Strona główna

Sejmiki 2012 Dobry był poziom artystyczny Sejmiku


Pobieranie 200.4 Kb.
Strona3/4
Data20.06.2016
Rozmiar200.4 Kb.
1   2   3   4

Zespół Teatralny Domu Kultury w Gręzowie (woj. mazowieckie, pow. siedlecki) przedstawił Moralność Pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej. Zadanie to przerosło możliwości wykonawcze zespołu. Realistyczny tekst wymaga przynajmniej minimalnej wiarygodności. Cóż, kiedy aktorzy popełnili całą gamę błędów, jakie mogą się zdarzyć przy pracy nad tego typu materią teatralną: nieuzasadnione mówienie do widowni, podkreślanie każdej kwestii ilustracyjnym gestem, podawanie tekstu bez emocji, a w innym przypadku z emocją nadmierną, nagminne kończenie kwestii bez stawiania kropek. Jeśli do tego dodać brak słuchania partnera czy mówienie tekstu bez jego zrozumienia, to mamy do czynienia z dość pokaźną listę grzechów teatralnych. Na tym tle pozytywnie odróżniały się aktorki grające role Hanki i Meli. Trzeba też podkreślić, że praca włożona przez reżysera i aktorów budzi szacunek. Warto się jednak zastanowić nad repertuarem dostosowanym do sił
i umiejętności zespołu – może wziąć coś łatwiejszego, a może wykonać pracę warsztatową z aktorami, żeby te umiejętności wzrosły.

Zespół RUMENOK z Hołowna (woj. lubelskie, pow. parczewski) pokazał na sejmikowej scenie Kopane, widowisko trudne do wykonania, bo plenerowe. Cała akcja rozgrywa się na polu przy kopaniu ziemniaków i jest bardzo dynamiczna. Kobiety spierają się o worki, potem gdy pada deszcz zakładają je na głowy, przyjeżdża gospodarz, zabiera pełne worki z ziemniakami na wóz, przy okazji zostaje wytarzany w łozinie. Na zakończenie zbiorów, córka przyjeżdża z poczęstunkiem na pole. Gospodyni zazdrosna o męża robi awanturę jednej z kopaczek. Dzieci bawią się i śpiewają, potem pieką ziemniaki w ognisku. Przed robotą następuje modlitwa, na pole wchodzą ze śpiewem i potem kontynuują go przy pracy.

Scenariusz ciekawy, barwny, interesująco napisany i zagrany, pokazujący ciężkie życie w gromadzie od najmłodszych lat do dojrzałości, ze wszystkimi jej odcieniami. Bardzo mocne, zaskakujące zakończenie, kobiety biją się o chłopa – gospodarza. Interesująco zabrzmiały obok siebie 2 języki, które wszyscy rozumieli. Skrótowa scenografia, kostiumy i rekwizyty, wspaniały śpiew, dobre aktorstwo zarówno dzieci jak i dorosłych z dobrym tempem i wartkimi dialogami.



Zespół WRZECIONO z Podedwórza (woj. lubelskie, pow. parczewski) przygotował widowisko Swaty między Bartoszówką a Ostrówkami. Widzimy ładną izbę wiejską, w której odbywają się codzienne zajęcia wielopokoleniowej rodziny. Dziadek z babcią obierają jabłka do suszenia i kłócą się o swoje dawne „miłości”. Wątek ten powraca później i mimo że są to postacie drugoplanowe, ciekawie ubarwiają przedstawienie i wprowadzają akcenty humorystyczne. Przychodzą swaty do córek i akcja dynamicznie się rozwija. Wprawdzie obie strony mówią do siebie podtekstami („mamy jałówkę, ale czy na dobrego byczka trafi”), ale to należy do poetyki zdarzenia i jest dobrze odczytywane przez publiczność. Następuje wymiana propozycji „handlowych”, wzajemne zachwalanie, gospodyni pokazuje wiano ze skrzyni dla dziewuchy. Jeszcze formalna zgoda córki i można planować wizytę
u księdza. Przy okazji nadarza się sposobność, żeby i druga córka została wyswatana.

Mocne strony tego przedstawienia to wartkie tempo, ciekawe dialogi, wzajemne słuchanie siebie, subtelny dowcip, interesująca scenografia i kostiumy


(z małymi zastrzeżeniami do kostiumu gospodyni). Natomiast przydałoby się poprawić zakończenie, które powinno być bardziej wyraziste.

Widowisko Przede Gody w wykonaniu Zespołu Śpiewaczego ze Zbójnej (woj. podlaskie, pow. łomżyński) tematycznie jest bliskie wigilii, ale Zbójna przedstawia nie samą wigilię lecz dzień, lub może dwa, wcześniej. Wskazują na to rozmowy o wigilii i przygotowywanie ozdób choinkowych oraz świąteczny już wystrój izby. Oczywiste, że nie ma tu najbardziej właściwych zachowań, typowych dla tego dnia. prezentacja każdego obrzędu daje większe możliwości widowiskowe niż pokazanie dnia roboczego, chyba że w spektaklu rozwinie się jakiś element obrzędowości, który zaczyna się już w dniu poprzedzającym. Tu były takie elementy, ale zostały potraktowane zbyt pobieżnie. Przedstawienie jest interesujące pod względem plastyczno-scenograficznym: izba starannie przystrojona w sposób typowy dla swojego regionu etnograficznego, piękne wycinanki na ścianie izby, pogodna przedświąteczna atmosfera.

W wykonaniu Zespołu Śpiewaczo - Obrzędowego WORGULANKI z Worgul (woj. lubelskie, pow. bialski) zobaczyliśmy widowisko Na imieniny Andrzeja i Katarzyny. Po odsłonięciu kurtyny ukazuje się piękna scenografia – staranny wystrój izby z pająkiem u pułapu. Tam rozgrywa się cała akcja przedstawienia, oparta na prostej fabule składania życzeń solenizantom – gospodyni Katarzynie i gospodarzowi – Andrzejowi, następujących dzień po dniu. Córka przygotowała wierszyk dla ojca, a ojciec cukierki. Gospodyni wygląda dwóch innych córek, które daleko mieszkają. Jedna z nich przyjeżdża i też składa życzenia. I tu pojawia się pierwszy wątek humorystyczny, wszyscy składają życzenia ojcu, żeby „matka była dla niego dobra”. Druga zabawna scenka to pijana sąsiadka, która w nocy wracała z gościny od Andrzeja, wpadała do rowu i zabłądziła pod strzechę kolejnego Andrzeja. Trzeba ją było odprowadzić do domu. Kolejny wątek to zabawa andrzejkowa, na którą wybiera się młodsza córka, przychodzi po nią koleżanka i zamężna córka wróży im z ziarenek lnu, za jaki czas wyjdą za mąż. Idzie też uciąć i wręczyć dziewczynom gałązki wiśni - jeśli zakwitną do Wigilii to będzie zamążpójście. Dziewuchy idą na Andrzejki z pieśnią „Już mi się kończy 16 latek pora się wpisać w grono mężatek”.

W widowisku przeplatają się 2 języki, starsza córka została wydana za Bug i musiała się nauczyć tamtejszej mowy, młodsza buntuje się, że nie wszystko rozumie. Wspaniałym elementem przedstawienia są właśnie pieśni śpiewane „po naszemu”. Na pochwałę zasługuje też wyrównana gra aktorska, dobra charakterystyka postaci, ciekawy scenariusz z dowcipnymi scenkami ubarwiającymi całość. Trochę zabrakło odniesień do imienin Katarzyny, np. przysłów czy wspomnienia kim była jako święta patronka.



Zespół ISKIERKA NADZIEI z Piecek (woj. warmińsko – mazurskie, pow. mrągowski) mogliśmy oglądać w scenkach satyrycznych pod ogólnym tytułem Babskie utrapsienie. W program ten wkradło się trochę chaosu, zabrakło uporządkowania czasu, miejsca i akcji. Widzimy, np. kobietę na spacerze z dzieckiem w wózku (Murzyniątkiem), która spotyka znajomą i żali się jej na męża, który gniewa się na inny kolor skóry potomka. Z rozmowy wynika, że akcja dzieje się w parku,
a tłem tej rozmowy jest wnętrze mieszkania, w którym stoją też zielone, nacięte brzózki, nie grające żadnej roli, natomiast zacierają czytelność miejsca i czasu akcji.

Cała scenografia, jak i kostium są nadmiernie rozbudowane, skupiając zbyt dużo uwagi widza na wrażeniach wizualnych, zamiast na przekazie tekstowym.


Aktorzy dobrze czują się ze sobą na scenie – zbyt dobrze, bo czasami zapominają
o publiczności, a innym razem rozmawiając z widzami, ignorują resztę zespołu w tle. Brakuje trochę wizji jaki kabaret chcą „uprawiać”: czy publiczność ma ich tylko „podglądać” bawiąc się przy tym, czy odwrotnie – widzowie maja być partnerami
w dialogach i w całej akcji scenek. Wynik jest taki, że lepiej bawią się aktorzy
niż publiczność.

Natomiast niewątpliwa siła scenariusza tkwi w bystrości obserwacji, skojarzeń, krytycznej narracji o współczesnej rzeczywistości osadzonej w wiejskich realiach,


a także w języku gwarowym tak rzadko już słyszanym.

Zespół MALINKI z Orli (woj. podlaskie, pow. bielski) przedstawił widowisko zatytułowane Na święto Juria. Bohaterów obserwujemy, jak od rana przygotowują się do obrzędów związanych z tym świątecznym dniem. Myją się, modlą, zabierają się za plecenie wianków, wróżą sobie, kiedy „zazula kuje” czyli kiedy słychać kukułkę. Ktoś wybiera się do cerkwi, ktoś nie idzie z powodu bólu brzucha. Wreszcie - z ikoną i koszami pełnymi jedzenia i picia - spotykają się na łące. Chodzą w koło, święcą pole, z kulis ktoś gra na organkach, toczą korowaja, potem spożywają przyniesione dobra. Jesteśmy świadkami rozmów, zalotów, słyszymy śpiewy. Wreszcie zbierają się, bo chmura idzie. Ale jeszcze cały zespół staje, żeby zaśpiewać.

Szkoda, że to przedstawienie – oparte na ciekawym materiale – wyglądało, jakbyśmy byli świadkami jednej z pierwszych prób: powtórki, długie czekanie na wejścia aktorów (okazało się, że zmiany kostiumów były niewypróbowane!), brak akcji, niepewność wykonawców. Jeśli dodać do tego wątłość scenariusza, który nie wtajemniczał widza w obserwowane sytuacje, to można powiedzieć, że jedynym plusem tego zespołu był (jak zwykle u „Malinek”) znakomity śpiew.

O widowisku Kupiec, zaprezentowanym przez Kurpiowski Zespół Folklorystyczny CARNIACY z Czarni (woj. mazowieckie, pow. ostrołęcki) można napisać bardzo dużo, albo zamknąć to tylko w jednym słowie – fantastyczne! Jest to przedstawienie zrealizowane z wyjątkowym rozmachem teatralnym i znakomitym wykorzystaniem kurpiowskich zwyczajów i obrzędów weselnych oraz lokalnych pieśni i tańców. Jest jednak jedno... ale. W tytule „Kupiec” zawiera się jakaś synteza przedstawienia. Jeśli kupiec, to oczekujemy – tak jest w powszechnej świadomości – że będzie jakaś prezentacja handlu, czyli kupna-sprzedaży. Wprawdzie się to pojawia, ale tu jest fragmentem obrzędu weselnego. Ten motyw kupna-sprzedaży jest tylko jego niewielką częścią. Nie byłoby wątpliwości, gdyby był to „Kupiec weselny” czy jakieś inne odniesienie do obrzędowości weselnej. To drobiazg, ale warto zwrócić uwagę. Przede wszystkim trzeba pogratulować autorowi scenariusza i reżyserowi tego „kupca” – nauczycielowi urodzonemu i wychowanemu w tradycyjnej kulturze kurpiowskiej. Trawestując słowa działacza chłopskiego z końca XIX wieku, powiedzieć można: „Jak być człowiekiem wykształconym, a Kurpiem polskim zostać”. Oby takich widowisk było więcej.

Przed Gromniczną to długi dialog matki i córki, określony w programie jako spektakl Zespołu Ludowego CHROMIN z Chromina (woj. mazowieckie, pow. garwoliński). Poświęcony został w całości technicznej sprawie, mianowicie wykonywaniu gromnic i sprzedawaniu ich sąsiadkom. Wprawdzie pojawiają się uwagi o wierzeniowej roli gromnic – ochronie przed ogniem i wilkami, ale dominuje w tej, prawie godzinnej, rozmowie sprawa handlowa – cena gromnic i zarobek z ich sprzedaży. Pewnym usprawiedliwieniem takiej konstrukcji treści przedstawienia jest to, że grupa dopiero debiutuje na scenie i w Sejmiku. Mimo tego jednak trzeba przemyśleć scenariusz widowiska. Także sposób jego scenicznej prezentacji. Dialog prowadzony był za cicho, a wykonawczynie nie miały ze sobą kontaktu emocjonalnego i wzrokowego. Córka siedziała obok matki, ale mówiła nie do niej, lecz do widowni, trzymając przy tym cały czas ręce sztywno na kolanach. Najprostsza porada – zwrócić się o pomoc do doświadczonego instruktora.
*

Na koniec wyrazić należy wdzięczność tym wszystkim, dzięki którym co roku możemy powtórzyć: jak dobrze tu wracać, spotykać się, odnajdywać i poznawać.


Od tylu lat czekamy na ten czerwcowy weekend, żeby gnać do Stoczka i cieszyć się atmosferą sejmiku, który tu trwa i oby trwał jak najdłużej. Przedstawienia są coraz ciekawsze, ich wymiar teatralny coraz bardziej świadomy, a paleta tematów i form coraz pełniejsza. Kłaniamy się gospodarzom, organizatorom i animatorom tego ruchu, który wciąż przypomina nam o naszych kulturowych korzeniach.

Komisja Artystyczna

Stoczek Łukowski, dnia 10 czerwca 2012

Komunikat

Komisji Artystycznej

XXIX Sejmiku Wiejskich Zespołów Teatralnych



  1. 06. 2012 Kaczory

Komisja Artystyczna w składzie:

- Tomasz Kamiński – folklorysta, instruktor teatralny

- Antoni Śledziewski – folklorysta

- Jan Zdziarski – specjalista słowa

- Krystyna Adamczyk – instruktor teatralny



w dniu 20 czerwca 2012 roku obejrzała prezentacje 7 zespołów (z 4 województw:
3 z zachodniopomorskiego, 2 z pomorskiego i po jednym z wielkopolskiego
i kujawsko-pomorskiego) spośród 9 zgłoszonych do udziału w Sejmiku w Kaczorach. Jeden zespół nie dojechał z powodu awarii autokaru, drugiemu zaś przyjazd uniemożliwiły osobiste problemy jednego aktora. Prezentacjom sejmikowym towarzyszyły rozmowy warsztatowe. W komunikacie zamieszczone zostały opisy krytyczne przedstawień w kolejności występów.

Teatr Obrzędowy POGODNA JESIEŃ z Szamocina (woj. wielkopolskie, pow. chodzieski) wystąpił ze spektaklem Przygotowanie do wieczerzy wigilijnej
w reżyserii Marii Zdunek. POGODNA JESIEŃ to zespół znany z wielu przedstawień i od lat uczestniczący w Sejmikach. Tytuł widowiska zdaje się sugerować, że pokazana zostanie tylko część tego szczególnego dnia, ale przygotowanie wieczerzy to właściwie cała obrzędowość wigilijna, bo zaczyna się ono już wczesnym rankiem
i trwa aż do pierwszej gwiazdki na niebie, czyli do wieczora. I tak jest tutaj: zwyczajowe budzenie ze snu dziecka, oczekiwanie w napięciu, kto przyjdzie – kobieta czy mężczyzna, rozważania czy pożyczyć w wigilię ogień, stawianie snopka zboża itd. Widowisko jest poprawne od strony etnograficznej, ale zbyt codzienne, za mało ceremonialne. Odnosi się to zwłaszcza do przygotowywania wigilijnych potraw, bo to jest właśnie istotna, obrzędowa część wigilii.

Jak z chłopoka zrobić strażoka to pełen humoru obrazek dramatyczny zaprezentowany przez Teatr Obrzędowy LUBOMINIANKI z Boniewa (woj. kujawsko-pomorskie, pow. włocławski). Wiele w nim dowcipu sytuacyjnego (musztra prowadzona przez starszą wiekiem ale pełną werwy matkę), powiedzonek, przysłów i historyjek – choćby ta o św. Florianie, że lubił wypić; stąd o każdym pijaku w ich wsi mówią Florek. Jest i serio o św. Agacie, która chroni przed pożarem – „Gdzie św. Agata, tam bezpieczna chata”. Dobre aktorstwo, w sytuacjach komediowych rysowane ostrą kreską, ryzykownie – lecz pozbawione szarży. Dialogi prowadzone lekko, dowcipnie, w dobrym tempie i zmiennych rytmach. Prosta i funkcjonalna scenografia. Jedynie stół ustawiony pośrodku sceny powinien być przesunięty gdzieś w kąt. Nie jest najważniejszym elementem, a momentami przeszkadza aktorom

Amatorski Zespół Teatralny „Pod górką” z Mirosławca (woj. zachodniopomorskie, pow. wałecki) przedstawił Kiszenie kapusty.
Z pieczołowitością pokazano rodzinne spotkanie podczas tej pracy. Była beczka, wszyscy skrzętnie i fachowo kroili warzywa. Dziewczyna – że hej, ubijała nogami kapustę, po wyjściu otańczyła beczkę (ładna scena). Był sympatyczny dziadek dosypujący sól do beczki, ba cały zespół wielopokoleniowy – bardzo dobrze ubrany. Była pokazana praca... nie było teatru, przypomnienia czy opowiedzenia zdarzenia, chociaż troszeczkę dramaturgii. Szkoda – bo to jest zespół na stworzenie obrzędowego spektaklu teatralnego. Tak chyba będzie w przyszłości, bo zauważyła od razu niedostatek sceniczny prowadząca grupę, młoda osoba Pani Barbara Antochowska.

Grupa Teatralna z Załakowa (woj. pomorskie, pow. kartuski) wystąpiła ze spektaklem Buszny zajc. Przedstawienie zagrano w języku kaszubskim, na scenie – postaci z bajki, zwierzątka leśne oraz myśliwy. Dekoracje proste i gustowne, także zabawne i funkcjonalne. Widać starania opiekunki (nauczycielki Pani Sabiny Drywy), by na scenie wykonawcy zachowywali się swobodnie, potrafili pokonywać tremę. Nie wszystkim się to udaje, bo pokazać zło, dobro czy agresję – to niełatwe zadanie. Mimo trudności w odbiorze (język), młodzi ludzie potrafili przekonująco opowiedzieć scenicznie publiczności bajeczkę i w pełni zasłużyli na oklaski.

Pośnik to fragment obrzędowości wigilijnej, bowiem i tak wigilia bywa określana. Widowisko w wykonaniu Zespołu Teatralnego z Gościszewa (woj. pomorskie, pow. sztumski) zostało zrealizowane z dużą starannością i scenicznym rozmachem, było też bardzo dobrze przyjęte przez widzów. O stronie scenicznej można zatem mówić tylko z uznaniem. Nie można jednak pominąć kwestii merytorycznej – tytuł zapowiada tylko wigilię, a przedstawienie składa się z dwóch, trochę różnych i przebiegających równorzędnie widowisk – obrzędowość religijna (24 XII) i kolędowanie z herodami w czasie od św. Szczepana (26 XII) do Trzech Króli lub nawet do Gromnicznej. Od strony historyczno-obrzędowej rodzi się tutaj pewna wątpliwość. Należałoby znaleźć jakiś kompozycyjny zabieg, na przykład w czasie wigilii zasygnalizować, że będzie kolędowanie z herodami i prezentować je już jako samodzielnie grane po wigilii. Samo kolędowanie w herodach zostało trafnie pokazane, z zaproszeniem w końcowej części dziewczyny (panny) „na tron”, jej ośpiewaniem i obtańczeniem przez kolędników. Pomimo zgłoszonej uwagi, widowisko uznać trzeba za interesujące i godne szerokiego prezentowania.

Szkolny Zespół Teatralny CIACHA CHA CHA z Czaplinka (woj. zachodniopomorskie, pow. drawski) pokazał spektakl I ciemno było w kurniku na podstawie „Serenady” Sławomira Mrożka, w męskiej obsadzie. Chłopcy w nocnych damskich koszulkach, podpatrzone zachowania kobiet poprawiających urodę, uwodzicielskie gesty... Dobrze wybrane miejsce prezentacji – proscenium, przed zasłoniętą kurtyną – „kurnik”, na poziomie podłogi – Lis. Przedstawienie wymagające sporo odwagi od młodych i niedoświadczonych aktorów choćby w scenie uwodzenia (chłopak grający kurę uwodzi partnera grającego Lisa) i umiejętności w prowadzeniu dialogu. Nie jest z tym najlepiej, często mamy wygłaszanie tekstu a nie prowadzenie rozmowy. Pojawiają się elementy obce komedii Mrożka – np. piosenka „Koko eurospoko”, nie wnosząca nic do akcji, chociaż wywołujące reakcję publiczności. Można też zrezygnować z farby udającej krew na twarzy i kostiumie Lisa – w finałowej scenie. Jest to niepotrzebne „dopowiedzenie” zagranego zabójstwa Koguta.



Zespół Teatralny BABIE LATO z Rusinowa (woj. zachodniopomorskie, pow. świdwinski) pokazał spektakl Królowa śniegu na wesoło. Dawniej ten typ prezentacji określano mianem wodewilu, dzisiaj nazwalibyśmy raczej muzykowaniem biesiadnym. Jest to do przyjęcia w sytuacji zachowania w oryginale tekstu i muzyki. Tutaj do standardów muzycznych z różnych okresów dopisano teksty własne – niestety, niezbyt udane. Wyszło widowisko, dla którego trudno byłoby znaleźć odbiorcę – ni to ni owo, ani bajka, ani pastisz, ani parodia. Na plus natomiast – dobre przygotowanie muzyczne pań. Widać fachowość osoby prowadzącej zespół, Pani Marianny Balcerek, Łemkini, która w rozmowie z jurorami zauważyła, że do następnego programu na Sejmik potrzebne jej będzie inne tworzywo, być może związane z jej tradycją rodzinną. Jednak na efekty przyjdzie poczekać.

*

Sejmik odbył się w Kaczorach po raz dwunasty (jest kontynuacją sejmikowania w Świdwinie i w Pile – a liczony łącznie z poprzednimi jest 29-tym). Jak zawsze przygotowany i przeprowadzony z gospodarską troską i starannością. Każdy zespół został obdarowany stosownym dyplomem, pięknym koszem kunsztownie wypieczonym z ciasta, pełnym cukierków. Występom towarzyszyło duże zainteresowanie miejscowej publiczności. Atmosfera Sejmiku daleka była od rywalizacji, a pełna wzajemnej życzliwości i przyjacielskich gestów. Za to wszystko kierujemy serdeczne słowa podziękowania dla Dyrekcji i pracowników Gminnego Ośrodka Kultury oraz Gospodarzy Gminy Kaczory.



Komisja Artystyczna

Kaczory, dnia 24 czerwca 2012 r.

Komunikat

Komisji Artystycznej

XXVIII Międzywojewódzkiego Sejmiku Wiejskich Zespołów Teatralnych

w Bukowinie Tatrzańskiej

7 – 8 lipca 2012 r.
Komisja Artystyczna w składzie:

Włodzimierz Jasiński – aktor, reżyser

- Benedykt Kafel – etnograf

- Aleksander Smaga – muzyk

- Jan Zdziarski – specjalista słowa

obejrzała w dniach 7 – 8 lipca b.r. 10 przedstawień (z 11 zgłoszonych – jeden zespół nie dojechał z powodu problemów rodzinnych aktora grającego główną rolę) przygotowanych przez zespoły z województw: śląskiego (3 zespoły), podkarpackiego (3 zespoły), małopolskiego (4 zespoły). Każdy z zaprezentowanych spektakli został w trakcie warsztatowych spotkań z Komisją dokładnie omówiony. Niniejszy komunikat zawiera najważniejsze krytyczne uwagi, pochwały i zalecenia. Kolejność opisów zgodna jest z kolejnością prezentacji.

Śląsk to region Polski szczególnie naznaczony przez historię. Również tę najnowszą. Schyłek lat trzydziestych ubiegłego wieku to moment wyjątkowo trudny dla jego mieszkańców. Ogromny niepokój wywołują pogłoski o zagrożeniu wojną ze strony Niemiec, a polityka polskiego rządu nie nastraja optymistycznie. Niemcy dają pracę, budując „autobany”, rozwijając przemysł nie tylko zbrojeniowy. A Polacy? – zarządzeniem premiera Sławoja-Składkowskiego mają budować „haźle” (w innych regionach kraju zwane „sławojkami”). O tym toczy się rozmowa w śląskiej rodzinie. A także o wyborze drogi, za kim się opowiedzieć. Za Niemcami przemawia porządek i możliwość dobrze opłaconej pracy. Jak mówi starzyk – „Za jedno pod Polską, Niemcami czy Czechami. Jednako się pracuje, gotuje żur, żyje. Byle się nie dostać pod Rusa”. Wspomniany wcześniej „haźel” staje ważnym elementem powstającej intrygi, której dramatyczne rozwiązanie nastąpi kilka lat później. O tym opowiada w swoim spektaklu Marika Amatorski Teatr NAUMIONY z Ormontowic (pow. mikołowski, woj. śląskie) Przedstawienie jest dobrze zrealizowane, zagrane lekko, z humorem. Widzimy wyrazistą, „soczystą” rolę starzyka – głowy rodziny, starannie poprowadzone postacie starki, córek, zięcia. Pozostaje również w pamięci rola „kapalonka” (wikarego) – zapalonego kaznodziei. Dla czystości sytuacyjnej, należałoby zmienić nieco ustawienie sceny, przestawiając krzesła stojące frontem do widowni w inne miejsce. Uniknąć wtedy można niewygodnej dla aktorów sytuacji prowadzenia dialogu niejako przez ramię, bowiem rozmówcy znajdują się z tyłu, za nimi. Korzystne byłoby powstrzymanie zapędów starzyka do wygłaszania ważnych kwestii do widzów, z pominięciem scenicznego rozmówcy. W sumie przedstawienie interesujące, ważne, podejmujące trudny dla Śląska i jego mieszkańców temat.

Spektakl Zepsuto jarzmica skąpego swoka w wykonaniu Koła Gospodyń Wiejskich z Lubnia (woj. małopolskie, pow. myślenicki) już na samym początku ujmuje widza znakomitą sekwencją, w której obserwujemy z podziwem dwu mężczyzn w charakterystycznej scence obyczajowej, dziejącej się w dawnych czasach we wsi polskiej. Niezadowolony z przydarzających się i narastających problemów swok Wojciech – zepsuta jarzmica, perspektywa nadciągającego deszczu grożącego zalaniem zboża – oraz z niefrasobliwości żony Hanki, która w tak gorącym czasie prac polowych wybrała się na jarmark – mrucząc pod nosem, walczy z przeciwnościami losu. Czarę goryczy przelewa prośba sąsiada Jędrka, który przychodzi pożyczyć pieniędzy na zakup jałóweczki. Zróżnicowanie charakteru tych dwóch postaci nadaje scenie wartki przebieg i świetny rytm, okraszony znakomitymi, humorystycznymi tekstami. Całość wiernie oddaje mentalność i formy zachowań charakterystyczne dla przedstawicieli tej grupy społecznej. Niekorzystnie na przebieg akcji wpływa nie wyreżyserowane zdarzenie – rozwalająca się ławka, na której ma usiąść wracająca z jarmarku Hanka. Ostatecznie swok radzi sobie z jarzmicą, dogaduje się z własną żoną i wspólnie wyruszają zbierać zboże z pola.



Spektakl Wilijo Zespołu Regionalnego CZARDASZ z Niedzicy (woj. małopolskie, pow. nowotarski) przedstawia tradycyjne zachowania domowników w przeddzień Świąt Bożego Narodzenia. Najstarsza z kobiet, pełniąca rolę babki, z charakterystyczną dla siebie ekspresją i sposobem zachowania dogląda wszystkich właściwych dla tego dnia domowych czynności. Zwraca szczególną uwagę na przestrzeganie dawnych magiczno-obyczajowych zachowań. Przebieg akcji dostarcza wielu informacji pełniących rolę edukacyjną. I tak np. dowiadujemy się, że próżno liczyć na pomyślność w ciągu roku, gdyby w ten wyjątkowy dzień do chałupy jako pierwsza przyszła kobieta. Dlatego z radością witają odwiedziny Jędrka z winszowaniami świątecznymi, bo to zapewni urodzaj i dostatek na cały rok. Dopełnieniem atmosfery wigilijnego dnia jest strojenie choinki przez dziadka i gromadkę dzieci. Wraz z nadejściem wieczoru i pojawieniem się pierwszej gwiazdki, ubrani w uroczyste stroje domownicy podchodzą do wigilijnego stołu. Po słowach seniora rodziny, następuje wspólna modlitwa, słyszymy też słowo Ewangelii odczytane przez jednego z synów. Teraz następuje tradycyjne łamanie się opłatkiem, wzajemne życzenia i wieczerzanie. Niepotrzebnym złamaniem klimatu rodzinnej wieczerzy jest dramatyczna wiadomość o śmierci w sąsiedztwie, co ostatecznie – ale dość sztucznie - kończy akcję sceniczną.
1   2   3   4


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość