Strona główna

Za naszym przykładem


Pobieranie 4.55 Kb.
Data20.06.2016
Rozmiar4.55 Kb.
ZA NASZYM PRZYKŁADEM

Polska choroba, zaraza przedwyborczo - lustracyjna zaczyna przekraczać granice. Ostatnio dotarła do Niemiec i dopadła długoletnią kanclerz tego kraju Angelę Merkel. Stało się to za sprawą najnowszej biografii pt. „Pierwsze życie Angeli M.”, która właśnie pojawiła się na półkach księgarskich. Jej autorzy Ralf Georg Reuth i Guenther Lachmann podają, że Angela Merkel, na przełomie lat 70. i 80., będąc pracownikiem Akademii Nauk NRD pełniła w centralnym instytucie chemii fizykalnej (ZIPC) funkcję sekretarza do spraw agitacji i propagandy. Biografowie powołują się na byłych funkcjonariuszy Wolnej Młodzieży Niemieckiej (FDJ). Cytują także byłego ministra komunikacji Guenthera Krausego, który kilka lat temu powiedział, że Merkel była odpowiedzialna za „pranie mózgów na marksistowsko-leninowską modłę”. Sama zainteresowana dotychczas twierdziła, że ona po prostu zajmowała się kulturą, a literalnie do jej obowiązków należało rozdzielanie biletów do teatru i organizowanie prezentacji książek. No cóż, każdy ma prawo wypowiadać się i dowodzić swoich racji. W najnowszej biografii kanclerz Niemiec można również znaleźć fragmenty, których Merkel nie musi się wstydzić, a wręcz przeciwnie, może być z nich dumna. Oto Reuth i Lachmann odkryli, że w 1980r., w miejscowości Templin, gdzie wychowywała się Merkel, powstało kółko dyskusyjne, którego uczestnicy omawiali ówczesną sytuację w Polsce. W 1981 roku z inicjatywy dzisisjszej kanlcerz członkowie koła trzykrotnie odwiedzali Polskę. Podczas jednej z takich podróży enerdowscy pogranicznicy znaleźli w torebce Merkel zdjęcia pomnika ofiar w Gdyni oraz pismo i znaczek Solidarności – czytamy w książce „Pierwsze życie Angeli M.”. Ale to jakby nie podnieca autorów biografii. Oczywiście członkowie rządzącej partii CDU, nie bez racji twierdzą, iż ta publikacja, a przede wszystkim termin jej ukazania się, są wyłącznie elementem kampanii wyborczej do Bundestagu, które odbędą się 22 września. Czy ten przysłowiowy już „dziadek z Wermachtu” może zaszkodzić pani kanclerz? Wydaje się, że nie, ponieważ cieszy się poparciem 62% Niemców, którzy chcą ją w dalszym ciągu widzieć na czele państwa. W tym wszystkim smutne jest to, iż metody z polskich, brudnych i negatywnych kampanii wyborczych wyszły poza granice naszego kraju. Przykre, że to nie my uczymy się od innych politycznej kultury, tylko inni uczą się od nas politycznej nienawiści i chamstwa.



SOBCZAK i SZPAK


©snauka.pl 2016
wyślij wiadomość