 17-go dowódca tj. płk Krzyżanowski został wezwany do sztabu Armii Czerwonej do Wilna. Okazało się, że to nie był sztab gen. Czarnichowskiego dowódcy Frontu Białoru­skiego. Nasz Okręg Armii Krajowej miał być włączony do tego Frontu, aby wspólnie dalej walczyć z Niemcami. So­wieci powiedzieli, że chcą nas uzbroić w jednakową broń. Nasz dowódca nie zgodził się na oddanie broni, aż nie otrzyma rozkazu z Londynu. Wówczas sowieci areszto­wali go wraz z częścią sztabu i wywieźli do Rosji. Na wia­domość o aresztowaniach pozostałe oddziały AK wycofały się na Puszczę Rudnicką (ok. 30 km od Wilna) i o świcie 18-go tam się znalazły. Ci, których nie złapano poszli z powrotem do lasu. Nad rzeką Mareczenką. nasz dowódca 3 zgrupowania mjr „Jarema" powiedział, że jesteśmy przez sowietów okrążani i że wracamy do partyzantki. Z tym, że nie zaczepiamy sowietów i próbujemy przedzierać się do centralnej Polski. Zostałem wezwany do dowódcy naszego 3 Zgrupowania Armii Krajowej majora „Jaremy", który powiedział mi: „Słuchaj „Łuk", Ty jako zwiadowca masz rozkaz przedostać się do Komendy Głównej Armii Krajo­wej i zameldować o tym co z nami się stało. Mimo tego, że drogą radiową do Londynu już wiadomość o aresztowaniu dowództwa Okręgu i części sztabu dotarła, Ty masz w szczegółach o wszystkim zameldować". To było ostatnie spotkanie z naszym dowódcą 3 zgrupowania w partyzant­ce. I poszedłem. Wzdłuż linii frontu przez Wołkowysk, bo przez Białystok nie można było, próbowałem się dostać do Warszawy, front stał na Niemnie. Na przedmieściu Wołkowyska spotkałem mjr Berkowicza pełnomocnika do or­ganizacji Wojska Polskiego tzw. „berlingowców", który werbował Polaków do wojska. Po zameldowaniu się, i przedstawieniu, że jestem podporucznikiem Armii Krajo­wej, który próbuje przedostać się w rodzinne strony do Warszawy (skłamałem, bo byłem z Wileńszczyzny), zo­stałem zabrany przez majora do sztabu znajdującego się w Mostach n. Niemnem. Dopiero po wojnie dowiedziałam się, że tam stał sztab Rokossowskiego. Trzy dni później jechałem już przez Polesie do Chemia Lubelskiego, gdzie działał PKWN. We Włodawie przekroczyliśmy Bug.

P: Czy udało się dotrzeć do Komendy Głównej Armii Krajowej?

O: Ze względu na to, że front stanął w Międzylesiu za Otwockiem i dotarcie do Komendy Głównej AK do War­szawy było niemożliwe z napięciem oczekiwaliśmy dal­szych wydarzeń. Zastałem tam Milicję Obywatelską. Ja i wielu żołnierzy AK m.in. z 27 Dywizji Wołyńskiej AK chcieliśmy się przedzierać do Warszawy, bo tam przecież l sierpnia wybuchło powstanie.

Do Komendy Głównej Armii Krajowej już nie dotarłem, gdyż w nocy z 10 na 11 września zostajemy aresztowani i przewiezieni do Sulejówka pod Warszawą. Stamtąd do Wielkich Dębów, gdzie po przesłuchaniu przez NKWD zo­staliśmy samochodami ciężarowymi odtransportowani do Lublina na Majdanek. Po nocy spędzonej na Majdanku, ofi­cerowie w tym i ja zostali przewiezieni w pobliże Zamku, gdzie urzędował płk Marian Spychalski były szef sztabu Gwardii Ludowej. Po rozmowie zostałem wcielony do II Armii WP do 9 Dywizji Piechoty, do 26 Pułku Piechoty na dowódcę zwiadu konnego pułku. Pułk stał w lesie (w zie­miankach) w Niewodnicy Kościelnej. Jest to pierwsza stacja między Białymstokiem a Łapami. Tam byliśmy do przysię­gi. Dowódcą 9 DP był płk Ławski (Rosjanin). Wkrótce od­była się przysięga żołnierzy dywizji, na którą przyjechał gen. Popławski. Nas 160 oficerów zostało zaprzysiężonych razem z całą dywizją. Otrzymałem krótki urlop i pojechałem do żony i córeczki do Oszmiany. W drodze powrotnej ząjechałem do Wilna, gdzie Spotkałem kilku wojskowych - ko­legów i zakonspirowanego swojego dowódcę z AK (kpt. Romanowskiego). Spotkałem też wielu młodych Polaków, którzy koło Biura Związku Patriotów Polskich pytali jak jest w tym Wojsku Polskim. Ja mówię, że dowodzą w większo­ści oficerowie radzieccy, ale teraz walczymy wszyscy ze wspólnym wrogiem - Niemcami. Zginąć można zawsze na froncie, ale innego wyjścia nie mieliśmy i musieliśmy iść do tego wojska. Ale wcielenie do Wojska Polskiego i tak było przymusowe na podstawie mobilizacji ogłoszonej na tym te­renie, gdyż był to teren, który Sowieci uważali za swój (Litwa Sowiecka, Zachodnia Białoruś, Zachodnia Ukraina), dlatego też i ja znalazłem się w tym wojsku. Po powrocie do jednostki zostałem przez szefa sztabu Puł­ku przyjęty na odprawie, gdzie dowiedziałem się, że wkrótce wyruszamy pod Siedlce za Warszawę, gdzie stoi sztab II Armii WP (w Kąkolownicy).

P: - Mimo tego, że wcielono Pana do Ludowego Wojska Polskiego i tak nie ominęła Pana zsyłka do Rosji...

O: W niedzielę 17 listopada 1944r. przyjechał samochód ciężarowy ze sztabu pułku. Mnie kazano pakować się i zo­stałem przewieziony do sztabu dywizji. Tam mnie roz­brojono, przesłuchiwano przez oficerów Informacji NKWD w polskich mundurach i aresztowano. Następnie zostałem sprowadzony do piwnicy, gdzie zastałem już wszystkich (z wyjątkiem jednego) oficerów, którzy ze mną przybyli przez Lublin spod Warszawy. Po paru dniach sie­dzenia w piwnicy przewieziono nas do Kąkolownicy, gdzie znajdowała się dywizja. Tam przebywaliśmy dobę, również w piwnicy, w której powiedziano nam, że prze­trzymywani w niej byli AK-owcy, którzy później zostali rozstrzelani. Nas jednak załadowano na samochody i przewieziono do Skrobowa pod Lublin, do byłego obozu niemieckiego. Tam już przebywało ok. 350 żołnierzy, podoficerów , podchorążych i oficerów w większości AK. W Skrobowie siedzieliśmy do 21 kwietnia 1945r. (dzień podpisania sojuszu radziecko-polskiego). Tego dnia NKWD podstawiło kilkanaście samochodów i załadowano nas. Ja z kapliczki obozowej zabrałem ryngraf z Matką Bożą, do której się później modliliśmy, a który obecnie widnieje na ścianie w moim pokoju. Przewieziono nas do stacji Lubartów, załadowano do towarowych wagonów i przez Bug, Łumieniec na Polesiu, Charków na wschód, a później na północ (miałem kompas przy sobie) i znaleźli­śmy się 180 km na północny-wschód od Moskwy w Stalinogorsku Południowym. W tym czasie zdobyto Berlin i zakończyła się II wojna światowa. Wszyscy ubolewaliśmy, że nie mogliśmy się cieszyć z tego jako żołnierze w kraju. Miejscowi na początku myśleli, że jesteśmy Niemcami, bo nie znali polskich mundurów.

P: Pod jakim pretekstem nastąpiły aresztowania?

O: Aresztowania były wszędzie bez żadnego pretekstu. Właściwie oszukiwali: „Jedziecie na kursy". Ja, na wyższy_kurs dowódców zwiadu. Nie było wiadomo za co. Domy­ślaliśmy się, że jako żołnierze AK lub politycznie niepew­ni dla nowej władzy, zwłaszcza ci, którzy byli zabrani z frontu. W każdym pułku byli NKWD-ści w polskich mun­durach, którzy decydowali o aresztowaniu. Część b. AK-ców - podchorążych z Lubelszczyzny, którzy znaleźli się na półrocznej szkole oficerskiej zostało tak aresztowanych po zaprowadzeniu do kina w Lublinie. Ze Stalinogorska Południowego przewieziono nas do Stalinogorska Północ­nego i chciano nas skierować do pracy w kopalni. Jako pierwsi zbuntowali się podchorążowie z Lublina, którzy powołując się na konwencję haską i genewską oświadczy­li, że nie pójdą do pracy w kopalni. Nawet Niemcy nie za­trudniali oficerów. Żołnierze tylko pracowali w gospodar­stwach rolników. Pilnujące nas NKWD otoczyło nas. Przyjechał płk NKWD Bojeczyn. Kazał nam ustawić się w dwuszeregu i poprzez naszego dzielnego majora Kaweckiego zwrócił się zapytaniem: Kto nie chce pracować w kopalni. Major zapytał nas: chłopaki, kto nie chce iść do kopalni, wystąp. Wszyscy zrobili krok naprzód. Po krót­kiej rozmowie dostaliśmy zapewnienie, że do kopalni nie pójdziemy, ale będziemy budowali osiedle dla dowództwa NKWD tzw. posiołek. Budowaliśmy trzy domy jednopię­trowe. Nosiliśmy na piętro cement, wapno, cegły. Była to ciężka praca. Dostawaliśmy 500 g chleba i dwa razy dziennie zupę bez ziemniaków. Raz na tydzień małą porcję (2 cm) słoniny amerykańskiej i na całą grupę kilka puszek „tuszonki" do zakraszania zupy.

Szefem oddziału NKWD, który nas pilnował był Rosjanin pochodzenia żydowskiego, który po zajęciu Wilna przez Rosjan tam przebywał. Poznał tam Polaków i miał jakąś do nich sympatię. Kiedy z nim rozmawiałem o Wilnie, po­prosiłem że chcę stanąć do raportu. Wkrótce do nas przy­jechał płk Kowalow. Stanąłem do raportu i powiedziałem: Wy obiecujecie, że wrócimy do Polski. My tego nie widzi­my. Moja rodzina jest w Kazachstanie na Syberii, proszę mnie tam skierować, żebym mógl tam razem z nimi pracować tzn. z moją mamą bratem i siostrami. Dlatego tak uczyniłem, gdyż jeden z naszych oficerów, którego z frontu przywieźli, przedwojenny osadnik z tarnopolskiego, dostał pozwolenie aby pojechać do żony i dzieci w Uzbe­kistanie dokąd byli wywiezieni w 1940 roku.

P: - Kiedy Pan wrócil do Polski?

O: Po kilku dniach zostałem wezwany do personalnego, który mówi do mnie: „Wacław, Ty jedziesz damoj". Ja nie uwierzyłem w to, sądziłem że wyślą mnie gdzieś i zamor­dują tak jak tych w Katyniu, tym bardziej, że przecież my zbuntowaliśmy się. W tym czasie zostało nas zwolnionych kilku. I o dziwo, ja nie jadę do Kazachstanu, ale do żony i córki, do Oszmiany na Wileńszczyźnie, ale jako obywatel rosyjski, gdyż mój powiat Oszmiana został przyłączony do Białoruskiej SRR.

Zostałem zwolniony 17 listopada 1945r., a już 25 listopada poprzez Moskwę, Mińsk, Mołodeczno dotarłem do Oszmia­ny, gdzie byłem 2 tygodnie. Okazało się bowiem, że w tym czasie wyjeżdżał transport rodzin wojskowych z Wileńszczyzny do Polski, Polaków, którzy byli w Wojsku Polskim. Przed Wigilią dotarliśmy z młodszym bratem żony, który był żołnierzem naszej 12 brygady Armii Krajowej do Ostrzeszo­wa, do mojej starszej siostry i szwagra (nie wywiezionych do Kazachstanu), którzy w pierwszej repatriacji wyjechali do Polski. Jak wiadomo Wilno już było w granicach Litew­skiej SRR. (Przed wojną w Wilnie było ok. 190 tyś. Pola­ków, 70 tyś. Żydów a Litwinów tylko 10 tyś.). I tak pierwszą Wigilię powojenną spędziłem w Polsce w województwie poznańskim u siostry i szwagra.

P: Losy powojenne...

O: Po Nowym Roku 1946 ok. 15 stycznia pojechałem do Warszawy. Po rozmowie w MON-ie zostałem najpierw skierowany do WKR-Poznań, a następnie WKR-Ostrów Wlkp., gdzie zostałem zdemobilizowany. W tym czasie z Kazachstanu powróciła moja rodzina. Została tam na zaw­sze śp. Siostra mojego zmarłego ojca, która zmarła w wie­ku 54 lat. W końcu 1946r. wraz z żoną, córką i synem (którzy przyjechali w kwietniu 1946r. w ramach repatriacji z Wileńszczyzny) wyjechaliśmy na Żuławy do miejsco­wości Jantar, do mojej młodszej siostry, u której mieszka­liśmy do lutego 1948r. Następnie poszedłem do pracy w przemyśle lekkim. Ukończyłem w Łodzi 2-letnie studia zaoczne o kierunku rośliny włókniste. W międzyczasie wyjechałem z rodziną do Gorzowa W!kp., gdzie zatrud­niony zostałem w powstających Zakładach Lniarskich (Roszarniczych)...

P: Wiemy, że Pan należy do Koła Żołnierzy 3PSK. prosimy o kilka zdań na ten temat.

O: Nasze Koło Żołnierzy 3 Pułku Strzelców Konnych powstało w październiku 1980 roku. Siedziba Koła znaj­duje się w Krakowie, ponieważ założycielem jego był doktor weterynarii naszego pułku, śp. pułkownik Broni­sław Lubieniecki, który po przejściu na emeryturę tam właśnie zamieszkał. To z inicjatywy śp. pułkownika dra Bronisława Lubienieckiego, pochodzącego_z_b.woje­wództwa stanisławowskiego, została wybudowana nowa polska szkoła podstawowa w miejscowości, w której sta­cjonował przed wojną nasz pułk, w Wołkowysku.

W dniach 1-3 października 1999r. uczestniczyliśmy w XX jubileuszowym zjeździe Koła żołnierzy 3 PSK, który miał miejsce właśnie w Wołkowysku. Wówczas to po uroczy­stej Mszy św. nastąpiło poświęcenie tej szkoły przez J.E. ks. bpa Aleksandra Kanbierę z Diecezji Grodzieńskiej.

Koło Żołnierzy 3 PSK wydaje również swoje czasopismo_miesięcznik)_pod_nazwą „Jednodniówka", w którym za­mieszczane są nie tylko artykuły mówiące o historii oręża ale i o sprawach aktualnych, dotyczących bezpośrednio Koła. Bardzo się cieszymy, iż sympatykami naszego Koła są krakowscy harcerze, którzy po przeszkoleniu przez żołnie­rzy -członków Koła, uczestniczą w barwach naszego puł­ku podczas różnego rodzaju uroczystości państwowych.


Serdecznie dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Piotr Andrzejewski i Stanisław Jaskólski







©snauka.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna
Komunikat prasowy
przedmiotu zamówienia
najkorzystniejszej oferty
Informacja prasowa
wyborze najkorzystniejszej
warunków zamówienia
istotnych warunków
sprawie powołania
Regulamin konkursu
udzielenie zamówienia
przetargu nieograniczonego
zamówienia publicznego
Nazwa przedmiotu
Specyfikacja istotnych
modułu kształcenia
Rozporządzenie komisji
studia stacjonarne
wyborze oferty
Zapytanie ofertowe
Szkolny zestaw
Ochrony rodowiska
ramach projektu
prasowy posiedzenie
trybie przetargu
obwodowych komisji
zagospodarowania przestrzennego
komisji wyborczych
komisji wyborczej
Program konferencji
Wymagania edukacyjne
Lista kandydatów
szkoły podstawowej
która odbyła
Województwa ląskiego
Decyzja komisji
przedmiotu modułu
poszczególne oceny
Sylabus przedmiotu
szkół podstawowych
semestr letni
Postanowienia ogólne
przedsi biorców
produktu leczniczego
Karta przedmiotu
Scenariusz lekcji
Lista uczestników
Program nauczania
Projekt współfinansowany
Informacje ogólne
biblioteka wojewódzka
semestr zimowy