Strona główna

Świadkowie Jehowy w usa wg „Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki” Od niedawna wśród Świadków Jehowy rozprowadzana jest „pocztą pantoflową”


Pobieranie 37.21 Kb.
Data19.06.2016
Rozmiar37.21 Kb.
Świadkowie Jehowy w USA wg „Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki”
Od niedawna wśród Świadków Jehowy rozprowadzana jest „pocztą pantoflową” publikacja pt. „Dzieje Świadków Jehowy w czasach nowożytnych. Stany Zjednoczone Ameryki” (bez miejsca i daty wydania; zawiera 126 stron). Prawdopodobnie, w tej chwili, przeznaczona jest ona tylko dla nadzorców. Chociaż w języku polskim nie jest ona zapewne oficjalną książką wydaną przez polski oddział Towarzystwa Strażnica (egzemplarz, który posiadam na to nie wskazuje), to jednak jest to tekst przetłumaczony z angielskiego „Rocznika Świadków Jehowy 1975” (1975 Yearbook of Jehovah’s Witnesses). Na okładce egzemplarza, który mam, w podtytule napisano: „Na podstawie Rocznika Świadków Jehowy na rok 1975”. Umieszczono też nagłówek: „Towarzystwo Strażnica, Nadarzyn”.
Około 1975 r. Towarzystwo Strażnica wydało też podobną publikację w języku polskim pt. „Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych” (podtytuł: ‘Według Rocznika świadków Jehowy na rok 1974’).
Choć omawiana książka zawiera całą historię Świadków Jehowy w Stanach Zjednoczonych do 1975 roku, to jednak my tu wskażemy tylko na niektóre ciekawostki, które ona zawiera. Zainteresowanych całością odsyłamy do tej publikacji, a niedowiarków do angielskiego oryginału. Nawiasem mówiąc kilka istotnych rzeczy kompromitujących Świadków Jehowy przemilczano w omawianej książce (np. nauka o piramidzie Cheopsa i umieszczenie jej miniatury przy grobie Russella, oczekiwanie ‘końca’ w 1915 i 1918 r.).
Oto fragmenty z historii Towarzystwa Strażnica, które wydały się na tyle istotne by je przypomnieć, szczególnie z powodu ciekawego stylu przekazu:
Rok 1874 i powrót Jezusa

„W roku 1877 Russell i Barbour opublikowali wspólnie książkę Three Worlds, and the Harvest of This World (Trzy światy i żniwo tego wieku). Ta 196-stronicowa publikacja zawierała informacje na temat restytucji oraz biblijnych proroctw dotyczących chronologii. Przedstawiono w niej pogląd, że jesienią roku 1874 nastała niewidzialna obecność Jezusa Chrystusa oraz pewien 40-letni okres, który się rozpoczął od trwającego 3 i pół roku żniwa” (s. 5).


Cudowna Pszenica” w Towarzystwie Strażnica

„Wrogowie C. T. Russella szermowali przeciwko niemu nie tylko jego sprawami rodzinnymi, ale jeszcze inną ‘bronią’. Na przykład oskarżano go o sprzedanie wielkiej ilości zwykłego zboża pod nazwą ‘cudowna pszenica’ po dolarze za funt lub po 60 dolarów za buszel. Twierdzono, że ciągnął z tego olbrzymie zyski. Zarzuty te są jednak całkowicie fałszywe. A jak wyglądały fakty?

W roku 1904 pan K. B. Stoner z Fincastle w Wirginii zauważył w swym ogrodzie niezwykłą roślinę. Okazało się, że był to jakiś nieznany gatunek pszenicy. W roku 1906 nazwał ją ‘cudowną pszenicą’. W końcu inne osoby również nabyły tę pszenicę i zaczęły ją hodować, uzyskując nadzwyczajne plony. Cudowna pszenica faktycznie zdobyła nagrody na kilku targach. C. T. Russell interesował się żywo wszystkim, co miało związek z proroctwami biblijnymi: ‘Pustynia (...) rozraduje się i zakwitnie jako róża’ i ‘ziemia wyda urodzaj swój’ (Izaj. 35:1, Bg; Ezech. 34:27, Bg). Dnia 23 listopada 1907 roku H. A. Miller, zastępca doradcy do spraw rolnictwa w rządzie Stanów Zjednoczonych, złożył w Ministerstwie Rolnictwa raport o pszenicy wyhodowanej przez Stonera. Wiadomość o tym raporcie opublikowała prasa w całym kraju. Zainteresował się nim również C. T. Russell i w Strażnicy Syjońskiej z 15 marca 1908 roku na stronie 86 opublikował kilka doniesień prasowych oraz wyjątki z raportu rządowego. W konkluzji podał następujący komentarz: ‘Jeżeli jest w tym chociaż połowa prawdy, poświadcza to na nowo, że Bóg potrafi zapewnić środki potrzebne w ‘czasie naprawiania wszystkich rzeczy, co był przepowiedział Bóg przez usta wszystkich świętych swoich proroków od wieków’ (Dzieje 3:19-21, Bg).

Ani Stoner, ani nikt z przeprowadzających doświadczenia z cudowną pszenica nie był Badaczem Pisma Świętego bądź przyjacielem C. T. Russella. Jednakże w 1911 roku czytelnicy Strażnicy J. A. Bohnet z Pittsburgha w Pensylwanii i Samuel J. Fleming z Wabash w stanie Indiana podarowali Towarzystwu Strażnica około 30 buszli cudownej pszenicy, proponując sprzedanie jej po dolarze za funt i obrócenie uzyskanej kwoty na działalność religijną. Towarzystwo przyjęło i sprzedało pszenicę. Całkowity dochód z tej sprzedaży wyniósł około 1800 dolarów. Russell nie otrzymał z tego ani centa. Opublikował jedynie w Strażnicy oświadczenie, że ofiarowano Towarzystwu pszenicę i można ją nabyć po dolarze za funt. Samo Towarzystwo nie wyraziło żadnej opinii o tej pszenicy ani nie przeprowadzało własnych doświadczeń, a uzyskane pieniądze obrócono na chrześcijańską działalność misjonarską. Kiedy zaczęto krytykować tę sprzedaż, wszyscy nabywcy pszenicy zostali poinformowani, że jeśli nie są zadowoleni z zakupu, pieniądze zostaną im zwrócone. I rzeczywiście, kwotę uzyskaną za pszenicę przechowywano w tym celu przez rok. Ale ani jedna osoba nie zgłosiła się po zwrot pieniędzy. Brat Russell i Towarzystwo postępowali w związku z cudowną pszenicą całkiem rzetelnie i uczciwie” (s. 24).


Rok 1914 i oczekiwania

„W tym okresie były też powody do radości. Lud Boży już od lat wskazywał, że w roku 1914 upłyną Czasy Pogan. Te przewidywania nie zawiodły (...) Ale w roku 1914 spodziewano się czegoś więcej. Brat A. H. Macmillan pisał na ten temat w książce Faith on the March (Pochód wiary): ‘Jak sobie przypominam, 23 sierpnia 1914 roku pastor Russell wyruszył w podróż na północny zachód kraju, wzdłuż wybrzeża Pacyfiku, potem odwiedził stany południowe i w końcu przybył do Saratoga Springs w stanie Nowy Jork, gdzie w dniach 27-30 września odbył się kongres. Był to nadzwyczaj interesujący okres, ponieważ niektórzy z nas poważnie myśleli, że w pierwszym tygodniu października pójdziemy do nieba’.

Myśl o pójściu do nieba w roku 1914 mocno się zagnieździła w umysłach niektórych Badaczy Pisma Świętego. ‘Sądziliśmy wówczas, że wojna przekształci się w rewolucję i anarchię’ - opowiada siostra Kenyon. ‘Wtedy namaszczeni, czyli poświęceni, umrą i zostaną wyniesieni do chwały. Pewnej nocy śniło mi się nawet, że cała eklezja (zbór) jedzie gdzieś pociągiem. Nagle rozległy się grzmoty, pojawiły błyskawice i wszyscy bracia wokół mnie zaczęli umierać. Zdawało mi się, że tak powinno być, ale sama jakoś nie mogłam umrzeć, choć bardzo się starałam. Było to okropne! Jednakże nagle umarłam i wtedy poczułam ulgę i zadowolenie. Opowiadam to, ażeby pokazać, jak pewni byliśmy, że stary świat wkrótce się skończy i że ostatek zostanie wywyższony (Łuk 12:32)’.

Hazelle i Helen Krull wspominają, że w roku 1914 rozmowy przy stole w jadalni domu Betel często obracały się wokół końca Czasów Pogan. Opowiadają, że brat Russell w obszerniejszych wywodach nieraz zachęcał do wierności i wyjaśniał, że chronologia została wielokrotnie przebadana i chyba jest dokładna; zaznaczył przy tym jednak: ‘Jeśli się spodziewamy czegoś więcej, niż podaje Biblia, to musimy być gotowi dostosować z wiarą myśli i serca do dróg Jehowy i zaczekać na dalszy rozwój wypadków’. (...)

W niedzielę miała się rozpocząć w Brooklynie ostatnia sesja kongresu. Sporo delegatów przenocowało w Betel i w piątek 2 października mieli spożyć śniadanie z pracownikami Biura Głównego. Wszyscy już siedzieli, kiedy do jadalni wszedł brat Russell. Jak zwykle powiedział wesoło ‘Dzień dobry wszystkim!’ Ale w ten szczególny dzień było inaczej. Zamiast iść zaraz na swoje miejsce, klasnął w dłonie i zawołał radośnie: ‘ już się skończył, ich królów był to czas’. ‘Zerwała się burza oklasków!’ - opowiada przejęta Cora Merrill. A brat Macmillan wspomina: ‘Byliśmy bardzo podnieceni i wcale bym się nie zdziwił, gdybyśmy wtedy po prostu unieśli się i zaczęli wstępować do nieba - ale oczywiście nic takiego się nie zdarzyło’. Siostra Merrill dodaje: ‘Po krótkiej pauzie [Russell] powiedział: I znowu biliśmy mu brawa’.” (s. 25).
Rok 1925 i jego nadzieje

„Lud Boży musiał na przykład skorygować swe poglądy na temat roku 1925. Z rokiem tym wiązano nadzieję na odrodzenie i liczne błogosławieństwa, ponieważ sądzono, że wyznaczy on koniec siedemdziesięciu 50-letnich jubileuszy, liczonych od czasu wejścia Izraelitów do Kaananu. (3 Mojż. 25:1-12). A. D. Schroeder wspomina: ‘Uważano, że ostatek namaszczonych duchem naśladowców Chrystusa pójdzie w owym roku do nieba, aby tam wejść w skład Królestwa, i że wierni mężowie z dawnych czasów, między innymi Abraham i Dawid, zostaną wskrzeszeni jako książęta i obejmą rządy nad ziemią podczas Królestwa Bożego’.



Rok 1925 nadszedł i minął, a namaszczeni naśladowcy Jezusa jako klasa dalej przebywali na ziemi. Wierni mężowie czasów starożytnych - Abraham, Dawid i inni - nie zostali wskrzeszeni, by się stać książętami na ziemi (Ps. 45:17). Toteż, jak wspomina Anna MacDonald, ‘rok 1925 był dla wielu braci bardzo smutny. Niektórzy się zgorszyli i utracili nadzieję. Spodziewali się ujrzeć zmartwychwstanie ‘starożytnych osobistości’ [takich jak Abraham]. Zamiast uważać to za
, wnioskowali, że jest to
, a prócz tego niektórzy przygotowywali się na powitanie wskrzeszonych bliskich. Siostra, od której poznałam prawdę, napisała mi w liście, że to, o czym mi mówiła, było pomyłką. (...) [Ale] ja wysoko sobie ceniłam uwolnienie z Babilonu. Gdzież indziej mogłam się udać? Poznałam i pokochałam Jehowę’.

Wierni słudzy Boży nie oddali się Jehowie tylko do określonego roku. Byli zdecydowani służyć Mu już zawsze. Dla takich osób nie spełnione oczekiwania związane z rokiem 1925 nie stanowiły problemu ani nie osłabiły ich wiary. ‘Dla lojalnych rok 1925 był cudowny’ - powiada James Poulos” (s. 65).


Urodziny, Boże Narodzenie, Choinka i Dzień Matki

„‘Na naszych pierwszych kongresach w przerwach często dało się zauważyć, jak podczas rozmów bracia wręczali sobie nawzajem swe egzemplarze [Niebiańska manna, czyli rozmyślania duchowe na każdy dzień w roku dla domowników wiary], prosząc o wpisanie nazwiska i adresu’ - pisze Anna E. Zimmerman. ‘Wpisywano je na czystej stronie obok daty urodzin. Kiedy nadeszła rocznica urodzin, bracia czytając rano tekst dzienny, mogli postanowić, że wyślą tej osobie kartkę lub list z życzeniami’.

W tamtych czasach oddani Bogu chrześcijanie faktycznie obchodzili urodziny. Czemu więc nie mieli świętować rzekomego dnia urodzin Jezusa? Również tę rocznicę obchodzili przez wiele lat. W czasach pastora Russella Boże Narodzenie świętowano w starym Domu Biblijnym w Allegheny w Pensylwanii. Ora Sullivan Wakefield przypomina sobie, że z tej okazji brat Russell dawał członkom rodziny Domu Biblijnego złote 5- lub 10-dolarówki. A Mabel P.M. Philbrick wspomina: ‘Mieliśmy zwyczaj, oczywiście dziś już zarzucony, obchodzić Boże Narodzenie przy choince w jadalni Betel. Brat Russell codziennie pozdrawiał nas słowami: , ale w tym dniu mawiał: <Życzę wszystkim wesołych świąt!>‘.

A dlaczego Badacze Pisma Świętego przestali obchodzić Boże Narodzenie? Richard H. Barber odpowiada: ‘Poproszono mnie o wygłoszenie godzinnego odczytu radiowego na temat Bożego Narodzenia. Nadano go przez radio 12 grudnia 1928 roku, a następnie opublikowano w Złotym Wieku w numerze 241 oraz rok później w numerze 268. Odczyt ten zwracał uwagę na pogańskie pochodzenie Bożego Narodzenia’.

‘Czy mieliśmy coś przeciwko odrzuceniu tych pogańskich zwyczajów?’ - pyta Charles John Brandlein. ‘W żadnym wypadku. Po prostu zastosowaliśmy się do nowo poznanych faktów. Nigdy przedtem nie wiedzieliśmy, że to są zwyczaje pogańskie. To tak jakbyśmy zdjęli jakąś poplamioną odzież i ją wyrzucili’. Następnie zaniechano dalszych zwyczajów związanych z wielbieniem stworzenia - obchodzenia urodzin oraz Dnia Matki. Siostra Lilian Kammerud wspomina: ‘Bracia niezwykle chętnie przestali obchodzić te święta i przyznawali, że ciszą się, iż się od nich uwolnili. Nowe prawdy zawsze nas uszczęśliwiały (...) czuliśmy, że mamy przywilej poznawać rzeczy, o których inni nie mają pojęcia’.” (s. 65-66).
Zmartwychwstanie w 1878 roku i Czarne Stroje

„Postęp w zrozumieniu Słowa Bożego pociągnął za sobą kilka innych zmian w chrześcijańskich zapatrywaniach. Według Granta Suitera druga połowa lat dwudziestych była pod tym względem nader znamienna. ‘Odnosiliśmy wówczas wrażenie, że nasze pojmowanie Pisma Świętego i zasad postępowania ciągle się zmienia. Na przykład w roku 1927 Strażnica podkreślała, że wierni członkowie ciała Chrystusowego pogrążeni w śmierci nie zostali wskrzeszeni w roku 1878 [jak kiedyś sądzono], że życie jest we krwi i że należy zrewidować pogląd na kwestię noszenia czarnych strojów’ (...) Jeżeli chodzi o tę ostatnią sprawę, to rok wcześniej, podczas zgromadzenia zorganizowanego w dniach 25-31 maja w Londynie, brat Rutherford przemawiał z podium w zwyczajnym garniturze zamiast w oficjalnym czarnym surducie, jaki zwykli przedtem nosić mówcy publiczni chrześcijańskich świadków na rzecz Jehowy”. (s. 66).


Krzyż i Korona

„Zmieniono również pogląd na ‘krzyż i koronę’, które to symbole od stycznia 1891 roku widniały na okładce Strażnicy. Wielu Badaczy Pisma Świętego nosiło taką odznakę przez całe lata. C. W. Barber pisze: ‘Była to odznaka przedstawiająca dwie gałązki laurowe, które otaczały koronę z krzyżem w środku. Całość wyglądała dość przyjemnie i odpowiadała naszemu ówczesnemu zrozumieniu, by wziąć na siebie i naśladować Chrystusa Jezusa, a w stosownym czasie móc włożyć koronę zwycięstwa’.

Lilly R. Parnell tak się wypowiada na temat noszenia ‘krzyża i korony’: ‘Zdaniem brata Rutherforda wszystko to było pochodzenia babilońskiego i należało z tym skończyć. Powiedział nam, że najlepsze świadectwo dajemy wtedy, gdy zachodzimy do domów ludzi i z nimi rozmawiamy’. A brat Suiter pisze o zgromadzeniu Badaczy Pisma Świętego w Detroit w roku 1928: ‘Na zgromadzeniu tym wykazano, że noszenie symbolu krzyża i korony jest nie tylko zbędne, ale wręcz niewłaściwe. Zaniechaliśmy więc tego zwyczaju’. Jakieś trzy lata później, począwszy od wydania z 15 października 1931 roku przestano zamieszczać na stronie tytułowej Strażnicy symbol krzyża i korony.

Po dalszych kilku latach lud Jehowy po raz pierwszy dowiedział się, że Jezus Chrystus nie umarł na krzyżu w kształcie litery T. Dnia 31 stycznia 1936 roku brat Rutherford zaprezentował rodzinie Betel w Brooklynie nową książkę pod tytułem Bogactwo. Powiedziano w niej, zgodnie z Biblią: ‘Jezus został ukrzyżowany nie na krzyżu z drzewa, jak przedstawione jest na licznych obrazach i malowidłach, zrobionych i wystawionych przez ludzi. Jezus został ukrzyżowany w ten sposób, że jego ciało przybito do pnia’ (strona 23)” (s. 66).


Pamiątka 1935 roku

„Po zgromadzeniu w roku 1935 niektóre osoby spożywające przedtem podczas Wieczerzy Pańskiej symbole w postaci chleba i wina przestały to czynić. Dlaczego? Nie z braku wiary, lecz dzięki zrozumieniu, iż mają nadzieję żyć na ziemi, a nie w niebie” (s. 71).


Beth-Sarim Rutherforda czyli Dom Książąt

„W listopadzie stan zdrowia brata Rutherforda ogromnie się pogorszył, toteż konieczna była operacja, którą przeprowadzono w Elkhart w stanie Indiana. Potem brat wyraził życzenie wyjazdu do Kaliforni. Przewieziono go więc do San Diego, do willi zwanej ‘Bet-Sarim’. Już od jakiegoś czasu współpracownicy i najlepsi lekarze wiedzieli, że nie wyzdrowieje. (...)

W latach dwudziestych jeździł na leczenie do San Diego. Panował tam wyjątkowo dobry klimat i lekarz nalegał, aby spędzał w San Diego tyle czasu, ile to tylko możliwe. Rutherford w końcu tak zrobił.

W jakiś czas później ktoś złożył datek, przeznaczony specjalnie na zbudowanie w San Diego domu na użytek Rutherforda. Nie wzniesiono go na koszt Towarzystwa Strażnica. Książka Zbawienie, wydana w roku 1939, tak pisała o tej posiadłości: ‘Jest w San Diego w Kalifornii kawałek ziemi, na którym w roku 1929 zbudowano dom znany pod nazwą Bet-Sarim’.

Siostra Hazel Burford była jedną z pielęgniarek, które opiekowały się bratem Rutherfordem pod koniec jego choroby w Bet-sarim, dokąd go przewieziono w listopadzie 1941 roku. (...)

Jak przyjęto w bruklińskim Betel wieść o śmierci J. F. Rutherforda? ‘Nigdy nie zapomnę dnia, w którym się dowiedzieliśmy o odejściu brata Rutherforda’ - mówi William A. Elrod. ‘Podano tylko krótki komunikat. Nie było żadnych przemówień’.” (s. 91).


Rok 1950 i Książęta

„Przez wiele lat lud Jehowy sądził, że wierni mężowie z dawnych czasów, tacy jak Abraham, Józef i Dawid, zmartwychwstaną przed końcem tego niegodziwego systemu rzeczy. Owych dawnych sług Bożych nazywano ‘godnymi mężami starych czasów’, ‘starożytnymi mężami wiary’ oraz ‘książętami’. (...) Toteż przed laty słudzy Jehowy wyruszali na zgromadzenia w nastroju wyczekiwania: Może na tym kongresie pojawi się choć jeden ze zmartwychwstałych książąt, czyli dawnych sług Bożych? Pamiętając o tym, wczujmy się w nastroje grupy 82 601 uczestników kongresu, którzy z przejęciem słuchali F. W. Franza w sobotnie popołudnie 5 sierpnia 1950 roku. W punkcie kulminacyjnym pasjonującego wykładu biblijnego mówca zapytał: ‘Czy uczestników tego międzynarodowego zgromadzenia ucieszy wiadomość, że TERAZ, TUTAJ, pośród nas, jest wielu przyszłych KSIĄŻĄT NOWEJ ZIEMI?’ Cóż za ożywienie wywołało to pytanie! Oto garść żywych wspomnień: ‘Przypominam sobie, że zaparło nam dech w piersiach i zaczęliśmy wyczekująco rozglądać się wokół (...) czyżby tu był Dawid, Abraham, Daniel lub Job? Wiele sióstr miało łzy w oczach!’ (Grace A. Estep). ‘Byłam tak podekscytowana, że siedziałam na brzeżku krzesła z oczami wlepionymi w przejście na mównicę. Byłam pewna, że lada moment wyłoni się jeden lub kilku starożytnych mężów’ (siostra Dwight T. Kenyon). ‘Ludzie na korytarzach rzucili się do bram stadionu, żeby zobaczyć podium mówcy, spodziewając się widocznie ujrzeć tam Abrahama, Dawida a może Mojżesza. Widownia powstała z miejsc - atmosfera była napięta. Jestem pewien, że gdyby do podium podszedł ktoś z długą brodą, tłumu nie dałoby się powstrzymać’ (L. E. Reusch). Następnie na widowni zapanowała głęboka cisza. Wydawało się, że wszyscy wytężają słuch, aby nie uronić ani jednego słowa mówcy. Omawiał on prawdziwe znaczenie hebrajskiego wyrazu przetłumaczonego na ‘książę’. Wykazał, że dzisiejsze ‘drugie owce’ wycierpiały dla wiary tyle samo, co dawni świadkowie na rzecz Jehowy. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, by Chrystus ustanowił te ‘drugie owce’ ‘książętami na całej ziemi’, jeśli zajdzie taka potrzeba...” (s. 102).


Rok 1975 i oczekiwania

„Pomyśl tylko, gdzie się znajdujemy w strumieniu czasu. Powaga tego faktu głęboko wryła się w nasze umysły jeszcze w roku 1966. Lud Boży otrzymał wtedy pasjonującą książkę Życie wieczne w wolności synów Bożych. Większość czytelników szybko odnalazła tabelę chronologiczną, która wskazywała, że w roku 1975 zakończy się ‘szósty 1000-letni dzień istnienia człowieka (wczesną jesienią)’.

Rzecz jasna zrodziło się wiele pytań. Czy należy rozumieć, że Babilon Wielki zniknie jeszcze przed rokiem 1975? Czy będzie już po Armagedonie i po związaniu Szatana? ‘Możliwe’ - przyznał F. W. Franz, wiceprezes Towarzystwa Strażnica, kiedy podobne pytania padły w Baltimore w stanie Maryland na zgromadzeniu okręgowym pod hasłem ‘Synowie Boży - synami wolności’. Dodał jednak: ‘Ale nie twierdzimy tego. U Boga wszystko jest możliwe. Ale my nie mówimy, że tak na pewno będzie. Niech więc też nikt z was nie mówi, że konkretnie to czy owo zdarzy się w latach dzielących nas od roku 1975. A najważniejsze z tego wszystkiego, drodzy przyjaciele, jest to: Czas jest krótki. Czas się kończy - co do tego nie ma wątpliwości’. Następnie brat Franz zachęcał: ‘Zróbmy więc jak najlepszy użytek z pozostałego czasu i podejmujmy się każdej nawet trudnej, ale pożytecznej pracy w dziele Jehowy, dopóki nadarza się ku temu sposobność’.

Od tej pory upłynęło kilka lat i głoszenie stało się sprawą jeszcze pilniejszą. Słudzy Jehowy wiedzą, że nie oddali Bogu swego życia do jakiegoś określonego roku. Oddali Mu się na zawsze. (...)

Obyśmy czuwali i byli aktywni, gdyż zbliża się koniec! Tak jest, musimy stale ‘czuwać’! Nie czas na ospałość duchową. Pora zachowywać czujność, a przy tym pilnie i wiernie pełnić służbę dla Boga, którego cudowne i niezrównane zamierzenie nie może zawieść i na pewno nie zawiedzie” (s. 126).
Chociaż o powyższych sprawach Świadkowie Jehowy piszą i w innych publikacjach (np. „Świadkowie Jehowy - głosiciele Królestwa Bożego”), ale styl przekazu tej historii jest interesujący. Warto więc poczynić starania by zdobyć tę książkę.
Broda Russella

Na koniec jeszcze jedna ciekawa relacja dotycząca brody, której nie powinni dziś posiadać głosiciele Towarzystwa Strażnica. O niej mówi wspomniana powyżej publikacja pt. „Działalność Świadków Jehowy w Niemczech w czasach nowożytnych”. Oto jej słowa:

„Brat Balzereit [przewodniczący w Niemczech] zwrócił się do brata Rutherforda z prośbą o zezwolenie na kupno prasy rotacyjnej. Brat Rutherford wyraził zgodę, lecz pod jednym warunkiem. Zauważył bowiem, że brat Balzereit z biegiem lat zapuścił brodę bardzo podobną do brody brata Russella, a w ślad za nim poszli inni bracia, którzy chcieli wyglądać tak jak brat Russell. Nie chcąc, aby to doprowadziło do ubóstwiania stworzeń, brat Rutherford chciał temu położyć tamę. Dlatego też podczas swej następnej wizyty poinformował brata Balzereita w obecności całej rodziny Betel, że może zakupić prasę rotacyjną, ale tylko pod warunkiem zgolenia brody. Brat Balzereit z ciężkim sercem zgodził się na to i udał się do fryzjera. W dniach następnych zdarzały się pomyłki, wywołujące nieraz zabawne sytuacje, ponieważ współpracownicy nie rozpoznawali ‘obcego’.” (s. 15).
Kwestia noszenia brody pojawiła się więc w Towarzystwie Strażnica w 1923 r. Powodem tej ludzkiej tradycji stał się być może słaby zarost Rutherforda, ale i zazdrość, że wielu głosicieli upamiętnia poprzez brodę Russella.

Tak to od tamtej pory, z powodu jego brody i braku zarostu u Rutherforda wprowadzono „pewien” zwyczaj, a większość Świadków Jehowy nie rozumie do dziś, że ich ewentualna broda mogłaby mieć coś wspólnego z brodą Russella. Przyjmując logikę Towarzystwa Strażnica okazuje się, że przez brak brody głosiciele stali się naśladowcami Rutherforda. Czy o to jemu chodziło, gdy wprowadzono ten zwyczaj?


Uwagi:

Wszystkie podkreślenia tekstu pochodzą od autora artykułu.






©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość