Strona główna

Wypadek lotniczy 1944 roku


Pobieranie 5.57 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar5.57 Kb.
Wypadek lotniczy 1944 roku

OLSZYNY.

Świadek opowiada

W ostatnim numerze „Gorlic­kiej" pisaliśmy o dwóch ka­tastrofach lotniczych, które zdarzyły się w 1944 w Olszynach i Banicy. Dzisiaj w miejscach ka­tastrof są pomniki. Problem jest jeden - w Banicy tablica po­święcona pamięci lotników jest nieaktualna, na mapach funk­cjonują niepoprawne nazwy ze­strzelonego samolotu. Sugero­waliśmy, by samorządowcy i kombatanci zainteresowali się tragedią tych dni, zweryfikowa­li fakty, dotarli do świadków.

Przez wiele lat uważano, że w Olszynach i Banicy spadł ten sam samolot. Sądzono, że nocą z 16 na 17 sierpnia 1944 roku wracający znad Warszawy sa­molot typu Liberator EW- 275 R kpt. pilota Zygmunta Pluty został zapalony przez niemiec­ki nocny myśliwiec. Płonący samolot z urwanym jednym silnikiem przeleciał na niskim pułapie do Banicy i tam eksplo­dował. Czas zweryfikował in­formacje, zaprzeczył tej teorii. Andrzej Olejko w książce wy­danej w 2000 roku „Lotnicza tajemnica Olszyn i Banicy" udowodnił, że lotnicze trage­die w Olszynach i w Banicy to dwie osobne historie.

Jak było w Olszynach? Z ba­zy włoskiej z pomocą dla po­wstańców warszawskich wyle­ciał Liberator EW - 275 R kpt. pi­lota Zygmunta Pluty z polską załogą. W rejonie Gorlic został zaatakowany przez nocne my­śliwce, które uszkodziły jeden z silników. Załoga wyskoczyła ze spadochronami, które nie otworzyły się. Samolot rozbił się w Olszynach, lotnicy zginęli.



Pomnik lotników w Krzywej – Banicy (z lewej) oraz w Olszynach



Jan Kmon prezentuje znalezioną część.
- Ojciec pochodził z Olszyn i dla bezpieczeństwa wywiózł nas tam. W1944 roku miałem iść do III klasy szkoły podsta­wowej. W nocy spaliśmy na strychu. Usłyszeliśmy huk. Mówili we wsi, że samolot zo­stał trafiony przez niemieckie myśliwce. Wybuchała też amunicja z dopalającego się samo­lotu. Niemcy nie dopuszczali ludzi w to miejsce. Poszliśmy tam po dwóch dniach. Samolot był wbity dziobem w ziemię, ogon miał urwany. Konsola by­ła przeszklona, skrzydeł nie miał. Ludzie mówili, że wi­dzieli pourywane nogi i ręce wokół samolotu. To było na łą­ce „koło dworu", znalazłem tam część z uzwojeniem w środku i wziąłem na pamiąt­kę. Ta rzecz wędruje ze mną przez 60 lat. Ten samolot nie mógł absolutnie lecieć dalej. W Banicy spadł inny - mówi Jan Kmon.


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość