Strona główna

Sejmiki 2012 Dobry był poziom artystyczny Sejmiku


Pobieranie 200.4 Kb.
Strona2/4
Data20.06.2016
Rozmiar200.4 Kb.
1   2   3   4

Strzyżowski Teatr PRIMA APRILIS ze Strzyżowa (woj. podkarpackie, pow. strzyżowski) wystąpił z „tragikomedią kołtuńską” – jak określiła sama autorka – Gabrieli Zapolskiej Moralność Pani Dulskiej, w reżyserii Roberta Chodura. Wyzwanie to nielada, zwłaszcza, że mamy do czynienia z klasyką – ogólnie znaną, często wystawianą przez teatry. Tym większa zasługa realizatorów i zespołu, że udało się zbudować wyraźną, ostro zarysowaną i niebanalną propozycję scenicznej wersji utworu. Pomysłowa scenografia złożona głównie z wiszącej bielizny (zapewne suszącej się po „praniu brudów we własnym domu”) nie tylko nawiązuje do klimatu zakłamanego mieszczańskiego gniazda, ale też pozwala na zogniskowanie uwagi widza na miejscu centralnym, a jednocześnie na rozegranie drugiego planu – na różnorodną komunikację, na poruszanie się po prostych i po łukach, w zależności od potrzeby i znaczenia. Twórcze wykorzystanie muzyki i bardzo dobry rytm przedstawienia, na który pracuje cały zespól, to następne atuty tej realizacji. Aktorskie propozycje są wyraziste, konsekwentne i dobrze portretują postaci. Niektórzy wykonawcy zdecydowanie powinni bardziej panować nad ekspresją – działanie i podawanie tekstu na jednym, mocnym tonie nie jest najlepszą metodą.
Jest to przecież możliwe, bo na przykład odtwórczyniom roli Meli czy Hanki, udało się zagrać na bogatszym rejestrze środków, przez co zyskały wiarygodność i siła postaci. Warto również popracować nad dialogiem, czyli adresowaniem tekstu
i słuchaniem partnera.

Złym pomysłem jest „aktualizacja” dramatu przez dodawanie słów i zwrotów nie pasujących do materii dramatu, jak choćby stadion odnowiony na Euro. Brzmi to obco w spójnym, dobrze napisanym tekście.



Ludowy Teatr Amatorski z Kamionki (woj. podkarpackie, pow. ropczycko-sędziszowski) zaprezentował Misterium Męki Pańskiej. Widowisko o ostatnich dniach życia Chrystusa, jego śmierci i zmartwychwstaniu imponuje rozmachem
i starannością wystawienia. Wielkie wrażenie robi strona plastyczna: kostiumy i rekwizyty oraz obrazy będące tłem wydarzeń. Akcja rozpoczyna się od rozmowy żydowskich arcykapłanów (Annasz, Kajfasz), w czasie której zapada postanowienie: Nazarejczyk musi umrzeć. Na współudział w pojmaniu godzi się Judasz. W kolejnej scenie pojawia się Jezus i apostołowie. Dalsze części są wierne wobec biblijnych zapisów, wprowadzone są ważne dla zdarzeń postaci: Piłat, Król Herod, Magdalena. Ostatnie sekwencje to wieść o zmartwychwstaniu i pojawienie się Chrystusa, który wzywa swoich uczniów Idźcie i nauczajcie.

Plastyka i scenografia są mocnymi stronami przedstawienia. Niestety są też elementy budzące poważne zastrzeżenia. Przede wszystkim konstrukcja widowiska. Składa się ono z ponad 10 obrazów, które zostały od siebie oddzielone zasłonięciem kurtyny, niezbędnym dla zmiany malowidła będącego tłem akcji. Te zmiany trwają bardzo długo, bo malunki są wielkie, a trzeba je zawiesić na wysokim stelażu. Żeby jakoś wypełnić te puste miejsca, rozbrzmiewa muzyka. Jest jej o wiele za dużo, a – co równie istotne – została nie najlepiej dobrana: publiczność otrzymuje brzmienia jak z filmów Hollywoodu, choć charakter sztuki wprost domaga się użycia muzyki synagogalnej. Liczne zmiany obrazu powodują niemal zupełną likwidację dynamiki zdarzeń. Na dodatek taki sam skutek przynosi sposób grania – powolne działania, powtarzanie tych samych zdań, rozciągnięcie dialogów. Trudno też zaakceptować niektóre rozwiązania techniczne. Aktor grający Chrystusa używa mikroportu; najpierw budzi to wątpliwość, ale potem niezgodę – w scenie drogi na Golgotę,


a zwłaszcza śmierci na krzyżu.

Komisja docenia ambicję, odwagę w wyborze tematu, staranność wizualną. Nie może jednakże nie wskazać, że i te walory mają tutaj swoje negatywne skutki – rozbicie akcji, rozłożenie scenicznej biografii postaci na drobne cząstki, oddanie pierwszeństwa obrazom i muzyce, a nie samemu procesowi Chrystusowego życia. Zamiast skłonić widza do refleksji, do współprzeżywania, teatr zaprasza go do oglądania obrazów i słuchania popularnej muzyki. I ten problem – bardzo ważny – poddajemy pod rozwagę zespołowi z Kamionki.



Wielka Sobota Zespołu GOTARDOWIE ze Zwolenia (woj. mazowieckie, pow. zwoleński) przybliża zwyczaje domowe charakterystyczne dla przedednia Świąt Wielkanocnych. Wprowadza widzów w zabiegi ochronno-magiczne, związane tak ze zdrowiem, urodą (symbolika wody) jak i pomyślnością plonów i powodzeniem w domu i rodzinie. Wtajemniczenie to dokonuje się bądź przez pouczenia, porzekadła, przysłowia kierowane do młodych, bądź przez gesty, bezpośrednie czynności, jak atrakcyjne pod względem akcji scenicznej poświęcanie palmą – kropidłem czterech rogów izby, wreszcie przez przypowieść ludową o świętym źródle. Na pierwszym planie obserwujemy ceremonię napełniania okazałego kosza-święconego, wyliczanie pożywienia, komentowanie jego symboliki. Otrzymujemy prawdziwy „słownik” wierzeń, które warunkują taką a nie inną reprezentację pokarmów. Obok stołu przygotowywany jest gaik – rekwizyt kolędowania wielkanocnego. Szkoda, że nie zaprezentowano, w postaci „próby”, recytacji (bądź śpiewów) związanych z gaikiem, aby i ów rekwizyt „zagrał”.

Również lepiej mógł być wyzyskany najbardziej teatralny moment – chodzenie z barabanem. Epizod rozgrywany przed i poniżej sceny widz rozpoznaje zbyt późno. Pojedyncze, odległe stuknięcia w kocioł odbiera się jako przypadkowy hałas


za kulisami. Ponieważ jest to unikatowy w Polsce zwyczaj, jego znaczenie należało dobitniej w dialogach wyjaśnić – rytm wybijany na kotle powinien mieć charakter wyraźny, muzyczny (tak jak to dzieje się w rzeczywistości). Całość widowiska jest niezwykle bogata poznawczo, zwłaszcza w warstwie słownej i wierzeniowej.
Budzi refleksję o zgodnym współistnieniu religii chrześcijańskiej i osnowy przedchrześcijańskiej w przełomowym okresie dla dawnych społeczności: Nowy Rok w kulturach słowiańskich przypadał bowiem wiosną. Sens duchowy potwierdzają współczesne pieśni wielkopostne, kilkakrotnie podejmowane i wykonywane z całą należną powagą.

Spektakl Wianowanie zaprezentowany przez Zespół ZABOROWIANKI


z Zaborowia (woj. mazowieckie, pow. szydłowiecki) jest udanym obrazkiem opowiadającym o przygotowaniach do wyprawienia córki za mąż. Zespół skomponował na scenie kilka sytuacji, które stanowią pretekst do ukazania społecznego aspektu tego momentu w życiu młodej dziewczyny, jak również dają szansę obejrzenia wspaniałej wyprawy zamkniętej w matczynej skrzyni. Matka i przyszła panna młoda pokazują sąsiadkom wyprawę. Najbardziej zainteresowane zawartością starej skrzyni są dziewczyny, które czekają na upragnioną chwilę zamążpójścia. Z ogromną ekscytacją oglądają wyszywaną pościel, koszule nocne z delikatnego płótna, poduszki, pierzyny, haftowane koszule, chustki, kolorowe wełniane dywany, a także nową drewnianą skrzynię przywiezioną prosto z targu. (wszystkie rekwizyty są autentyczne i odznaczają się niezwykłą urodą i oryginalnością.)

Obraz jest interesujący i pełen humoru, dialogi dowcipne i wartkie.


Na szczególne wyróżnienie zasługują przede wszystkim dwie postaci: matka i przyszła Panna Młoda. Aktorka grająca tę drugą rolę wnosi na scenę energię, życie
i budzi szczery uśmiech na twarzach widzów. Są też pewne słabości. Obrazek nie ma finału, czyli wyrazistego zakończenia – a może zaśpiewacie? zwraca się do zebranych matka. I śpiewają, a zaraz potem zamyka się kurtyna. Należałoby także uporządkować układ scen, bo nierzadko sprzęty stają się wrogiem wykonawców
i akcji – jak stół zasłaniający widzom połowę przestrzeni scenicznej. Na spektakl –
o tym trzeba pamiętać – składają się wszystkie elementy, nawet te na pozór
mniej ważne.

Zespół Pieśni i Tańca LEŚNIANIE z Leśnej Kamiennej Góry (woj. świętokrzyskie, pow. kielecki) pokazał widowisko Poprawiny w reżyserii Jadwigi Wrony. Jest to dalszy ciąg, a ściślej – kolejna część prezentowanego w zeszłym roku Wesela Świętokrzyskiego (wtedy były to Wyprowadziny i oczepiny). Widzimy bohaterów wczorajszej uroczystości i zabawy nazajutrz po weselu. Jesteśmy w chałupie małżeństwa, które pełniło rolę gospodarzy i wydało za mąż ostatnią córkę. Dziś, mocno zmęczeni, rozmawiają ze sobą o wydarzeniach dnia poprzedniego,
o dalszym życiu we dwoje, o przeprowadzce córki do nowej rodziny. Ojciec odpoczywa siedząc przy stole, matka kręci się, zagląda do skrzyni z wianem Mani. Spokój i senność szybko ustępują, wraz przybyciem gości na poprawiny. Stół zostaje zastawiony jedzeniem i piciem, a biesiadnicy ochoczo zabierają się za potrawy
i gorzałkę. Rozmowa kręci się wokół wesela, ale też zwyczajnego i nowego dla Młodych życia. Dialog prowadzony jest żywo, płynnie, z fantastycznym poczuciem bycia ze sobą. Aktorzy pięknie się słuchają, reagują na siebie nawzajem, podają kwestie z dużym dowcipem. Po prostu - brzmią bardzo prawdziwie. Obycie ze sobą i ze sceną jest mocną stroną Leśnian. Zjawiają się Młodzi. Zgromadzeni domagają się muzyki. Mężczyźni zbierają na kapelę i idą po muzykantów. Kobiety zostają same, piją gorzałkę, rozmawiają o wianie. Matka chrzestna Panny Młodej, zgodnie ze zwyczajem, wzbogaca wiano o obraz Matki Boskiej Częstochowskiej.

Wtem do chałupy wkracza energia: zjawiają się muzykanci i powracający mężczyźni, a wraz z nimi grupa „dziadów” czyli przebierańców – karykaturalne kopie młodej pary, Cyganka, kupiec. Zaczyna się zabawa na całego. Cyganka wróży wszystkim, łącznie z widzami, pozostali ruszają do tańca przerywanego komicznymi i uszczypliwymi przyśpiewkami. Taniec urozmaicony jest takimi pomysłami, jak poleczka na przetaku, czy oberek na ławce. Są to elementy śmieszne i wymagające od aktorów niezwykłej sprawności. Wszystko kończy się „porwaniem” przez dziadów Mani wraz z wianem, by odprowadzić ją do domu Młodego. Ostatnim akcentem jest pożegnanie z rodzicami.

Spektakl jest świetnie skomponowany, bardzo sprawnie wykonany przez zgrany, liczny zespół, świadomie operujący wszystkimi środkami teatralnymi. Ogląda się go z niekłamaną przyjemnością.

Osnową przedstawienia zaprezentowanego przez Zespół Śpiewaczy z Rudy Solskiej (woj. lubelskie, pow. biłgorajski) jest wskazane w tytule Pieczenie chleba. Po odsłonięciu kurtyny ukazuje się oczom widza wnętrze prostej wiejskiej chaty; głównymi elementami scenograficznymi są stół i piec. Przy piecu na stołeczku – duża drewniana dzieża przykryta białym płótnem. Po izbie krzątają się trzy osoby: Babka, Matka i Córka. Z ich słów dowiadujemy się, że dzisiaj jest dzień pieczenia chleba. Okazuje się jednak, że przygotowane wcześniej i pozostawione do wyrośnięcia w ciepłym miejscu ciasto nie rośnie. Babka wyznaje ze skruchą, że to prawdopodobnie z jej winy – po ostatnim pieczeniu bowiem, w trakcie wynoszenia z chałupy dzieży, stuknęła nią o framugę drzwi i zamiast odmówić pacierz, przeżegnała się tylko, no i padł zły urok na narzędzie pracy. Matka „odczynia” urok, okadzając dzieżę ziołami. Po tej czynności pozostaje tylko czekać na efekt magicznych zabiegów. Czas oczekiwania wypełniają sąsiedzkie wizyty. Pojawiają się w izbie różne postaci, między innymi: Plotkara, Sąsiadka z Chlebem, Żebraczka. Odczynianie przynosi skutek; ciasto zostaje uformowane przez gospodynię w bochny chleba i włożone do pieca. Na rozgrzanej blasze pieca zostają upieczone podpłomyki.

Spektakl zespołu z Rudy Solskiej ma w sobie wiele powagi:. ukazuje nadzwyczajną rolę „chleba” w życiu wspólnoty wiejskiej, mówi też o szacunku z jakim się podchodzi do narzędzi pracy. Są tu dowcipne, wartkie dialogi oraz barwne postaci. Jest też kilka pięknych scen: odczynianie uroku, układanie bochnów chleba pod białym płótnem, dzielenie się chlebem z przybyłymi gośćmi. Wielka szkoda jednak, że wraz z rozwojem akcji górę biorą wątki poboczne takie jak np. wizyta Plotkary. Czynność pieczenia chleba staje się w pewnym momencie tylko tłem zdarzeń, a nie głównym tematem zapowiedzianym przecież przez tytuł.

Wielkie pranie u Bartosów to realizacja Teatru Obrzędowego z Ożarowa (woj. świętokrzyskie, pow. opatowski). Scena to wnętrze chałupy, odwzorowane przy pomocy zastawek imitujących drewniane ściany oraz podstawowego wyposażenia, sprzętów i narzędzi. Jest ranek. Dwie kobiety zaczynają dzień od modlitwy i pieśni Zacznijcie wargi nasze chwalić Pannę Świętą. Dzień, w którym przyszło nam obserwować rodzinę Bartosów, przeznaczony jest na pranie, co kiedyś było przedsięwzięciem bardziej skomplikowanym niż dzisiaj. Zanim do niego dojdzie, gromada zasiada do śniadania czyli wspólnej miski zalewajki. Rodzina składa się
z matki, ojca, babki, ciotki Jagny i chłopaka, który zjawia się ostatni, ale do jedzenia jest pierwszy. Dostaje burę, bo chwycił łyżkę nie przeżegnawszy się, a potem jeszcze marudzi, bo mu nie smakuje. Już w czasie śniadania poznajemy relacje między postaciami i ich charaktery. Świetne aktorstwo, sprawne dialogi i dobrze skomponowany scenariusz pozwalają w całym spektaklu utrzymać rytm, tempo, wzajemne reakcje uczestników na siebie. Poczucie humoru, czasem dość pieprzne, przyczynia się do uwagi i sympatii widza. Dzięki temu przyziemny temat – pranie, przedstawiony został w sposób atrakcyjny. Zaznaczyć trzeba, że realizatorzy ubierając spektakl w taką formę, nie gubią jego funkcji edukacyjnej. Dowiadujemy się, do jakiego stopnia pranie wymagało zorganizowania i współpracy całej rodziny. Ojciec przynosi wodę, zatyka wiechciem dziurę w kadzi. Matka kierując pracą pozostałych, sama wykonuje zasadniczą robotę: przegląda brudy, szoruje mydłem na ławie brudne ubranie, pierze. Potem Jagna pójdzie wypłukać to, co uprane w rzece.

Temat zasadniczy jest doskonałym pretekstem do tworzenia różnych opowieści


i komicznych sytuacji, tak zmyślnie wplątanych w scenariusz, że ani przez chwilę bohaterowie nie przestają działać i pracować, przez co wrażenie prawdziwego życia osiąga wysoki stopień. Ojciec naprawia sieć rybacką, babka dostała do zszycia podartą kurtkę, chłopak idzie paść krowy (co nie jest jego ulubionym zajęciem), Jagna uczy się maglowania, nie wykazując do tej pracy wielkich talentów. Potem jeszcze przychodzi ciotka, którą trzeba natrzeć, bo „starego to i pod pierzyną przewieje”, wreszcie na koniec wpada sąsiad z pretensją, że Bartosowe krowy weszły mu w szkodę, na co chłopiec próbuje się tłumaczyć, że „zgziły się”. Słowem scena kipi akcją, humorem, anegdotami. Ilość wątków, problemów, tematów – imponująca! A wszystko podane gęsto, soczystym i bogatym językiem, w świetnym tempie. Zespołowość aktorów znakomita.

* * *


Klasyczny dramat, własnego autorstwa obrazki dramatyczne, pełne rozmachu misterium, kabaret, widowiska obrzędowe – różnorodność form scenicznych dobrze świadczy o odważnym sięganiu przez wiejskie teatry po rozmaite sposoby wypowiedzi. W grupie najliczniejszej – widowisk obrzędowych – pojawiły się inscenizacje zwyczajów i obrzędów rodzinnych oraz dorocznych, a także (i tych było najwięcej) prac domowych i polnych. Można więc i w obszarze poszukiwań tematycznych mówić o bogactwie prób i szerokiej penetracji wiejskiej kultury,
a przecież do tego zespołu wartości dodać trzeba jeszcze jedną – rosnące umiejętności w zakresie używania języka teatru, kompetencje realizatorów spektakli. To jest rezultat wieloletniej pracy, za którą zespołom i ich kierownikom
szczerze dziękujemy.

Zimowa, mroźna aura uniemożliwiła przyjazd dwóch teatrów. Na szczęście nie zmroziła klimatu sejmikowych spotkań – zbiorowej radości z występu, ochoty do rozmowy. Nie zaszkodziła także organizacyjnej stronie przeglądu, choć przygotowywany był w szczególnie trudnych warunkach. Za ten wzmożony wysiłek


i jego rezultaty, składamy gorące podziękowania tarnogrodzkim władzom z burmistrzem Eugeniuszem Stróżem i pracownikom Tarnogrodzkiego Ośrodka Kultury z dyrektor Renatą Ćwik na czele.

Komunikat

Komisji Artystycznej

XXXIX Sejmiku Wiejskich Zespołów Teatralnych

w Stoczku Łukowskim

9-10 czerwca 2912 r


Komisja Artystyczna w składzie:

- Iwona Niewczas – instruktor teatralny

- Antoni Śledziewski – folklorysta

- Edward Wojtaszek – reżyser

obejrzała w dniach 9 – 10 czerwca 2012 roku 13 przedstawień przygotowanych przez zespoły z 4 województw: mazowieckiego (5), lubelskiego (4), podlaskiego (3) i warmińsko-mazurskiego (1). W komunikacie są zamieszczone omówienia spektakli wraz z uwagami, które skierowano do zespołów podczas spotkań warsztatowych.

Zespół teatralny LEWKOWIANIE z Dokudowa (woj. lubelskie, pow. bialski) przedstawił obrazek dramatyczny Scheda. Jest to opowieść o dniu po weselu. Na stole stoją jeszcze kieliszki i leżą sztućce w ilości wskazującej na rozmiar imprezy. Gospodarz nie może sobie znaleźć miejsca, bo ból głowy i ogólne skutki nadużycia trunku dnia poprzedniego uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. Żona radzi, żeby położył się na ławie, nawet poduchę pod zmęczony łeb przynosi, choć nie omieszka przygadać, że „było tyle nie pić!”. A jednak „swojaczka” z ukrycia wyjmie i poratuje męża klinem. Słowem, początek spektaklu odwołuje się do doświadczeń widza w dziedzinie przeżywania męki „dnia następnego”. Wesele musiało być huczne, bo jego echo wciąż jeszcze niesie się przez wieś. A to wpadnie sąsiadka


w poszukiwaniu marynarki męża, a to druga zebrać korale, które rozerwały się w szalonym tańcu. Ktoś odnosi pożyczoną chustkę, ktoś miskę od korowaja. Jest to pretekst do opowieści i wspomnień. Gospodyni wciąż się dopytuje, co na wsi mówią. Okazuje się, że chwalą, bo dużo wódki było, a jednak się nie pobili. I coraz bardziej zastanawiamy się, jak wytłumaczyć sobie tytuł przedstawienia. Na szczęście niezawodna Poczta Polska w osobie doręczyciela, zwanego onegdaj listonoszem, kieruje fabułę na właściwe tory: polecony z Ameryki powoduje, że wspomnienia dnia wczorajszego ustępują miejsca trosce o przyszłość – i to, jak się szybko okaże – najbliższą. Gospodarz otwiera kopertę bardzo ostrożnie, żeby nie uszkodzić ewentualnych dolarów. Tych jednak nie ma, są natomiast wiadomości, które stawiają na nogi całą rodzinę. Otóż wuj z Ameryki zawiadamia, że jego wnuk Ignaś wraca do Polski z zamiarem osiedlenia się, wybudowania i ożenienia w kraju przodków.
To byłoby dość miłe, choć spowoduje, że trzeba mu odpisać tytułową schedę po wuju. Tyle, że po wyjeździe tego ostatniego nikt nie spodziewał się jego powrotu i ziemia została dawno podzielona. Wpada ciotka. Zobaczywszy listonosza liczy na swoją część przysłanych dolarów, tymczasem okazuje się, że powinna odstąpić część zagarniętej ziemi wuja. Ciotka wybiega skonsultować rzecz z mężem, po czym wraca oświadczając, że nie odda żadnej ziemi. Nawet apel, by nie była „świniowata” nic nie pomaga. Gospodarz, który już doszedł do siebie, znajduje rozwiązanie: oczekiwany Ignaś i jego własna młodsza córka są co prawda spokrewnieni, ale jak wyliczył –
w trzecim pokoleniu, więc żeniąc Ignasia z Sabinką nie trzeba będzie ziemi dzielić. Kłopot polega jedynie na tym, żeby sama zainteresowana zaakceptowała ten sprytny plan. A ta, jak na złość, twierdzi, że nie pójdzie za niego, bo go nie zna. Rodzice jednak twardo trzymają się swojego postanowienia. Zjawia się zapowiedziany Ignaś, młodzieniec na tyle przystojny i atrakcyjny, że wszystko kończy się dobrze, bo Sabince się podoba; a i sam Ignaś uznaje plany dotyczące schedy za bardzo dobre. Spektakl kończy się zawołaniem: „Matka, dawaj wódki, będzie drugie wesele!!!”

Przedstawienie bardzo dobrze zagrane. Na scenie występuje 11 osób. Można by się zastanowić nad trafnością tytułu, jako że połowa spektaklu dotyczy wczorajszego wesela, a o schedzie zaczynamy słyszeć dość późno.

Dwuaktowe widowisko Pod Twoją obronę Zespołu Śpiewaczego KGW z Woli Koryckiej Górnej (woj. mazowieckie, pow. garwoliński) zostało zrealizowane ze znacznym rozmachem kompozycyjnym i zawiera sporo elementów z zakresu zwyczajów, wierzeń i prac domowych typowych dla dawnej wsi. Akt pierwszy udanie odtwarza podstawowe zajęcia domowe okresu późnojesiennego i wczesnej zimy, akt drugi koncentruje się na wierzeniach związanych głównie z Gromniczną.
W akcie pierwszym widzimy przygotowywanie do stawiania krosien i tkania, a więc: nawijanie nici, nawłóczenie nicielnic i inne tego typu czynności. Akt drugi upływa w atmosferze świątecznej: inne są ubrania domowników, toczą się rozmowy o istocie święta Gromnicznej, o znaczeniu gromnic przy gaszeniu pożarów, o zagrożeniach ze strony wilków i sposobach obrony przed nimi, o cudownej pomocy świętej Agaty itp. Od strony etnograficzno-poznawczej jest to widowisko interesujące. Na uwagę
i pochwałę zasługuje również dobrze prowadzony dialog i rola gospodyni w scenicznym porządkowaniu całego widowiska. W końcowej części przypominane
są nieszczęścia spowodowane pożarami, znowu więc powraca temat gromnic
i obrazów świętej Agaty. I w tej atmosferze przedstawienie kończy się modlitwą „Pod Twoją obronę”.

Zespół LALINIANKI z Laliny (woj. mazowieckiego, pow. garwoliński) wystawił Wigilię. Ma ona swój tradycyjny porządek dnia prowadzący do uroczystej wieczerzy, a więc przygotowanie potraw, strojenie choinki, wnoszenie i stawianie snopa zboża, wróżby itp. Szczególną właściwością tego przedstawienia były inne niż dominujące na Mazowszu zachowania i zwyczaje. A więc choinką nie jest świerk czy jodła, lecz rozłożysty wierzchołek sosny, spożywanie wigilijnej wieczerzy odbywa się ę nie na sianie przykrytym białym obrusem, lecz na warstwie siana rozłożonego na stole, wróży się ze źdźbeł siana nie poprzez wyciąganie ich spod obrusa, lecz bezpośrednio z oglądanej warstwy (co osłabia nieco tajemniczość tego wróżenia). Jeśli takie były zwyczaje w tej wsi czy okolicy – to należy uznać, że wszystko jest poznawczo poprawne. Dzięki odtworzeniu lokalnych dawnych zwyczajów widowisko to wniosło coś nowego do zrozumienia i poznania obrzędowości wigilijnej i uroczystej wieczerzy.



ORLANIE z Orli (woj. podlaskie, pow. bielski) przedstawili widowisko zatytułowane Wchodne. Jest to piękna opowieść o parze nienajmłodszych ludzi, który cieszą się z nowo ukończonej chaty. Po tylu latach, wreszcie w wygodnej własnej przestrzeni życiowej! Piękna jest scena, kiedy oboje, trzymając się za ręce radują się z sukcesu, jakim jest postawienie nowego domu. A dom, pachnący świeżością, przedstawiony jest za pomocą jaskrawych malowideł. Pomysł teatralnie
o tyle ciekawy, że wszystko rzeczywiście wygląda na „świeżo malowane”, nadto – mała stoczkowska scena nie została zastawiona sprzętami. Jedynie duży stół
z paroma krzesłami będzie organizował miejsce akcji. Jego ukośne ustawienie w głębi sceny po lewej stronie pozwoli zgromadzić 13 osób, nie zasłoni żadnego elementu akcji i zostawi centralną część sceny na tańce i inne działania.

Mimo, że spektakl grany jest w języku chachłackim, który nie wszyscy rozumieją, wyreżyserowany i zagrany został w taki sposób, że nie można było nie pojąć o czym jest mowa i jakie uczucia czy emocje są udziałem bohaterów.

„Wchodne” jest obrazem nie tylko gospodarzy, którzy wprowadzili się do nowej chaty, ale przede wszystkim społeczności, w której żyją. Uroczystość inauguracji domu gromadzi bowiem krewnych i przyjaciół, którzy wraz z naszą parą cieszą się i podkreślają znaczenie tej ważnej chwili. Każdy wchodzący przynosi do nowego domu jakiś podarunek: a to ikona św. Mikołaja, a to woda święcona, ponadto obrus, chodniczek, sierp, masielnica, miotła, pogrzebacz (ten, według tradycji musi być ukradziony). Pojawiają się też na stole kosze pełne jadła i napitku, centralne miejsce zajmuje korowaj. Będzie hucznie i wesoło. Ale najpierw jest uroczyście: zapalają świecę i obchodząc z nią wszystkie kąty, święcą nowy dom; wieszają przyniesioną ikonę i otaczają ją ręcznikiem, następnie na głosy śpiewają „Ojcze nasz”. Goście składają gospodarzom życzenia i powoli wieczór zmierza w kierunku zabawy, zwłaszcza, że stół obficie zastawiony, a wśród gości jest muzykant
z harmonią. Ten nie tylko starcza za całą orkiestrę, ale pokazuje sztuczkę z piciem wódki z harmonii! Tańce i śpiewy dopełniają program dnia. Nasi główni bohaterowie pogodnie wspominają, jak pięknie żyli i jak mocno się kochali, kiedy byli młodzi. Wygląda na to, że dalej się kochają i uroczo jest to zagrane.

Spektakl mógłby uchodzić za wzorcowy, gdyby nie kilka mankamentów (nota bene łatwych do wyeliminowania): np. pojawia się butelka po chianti(!) zamiast lokalnej. Warto też podjąć decyzję, czy spektakl ma być grany dla widzów, czy


z widzami. Zdarzały się bowiem chwile, gdy aktorzy tak świetnie czuli się w sytuacji, że zapominali o tym, że tekst musi docierać do widzów. Gdyby zaprosili nas do stołu, to co innego, ale przecież byli na scenie!
1   2   3   4


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość